Forum www.armagedonuczas.fora.pl Strona Główna www.armagedonuczas.fora.pl
NIEZNANY ŚWIAT,PRZEPOWIEDNIE.PIĄTE SŁOŃCE,ROK 2012,REINKARNACJA, KONSPIRACJA,MEDYCYNA ALTERNATYWNA, ENERGIE ITP.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

SZÓSTE SŁOŃCE CAŁOŚĆ

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.armagedonuczas.fora.pl Strona Główna -> Rok 2012
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tadeo
Administrator



Dołączył: 02 Lis 2010
Posty: 435
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 20:02, 19 Gru 2010    Temat postu: SZÓSTE SŁOŃCE CAŁOŚĆ

9
NOWE SŁÓŃCE
SZÓSTE SŁOŃCE
CZĘŚĆ PIERWSZA
Koniec staje się początkiem, tak jak śmierć staje się życiem.

Poprzednią część swych rozważań zakończyłem konkluzją , iż starałem się tam opierać swój wywód na sensie i logice badaczy. Lecz cóż jeśli owa Prawda jest po prostu pozbawiona tych jakże naukowych atrybutów, wszelkich analiz i poszukiwań, zawierających się jedynie w obrębie postrzegania „szkiełka i oka”.
Co jeśli na przykładzie pewnych doświadczeń z zakresu fizyki kwantowej analizowany świat zachowuje się tak jak byśmy tego od niego wymagali. Ten swoisty pluralizm jest niejako antytezą definiującą wszelakie naukowe poczynania doświadczalne. Jeśli ustaliłem już, że na przykład nie astronomia wywodzi się z astrologii, a właściwie nawet też i nie na odwrót, wchodzimy w rozległy choć zdać by się mogło utajony dla przeciętnego zjadacza chleba, świat zaprzeczeń i paradoksów. Otóż moim zdaniem, mimo że astrologia zaistniała z astronomii, aby w nowożytności znów powrócić do swej pragmatycznej astronomicznej wersji, to mimo wszystko w tej zdać by się mogło poważnej surowej nauce tkwił od zawsze pewien romantyczny aspekt. Może w jakiejś mierze idzie tu o piękno rozgwieżdżonego nocą nieba, lub skojarzenie nieboskłonu z Niebem, czy motyw przygody kojarzący się z nawet teoretycznymi rozważaniami o kosmicznych czy poza wymiarowych podróżach.
Może to właśnie jest przyczyną, że te ekscytujące nowe idee w nauce nabierają głębszego znaczenia, gdy postrzegamy je w kontekście prastarych tradycji, których przecież stanowią kontynuację.
Wspomniałem wyżej o przeciętności co niektórych ludzi, ja osobiście w jakiś sposób brzydzę się przeciętnością i pospolitością. I nawet nie jest ważne, czy wynika to z planu, który sam sobie lub ktoś wyżej dla mnie wytyczył, czy też z poprzednich mych wcieleń, w które to jestem skłonny wierzyć.
Tak czy inaczej sądzę, że jeśli jakikolwiek mój tekst trafi do kogoś, kto sam siebie postrzega jako przeciętniaka, to zawarte tam treści prawdopodobnie nie będą dotyczyć tego kogoś. Podobnie rzecz będzie się mogła mieć zarówno z ortodoksami jakichś wierzeń czy religii, jak i ze skrajnymi pragmatykami, którzy najczęściej bronią swych katedr lub profesorów, u których w pocie czoła zdobywali swą tak zwaną „wiedzę”.
Wiadomo przecież ( mam nadzieje, że powszechnie), iż jednym z prekursorów nowożytnej bezdusznej nauki był Kartezjusz. Ten zimny, samolubny i pozbawiony pokory myślicie, który wypowiedział ową słynną formułkę „ wszystko co ludzkie nie jest mi obce”.
Ciekawe jakby czuł się ten zarozumialec, jeśli wiedziałby, że jeszcze 400 lat po jego udzielającej się innym megalomanii, o człowieku nadal nie wiemy aż tak wiele. Kartezjusz niejako zaraził innych uczonych swym przekonaniem, że rozum i obserwacja wystarczą do wyjaśnienia wszelkich zjawisk natury, prawda objawiona była zbędna, a ostateczna tajemnica i nieprzewidywalność – niedorzecznością.
Nie wiem na ile apel Kartezjusza i jemu podobnych upowszechnił naukę, odbierając monopol kościołowi, co z jednej strony było na pewno „błogosławieństwem” umożliwiającym wiele późniejszych odkryć, ale było też swoistym wylewaniem dziecka z kąpielą.
Najbardziej paradoksalnym może jednak być to, że główne tezy Kartezjusza powstały właśnie podczas medytacji, którą doznał będąc w osamotnieniu dnia 19 listopada 1619 roku. Nie raz zastanawiałem się od kogo mogło pochodzić to doznanie, na podstawie którego powstały takie tezy jak ta o racjonalności przyrody, na przykład „Teoria tęczy”.
Tak więc może nie należy dziwić się z obecnych trendów powrotu nauki do duchowości, i to nie dlatego, że jak za czasów inkwizycji kościół znów miałby podporządkować wiedzę swemu patronatowi i władzy, tym bardziej, że nie idzie tu o przeliczanie ilości diabłów mieszczących się na główce od szpilki, choć w oczach laików tak właśnie może wyglądać większość obecnie przeprowadzanych eksperymentów naukowych.
Głównym powodem pogodzenia się wiedzy z wiarą są ślepe uliczki, do których dotarły tak szacowne nauki jak na przykład : biologia, fizyka i astronomia. Przyjmowane od kilku wieków za kryterium Prawdy, praktyczność i realizm w ocenie rzeczywistości, od jakiegoś czasu zaczęły nie zgadzać się w istnieniu bardziej złożonych aspektów mikro i makro kosmosu.
Najbardziej spektakularnymi odkryciami ostatniego wieku było dowiedzenie, że neutrina mają swą masę, oraz że we wszechświecie dominuje tak zwana ”czarna materia” i grawitacyjno-magnetyczne pola, o których już wieki temu mówili starożytni jako o „eterze”.
W efekcie tych podminowujących konwencjonalną naukę faktów zaczęto na siłę stwarzać teorie i naginać dowody do już zestarzałych akademickich nauk. Nieuchronnie przypomina to niemal odwieczny mozół młodych myślicieli, którzy pół swego życia przebijają się ze swymi nowatorskimi tezami, aby kolejną połowę swej egzystencji poświęcić na zwalczanie nowych generacji młodych odkrywców.
Cóż, może jest to jakaś obowiązująca zasada, aby nic w świecie nie przebiegało zbyt prosto, a im coś jest istotniejsze tym w większych bólach musi się rodzić.
Mimo iż nie sądzę, że nowa fizyczna teoria „super strun” jest pozbawiona błędów, które zapewne przyjdzie rozwiązywać tym następnym generacją młodych odkrywców z przyszłości. Jakkolwiek jest w niej mniej szowinizmu ,niż na przykład w teorii „pola” czy teorii względności, nowa fizyka teoretyczna daje nam przynajmniej szansę na zrozumienie zjawisk do niedawna wtłaczanych między bajki lub zabobony.
To moje kolejne pisanie nazwałem „Szóste słońce” właśnie z powodu wiary części społeczeństwa, że po kataklizmie i schyłku „Piątego słońca” miałby nastać wspaniały czas oświecenia i złotego wieku, czyli kolejna era, a jako że już nie piąta więc nazwałem ją „Szóstym słońcem”.
Ten wyczekiwany czas pokoju, miłości i dobrobytu jeszcze nie został ustalony żadnym naukowym doświadczeniem czy tezą, a jednak w świadomości wielu kultur, religii czy wierzeń jest on jak najbardziej pewny i realny.
Oczywiście i on jeszcze nie raz może się okazać kolejną datą nieziszczonych proroctw, kiedy to gdzieś zbierać się będą grupy wiernych w przeświadczeniu mającego nadejść objawienia, aby po kilku godzinach rozchodzić się jako widziana oczyma innych banda fanatyków.
Jednak kto do końca może być pewny, że nic takiego nadzwyczajnego nie zdarzyło się w te setki i tysiące prorokowanych końców światów, że ci wracający ze spuszczonymi głowami to ci sami, którzy jeszcze jakiś czas temu wysoko zadzierali swe głowy i wpatrując się w nieboskłon wyczekiwali bożych znaków.
Na ile utopijne są w swych tezach najnowsze nauki dające nam 10 a nawet 26 innych wymiarów, w które przynajmniej teoretycznie możemy wniknąć niemalże w każdym momencie naszego życia. Jak możemy uzasadnić trafność co niektórych proroctw, wraz z niekiedy jej brakiem w innych częściach tej samej wizji?
Może na podobieństwo proroctwa wieszczki Kasandry, która od swego Boskiego kochanka Apollina otrzymała ważną dla walczących Trojan informację, aby nie wprowadzać konia do miasta. Jednocześnie, aby proroctwo mogło się spełnić Bóg nie przekazał swej kochance jakiego i dlaczego tego konia nie należy wpuszczać do miasta.
Trojanie byli by nawet skłonni uwierzyć swej wróżce, gdyby nie fakt, że przecież każdego dnia wjeżdżano i wyjeżdżano konno z miasta.
To krótkie mitologiczne zdarzenie może czasem posłużyć nam jako przykład, a może nawet jako dowód pewnych trudno wytłumaczalnych sytuacji i zdałoby się dziwnych paradoksów z czyjegoś lub naszego własnego życia. Na ile możemy zaufać wieszczom i prorokom wraz z najróżniejszymi ich przekazami?
Jak możemy postrzegać nasze własne wizje, sny czy przekazywane nam channel lingi , a nade wszystko jakie są i w czym mogłyby nam przybliżyć sprawę związaną z oczekiwanymi przez co niektórych zmianami na Ziemi takie proroctwa?

Tym właśnie chciałbym zająć się w tym co teraz piszę, gdyż jak myślę rozważanie trudnych pytań jest poniekąd definicją każdej myślącej osoby, czyli tych mieniących się za homo sapiens.
W poprzedniej części ( 5 słońce ) wspomniałem o tak zwanym pasie fotonów, dziwnej świetlistej energii w naszej Galaktyce, o której tak możemy przeczytać na jednej z internetowych stron:

„ Nasza planeta Ziemia zmierza w obecnym czasie do wielkich przemian. My, mieszkańcy tego globu żyjemy aktualnie na krawędzi starego i nowego świata. Czasy obecne dobrze rozpoznali Majowie, doskonali matematycy, astronomowie i astrologowie. Znani też ze swojego doskonałego kalendarza Tzolkin, który aż 22 razy dokładnie określił wszystkie ważne cykle słoneczne. Według kalendarza Majów w roku 1987 kończy się stary piąty świat. Ziemia wychodzi z okresu nocy i rozpocznie nową epokę w szóstym świecie. Obecnie żyjemy „ pomiędzy światami”. Ten czas jest zwany inaczej Apokalipsą. Majowie nie opisują szóstego świata, kończą swój kalendarz 21 grudnia 2012. Podczas Apokalipsy w czasie „ pomiędzy dwoma światami” dużo ludzi dozna wielkich przemian na rożnych odmiennych polach. Nasza Ziemia zmieni swoje położenie we wszechświecie. Ruchem spiralnym przesunie się z trzeciego do piątego wymiaru. Zmieni się na Ziemi całkowicie energia, z wibracji solarnych na wyższe galaktyczne. Już Edmund Halley (1655-1742) odkrył dziwną przestrzeń wokół Plejad. Sto lat później Friedrich Wilhelm Bessel potwierdził odkrycie Halleya. W roku 1961 Paul Otto Hesse doniósł o niezwykłym pierścieniu światła o nieprawdopodobnych rozmiarach - 760 000 bilionów( miliardów ) mil szerokości. Potwierdziły to badania prowadzone przez satelity. Astronomowie zauważyli wielki pas światła wokół Plejad opasujący je niczym obrączka. Promienie idące z Centralnego Słońca Alkione są ułożone z północy na południe. F. W. Bessel również obwieścił światu, że nasz glob jest niemalże jedną minutę przed zetknięciem się z tym pierścieniem. Zaobserwował ruch tego pasa światła i obliczył cały jego cykl obrotu wokół Alkione. Określił go na około 25 000 lat ziemskich. Pas ten jest pasem wielkiej światłości o wielkiej radiacji, naukowcy nazwali go Photon Belt (Pas Światła) Photon Belt zwany również Quantum zawiera w sobie energie gamma, X-rays, widzialnego światła i niższych energii o częstotliwości radiowej. Podróżuje po wszechświecie wokół Centralnego Słońca Alcione - jednej z siedmiu gwiazd Plejad, ruchem odwrotnym do wskazówek zegara z prędkością światła. Jego obrót – pełna orbita wynosi 25 860 lat. Centralne Słońce Alkione jest ustawione w pośrodku wszechświata. Jest niczym latarnia w środku morza, która rozświetla ciemności. W tym czasie nasz układ słoneczny musi przejść dwa razy przez tą falę światła, raz od północy, drugi raz od południa. Niesie dwa okresy ciemności i dwa okresy światła. Czas ciemności jest pasem głównym, najdłuższym w rotacji dookoła Centralnego Słońca. Każdy z tych okresów to ok.10 500 lat.+ ok 430 lat co daje (10 500 + 430 = 10 930 x 2 = 21 860). 430 lat - są to lata zbliżania się do tego pierścienia, dające już przebłyski innych czasów - ale nadal jeszcze je zakrywają jakby wielką mgłą. Za każdym okresem 10500 lat ciemności i po przejściu przez okres „ mglisty” zwany naukowo Nebulą, nadciąga wielki pas światła. Trwa on ok 2000 lat. Zatem 21 860 + 4000 ( 2000x2) = 25860 lat, to jest jedna orbita wokół Alkione. Po wyjściu ze światła (2000 lat) ponownie zaczyna się fala ciemności ok 10 500 lat. Nie jest łatwo zrozumieć ten cały cykl kosmiczny. Jest określany jako fenomen. W czasie kiedy nadciąga ta wielka fala światła następuje na ziemi wielki rozwój spirytualny i rozkwit na naszym globie, Złoty Wiek. Okres podroży tego Pierścienia jest zwany - cyklem 26 000 letnim. Jest on bardzo ważny i owocny w zrozumieniu boskich prawd i celów. Uczeni wyliczyli, że Ziemia zetknie się z Pasem Światła ok. roku 2011. Cały ten proces można porównać do oddechu Wszechświata, jednego wielkiego rytmu - wdechu i wydechu i dwóch faz spoczynku. Oddech Boga - jako pełny cykl trwa ok 26 000 lat. W czasie tego cyklu zachodzą potężne przemiany w całym wszechświecie. Dzień 21 grudnia 2012 jest dniem kiedy według wierzeń Majów ten Pierścień Światła jak rzeka wpłynie i zetknie się z naszą planetą. Wywoła potężne zmiany nie tylko na naszym globie ale również w psychice i ciele człowieka. Rozwinie wyższą jego świadomość. Nowe elekromagnetyczne pole, bardziej wysoka częstotliwość zmieni ludzkie ciało na tak zwane semi-eteryczne. Podniesie na wyższą świadomość. Nastąpi wyższy rozwój w ewolucji człowieka. Tą wibrację nazywa się również energią lub promieniowaniem Manasik, która jest naszym pojazdem w transformację i transmutację, w podniesieniu na wyższy poziom świadomości - Świadomości Chrystusa. Manasik energia jest niczym innym jak Świadomością Chrystusa. Pierścień Światła nie jest nowym zjawiskiem. Znany był przez starożytnych greków i rzymian. Nazywali go Złotym Wiekiem. A owe 11 000 lat ciemności, galaktyczną nocą. Energia Manasik jak wyliczyli astrofizycy podróżuje po wszechświecie z prędkością ok 29 km /sek. Według nich Energia ta przekroczy granice Ziemi z prędkością 208 800 km/godz. Takie wejście światła w naszą sferę i o tak dużej częstotliwości spowoduje w nas przemiany o wielkości zależnej od naszego aktualnego stanu., (Oczyszczenia) „...Za jednym mrugnięciem oka...” Energia Manasik ma spirytualną naturę i po okresie ok 11 000 lat galaktycznej nocy na Ziemi zapali 2000 lat światłości – oświecenia, w każdej jego formie, tak duchowej jak i fizycznej. Człowiek gwałtownie przyśpieszy proces własnej ewolucji. Przed zbliżającą się wielką energią czystego światła płynie również tak zwany Null-Zone lub Nebula - Strefa Zero. W tych ostatnich dniach, kiedy pas światła będzie stykał się z Ziemią na naszym globie pole magnetyczne spadnie niemal do zera. Wytworzy się próżnia. To zjawisko zmieni biegunowość Ziemi. Encyklopedia Wikipedia pisze: Nebula, nazwa łacińska - nebulea, jest to chmura lub kurz, gas i plazma oddzielająca dwa rożne środowiska o innych wibracjach, niczym ściana. Oryginalnie Nebula jest również określeniem na astrologiczny obiekt. Często nazywa się tak drogę mleczną , lub (przykład) Galaktyka Andromeda inaczej też zwana - Andromeda Nebula. Odnosi się do również do komet. Strefa Zero jest to więc obszar bardzo mocno skompresowanej energii, w którym pola elektromagnetyczne przenikają się bardzo mocno i zarazem odpychają się od siebie. Oba te pola muszą się nawzajem przetransmutować w nowy typ magnetyzmu. W konsekwencji nastąpi nowa zmiana pola elekromagnetycznego na Ziemi, co już stopniowo widzimy w codziennym życiu. Na Ziemi zaistnieje inne pole magnetyczne o bardzo dużej częstotliwości. Wszystkie te zmiany będą powodować większą aktywność wulkanów, nagłe zmiany klimatu, silne wiatry i trzęsienia ziemi. Czym bardziej będzie zbliżał się Pas Światła do Ziemi tym ta aktywność się zwiększy. Obecność Strefy Zero jest przewidziana ok 110 do 144 godzin (5-6 dni). W tym czasie będzie bardzo ważne jakie będziemy posiadać ciała. W ciałach nieharmonijnych proces ten wywoła gwałtowny szok. Osoby posiadające ciało „czyste” łatwiej zniosą transformację, łatwiej przyswoją wyższe wibracje kosmiczne. Zaczną się budzić zdolności telepatyczne i telekinetyczne. Po przejściu Strefy Zero nastąpi wielka ciemność (ok 36 - 75 godz.) . A po tej ciemności niespodziewanie wyłoni się zupełna jasność. Atmosfera zmieni się gwałtownie z wielkiej ciemnicy w słońce. Zmieni się pole elektromagnetyczne i nastanie nowa era. Ziemia wejdzie w szósty świat. Dużym niebezpieczeństwem dla Ziemi są składowiska broni atomowej i wszystkich elektromagnetycznych źródeł. Nadciągająca energia zmieni ich pola działania, mogą wystąpić reakcje łańcuchowe. Jest przewidywane całkowite pozbawienie ludzi prądu elektrycznego. Wysoka wibracja rozładuje wszystkie nasze urządzenia elektryczne. Podczas kiedy nadciągnie Null Zonę i nie będzie nic widać z tej gęstej chmury, znikną słońce i gwiazdy, na Ziemi gwałtownie spadnie temperatura. Jest nawet przypuszczenie, że może osiągnąć – 50 stopni. Świat nagle może się znaleźć w epoce lodowcowej. Załamanie się pogody może doprowadzić do śmierci wielu ludzi. Również należy spodziewać się wielu nieprzewidzianych zmian i nieoczekiwanych sytuacji. Nie chce przedstawiać więcej katastroficznych wizji ale każdy z nas powinien jednak zdać sobie sprawę w jakim czasie żyjemy i co nas czeka w ciągu najbliższych lat. Wiem również, że nie pozostaniemy bez pomocy. Galaktyczne Federacje pracują nad tym jak pomoc planecie Ziemia. Nie zostawią nas samych podczas tego wielkiego kosmicznego wydarzenia. Już od dawna trwają wielkie dyskusje w świecie naukowców i nie tylko. W związku z nadciągającymi zmianami na Ziemi również zwiększyła się aktywność UFO. Wiele innych obcych cywilizacji chce nam pomoc. Świat jeszcze tego nie rozumie a nawet się obawia. A dużo z nas w ogóle nie wierzy w istnienie innego życia w innych galaktykach. Cały czas trwają obserwacje Pierścienia Światła z Alkione przez NASA. Już od dawna ONZ jeszcze z prezydentem Reganem i Gorbaczowem zastanawiali się nad tym problemem, jak również nad interwencją UFO. Nie łatwy to temat dla nas ziemian. Zawsze największym wrogiem dla świata jest obawa przed nieznanym. Kiedy już przybędzie do nas ta wielka fala potężnego światła nasza amnezja przestanie istnieć. W człowieku będzie budzić się nowa świadomość i zrozumienie prawd wszechświata. W tym czasie re inkarnowało się na Ziemi wiele bilionów dusz ze wszystkich galaktyk. Dla każdej z nich to wielka szansa i wyzwanie – przekroczenie wielkich furtek i zjednoczenie ze Świadomością Chrystusa. A Ziemia zmierza w El Dorado XXI wieku. Wchodzi w nowy rozdział życia w Złotym Wieku – w erze pokoju - tylko w Świetle.”

W owym tekście, prowadząca stronę „Rose of Sharon” pani Wiesława, przepisując tekst z innych anglojęzycznych źródeł, używa naukowo brzmiące pojęcia i mylnie podaje np. pewne dane w „bilionach”, gdzie w polskim tekście powinno chodzić o miliardy.
Dla kogoś, kto choć w niewielki sposób poznał, lub się jemu wydaje, że poznał astronomię, ten i podobne teksty muszą wydawać się jemu być naukową herezją, lecz czy musi tak być rzeczywiście ?
Według naukowców z Centrum Badań Kosmicznych P A N Słońce wraz z Układem Słonecznym wkrótce wniknie do wnętrza obłoku materii międzygwiazdowej o kształcie niedomkniętego pierścienia (podobieństwo z Pasem Fotonów ).
To najnowsze odkrycie z Maja 2009 roku zostało zaobserwowane przez satelitę I B E X, który jest pierwszym najnowszym satelitą przeznaczonym do badania atomów w kosmosie. Owa wiadomość sama w sobie mogłaby łatwo zostać zignorowana w natłoku bombardujących nas ze wszystkich stron wieści, tym bardziej, że sami uczeni wydają się ją ignorować. Dla mnie natomiast wydaje się ona jak najbardziej istotna, lecz zanim do niej ponownie powrócę myślę, że było by koniecznym, abym najpierw zaakcentował kilka związanych z nią innych sytuacji, wierzeń, przepowiedni czy proroctw począwszy od tych mitologiczno – religijnych do najnowszych chan elingowych, takich jak sprawa opisanego wyżej „Pasa fotonów”.
W tym miejscu zajmijmy się więc równie ważnymi dla naszych dalszych rozważań przyczynami zaistnienia fizyki kwantowej, a dokładniej odkryciami Newtona, Einsteina czy G. I. Taylora, z których to każdy miał swój własny przyczynek dowodząc, że jak to już ujął I. Newton w 1706 roku „ promieniowanie świetlne to są bardzo małe ciała wysyłane przez świecące substancje”. Pokrótce chodzi o to, że światło nie ma struktury fali ani cząsteczki, a dokładniej jest tym i tym jednocześnie, i jak wykazały rozliczne doświadczenia między innymi światło zachowuje się odrębnie niż dźwięk, który jest falą.
Ten fakt dał na tyle do myślenia uczonym, iż na określenie właściwości światła musiano stworzyć nowy termin „falo-cząstka”. Odkrycie to jest na tyle ciekawe i ważne, że nie tylko stworzyło nowe spojrzenie na całą fizykę wraz z tworzeniem jej rewolucyjnych odłamów fizyki pola, strun i najnowszej super strun, w których mowa jest nie tylko o pewnej przypadkowości zdarzeń, stwarzając przekonanie o istnieniu co najmniej 10 lub nawet 26 wymiarów ( wraz ze światami równoległymi może być ich nawet nieskończenie wiele ).
Jednym z powodów takiego przeświadczenia może również być fakt, iż laboratoryjne doświadczenia wykazały, że materia na przykładzie cząstek elementarnych zachowuje się zgodnie z wolą lub oczekiwaniem eksperymentatorów.
Taki stan rzeczy dowodzić może o nadrzędnym wpływie myśli czy słowa na kreowanie rzeczywistości - biblijne „na początku było słowo”, czy też „wiara czyni cuda” lub „myśl kreuje rzeczywistość”.
Z grubsza wyglądać by to mogło na zagadnienie bardziej duchowe niż naukowe, gdyby nie odkrycie neutrin. Te dziwne twory mikro-kosmosu przy zerowym ładunku elektrycznym mają swą minimalną masę ( setki tysięcy razy lżejsze od elektronów czyli cząstek o najmniejsze dotąd poznanej masie ) neutrina występują jako cząstki podstawowe i powstają między innymi przy rozpadzie w czasie reakcji jądrowej, w której emitowana jest cząstka beta + zwana pozytronem lub antyelektronem oraz neutrino elektronowe. Te cząsteczki są tak przenikliwe, że przez każdy centymetr kwadratowy powierzchni Ziemi ( również i przez człowieka ) przenika ich około 60 000 000 000 na sekundę. Tak więc neutrina jako jedne z najbardziej elementarnych składowych atomów ( należą do kontrowersyjnych leptonów, fermiony o spinie ½ ) nie tylko przemieszczają się z prędkościami bliskimi prędkości światła c = 29979458 m/sek. =299 739, 5 km/sek., ale mając swą masę stają się czymś w rodzaju emisariuszy przenoszących również informację.
Te cząsteczki duchy, jak określano je na początku ich poznawania, bez trudu mogą przebrnąć nawet przez 10 000 ustawionych jeden za drugim obiektów podobnych do Ziemi, nie tracąc swej energii ani nie zostawiając na powierzchni tych obiektów najmniejszych nawet śladów ingerencji w nie.
Mimo, że tak wielka ilość neutrin nieustannie przenika nasze ciała ( około 50 bilionów na sekundę ), to jednak paradoksalnie powstają one w niemal że z nieskończenie mało prawdopodobnych zdarzeń, lub bardziej spontanicznie w trakcie zaistnienia gigantycznych ciśnień i temperatur np. na gwiazdach (Słońce), w trakcie rozczepiania atomów ( reaktory, wybuchy nuklearne) lub przy eksplozjach supernowych.
W innych przypadkach w naturze neutrina związane są w „ sztywnej kwantowej materii”; i tak na przykład porównywalnie w niskich temperaturach krzem, czyli bardzo powszechnie występujący w kosmosie materiał, zostaje niemal pozbawiony wewnętrznych drgań przypadkowych.
Aby zmusić atomy krzemu do jakichkolwiek minimalnych nawet drgań potrzeba pewnej choćby minimalnej ilości energii, a w niskich temperaturach nie ma jej prawie wcale. W takich przypadkach mówi się o „ zamrożeniu” takich drgań w atomach, a więc ciało stałe w niskich temperaturach jest niezwykle stabilne i może w takim letargu przetrwać niemalże wieczność. Wszystko zmienia się jednak, gdy jakaś cząstka, powiedzmy neutrino lub foton promieni rentgena z atomowego reaktora, Słońca czy Super nowej uderzy w kawałek krzemu i od niego się odbije.
Wówczas pozostawia on po sobie pewną ilość energii. Choć owej pozostawionej przez foton lub odbite neutrino energii jest bardzo niewielka ilość, stać się ona może przyczyno-skutkiem ukierunkowania innych cząsteczek (bozon ), przez co energia wzrasta wraz z temperaturą, kiedy to coraz poważniej na atomy ciał stałych oddziaływuje ten coraz intensywniejszy strumień mikro cząstek.
Każdą cząstkę elementarną można określić z punktu widzenia jej zachowania jako fermon albo bozon ( np. fotony są przyciągającymi się bozonami, które w formie ukierunkowanej wiązki występują na przykład w laserze). Elektrony, protony i neutrony są odpychającymi się fermionami. Choć w pewnych stanach czy sytuacjach mogą one wzajemnie zmieniać swe właściwości, te sprawdzane doświadczalnie prawidła podpowiadają nam jak działa świat, ale nadal nie mówią nam one dlaczego on tak działa i co było by jakby na przykład nasza ziemska materia została zbombardowana bardzo intensywną, ukierunkowaną falą napływających z kosmosu neutrin.
Aby rozważyć to choćby w teoretyczny sposób znów powinniśmy powrócić do wspomnianej wcześniej „wiązki”, czyli gorącego pierścienia najprawdopodobniej obłoku materii po wybuchu supernowych, który to bezspornie zawiera w sobie nieskończenie wiele „ czarnej materii” „ czarnej energii” antymaterii i neutrin właśnie(jeśli nie są one jedynie błędem obliczeń astrofizyków).
Owa kosmiczna wstęga jest to stojący na drodze układu słonecznego gigantycznych rozmiarów obłok materii międzygwiazdowej o temperaturze około miliona stopni Kelvina. Ważnym w tym doniesieniu jest wspomnienie o supernowej, bo czym tak naprawdę jest ów tajemniczo brzmiący fenomen?
Aby to przybliżyć powinienem podać nieco informacji zaczerpniętych z podręczników o astronomii: „nowa” łac. nova oznacza pojawienie się na sferze niebieskiej gwiazdy, lecz mylne jest określenie supernowej jako nowej gwiazdy, gdyż pojawienie się oznacza takiego fenomenu oznacza jej radykalną transformację w coś zupełnie innego, ale najczęściej jest to jej spektakularna śmierć. Supernowa jest to termin określający kilka rodzajów eksplozji w kosmosie powodujących powstawanie na niebie niezwykle jasnego obiektu, który po upływie kilku tygodni bądź miesięcy staje sie niemal niewidoczny. Jedną z dróg prowadzących do takiego wybuchu w jądrze masywnej gwiazdy jest to, kiedy przestają w niej zachodzić reakcje termojądrowe i pozbawiona ciśnienia promieniowania, zaczyna ona zapadać się pod własnym ciężarem. Lub jak to jest z tak zwanymi „białymi karłami”, które tak długo pobierają masę z sąsiedniej gwiazdy, aż po przekroczeniu masy krytycznej (Chanderesekhra 3 x 10/30 kg Czyli 1,44 mas Słońca)biały karzeł wybucha jako supernowa (typ la.)
W obu przypadkach eksplozja supernowej z ogromną siłą wyrzuca w przestrzeń kosmiczną większość lub nawet całą materię gwiazdy, a utworzona w ten sposób mgławica jest bardzo nietrwała i ulega całkowitemu rozproszeniu już po okresie kilkudziesięciu tysięcy lat( w naszej Galaktyce znanych jest obecnie tylko 265 pozostałości po supernowych ). Eksplozje supernowych są głównym mechanizmem rozprzestrzeniania się w kosmosie wszystkich ciężkich pierwiastków ( cięższe od tlenu oraz jedynym źródłem pierwiastków cięższych od żelaza).
Powstanie planet Układu Słonecznego, cały wapń w naszych kościach i zaistnienie życia w znanej nam postaci zawdzięczamy właśnie tym przemianom i eksplozjom supernowych. We wczesnej fazie ewolucji gwiazdy, spala ona wodór do fazy czerwonego olbrzyma, w której spalany jest hel (wodór i hel są wolno palącymi się składowymi gwiazd). Gdy w gwieździe hel ulegnie wyczerpaniu, rozpoczyna się proces zapadania, ogrzewania i ponownego ogrzewania popiołu.
Jednak spalanie węgla nie przebiega powoli, a po jego wypaleniu zostają w gwieździe już tylko ciężkie wybuchowe pierwiastki . Po tym etapie gwiazda zaczyna się ochładzać i znów zaczyna się zapadać do czasu kiedy pod wpływem ściskania i ogrzewania zapala w sobie takie pierwiastki, jak na przykład magnez i eksploduje jako supernowa.
Taki rozpad powoduje wyemitowanie w przestrzeń kosmiczną ogromnych ilości takich cząstek elementarnych jak neutrina i antyneutrina, które docierając do Ziemi i jej mieszkańców mogą zmienić ich fizyczną naturę!?
Tak jak pisałem wyżej, w mrocznych otchłaniach kosmosu jest tak mroźno, że nie występuje tam żaden ruch, a bezruch z kolei jest definicją braku życia. Czyż więc życie to tylko ingerencja pewnych cząstek w ciała stałe, w tym i w człowieka, jako zespołu atomów, pierwiastków i tkanek? Jeśli zaś tak, to cóż się stanie jeśli owych ingerujących w nas i otaczający nas świat mikrocząsteczek będzie o wiele, wiele więcej niż bywało to od jakiegoś dłuższego czasu?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tadeo
Administrator



Dołączył: 02 Lis 2010
Posty: 435
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 20:04, 19 Gru 2010    Temat postu:

10
DO OKOŁA WSZECHŚWIATA
W trakcie 3 letniej wyprawy, której celem było odnalezienie „zachodniej drogi do Indii”( 1519-1522 ), kronikarz „ wyprawy Magellana” oprócz spisania pierwszego w świecie słownika amerykańskich słówek, opisania burzy morskiej, którą splagiatował ktoś kryjący się za postacią Szekspira, również przywrócił dobre imię Magellanowi.
Pigafetta bo o nim tu mowa, który jako jeden z 18 osób 6 września 1522 roku powrócił na pokładzie „Victorii” do Hiszpanii zrelacjonował też przebieg całej wyprawy.
Ale ten Włoski kronikarz dokonał jeszcze czegoś wspanialszego niż wartość przywiezionych 26 ton goździków czy sława Szekspira. Antonio, Francesco Pigafetta, gdyż tak brzmiało pełne imię mojego bohatera nazwał dwie galaktyki jako Mały i Wielki Obłoki Magellana.
Ta dygresja nie ma oczywiście bezpośredniego związku z tym, iż ostatnio uczeni dowodzą nasilenia się emisji neutrin upatrując ich wzrost z wybuchami supernowych zaistniałych w Wielkim Obłoku Mgławicy Magellana (oficjalnie jest to samoistnie istniejąca najbliższa Drogi Mlecznej galaktyka.)
Postać Pigafetty jest związana ze sprawami, o których mówiłem wcześniej i zamierzam mówić w dalszych częściach swej pracy.
W artykule opublikowanym w ubiegłorocznym numerze prestiżowego czasopisma Astrophysical Journal Letters zaistniała sugestia naukowców z Centrum Badań Kosmicznych PAN, że nasz Układ planetarny zbliża się do granicy obłoku materii międzygalaktycznej wyjaśniając naturę utworzonej w owym obłoku „Wstęg”.
Rozcinająca niebo struktura w kształcie gigantycznego pasma jakby niedomkniętego pierścienia, która została odkryta w zeszłym roku przez satelitę IBEX jest uznana przez NASA za najważniejszy aspekt w badaniach kosmicznych .
Dane napływające ze wspomnianej amerykańskiej sondy IBEX ujawniły fakty, na podstawie których wyciągnięto wnioski, że „Wstęga istnieje, ponieważ Słońce zbliża się do granicy bardzo gorącego obłoku materii międzygwiazdowej” o temperaturze miliona stopni Kelvina, w którą wnikniemy już za kilkadziesiąt lat.
Sonda kosmiczna IBEX, badająca rozkład energetycznych neutralnych atomów docierających do naszej planety z odległych rejonów Układu Słonecznego, w pobliżu Słońca wykryła tę zaskakującą anomalię struktury o nieznanym pochodzeniu w 2009 roku.
W opublikowanym w numerze czasopisma „Science” artykule naukowcy z Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk donoszą, że tak jak płynąca po jeziorze łódź spiętrza przed sobą wodę generując falę, podobnie heliosfera przemieszczając się wraz ze Słońcem z prędkością około 26 km/s zacieśnia międzygwiazdową materię przed sobą, wskutek czego powstają dwie kolejne struktury: tak zwana „ heliopauza”, formująca zewnętrzną krawędź heliosfery oraz daleko przed nią znajdująca się, charakterystycznie wygięta fala czołowa.
Na ogół Słońce wraz z Układem planetarnym przemieszcza się w rzadkim obłoku gazu, tzw. lokalnym ośrodku międzygwiazdowym. Jest on rozpychany przez wiatr słoneczny. Emitowane przez Słońce zjonizowane cząstki są pędzone we wszystkich kierunkach z prędkościami od około 300 do 800 km/s.
Na skutek oddziaływania wiatru słonecznego z materią międzygwiazdową znajdującą się przed Słońcem formuje się coś na kształt olbrzymiego bąbla, który zwiemy „ heliosferą”. Wiatr słoneczny dopiero nieco zwalnia do prędkości poddźwiękowej za orbitą Neptuna; towarzyszy temu powstawanie fali uderzeniowej będącej jednocześnie krawędzią obszaru heliosfery. Pierwotnie oczekiwano, że najwięcej neutralnych atomów napływa z kierunku, w którym porusza się Układ Słoneczny, a najmniej z przeciwnego, lecz ku zaskoczeniu naukowców, zamiast w miarę jednorodnej plamy, obszar neutralnych atomów tworzy wyraźną wstęgę.
Analizy rozkładu natężenia ENA (energetyczne neutralne atomy- Energetic Neutral Atoms) w różnych zakresach energii sugerują, że wstęga jest wygięta i tworzy dużą strukturę o kształcie niemalże zamkniętego pierścienia(analogia do pasa fotonów i wiązki opisywanej przez starożytnych Egipcjan ).
Wstęga jest nachylona do płaszczyzny ekliptyki, ale nie pokrywa się z płaszczyzną Drogi Mlecznej. Naukowcy przypuszczają, że ENA powstają w wyniku procesów zachodzących na granicy dwóch obłoków międzygwiazdowych: pierwszy z nich, przez który obecnie przedziera się nasz Układ Słoneczny, to chłodny lokalny obłok międzygwiazdowy o temperaturze około 6000-7000 kelwinów oraz bardzo gorący lokalny bąbel o temperaturze około miliona stopni kelwinów (obłok międzygwiazdowy znajduje się we wnętrzu gorącego bąbla).
Tajemniczy bąbel jest prawdopodobnie pozostałością po serii wybuchów supernowych. Ma on rozmiar kilkuset lat świetlnych i znajdujące się w nim protony o dużych energiach oddziałują z neutralnym wodorem z lokalnego obłoku międzygwiazdowego, czego efektem jest prawdopodobnie powstawanie neutralnych atomów. W informacjach o tym odkryciu jest wiele domniemywań i naukowego bełkotu, co nie zmienia jednak faktu, że pochodzenie wstęgi nadal nie jest znane.
Naukowcy domniemują jedynie, że fenomen może mieć związek z kształtem bliskiego międzygwiezdnego pola magnetycznego, które miałoby silnie oddziaływać z heliosferą, prowadząc do tworzenia się skupisk plazmy, skąd miały by wywodzić się ENA.
Mówi się, że badania z wykorzystaniem sondy IBEX mają bardzo istotne znaczenie dla naszego życia. Pytaniem jest jedynie na ile my zwykli zjadacze chleba możemy poznać rzeczywiste wyniki owych badań i na ile może tu chodzić jedynie o przypadek tych odkryć.
Wiadomo, że heliosfera pełni rolę ochronnej tarczy, zabezpieczającej nas przed promieniowaniem kosmicznym, lecz na ile ochroni nas ona przed milionowymi temperaturami? Komputerowe modele sugerują, że granica między chłodnym i gorącym obłokiem może być od nas odległa nie o kilka lat świetlnych, jak przypuszczano dotychczas , lecz zaledwie o 500-2000 jednostek astronomicznych( 1 AU ok. 150 000 000 km).
Oznacza to, że już w przyszłym wieku Układ Słoneczny wniknie do wnętrza obłoku międzygwiazdowego o temperaturze miliona stopni.
Według niektórych uczonych Słońce na swej drodze wokół centrum Naszej Galaktyki miałoby często przebijać takie obłoki, ale skąd o tym wiadomo jeśli IBEX jest pierwszym satelitą, który mógł takie coś stwierdzić dopiero w 2009 roku.
W swej megalomanii uczeni twierdzą, iż jedynym efektem wejścia w gorący obłok będzie skurczenie się heliosfery i nieznaczne zwiększenie strumienia promieniowania kosmicznego docierającego w okolice Ziemi. Lecz przy okazji nasuwa się jeszcze jedna konkluzja dotycząca owych pędzących z prędkościami światła elementarnych cząstek materii- może więc obecnie rejestrowane wzmożone ilości penetrujących nas neutrin niekoniecznie są tylko emitowane przez pozostałości super nowych z Mgławicy Magellana?
Energie i cząstki elementarne, czy to w postaci fal, cząstek czy falo-cząstek nawet w niewielkich ilościach nieustannie emitowanych z kosmosu, mogą mieć na nas dość istotny wpływ, szczególnie w kontekście działania poprzez nasz umysł, tworząc możliwości do zaistnienia pewnych para-normalnych zdolności czy umiejętności.
Cóż jednak może się stać jeśli owej subtelnej energio-materii będzie nieskończenie więcej niż przy jej normalnej emisji ? Zakładając mniej więcej obecnie stabilny balans duchowości z fizykalnością ( dusza ciało ) bardzo sensownym mogłoby być pytanie co zdarzyłoby się, gdyby tę z naszego punktu widzenia delikatną równowagę coś by zakłóciło?
W tym miejscu pragnę zwrócić uwagę, że nasze subiektywne postrzeganie świata rzeczywistego jako świata materialnego jest na tyle błędne, na ile np. ryba widzi nas żyjących na lądzie jako inny alternatywny świat, na którego powierzchni czasem zdarzają się ingerencje ludzkich alienów w wodny świat ryb.
Tak więc choć na razie jeszcze bardzo teoretycznie chciałbym zaakcentować, że wspominane wyżej cząstki duchy ( np. neutrina ) mogą nie tylko wzmóc dla co niektórych ich „duchową” część ich istoty, ale nawet przekraczając jej, w naszym rozumowaniu średnią wartość, zachwiać balans materia-duch na korzyść tego ostatniego.
Mówiąc inaczej, ludzie wyczuleni lub bardziej „uduchowieni” mogą w pewnych okolicznościach zmienić strukturę swych ciał z cząsteczkowej struktury fizycznego ciała na jej strukturę falową, tym samym niemal że spontanicznie przenieść siebie do innego wymiaru lub jakiejś odmiennej rzeczywistości (świat równoległy ).
Sytuacja taka może zaistnieć niejako na komendę osób mających już w sobie więcej tej „duchowej energii”, a praktykując jakieś duchowo-religijne systemy, modląc się, lub medytując mogą niejako ukierunkować wiązki bozonów w swoją stronę ( przyciąganie i odpychanie cząsteczek ). Podobnie jak podczas eksperymentów fizyki kwantowej, gdzie cząstki zachowują się zgodnie z wolą eksperymentatora.
Te nieomal od zawsze istniejące w cieniu naszej fizykalności zdolności, w przeszłości pozwalały wielu prorokom i mistykom ingerować w fundamentalne prawa fizycznego świata, przez wielu świadków tych zdarzeń postrzegane jako cuda (obustronna materializacja, lewitacja, teleportacja, fotokineza, telepatia itp. Itd. ) .
Jak wspominałem takie zdolności wiążą się z przejściem do bardziej ulotnych sfer innych bardziej duchowych wymiarów czy równoległych światów ( nieba i piekła z wszystkimi ich rodzajami i odmianami ).
W tym miejscu swej rozprawy chciałbym wspomnieć wiele przykładów wierzeń, proroctw, objawień i wizji typu channeling. Choć dziwnym może się wydawać owe przejście od astronomii i fizyki kwantów do infantylnych wierzeń większości ludzi na tej planecie, ale paradoksalnie według mnie jest to jak najbardziej współzależne.
Nie chodzi mi przy tym o gloryfikacje któregoś z typów czy scenariuszy owych przepowiedni, a raczej o przedstawienie ich wszystkich jako czegoś w rodzaju samo realizującej się prawdy w natłoku absurdalnych kłamstw, gdzie wszystko zależnie od miejsca postrzegania staje się oboma z tych zaprzeczeń czyli prawdą i kłamstwem jednocześnie. Bo jak to jest możliwe, że wiele praktycznie identycznych w treści proroctw wywodzi się od zwalczających się lub konkurencyjnych grup lub kościołów ?
I jeśli nie idzie tutaj o wykradanie sobie nawzajem pomysłów treści owych przekazów, to czemuż te sekty wyizolowały się względem siebie? A jeśli owe proroctwa są czymś w rodzaju uniwersalnych prawd dotyczących powracających kataklizmów i istoty stworzenia, najprawdopodobniej religie i sekty, w których owe wizje powstają są jedynie drugoplanowym ubocznym produktem czegoś ważniejszego od nich samych. Jak starałem się dowieść w mym poprzednim tekście, mogą one być częścią ogólniejszego planu dezinformacji podobnego do biblijnego incydentu pomieszania języków (Wieża Babel), stawiając wieszczów i proroków jako bezwiedne składowe manipulacji.
Chciałem zwrócić uwagę na kilka przykładów z owej niemalże niekończącej się listy owych przekazów od tak zwanych „wyższych bytów”. Najczęstszym typem owych przekazów jest tak zwany „channeling” inaczej „kanalizm”, będący czymś w rodzaju fenomenu parapsychicznego polegającego na wierzeniu, że poprzez transcendencje ( z łaciny „wspinanie się” lub „ przechodzenie poza”), czyli próby przekroczenia rzeczywistości i przejścia na „wyższy” poziom ludzkich doświadczeń i zmysłów nawiązywane są kontakty z innymi bytami.
Najczęściej odbywa się to poprzez trans i osiągane tam odmienne stany świadomości. Owe nowe drogi poznania i kontakty z ośrodkami emisji np. Aniołowie, „Kosmiczni nauczyciele”, Jezus Chrystus, Bóg, Szatan, Bogowie i Prorocy wielu kultur i religii. Wysyłanie przesłania odbywa się za pomocą „kanału” (z angielskiego Chanel), czyli inaczej za pomocą drogi pozazmysłowej (komunikacyjny kanał lub odbiornik mentalny) na ogół bez użycia języka werbalnego. Według relacji osób twierdzących, że doświadczyły channelingu, otrzymywane przekazy są często trudne do zrozumienia i podświadomość tłumaczy je na bardziej zrozumiałe myśli lub pismo (tzw. „ pismo automatyczne”). Wyznawcy channelingowych przekazów uważają, że im „wyższy poziom duchowości” osoby poddającej się channelingowi, tym jest bardziej możliwy kontakt z istotami będącymi bliżej Boga, Światłości czy Uniwersum.
Według niektórych opinii Channeling jest to rodzaj opętania, najczęściej przez „wyższe byty”, lecz mogą się również zdarzyć kontakty z istotami, które chcą wykorzystać znajdujące się w stanie transu osoby i tylko udają pozytywne.
Podobnie według przeciwników Adwentyzmu miałoby być w przypadku proroctw i twierdzeń proroka Adwentyzmu Ellen G. White. Istnieją ponoć poważne dowody świadczące o tym, że dzieła Ellen White nie są zgodne z Pismem Świętym, a mimo to jest ona głównym filarem swego kościoła. Znamienna staje się tutaj sytuacja, którą opisuje 5 Moj. 18:22: Jeżeli słowo, które wypowiedział prorok nie w imieniu Pana, nie spełni się i nie nastąpi, jest ono słowem, którego Pan nie wypowiedział...
Bardziej skomplikowana jest sytuacja, kiedy ktoś z autsajderów wypowie proroctwo, a ono się spełni; problem wynikający wtedy najczęściej jest postrzegany w kategoriach kary za grzechy w obrębie własnego kościoła (interpretacja bałwochwalstwa jako przyczyny przegranych przez Chrześcijan w zbrojnych potyczkach z Islamem, czego konsekwencją jest brak wizerunków Boga w niektórych kościołach chrześcijan ).
Czy można zachwycać się tym, że spełnia się jakieś proroctwo, które wypowiada na przykład prorok obcej religii. Według Biblii na przykład, Bóg przykazał Mojżeszowi (5Moj. 13:2-6), że prorok głoszący odstępstwo ma ponieść śmierć, nawet jeśli wcześniej uczynił jakiś znak lub cud, który się spełnił! Jak takie stanowisko ma się do obrazu dobrego, opiekuńczego boga, lub jeśli można spytać inaczej na ile przepowiednia lub proroctwo jest tutaj ważniejsze od ludzkiego życia? Czy siły, które wykorzystują pewne prawdopodobnie od zawsze istniejące sposoby mentalnego komunikowania się z nami, zawsze robią to w dobrym dla nas celu? A istniejąca lub stworzona do tego typu manipulacji machina nie może być wykorzystana przez nas do naszych zwykłych przyziemnych celów, lub po prostu wyłączona?
Ja myślę, że musi być jakaś możliwość wyrwania się z narzuconego nam kręgu przeznaczenia i wielo- tysiącletnich tradycji bycia podporządkowanym na polu gry bogów pionkiem . I aby móc stać się naprawdę wolnym, trzeba poznać i uwierzyć , że jest to na pewno możliwe.
Kilka lat temu bestsellerem jednego sezonu była książka pod tytułem „ Sekret”. Owa zdać by się mogło ważna pozycja w bibliotece New Age przystępnie przybliżała sprawę tak zwanego „prawa atrakcji” („ Wyobraźnia jest początkiem tworzenia. Wyobrażasz sobie to, czego pragniesz, chcesz tego, co sobie wyobraziłeś, i w końcu tworzysz to, czego chcesz. George Bernard Shaw Jr.”) - w wolnym tłumaczeniu „prawa przyciągania”. W definicji, tak jak wyżej zacytowałem słowa Georga Bernarda Shaw Jr., chodzi o przyciąganie tego, czego się pragnie lub o czym się marzy. W idei tego prawa drzemie pewien paradoks, lecz aby dojść do interesującej kwestii paradoksów czyli zaprzeczeń napiszę najpierw kilka zdań o owym prawie przyciągania dóbr (od tych duchowych do materialnych ).
Może zacznę od tych bardzo materialnych na podstawie choćby jednego dotyczącego mnie zdarzenia. Chodzi mianowicie o państwową loterie pieniężną. W miejscu gdzie mieszkam, czyli w Kanadzie najpopularniejszą taką loterią podobną do Polskiego Toto lotka jest „6 /49”. Jakiś czas temu my, to znaczy ja i moja żona Danuta wspólnie z kilkoma innymi zaprzyjaźnionymi parami postanowiliśmy zacząć grać zespołowo w „6/ 49” . Jak się jednak miało okazać za jeszcze pewien czas, efekty naszych prób wygrania były skromnie mówiąc znikome i nawet w części niepokrywające zainwestowanych pieniędzy.
Oczywiście wiem, że tak ta, jak i inne loterie są oparte na przypadkowo- losowych zasadach funkcjonowania, jednak w czasie luźnych spotkań towarzyskich również ze wspomnianymi znajomymi, zaczęły uwidaczniać się ich postawy lub opinie na temat ich wiary w wygraną. I tak na przykład jeden z kolegów po prostu nie wierzył w wygraną, a jedyny sposób wzbogacenia się widząc w ciężkiej wytrwałej pracy. Żona innego kolegi oznajmiła kiedyś, iż ani ona ani jej mąż nigdy nie będą mieć pieniędzy, a jej najwyższą troską było to co się stanie jeśli wykupimy zbyt wiele zakładów, a w międzyczasie jednak wygramy. Koleżanka z trzeciej pary znajomych, że ona sama jeśli wysyła kupon z jakiejkolwiek loterii to tylko wówczas kiedy nie jest wysoka pula wygranych, „bo cóż by zrobiła z nadmiarem wygranych pieniędzy”. Kolejna pani, notabene dość dobrze sytuowana, kiedy przychodziła na nią kolej wysyłania zespołowych kuponów nierzadko o tym zapominała. A jeśli nawet pamiętała o swych obowiązkach względem reszty grupy, to co prawda wykupywała kupony, lecz robiła to w tajemnicy przed swym mężem. Uświadamiając sobie to wszystko, mimo że wśród osób z tej grupy było również kilka, które nie tylko wierzyły, ale również i pragnęły wygranej postanowiłem jednak zrezygnować z owej spółki i zacząć znów wysyłać Toto lotka indywidualnie. Postanowiłem wziąć szczęście w swoje ręce i przeżywając życie liczyć jedynie na siebie, gdyż w myśl zasad prawa przyciągania szansa uzyskania sukcesu w tym przypadku wygranej w loterię z ludźmi, o których wspomniałem moim zdaniem miała znikome, lub w najlepszym przypadku pomniejszone szanse powodzenia.
Paradoks w tym przypadku polega na tym, że w myśl starej zasady rzeczywiście bogactwo lgnie do już zaistniałej fortuny, dużo częściej, niż aby zapełnić jakiś finansowy niedobór. Ta zasada w dużej mierze jest tożsama ze starą formułą Hermetyzmu „ Jak w górze tak i w dole ” i „to czego się boisz ciebie zabije, a to czego się nie boisz ciebie ocali”.
Według mojej własnej definicji brzmiałoby to , że „jeśli ktoś ucieka, to ktoś musi go gonić”. Odwrotnie z kolei jest z goniącym, który im bardziej coś goni, a nawet czegoś oczekuje, to tym bardziej to coś się od niego oddala. Lecz jest w tym prawidle pewne odstępstwo, mianowicie aby osiągnąć to czego się chce, powinno się sprawiać przed sobą wrażenie jakby to coś upragnione było już od dawna w naszym posiadaniu.
Najlepszym przykładem jaki przychodzi mi do głowy jest pewne zdarzenie, kiedy to razem z grupą przyjaciół udaliśmy się kiedyś do dyskoteki. Tego wieczoru o którym, mówię razem ze mną, moją żoną i kilkoma samotnymi znajomymi płci męskiej, był też żonaty kolega, którego żona akurat kilka dni wcześniej pojechała na wizytę do Polski. Na dyskotece, na którą namówili nas owi samotni mężczyźni z nadzieją zapoznania tam jakich dziewcząt, tańczyłem tylko ja ze swą żoną i ów kolega „słomiany wdowiec”. Pozostali nie zatańczyli z żadną dziewczyną ani kawałka, gdyż za każdym razem podchodząc z obłędnym pragnieniem w oczach, aby poderwać jakąś Damę, niezwłocznie dostawali od niej kosza. „Słomiany wdowiec” natomiast, z racji że jemu nie zależało na niczym innym jak na zabawie, tańczył nieustannie i spocił się przy tym do tego stopnia, iż nawet z potu zamokły jego dokumenty.
W tym prawie jest jeszcze taka dziwna zasada, że życzenia lub jakakolwiek negatywna ocena czy to świata czy samego siebie spełnia się o wiele szybciej niż realizacja pozytywnych pragnień lub jakichkolwiek oczekiwań. To paradoksalne prawidło, a właściwie jego efekt w myśl którego, aby osiągnąć to czego się chce należy niejako zaprzeczyć sobie wierząc, że to coś już się posiada, wspaniale określa nowotestamentowe sformułowanie przypisywane Jezusowi „ Błogosławione ptaki niebieskie, które nie sieją, nie orzą a zbierają”. Jednak kiedy niedawno zaprezentowałem ów cytat pewna znajoma oznajmiła, że jej zdaniem pod ową formułką określenie niebieskie ptaki znaczy arystokracja i idzie tutaj o tak zwaną błękitną rodową krew tych, co niektórych zobligowanych dawno już ustalonym przeznaczeniem wybrańców. Po przemyśleniu zgodziłem się z ową znajomą, iż rzeczywiście jest to możliwe, choć na pierwszy rzut oka tkwi w takim rozumowaniu pewna zaprzeczająca sobie prawda, albowiem po pierwsze tekst Biblii, a tym samym rola Jezusa i Nowego Testamentu byłaby dedykowana bardzo wąskiemu gronu uprzywilejowanych osób, a cały tekst w zasadzie mógłby być jedynie ograniczony do tego sformułowania.
Lub owa wypowiedź Jezusa dotyczy owych niebieskich ptaków, ale biblia z jej wszystkimi prawami i dekalogami dotyczy ludzi, którzy i tak nie będąc niebieskimi ptakami nie mają też szansy stać się błogosławionymi. Również mówi się też tam: „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego” (Mk 10,25) .Jednak odnośnie tego wielbłąda i w dotyczącej jego alegorii, może tak jak uznaje się powszechnie chodzić oto, że jest to dygresja na temat posiadania, że ten, który ma, nie potrzebuje Boga, a tym samym nie pójdzie do Bożego nieba. Jednak sama opowiastka jest stworzona na bardzo prozaicznym, acz rzeczowym gruncie, gdyż z jednej strony w kulturze i czasach Jezusa wielbłądem nie tylko zwano znane nam zwierzę, ale również linę okrętową, którą zapewne trudno jest przepchać przez igielny otwór. Ktoś na jednej z dyskusyjnych stron uściślił, iż był to błąd biblistów tłumaczących, oryginalny tekst hebrajski na, grecką Septuaginte. (Pierwsze tłumaczenie Starego Testamentu z hebrajskiego i aramejskiego na grekę, nazywa się Septuaginta i wywodzi się od dużej liczby tłumaczy (70).Zawarte w Nowym Testamencie cytaty ze Starego Testamentu w ogromnej większości pochodzą właśnie z Septuaginty. Po jej odrzuceniu przez Żydów powstało jeszcze kilka innych tłumaczeń na grekę takich jak (Symmach, Teodozjon), ale nie dorównują one Septuagincie).
W oryginalnym hebrajskim tekście jest: „prędzej lina przejdzie prze ucho igielne…." gdyż w hebrajskim "lina" i "wielbłąd" to są dość podobne słowa:( גמל חבל). Z innej zaś strony, według przekazów, jedna z bram w mieście Jeruzalem była tak wąska, iż trudno tam było przejechać objuczonemu wielbłądowi, czyli komuś kto posiadał więcej niż inni, i mógłby tego wielbłąda obładować tymi dobrami, bramę tę zwano właśnie ucho igielne .
Tym samym ta alegoria mogłaby uświadomić nam, iż nic tak naprawdę nie musi być jednoznaczne i interpretacji znaczeń, zdarzeń czy słów może, a najczęściej jest, więcej niż jedna i odziwo wszystkie mogą być jak najbardziej prawdziwe. Jak to zauważyłem podczas swych poszukiwań uniwersalnej Prawdy jest to możliwe. Choć często przy tego typu dogmatach zahaczamy też o paradoksy i zaprzeczenia.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tadeo
Administrator



Dołączył: 02 Lis 2010
Posty: 435
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 20:05, 19 Gru 2010    Temat postu:

11
FATA MORGANA W POSZUKIWANIU SENSU
„Nic nie jest dobre ani złe, to myśl takimi je robi”,
Na paradoksach polegać może bardzo wiele istniejących we wszechświecie współzależności. Aby to zaprezentować może przytoczę przykład, który jest chyba jednym z najbardziej znanych paradoksów, a mianowicie spekulacja: Czy Bóg może stworzyć kamień, którego sam by nie mógł unieść?
Z czysto teoretycznego punktu widzenia prawda jest taka, że w tym przypadku Bóg będąc istotą wszechmocną tego uczynić nie może, tak więc czy w związku z tym jest wszechmogący? Jest to jedynie możliwe, jeśli skorygujemy pojęcie wszechmocy Boga, bo w innym przypadku pewne umiejętności Boga mogą doprowadzać do paradoksów, gdyż istnienie wszechmocy w jej standardowym pojęciu jest po prostu niemożliwe. Bo czy ktoś mógłby się posługiwać swą wszechmocą, gdy jednocześnie tego nie mógł by zrobić, gdyż tej wszechmocy coś jednocześnie mogłoby zaprzeczać (chodzi o to, czy mógłby to zrobić co jednocześnie coś nie pozwala mu tego czegoś zrobić).
Tak więc Bóg nie może wszystkiego, bo nie może robić czegokolwiek co jest, bądź prowadzi do paradoksu, ograniczając w ten sposób swą moc. Tak więc pierwszym nasuwającym się pytaniem jest, czy „Bóg” rzeczywiście jest tym Bogiem. Czy może przewidywać nasze decyzje, dając nam podobno „wolną wolę”.
W takim razie paradoksalnym jest oczekiwanie Boskich interwencji, i to nie tylko dlatego, iż nie byłoby to w zgodzie z sumieniem Boga. Jeżeli ktoś uważa, że Bóg wpływa na nasze życie zależnie od naszego postępowania, a zarazem zna naszą przyszłość, to znowu mamy sytuację mogącą doprowadzić do paradoksu. Jeśli Bóg zna przyszłość zmierza to do paradoksu, gdyż ją sobie zaplanował i konsekwentnie dąży do realizacji swego planu. Zaburza to sens podejmowania przez nas jakichkolwiek działań, gdyż nie istnieje obiecywana nam wolna wola.
Jeśli Bóg zna daleką przeszłość, która z racji, iż jesteśmy uwięzieni w nieustannie powracającej pułapce pętli czasu, gdzie przeszłość i przyszłość jest tym czym jest, jedynie z racji pozycji z której się to postrzega, również to nie daje nikomu jakichkolwiek szans na zmianę czegokolwiek. Kolejne stwierdzenie, że sam Bóg jest poza czasem lub poza wymiarem jest niekonsekwencją pewnych korelacji Boga i ziemskiego życia, znów prowadząc do niespójności logicznych, i oczywiście do paradoksu. Według mnie w kwestii Boga nie można korzystać z teorii, które dopuszczają istnienie paradoksu. Kwestia ta, mimo zdać by się mogło jej powszechności, za sprawą dogmatyzmu wprowadzającego dla swych wiernych swoisty nakaz-prawo niemyślenia staje się tematem tabu.
Ale jeśli mimo wszystko ktoś zechce rozważać podobne kwestie, moją radą jest, aby również przy tym starał się myśleć samodzielnie odrzucając powszechnie utarty obraz istoty zwanej Bogiem.
Ja osobiście wyznaję tezę, że zarówno mamy w naszym świecie do czynienia z czyimś planem, niezmiennym przeznaczeniem w pewnych kwestiach, czy w odniesieniu do pewnych osób jak i losem i wolną wolą, której są poddani co niektórzy z nas.
Wracając jednak do nierozstrzygniętej sprawy prawa atrakcji(opisanego w 10 rozdziale drugiej części „SZÓSTE SŁOŃCE”), to należy uświadomić sobie, iż wielu ludzi w przeszłości próbowało, stosując się do zasad pozytywnego myślenia, osiągnąć jakiś sukces.
Z reguły efekty tych działań realizowały się z różnym skutkiem, najczęściej niestety mizernym i nie udowadniały jednoznacznie zasadności zarówno prawa atrakcji jak i lansowanych w książce „Sekret” życiowych scenariuszy osób, które miały by ten sukces osiągnąć. Jak się może okazać sedno zagadnienia i możliwości wykorzystania tajemniczej siły tkwi jednak w nas samych.
W myśl słów kogoś, kto podszywa się pod postacią Williama Szekspira „Nic nie jest dobre ani złe, to myśl takimi je robi”, Zygmunt Freud dodaje, że: „ słowo i magia, na początku były tym samym”. Występujący w filmowej wersji książki - filmie pod tym samym tytułem „Sekret” (z 2006 roku) Fred Alan Wolf, fizyk teoretyczny i pisarz z zakresu fizyki kwantowej, głosi zasadę, iż na początku nie było niczego. Z tej nicości w sobie tylko wiadomy sposób powstało wszystko inne, czego inspiracją do powstania była myśl. Również biblijne „na początku było słowo” jest to opisane w książkach pana F.A. Wolfa, między innymi („Mind into Matter: A New Alchemy of Science and Spirit”).Polski tytuł to: „Umysł stworzył materię”. Innymi słowy wysuwa on teorię, że możemy mieć alternatywne rzeczywistości, a tym samym wybieramy nasz wynik istnienia. Chodzi o świadomość i jej powiązania z otaczającym nas wirtualnym światem. Dr Wolf uważa, iż istniejemy w holograficznym wielokrotnie nałożonym na siebie świecie alternatywnym, który urzeczywistniamy poprzez nasze indywidualne życiowe wybory lub pragnienia „myśl kreuje rzeczywistość”.
Tak więc jak się może okazać, rzeczywiście pewna nieprawidłowa sytuacja ma szansę się zmienić, kiedy zainteresowani ludzie zmienią styl życia. To umysł czyni, że człowiek jest zdrowy lub chory, szczęśliwy lub załamany, biedny albo bogaty. Ale żeby można było te prawdy wprowadzić w życie, należy naprawdę w nie wierzyć. Nie jest to jednak tak proste jak się wydaje na pierwszy rzut oka.
Większość ludzi jest masochistami i nawet jeśli wydaje im się, że nie chcą być chorzy, nieszczęśliwi czy biedni w podświadomości życzą sobie jednak czegoś innego. Powodów może być bardzo wiele i aby móc się temu własnemu planowi oprzeć może powinno się wniknąć w siebie i zrozumieć obecne czy zaprzeszłe powody naszych destrukcyjnych pragnień. Lub spróbować oszukać samego siebie i małymi kroczkami spowodować, aby życie, praca lub jakieś inne działanie stało się naszą pasją, gdyż jeśli nasze obowiązki staną się pasją, pasja stanie się sposobem na życie. Ta fundamentalna zasada pozwala osiągnąć sukces dopiero, kiedy zaistnieje tak silna motywacja tego sukcesu, iż jest ona już pasją w jakiejkolwiek dziedzinie. Na tej zasadzie, aby naprawdę żyć trzeba zapędzić tak się w życiu, aby zapomnieć, że się żyje. Jest to kolejny paradoks w tej mojej antologii paradoksów.
Jeśli wypowiadane w przeszłości odczucie o cykliczności kataklizmów na Ziemi jest i dotyczy pewnego rodzaju alternatywnych zależnych od naszej woli scenariuszy, w które zgodnie z naszą wolą możemy wniknąć lub nie, to świadczy też o naszych nieomalże nieskończonych się możliwościach! Idąc dalej jeśli przyszłe wyprorokowane astronomiczno-astrologiczne zależności i wiedza są nadal tylko jedną z wielu alternatyw, to też na przykład wiedza o Plejadach i Alkione, czy nawet kwestia objawionego „pasa Fotonów” może również mieć związek z ową kosmiczną wiązką, do której obecnie się zbliżamy i jest tym co wyżej pokrótce przybliżyłem jako związek religijno-naukowych prawideł.
Tak więc nawet jeśli ów scenariusz jest bliski w jakiś sposób już zdeterminowanym przekazom ze starożytnych kronik i mitologii i może owa sytuacja była już obserwowana tysiące lat temu ( cykliczność zdarzeń ) i w częściowo utajonej formie przetrwała do dziś pod postacią kodu istniejącego w obowiązujących religiach, to i tak możemy mieć wgląd i wpływ na tok wydarzeń. Innymi słowy, jeśli myśl ma siłę i możliwość kreacji, to nawet jeśli jakieś moce, czy liderzy pewnych idei filozoficzno-religijnych w jakiś sposób kontrolują sytuacje, np. odliczając czas do nieuniknionej katastrofy zatajają fakty nie chcąc dopuścić do paniki, to i tak powinna istnieć moc, aby nawet w tym nieuniknionym znaleźć się w uprzywilejowanej pozycji względem innych. Ale jeśli jeszcze tego za wielu nie widzi, więc czyż owe proroctwa nie są znów przekazywane na podobieństwo zniszczonych przepowiedni Sybilli Kumskiej czy niekompletnych wizji Kasandry.
Z innej strony może warto by było się zastanowić nad tym, skąd się biorą owe wieszcze idee, czy są one manifestacją po wielokroć powtarzających się scenariuszy zdarzeń, czy są może czymś w rodzaju narzuconego nam „Bożego Planu”. Z kolejnej strony, czy teraz w dobie atomu i elektroniki, owe proroctwa, czy objawiane prawdy zawarte w wartościach i doświadczeniach fizyki kwantów i super strun są zdane na podobną ignorancję społeczeństw odurzonych swymi zdezaktualizowanymi religiami.
Czy znów musimy wpuścić do swego świata, czy przestrzeni coś co na wzór Trojańskiego Konia, które miałoby być przełącznikiem do zaistnienia i stworzenia dawno już zaplanowanego świata?
Oczywiście liczę się z tym, że wielu nie uwierzy mi, ani w to o czym piszę, ani w swą utajoną ogromną sprawczą moc, jakkolwiek w większości przypadków jest to skutkiem tradycji i wychowania, które to z reguły są silniejsze niż rozum i odczucie(kiedy rodzic nauczy dziecko wymawiać słowo „ptak” – przestaje ono widzieć ptaka) , ja jednak uważając za swój moralny obowiązek będę próbował podzielić się swymi dociekaniami, choćby tylko w formie lakonicznej informacji.
Wiem ze swego życia, że większość jest nastawiona sceptycznie do nowych, a tym bardziej kontrowersyjnych poglądów, z innej zaś strony ci sami ludzie bez oporów wierzą w narzucone im przez najróżniejsze religie bzdury i banały, w poważnym procencie tylko dlatego, iż w takiej atmosferze i duchu się wychowali i dojrzewali.
Wiem, że takie słowa nie przysporzą mi wielbicieli, lecz z innej strony nie chciałbym być kłamcą i mimo, że w dużym stopniu jestem przekonany do swych poglądów, a przynajmniej kierunku, w którym usiłuje odnaleźć prawdę i może dlatego, że niejednokrotnie jest to samotna droga pielgrzyma, wcale nie zależy mi na klakierach.
Wierząc w jakiegoś rodzaju nadrzędny plan, któremu wszystko jest podporządkowane i zdeterminowane sądzę, że jeśli przyszły mi do głowy tego typu poglądy, to musi to też być czymś umotywowane. W moich rozważaniach nie idzie mi też o samą koncepcję „stworzenia” czy zaistnienia świata - w czym już od wieków wiodą prym filozofowie i nowożytne zespoły badawcze, ale jedynie o miejsce człowieka w owym świecie.
Widząc jak pewne odważne poglądy, jeszcze zanim zostaną sprawdzone, są zastępowane innymi nowymi koncepcjami sądzę, że najprawdopodobniej w takim radykalizmie tkwi podobny błąd do przecież nie tak bardzo dawnych poglądów, że nigdy nie mogą latać maszyny cięższe od powietrza czy, że kamienie nie mogą spadać z nieba. Różnica jednak polega na tym, że obecnie stające się naszą rzeczywistością teorie przerastają nasze postrzeganie świata. Po prostu jeszcze nie jesteśmy w pełni bezpośrednio świadomi otaczającej nas kwantowej rzeczywistości, gdzie procesy fizyczne dotyczą korelacji między skupiskami wielu cząsteczek (neutrino, kwarki, fotony itp. Itd.), które w większym niż się nam wydaje stopniu mają wpływ na postrzeganą przez nas rzeczywistość.
Podporządkowując się do jednego z obecnie obowiązujących poglądów, na ogół ludzie żyją na jednym z odgałęzień alternatywnych światów i nie mają świadomości istnienia nieskończenie wielu nieco różnych kopii ich samych, którzy to przeżywają swe równoległe żywoty nie wiedząc, że co chwila pojawiają się coraz to nowe kopie, z których każda przyjmuje jedną z wielu naszych alternatywnych przyszłości. Uważny poszukiwacz takich kontaktów znajduje je nie tylko w wierzeniach swej religii, filozofii, kultury czy historii, ale również często w swym własnym obecnym życiu.
Odpowiednim przykładem w tym miejscu może być postać Roberta Monroe, spokojnego biznesmena ze Stanu Virginia ( USA ), który całkiem bezwiednie i przypadkowo zaczął doświadczać tajemniczych stanów świadomości i odkrył techniki, dzięki którym mógł opuszczać swoje ciało fizyczne i przemieszczać się poprzez nasz świat do astralnych i alternatywnych światów równoległych. Podczas swych podróży spotykał odmienne istoty i bywał w miejscach, w których nie raz wielu z nas bywało bezwiednie nie tylko podczas snu.
Całkiem podobne relacje możemy znaleźć w zdarzeniach związanych z żywotami mistyków i świętych wszystkich kultur i religii świata. Idąc dalej tropem objawień i przepowiedni mogą one okazać się na przykład prapamięcią po poprzednim istnieniu, jeszcze z przed ostatniego, a nawet wielu Wielkich Wybuchów, gdzie w jakiejś swej formie ((często nawet o jeden atom odmiennej ) istnieliśmy już wcześniej.
Te nasze egzystencje mogą również być realizacją powielanych lub wręcz odmiennych planów, kontrolowanych przez co niektóre wyższe byty. Takie zróżnicowania można na przykład po części przedstawić za pomocą paradoksów, na przykład tak zwany „ Paradoks Dziadka” lub, jako że wspominałem o Kasandrze i koniu trojańskim, paradoks „ Pięknej Heleny”. Pierwszy z tych paradoksów może nam uświadomić o niemożliwości zaistnienia pewnych zdarzeń, kolejny o tym jak choćby niewielki atom może mieć wpływ na jakieś zdarzenie. Ale czy jest tak w istocie?
Typowy Paradoks Dziadka jest rozumowaniem i szczególnym przypadkiem sytuacji, gdy podczas podróży w czasie jest to w sprzeczności, gdyż uniemożliwia się jednocześnie tę podróż. Taki pogląd zaprzecza możliwości takich podróży ( nie można dokonać niczego co mogłoby unicestwić ową podróż- sytuacja, gdy podczas wstecznej podróży w czasie zabija się własnego dziadka przed poczęciem swego ojca uniemożliwiając własne narodziny i zabójca dziadka nie może odbyć tej podróży w czasie jeśli się nie urodzi). Innym argumentem owych rozważań jest przeświadczenie, że taka możliwość nie istnieje i nigdy nie powstanie, gdyż jakby była możliwa podróż w czasie, to obecnie tacy podróżnicy z przyszłości daliby tego świadectwo.
Takie popularne tematy podróży w czasie często spotykamy na kanwach wielu powieści typu science fiction, wiele przykładów owych ingerencji zarówno w przeszłość jak i w przyszłość znajdujemy w filmie „Powrót do przyszłości”, a wspaniałym przykładem przeciwstawnej do Paradoksu Dziadka jest film „Terminator 1”, gdzie pozytywny bohater chroniący przyszłą matkę swego przywódcy przez morderczym cyborgiem ( Arnold Schwarzenegger jako Terminator) staje się ojcem owego dowodzącego nim w przyszłości człowieka, który wysłał owego swego ojca z przeszłości w przeszłość w misji ocalenia swej matki przed swym poczęciem? Pozytywny bohater ginie bez możliwości powrotu, lecz czy ingerencja w przeszłość nie unicestwia go również w przyszłości? Rozważania tego paradoksu są bardzo teoretycznym zagadnieniem jeśli nie bierze się pod uwagę faktu, iż już w starożytnych mitologiach i wielu tak zwanych „legendach” wielu ludów, kultur, religii wierzeń i relacji występuje Paradoks Dziadka w swej jak najbardziej dosłownej formie . A jeśli by się głębiej zastanowić nad owym zagadnieniem, to okaże się, że jest kilka rozwiązań tej sprzeczności, gdzie podczas podróży w czasie podróżnik na przykład przedostaje się tunelem czasowym do alternatywnego wszechświata.
Tak więc zabicie własnego dziadka jedynie uniemożliwia podróżnikowi narodzenie się we wszechświecie, do którego się dostał, a nie nienarodzenie się we wszechświecie, z którego przybywa ! Mowa jest tutaj o tym, że każdy proces we wszechświecie prowadzi do powstania dwóch równorzędnych wszechświatów, gdzie w jednym zjawisko zaistniało, a innym nie. I tak podczas podróży przenosimy się do świata równoległego, a nie o ileś lat wstecz w świecie, z którego przybywamy. Takich światów istniałoby wówczas nieskończenie wiele, lecz przynajmniej z naukowego punktu widzenia jeśli fizyka czegoś nie zabrania, jest to jak najbardziej możliwe. Kolejną możliwością zaistnienia owego paradoksu jest to, że na przykład podczas cofnięcia się w czasie w dotychczasowym układzie przyczynowo-skutkowym przyszłość przestała istnieć, jednak taki podróżnik istnieje dalej ponieważ będąc w przeszłości, która nie podlega tym zmianom istnieje struktura atomowa owego kogoś, a jako że będąc w przeszłości, podróżnik nie istnieje już w przyszłości. Jednym słowem samo pojawienie się kogoś w przeszłości jest nieodwracalnym zakłóceniem lub nawet zniszczeniem przyszłości z, której ten ktoś przybył ( pojawiając się niejako z niczego narusza się prawo zachowania energii ).
Kolejnym ciekawym paradoksem mógłby być paradoks pięknej Heleny. Chodzi mianowicie o to, co by się stało jakby na przykład piękna Helena w dzieciństwie opalała się zbyt długo i przez jakiś jeden zmutowany gen, powstały przez jakiś nie korzystny w danym momencie atom, na nosie Heleny - już wtedy nie koniecznie najpiękniejszej- wyrosła by brodawka.
Czy nasza bohaterka miałaby szanse poślubić Menelaosa, księcia Myken i brata Agamemnona, króla Myken, który był żonaty z Klitajmestrą, siostrą Heleny? Jeśli zaś nie, czy doszłoby do porwania Heleny przez Parysa do swojej ojczystej Troi? Czy Menelaos, by odbić ukochaną, zorganizowałby pod dowództwem swego brata, Agamemnona, wyprawę przeciw Troi.?
Jakby to nie zaistniało, to w czasie wojny Parys nie zostałby zabity, a Helena nie zostałaby żoną jego brata, Deifobosa. Ale jeśli tak potoczyłyby się losy historii świata i niebyło by 10 lat wojny, Troja nie została by zdobyta, a Menelaos nie miał by czego wybaczać Helenie. Lecz nie jest to koniec tej niespełnionej historii, gdyż jakby nie było wojny Trojańskiej, Romulus czy według innych źródeł Romos, syn Emationa, którego posłał tam spod Troi Diomedes, nigdy by nie założył 21 kwietnia 753 p.n.e. Rzymu i nie zostałby jego pierwszym królem.
W konsekwencji od roku 63 p.n.e. Palestyna nie była by pod panowaniem rzymskim i Jezus nawet jakby się urodził, to nie byłby ukrzyżowany, a tym samym nie mógłby zmartwychwstać, co nie doprowadziłoby do powstania Chrześcijaństwa i Katolicyzmu Rzymskiego. Ale czy na pewno?
Jako, że początek tej całej intrygi zaistniał bardziej z boskich niż ludzkich przyczyn, a było to właśnie tak: w wyniku wywołanego przez Eris sporu trzech bogiń o jabłko- Hery, Afrodyty i Ateny i o to, która z nich jest najpiękniejsza. Najpiękniejsza kobieta ówczesnego świata została przyrzeczona królewiczowi trojańskiemu Parysowi, który co prawda spór rozsądził na korzyść Afrodyty, ale obie pozostałe boginie zaprzysięgły mu za to zemstę.
Konsekwencją tej właśnie zemsty było nie tylko to, że akurat najpiękniejsza kobieta była już zamężna, ale i wojna, która wynikła z jej porwania. Czy sprawy potoczyłyby się inaczej jakby Parys innej Bogini podarował złote jabłko jako symbol najpiękniejszej?
Prawdopodobnie myślę że nie, gdyż przecież mówimy tu o bogach, może niekoniecznie tych wszechmocnych, ale jakkolwiek nieco władniejszych od przeciętnych ludzi. Najprawdopodobniej, jak to też było z pokrewną tej sprawie przepowiednią Kasandry z piękną Heleną, też musiało być podobnie, może nawet urodziła się jako piękność, aby zaistniały owe wszystkie zdarzenia z nią związane. Tylko naiwny Parys myślał, że był jurorem w konkursie piękności.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tadeo
Administrator



Dołączył: 02 Lis 2010
Posty: 435
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 20:06, 19 Gru 2010    Temat postu:

12
ŚWIT DZIECI SŁOŃCA
SZÓSTE SŁOŃCE
GDY NOWE DZIECI SLOŃCA - WOJOWNICY ŚWIATŁA STWORZĄ NOWĄ SWIADOMOŚĆ, WÓWCZAS WZNIOSĄ SIĘ WRAZ Z NOWĄ ZIEMIĄ DO SWOJEGO NOWEGO MIEJSCA WSRÓD NOWYCH GWIAZD.
Jakkolwiek od czasów Jezusa przetrwaliśmy już ponad 2000 lat, jak by nie było, to u schyłku ery Ryb mamy do czynienia nie tylko z nową kadencją rządzących naszą planetą „Bogów”, również wyprorokowaną wcześniej zmianą zasad i religii, praw społeczno obyczajowych, ale również jak się wydaje ze zmianą fizyczno-chemicznych zasad funkcjonowania świata.
Czy można prawidłowo zrozumieć owe przemiany zarówno w aspektach teologii, jak i w odniesieniu do zaistniałych niedawno teorii i najnowszych koncepcji naukowych?
Jak sądzę większość, jeśli nie wszystkie, zdarzenia i zdobycze techniczno-ideologiczne mają swe uzasadnienia w owym uniwersalnym prawidle istnienia. Idąc dalej tym tokiem rozumowania, rewolucja techniczna ostatnich 200 lat jest również konsekwencją przeszłych i przyszłych dawno zapomnianych zmian w kosmosie i naszym istnieniu.
Nie, to nie jest pomyłka, przeszłość staje się codziennie, w najróżniejszych znaczeniach tego słowa. Dla lepszego zrozumienia owej koncepcji może powołam się na słowa Johna Stuarta Milla, który uważał, iż nieskończonej inteligencji wystarczy doskonała znajomość tylko jednej chwili, aby móc poznać całą historię Wszechświata.
Innymi słowy mowa jest tu o swego rodzaju hologramie, w którym jak na przykład we fraktalu, można z cząstki odczytać zapis całości, a poprzez obecną chwilę ujrzeć zarówno przeszłość jak i przyszłość, tak jakby czas istniał jedynie w naszym błędnym jego postrzeganiu.
Owa koncepcja w pewnych swych treściach przypomina buddystyczno-hinduistyczny system teologiczno-filozoficzny, zakładający przekonanie o cykliczności istnienia Wszechświata lub nawet i Wszechświatów.
Może jeśli nawet nie kluczem, to na pewno przykładem dla zrozumienia topologii przestrzeni naszego, a co za tym idzie również i innych alternatywnych oraz równoległych wszechświatów jest istota pojemności komputerów.
Jak się bowiem okazuje maksymalnie „załadowana”, a następnie „wyczyszczona” z wszelkich informacji pamięć komputera, przy takiej samej (początkowej ) wartościowości owej pamięci, nie pozostaje jednak pamięcią pierwotną, gdyż w gęsto upakowanej i niezauważalnej prapamięci pozostaje ślad zapisu wszystkiego co znajdowało się przedtem w komputerze.
Niby w holograficznej formie, podobnie do naszych bliższych lub dalszych wymiarów, możemy nałożyć i skompresować dowolną liczbę światów równoległych, podobnie jak możemy zagęścić i uzyskać wielowymiarową pojemność pamięci naszych komputerów.
Wracając niejako do sedna istnienia kiedy to „ Na początku było Słowo”, gdyż topologia czyli nauka o zniekształcaniu, ściskaniu, zagęszczaniu i rozciąganiu przestrzeni z greckiego oznacza tópos – miejsce, okolica oraz lógos – słowo, nauka.
Pani Barbara Marciniak w swej książce „Ścieżka Mocy - mądrość Plejadian dla świata pogrążonego w chaosie” poprzez swe channelingowe wizje, rzuca wyzwanie osobom zaangażowanym w swej odnowie i samodoskonaleniu. Prezentuje ona sposoby otwarcia ludzkiej świadomości na nieskończone pola możliwości istnienia. Zawiera w swej książce praktyczne porady jak w twórczy sposób zmierzyć się ze znanym nam, stojącym na progu wielkiej zmiany światem.
W owych koncepcjach nic nie jest tym, czym wydawałoby się być, a prawdziwa natura rzeczywistości pozostaje głęboko ukryta pod jej pozorami, tak jak w wielowarstwowo upakowanej pamięci naszych komputerów.
W „ Ziemi Zwiastunów Świtu” pani Barbara tłumaczy, iż każdy wczorajszy dzień staje się przeszłością, lecz też każdego nowego dnia wraz ze wschodem słońca rodzi się szansa i nadzieja na „nowe”
Każdy nasz dzisiejszy wybór wpływa na kształt naszego wspólnego jutra i nowszej Ziemi. Tak więc szansa kreowania świata leży w naszych rękach, a realizowana staje się odkryciem tajemnic świata i nas samych.
Wróżowie i prorocy zapowiadają nam trzy dni ciemniści, lecz cóż kryje się za tym złowrogo brzmiącym proroctwem? Czyżby przepowiadana zmiana biegunów geograficznych wraz ze zmianą kierunku obrotu Ziemi?
Jeśli takie miałoby być przeznaczenie, jak zrozumieć to praktycznie? Albowiem nie może chodzić tutaj o zatrzymanie się pędzącej z ogromną prędkością Ziemi i ruszenie jej w drugą stronę, tak jak prorokują to co niektórzy. Choć z innej mniej fizycznej strony takiej idei, dawałaby ona możliwość rozstrzępienia się naszego świata na opisywany w mitologiach wielu kultur świat i anty-świat alternatywnych rzeczywistości.
Ale jak sądzę jest jeszcze i inna możliwość, aby objawiło się to, co u starożytnych zwało się : „ZDERZENIE NIEBA Z ZIEMIĄ”. Oni wiedzieli, iż na szczycie gór Parnasu nie mieszkają Olimpscy Bogowie, i oni wiedzieli o istnieniu innego duchowego Olimpu.
To co jest w górze to też jest i w dole. Czyż zatem przebiegunowanie, zmiana kąta odchylenia osi ziemskiej, klimatu na skutek zmiany kierunku promieniowania Słońca, byłoby efektem trzydniowego zatrzymania obrotu samej Ziemi, co obserwatorzy będą postrzegać jako chwilowe zatrzymanie Słońca na niebie. W rezultacie iluzje jego trzydniowego braku dla obserwatorów z drugiej Ziemskiej połowy.
Takie zdarzenie lub jego bliźniaczy efekt opisałem już jako zdarzenie historyczne, kiedy to po jednej stronie Majowie obserwowali brak Słońca na niebie, z innej zaś strony wojownicy walczyli w bitwie, której dzień trwał dużo, dużo dłużej i nie było to jedynie złudzeniem zmęczonych walką wojów.
A może efekt 72 godzin mroku spowodowany miałby być ,tak jak głoszą to „Plejadianie” za pośrednictwem pani Marciniak, przejściem i wniknięciem Słońca w wyprorokowany „pas fotonów”. Moim jednak zdaniem istnieje tutaj pewna niekonsekwencja, gdyż jako że ten domniemany „pas” jak sama nazwa wskazuje „FOTONÓW” czyli pas światła, nie powinien przyćmić Słońca, ale właśnie je wzmocnić.
Cóż jednak jeśli w efekcie przejścia przez jakiś domniemany, wyprorokowany i przekazywany przez obce istoty pas lub wiązkę energii zakłócony zostanie balans materii i antymaterii na korzyść tej drugiej wykreowując dodatkowy anty, obracający się w przeciwną stronę świat.
Czyż jak głoszą co niektórzy, to właśnie byłoby owym oczekiwanym rajem, nirwaną czy „nową złota erą”, do którego wstęp mieliby mieć tylko ci przebudzeni, otwarci na nową energię ludzie?
W takim wypadku ta energia również nie byłaby niczym nowym, ale przyjęciem i świadomym dopełnieniem siebie, energią kreującą nowy alternatywny świat, Ziemię i chętnych żyć na niej nowych ludzi, kiedy ci przygotowani do tego będą jeszcze mocniej gotowi i obudzeni, natomiast nieprzygotowani pozostaną w swym materialnym świecie. W najlepszym przypadku widząc dookoła nich znikające osoby, wypełnią i tak już zatłoczone szpitale psychiatryczne.
Wielki filozof Platon miał powiedzieć: „Nie dowierzaj ignorantom, geometria jest wiedzą wiecznego Bytu”. Cóż to znaczy ponad to, że w świecie geometrycznych struktur i oddziaływań, w świecie fraktali i hologramów, wszystko jest wiedzą, Bogiem i Stwórcą wszystkiego, podobnie jak też wszyscy i wszystko jest środkiem wszechświata.
Kopernik w swych „ Obrotach Sfer Niebieskich”, tak jak wspominałem wcześniej, przywrócił nam faktyczny obraz współzależności w Układzie Słonecznym, lecz jednocześnie zabrał nam naszą nadrzędną pozycję w uniwersum.
Według pewnych filozoficznych koncepcji Bóg jest istotą, która znając wszystko tylko teoretycznie, zapragnęła praktycznego poznania swych teoretycznych rozważań, więc wyeksplorowała samego siebie, aby zaistnieć w kwadrylionach cząsteczek elementarnych, które po osiągnięciu wiedzy w swych tworzących ludzi, zwierzęta, rośliny i minerały ciałach, miały by powrócić do owej transcedentalnej idei stwórczej.
Taka koncepcja w wielu swych składowych mogła by być bliźniacza zarówno z namawiającymi nas do doskonalenia się ideami New Age, jak i w koncepcji nieba bliźniacza z wieloma obowiązującymi religiami włącznie z tymi chrześcijańskimi.
Lecz także w świecie złotego podziału, geometrii, fraktali i hologramowych światów, również uczących się od nas tego czego chwile później również nauczają nas abyśmy mogli nauczać ich z powrotem w nieustającym kołowrocie nauczania wszystkich od wszystkich.
Do naszego prawa atrakcji ma się to jednak nieco inaczej niż zapewniali nas o tym autorzy i propagatorzy idei zawartej w książce „Sekret” tutaj to co otrzymujesz, zależy na tyle od ciebie na ile jest to w planie aby od ciebie to zależało. W nieustannej wymianie tego co chcemy a tego co chcą inni, a tym samym często tego co staje się wypadkową wszystkich tych intencji lub planu o którym jeśli już wiesz, może on być właśnie tym planem dla ciebie, stworzonym tak samo przez ciebie jak i otaczający cię świat.
Tak czy inaczej, obojętnie czy ty kreujesz swą myślą rzeczywistość, czy fakt zaistnienia jakiejś intencji jest gotowym alternatywnym planem, przy realizacji lepiej wierzyć w coś pozytywnego, obojętnie czy realizacją tego zawiaduje kreacja myśli czy też prekognicja.
Mój pogląd w pewnej mierze jest bliźniaczy, a nawet jednaki do tych, co niektórych ideologii, aczkolwiek łączyć on się również może z owym zdarzeniem, które jest tyleż duchowe co fizyczne. Chodzi mi mianowicie o zetknięcie naszego materialnego świata z czymś podobnym do energii odkrytych przez satelitę IBEX czy wyprorokowanego w channelingach „Pasa Fotonów” itp. .
Przypomnę, i ż z jednej strony ten fenomen - jako gigantycznych rozmiarów energetyczny obwarzanek okalający Plejady - miałby być emisją światła w postaci fotonów z najjaśniejszej z tej grupy oddalonej od nas o ok. 450 lat świetlnych gwiazdy Alkione. Według tych, którzy wierzą w ową strugę energii , mieli byśmy w nią wniknąć na początku ery Wodnika ( okresowo od 1987r.), aby już permanentnie trwać w niej od 21 Grudnia 2012 roku przez 2160 lat czyli cały jeden Dom Zodiaku. Według wierzących w ów channelingowy przekaz od tak zwanych „Plejadian”, zetknięcie się ludzi z tajemniczą wiązką bardzo naukowo brzmiących fotonów, miałoby zmienić i wzbogacić duchowość „otwartych” na „Światło”, „Miłość” i „Dobroć” ludzi, jednocześnie niszcząc tych innych złych i bardziej materialnie nastawionych do życia.
Taka koncepcja jest notabene bardzo bliska wierzeniom Anaksymandera (filozof z V wieku p.n.e. uczeń Talesa z Miletu), według którego świat powstał z bezkresu ( apeiron ) i powstaje tak każdego dnia . Istnieje on w swego rodzaju dualizmie, czyli równowadze dwóch przeciwieństw dzień-jasność, noc –ciemność , zimno i ciepło, no i właśnie miłość- nienawiść, złość -dobroć. Teoria Anaksymandra głosiła możliwość istnienia światów alternatywnych i możliwości powrotu do owego początkowego „bezkresu”, z którego powstawała materia. Znów podobnie jak pewne religie, czy koncepcje „New Ege” - sugerują „doskonalenie się” jako drogę do zjednoczenia się ze Stwórcą. Tego typu koncepcje z grubsza wyglądają jak powielane pochodne jednej i tej samej idei i przesłanie wszelkiego rodzaju religii z ich ogromną różnorodnością nieb jako nagrody za bogobojne i bezgrzeszne żywoty.
Takie poglądy na wszechświat i życie pochodzą z bardzo archaicznych czasów, a znane koncepcje filozoficzne jeszcze z przed naszej ery. I tak na przykład bliźniacza z Chińską koncepcją żywiołów z przed 4000 lat jest również podobna do idei Empedoklesa z Akragas ( ur. ok. 490 zm. Ok.430 r. . p.n.e.), który uznawał świat za składową stwarzających go czterech żywiołów wprawianych w ruch poprzez oddziaływanie na siebie dwóch przeciwstawnych sobie sił wojny i pokoju lub nienawiści i miłości, co z kolei jest praktycznie tożsame( lustrzane odbicie ) z Chrześcijańską koncepcją kary za grzechy i nagrody za bezgrzeszne życie.
Aby przybliżyć powielanie i ścieranie się wszelkich poglądów, z których większość przeistacza się w główniejsze religie czy filozoficzne koncepcje, zamierzam przytoczyć teraz kilkanaście z niezliczonej ilości takich niegdyś luźnych poglądów, które z biegiem lat stały i stają się konglomeratem nowych wierzeń i poglądów. Zacznę może od metodycznego stanowiska i redukcjonistycznych koncepcji filozoficznych, według których świat materialny, czyli cały wszechświat składa się z kilku podstawowych pierwiastków. W naszych czasach syntezą nauk redukcjonizmu i fundamentalnych procesów we wszechświecie są przemiany chemiczne i budowa materii, jednak nieomal te same teorie elementów były już popularne w wielu starożytnych kulturach.
Na przykład w Helleńskiej wyróżniono cztery żywioły: powietrze, ogień, wodę i ziemię. W Europie pojęcie elementu i pierwiastka powstało bardzo wcześnie w wyniku popularyzacji pojęcia arche dokonanej przez Empedoklesa (arche z gr. Etymologicznie oznacza zasadę, przyczynę, władzę w filozofii zaś oznacza przyczynowość i zarazem zasadę istnienia wszystkich bytów ). Powszechnie uznaje się tego filozofa za mediatora, który próbował pogodzić zbyt kontrowersyjne podejście monizmu, który uznawał naturę wszelkiego bytu za jednorodną , materia (monizm materialistyczny ), duchowość ( monizm spirytualistyczny ), będące przeciwstawnościami do dualizmu i pluralizmu głosząc, że rzeczywistość składa się z bytów różnorakich lub iż należy dopuścić do wielości teorii lub metod przy wyjaśnianiu zjawisk.
Monizm ze szkoły elejskiej wnosił za pośrednictwem filozofa z VI wieku p.n.e. Ksenofanesa istnienie jednego boga (monoteizm ), takiego samego dla wszystkich i wszystkiego co żyje, lecz różnie przez nich opisywanego, wierząc jednocześnie, że istnieje jedynie byt, czyli jak to sam ujmował „ Bo byt jest a niebytu niema”.
Jego uczeń Zenon z Elei odrzucał też na przykład istnienie czasu i ruchu. Empodekes zajmował pośrednie stanowisko między Parmenidesem, według którego byt jest jeden i stale niezmienny, a Heraklitem z Efezu ok. 540 do 480 roku p.n.e. Słynnym powiedzeniem Heraklita było to, że „ Nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki, za każdym razem bowiem inna woda w niej płynie”. Najbardziej znanym elementem filozofii Heraklita jest koncepcja nieustannej zmiany „ Pantha rei „ ( wszystko płynie ), a rzeczom istniejącym w świecie jego zdaniem można przypisać jedynie pary przeciwieństw ciepło, zimno jasno, ciemno itd. Heraklit był twórcą idei Logosu ( gr. „słowo” „rozum „ „ zasada”).
Wracając jednak do żywiołów, to w Hinduistycznej jodze i tantrze wraz z praktykami oczyszczania czakr rozróżnia się również 5 żywiołów: ziemia prythiwi, woda, ogień tedźas, powietrze waju oraz eter akasa. Z czasem do takich jak Helleńska koncepcja zaczęto dodawać też ów piąty żywioł tak zwaną „kwintesencję”, czyli podobnie jak na przykład w hinduizmie nieobecny na Ziemi eter (obecnie za eter uważa się wszechobecne pole elektromagnetyczno- grawitacyjne). Z eteru miały być zbudowane ciała niebieskie oraz sfera gwiazd stałych. Czasem za piąty żywioł uważano metal ( w średniowieczu - alchemia i transmutacja złota ).
Również w starożytnych Chinach już w II tysiącleciu p.n.e. też wyróżniano pięć żywiołów: wodę, ogień, drewno, metal i ziemie. Owa koncepcja została częściowo przejęta przez inne kultury Dalekiego Wschodu, łącznie z powstałą przez przesiedlenie się emigrantów z Chin, Japonii, gdzie również uznaje się 5 żywiołów, ale nieco innych. Tak więc jest tutaj woda- suiton, ogień-katon, ziemia- doton, lecz zamiast drewna i metalu w Japonii wyróżniano żywioł powietrza- futon oraz piorun- raiton.
Te ewidentne podobieństwa nakazują rozsądkowi wziąć górę nad fanatyzmem, ale czyż uznamy, że wszystkie religie wywodzą się od jednej wspólnej idei i to wcale nie koniecznie z jakiejś ze znanych współcześnie Religii , na przykład którejś z Chrześcijańskich?
Wiem, iż nawet najdokładniejsze analizy nie zawsze są pomocne do zrozumienia i pogodzenia się z faktami dla co niektórych, zagubionych w sferze religii .Na wzór „Platońskiej jaskini cieni” ta filozoficzna metafora uwieczniona w dziele Platona „Państwo”, przedstawia uwięzionych w jaskini ludzi, którzy będąc przykutymi do skały łańcuchami, nie mogą odwrócić się w stronę Słońca, uznając teoretycznie jego istnienie, jedynie oglądają malujące się na ścianie jaskini cienie (zjawiska prawdziwej rzeczywistości). „Jaskinia Platona” jest syntetycznym skrótem filozoficznej idei poznania świata .
Jest to również dokładne przedstawienie zachowań ludzi naszych czasów, którzy są jedynie zanurzeni w iluzji poznania czegokolwiek. A jako że i ja mam swe dylematy i nigdy niezaspokojone rozterki w owej materii, chciałbym więc się jedynie spytać czy my wszyscy nie robimy jakiegoś błędu czcząc jako stwórcę jednego z Elochim czyli starotestamentowe zazdrosne bóstwo burzy Jahwe, teg który jak o sobie sam mówi jest tym który jest lub dokładniej tym co się dopiero staje? Zamiast jakiegoś może niewymienionego z imienia łagodnego Boga prawdy i miłości ?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tadeo
Administrator



Dołączył: 02 Lis 2010
Posty: 435
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 20:08, 19 Gru 2010    Temat postu:

13
„TO CZEGO SIĘ BOISZ CIEBIE ZABIJE, A TO CZEGO SIĘ NIE BOISZ CIEBIE OCALI”
Na koniec ostatniej części swych „ Słonecznych” opracowań spytałem się niby sam siebie czemu mieli byśmy czcić narzucone nam przez tradycję i religie bóstwo burzy Jahwe zamiast jakiegoś łagodnego Boga prawdy i miłości ?
I nie chodziło mi o imię tego Boga jako takiego i w sumie mniej ważne czy On nazywa się Jahwe, Allach czy na przykład Wisznu, gdyż moim skromnym zdaniem to jest ta sama postać czy istota, za którą jako taką (naprawdę wszechmocnego Boga- Stwórcę) mają go wszelkie sekty czy religie. Dlatego też Islam, Judaizm, religie protestanckie, heretyckie czy nawet co niektóre tak zwane sekty, czczą tę samą Boską postać, choć często mieszają lub sprowadzają do jednego swego lokalnego „Boga” i Stwórcę.
Błąd ten mógł nastąpić, gdyż te religijne grupy często bazowały na podobnych źródłach czy swych świętych księgach, a rozłam między tymi religiami bardziej zaistniał z powodu upolitycznienia i zaadministrowania ich przez jakichś ich przywódców często uzurpujących sobie prawo na wyłączność jednej jedynej swej racji i prawdy.
Lecz winę ponoszą wszyscy ludzie z wiernymi jakiejś wierze czy wspólnocie włącznie, a nawet powiedziałbym przede wszystkim, gdyż to oni właśnie całe wieki pozwalając się ogłupiać stworzyli prawa i warunki do zaistnienia tych sekt i religii. Sądzę także, że między „stwórcą”, a tym Stwórcą czy Stworzycielem istnieje coś, co nas ludzi stworzyło a raczej przekształciło.
To prawda, że człowiek powstał na podobieństwo Boga, a właściwie bogów nie Boga. To prawda, że tak jak stwarzał go Prometeusz (niosący „ światło” wiedzę, inaczej anioł Lucyfer), Bóg chrześcijański(w domyśle Jahwe, „jestem kim jestem”), jak i sumeryjski Enki- mędrzec podobny Egipskiemu Thotowi. Materiałem do stworzenia człowieka była glina.
Lecz jedynie alegorią jest ulepienie człowieka z gliny jak statuetki, gdyż chodziło tu o użycie gliny jako podłoża do rozwoju embriona, tak jak robi się to obecnie właśnie przy In vitro.
Czy sądzicie, że ta cała nagonka z aborcją czy życiem poczętym jest po to, aby zabezpieczyć poczęte życie? Nie chodzi tu ani o to, ani o to kiedy dusza wnika do ciała, ani aby zasilić ewentualny przyszły kościół nowymi wiernymi, gdyż jego hierarchowie są na tyle światli, że wiedzą, iż na każde dziesięć nowo narodzonych dzieci do katolicyzmu trafi mniej niż połowa, następne pół zasilając opozycję lub w najlepszym razie staną się ateistami.
Może chodzi więc o to, aby niejako zaostrzyć światową sytuację, również przez niemożliwy do opanowania wzrost populacji. Czego konsekwencją musiałaby być kryzys lub wojna światowa, która wymykając się niejako z pod kontroli mogłaby skuteczniej i szybciej przetrzebić ludność Ziemi. Nie wspominam tutaj na razie o koncepcji zapotrzebowania przez „Coś”, „Kogoś” na wszelkie skrajne emocje typu: miłość, przyjaźń, rodzina, ale również chciwość, nienawiść, ból, wina, choroba, zarozumiałość, ambicja, poczucie własności, posiadanie, poświęcenie, a na większą skalę także uczuciami związanymi z narodowością, prowincjonalizmem, głodem, automatyzacją, przemysłem, handlem, religią, wojną itd. Są to między innymi teorie Davia Icka, jak też na przykład w swej relacji ze światów alternatywnych czy równoległych pisze o tym też R. Monroe w swojej książce „Dalekie podróże” w rozdziale dwunastym „Zasłyszana historia” str.273-297.
Z innej strony na Ziemi jest za dużo ludzi, ale nie dlatego, że planeta nie mogłaby ich wyżywić, tak jak to głoszą futuryści, ale dlatego, że „bogowie” obawiają się objawić takiej masie chłopa, a więc lepiej przetrzebić ich zanim zaistnieje ta konfrontacja, aby ludzie nie odczuwali tego, co musieli czuć rzymscy legioniści dziesiątkowani przez swych wodzów za jakąś przewinę.
Aby nie musieć czegoś podobnego przeprowadzać w przeszłości np. po to kiedyś dany był Jezus jako „Bóg” mogący w zastępstwie innych („Bóg Ojciec”) niejako incognito panować przez całą byłą erę Ryb, lecz era ma zmienić się już niedługo, i cóż się stanie jeśli „Bóg” nowej kadencji nie potrzebuje, aby ktoś panował za niego w zastępstwie?
Tak więc stworzenie ludzi przez „Boga”- „Bogów” jest na tyle prawdą, na ile teoria ewolucji Darwina jest też prawdą i na ile z kolei prawdą jest to, że Ziemia krąży dookoła Słońca - atronomicznie tak jest w istocie, ale wcale też nie mylili się starożytni postrzegając Ziemię jako środek wszechświata. To co chce przez to powiedzieć jest możliwością, że zarówno wszystko jak i nic może być „prawdą” zależącą jedynie od punktu jej postrzegania.
Bo na przykład wracając do pozycji Ziemi w Układzie Słonecznym, to takie ujęcie rzeczy było przede wszystkim przydatne w astrologicznym odszukiwaniu wpływu planet i ciał niebieskich na istnienie i życie człowieka. Kopernikowskie „De revolutionibus orbium coelestium” było jedynie przypomnieniem i w sumie jeszcze do niedawna jedynie nieprzydatną ciekawostką dla niemogącego oderwać tyłka od Ziemi ludzkiego świata, że w istocie Ziemia nie leży w centrum wszechświata, z innej zaś strony wszystko i wszyscy zależnie od potrzeby i rozumienia, bywamy takim środkiem
Teoria Doboru Naturalnego Darwina jest właśnie w taki sam sposób prawdziwa, zaś brakujące ogniwo tej teorii nigdy nie było brakujące - człowiek powstał z małpy, a właściwie z istoty człekokształtnej (cytat z „12 planeta” Zecharia Sitchina: „Nefilim nie stworzyli ssaków ani naczelnych, ani hominidów. „Adam” nie należał do rodziny człowiekowatych, lecz był istotą, która jest naszym przodkiem- pierwszym Homo sapiens. Nefilim stworzyli człowieka, jakiego znamy współcześnie”.
Kluczem do zrozumienia tego przełomowego faktu jest opowieść o drzemiącym Enki, którego obudzono, by powiedzieć mu, że bogowie postanowili uformować adamu, a on ma znaleźć środki. Odpowiedział: „Stworzenie, którego nazwę wymieniliście- ISTNIEJE!” I dodał : „Obleczcie go- stworzenie, które już istnieje- w obraz bogów”.”Nigdy niezgubione ogniwo w teorii Darwina istnieje na wykresie przemian hominidów tam gdzie powstaje Cro-Magnon ( Człowiek współczesny), a zaczyna zanikać mający swą świadomość (zdolność używania ognia) i swe obrzędy (rytualne grzebanie zmarłych ) Neardentalczyk, na którego z niewiadomo jakich przyczyn poluje świeżo zaistniały Homo Sapiens ( Malowidła naskalne i jaskiniowe).
Tak więc wygląda, że jesteśmy właśnie tacy jacy jesteśmy, jest przyczyną tych z góry i ich ciągłą kontrolą pół-boskiego pół-zwierzęcego tworu, jakim jest rozkojarzony w tym mezaliansie człowiek. Człowiek, który jest idealnym tworem, lecz nie jako „korona stworzenia” a jako coś niezmiernie bogom przydatnego.
Kolejny cytat z „12-tej planety”: „Wszystkie teksty sumeryjskie są zgodne, że bogowie stworzyli człowieka, aby wykonywał ich pracę, Wyjaśnienia tej decyzji można się doszukać w słowach, jakie według relacji „Eposu o stworzeniu” wypowiedział Marduk: „ Dam światu pokornego prymitywa; Będzie się nazywał >>człowiek<<. Stworzę prymitywnego robotnika; Będzie powołany do służby bogom, żeby mogli odetchnąć”. Same terminy, jakimi Sumerowie i Akadowie określali „ człowieka” świadczą o jego statusie i przeznaczeniu: był lulu ( „ prymitywny” ), był lulu amelu ( „ prymitywnym robotnikiem” ), był awilum („pracownikiem”).
To, że człowiek został stworzony do służby dla bogów, przyjmowane było przez starożytnych jako fakt najzupełniej naturalny. W czasach biblijnych bóstwo było „panem”, „królem”, „władcą”, „mistrzem”. Termin tłumaczony powszechnie jako „kult” oznaczał tak naprawdę avod („pracę”). Starożytny i biblijny człowiek nie „czcił” swojego boga - on dla niego pracował. Biblijne Bóstwo, jak bogowie w sumeryjskich realiach, stworzyło człowieka dopiero gdy zasadziło ogród i wyznaczyło tam miejsce człowiekowi.
Wiele z tych jak je nazwałem grup w swych wierzeniach posiada oprócz swego nadrzędnego wielu podrzędnych bogów, aniołów, Bożych synów itp. Całkiem zresztą podobnie żydowski Jahwe, przed tym jak określa siebie jako Boga zazdrosnego, zastrzega sobie prawo do bycia najwyższym bogiem nie negując istnienia innych bogów.
Stary testament, Księga wyjścia, Dekalog 1-7: „ Wtedy mówił Bóg wszystkie te słowa „ Ja jestem Jahwe, twój Bóg, którym cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie. Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Jahwe, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i strzegą moich przykazań.” Cóż za swoisty rodzaj sprawiedliwości?
Ale reasumując, uważam że Biblijny Jahwe Bóg Abrahama i Mojżesza siłą rzeczy nie może być tą miłosierną, jedyną stwórczą Nad-Istotą, a jest jedynie jedną z wielu wyżej od ludzi postawioną technicznie istotą, która z jakiegoś sobie wiadomego powodu narzuciła swą wolę obejmując patronat nad jedną z odgałęzień semickiej społeczności (co do której nie wiem jak kto, ale ja osobiście przynajmniej urodzony jako Katolik się raczej nie zaliczam.)
Jak myślę istoty te też podobnie jak ludzie, podległe nadrzędnemu kosmicznemu prawu stwarzania, po prostu w jakimś czasie zniewoliły ziemię, a nawet być może zmutowały czy sklonowały człowieka, mieszając własny materiał genetyczny z podobnym materiałem istot zamieszkujących pra-Ziemię .
Tak że w rezultacie prawdziwszą staje się teoria naturalnego doboru Darwina, jak i biblijny przekaz że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Bogów-Boga, choć i oni czy on byli niegdyś stworzeni przez stwórczą nadrzędną ideę.
Co może być ciekawe, na przykład Kościół Mormonów naucza, że Bóg Ojciec był kiedyś człowiekiem podobnym do nas, lecz zrobił postępy i stał się Bogiem oraz że ma ciało i kości (Nauka i Przymierza 130:22; „Bóg był kiedyś taki, jak my, i jest wywyższonym człowiekiem, który zasiada na tronie w niebie!” Ten mormoński „bóg” miałby tam panować wraz ze swymi niezliczonymi „żonami- boginiami”, takiemu to dobrze !?

Zastanawiając się nad istotą Prawdy, czyli jak zapewne zgodzą się ze mną co niektórzy, historycznych realiów, osobowości proroków i założycieli większości religii, jak również atmosfery i klimatu ich powstawania, podchodzę do ich świętości z rezerwą. Również i charyzmatyczno przywódcze cechy charakteru takich proroków swych religii jak Abraham czy Mojżesz z ich wątpliwą tożsamością i istnieniem mimo tak wielkiej roli jaką spełniają w swych kościołach i religiach nie przemawiają do mnie. Może, tak jak z resztą wskazują na to ich losy, w najlepszym razie zostali oni wyselekcjonowani, a nawet stworzeni do spełniania narzuconych im obowiązków.
Wspominam tutaj o Sitchinie i siłą rzeczy o „Enuma Elisz”. Ten kosmologiczny epos jest sam w sobie obrazem pewnej tajemniczej wiedzy, a może jak chcą niektórzy, jedynie wybujałej fantazji Sumerów. Ludzie ci, bądź to aby uchronić swój i tak już nadszarpnięty profesorski prestiż, bądź jako studenci owych monopolistów wiedzy, starają się zaskarbić sobie ich poparcie w drodze na szczyt kariery. Tak, Sitchin świadomie zniekształca pewne teksty i nawet jeśli robi to z pewną dozą premedytacji, to czyż dotarłby do kogokolwiek przekład proponowany przez ortodoksyjną naukę?
Wszyscy (mam nadzieję) wiemy, że nawet interpretacja codziennego zdarzenia często nastręcza wiele kłopotów i tyle jest jej wersji ilu obserwatorów, a co tym bardziej jeśli mowa jest o poetyckim tekście nie tylko tłumaczonym z obowiązującego w danym czasie języka ? Mamy tu dylemat: cóż miał na myśli „poeta” istniejący w dawno już nieistniejącej kulturze, którego pismo i jego rzeczywiste znaczenie poznaliśmy (jeśli poznaliśmy) stosunkowo niedawno? Jeśli Sitchin opuszcza pewne wersy i słowa, które kłócą się z jego hipotezą, poniekąd ma na tyle do tego prawo ,na ile inni bazując jedynie na swym światopoglądzie ustalili znaczenie tych znaczeń i wyrazów. Tak od lat postępują owi tak zwani „prawdziwi” naukowy i badacze, bazując na ludzkiej naiwności i niewiedzy budując swe egzystencje.
Cóż jeśli zarówno myli się Sitchin jak i ci, którzy uzurpują sobie prawo do wszechwiedzy i wszyscy nie posiadający swego własnego zdania pomniejsi ślepo podążający za nimi klakierzy?
Moim zdaniem zarówno w interpretacji mitologiczno- kosmologicznych tekstów, tak i dociekań antropologicznych istnieje błąd, który staje się jedynie teorią czy hipotezą, niezależnie jak bałwochwalczo jest czczony jakiś badacz, zarówno po jednej jaki drugiej stronie barykady.
W głębszym znaczeniu bez owocnych wywodów „obliczania ilości diabłów znajdujących się na główce od szpilki” świadomie lub nie tworzy się jedynie zagęszczający się klimat dezinformacji i niewiedzy, gdzie słabsi i mniej zorientowani prawie zawsze wybierają to czego im brakuje czyli wiedzy w jej oficjalnej ortodoksyjnej formie.
Mam pewnego znajomego, który tak bezkrytycznie ufa „nauce”, że powtarza za swym niegdysiejszym profesorem, iż „uwierzy w UFO jeśli takowe wyląduje na Placu Czerwonym a istoty, które miały by w nim przybyć zaczęłyby sprzedawać tam lody”.
Kiedyś czytałem książkę „Bogowie, groby i uczeni”, autorstwa - Ceram CW. W jednym z opisanych tam w barwny sposób zdarzeń było to jak pewien archeolog ot tak sobie dla dowcipu wrzucał do odkopanych grobowców lub innych stanowisk archeologicznych jakieś nowożytne przedmioty. Nie wiem czy takie zachowanie należy przypisać chęcią wstrząśnięcia naukowym monolitem, czy może jest to już jakaś forma konspiracji, której bodajże najlepszym narzędziem jest dezinformacja.
Dezinformacja właśnie jest sposobem doprowadzenia do kłótni lub słownych przepychanek, gdzie w pewnym momencie obie strony zaczynają jedynie bezproduktywnie odbijać tę samą do znudzenia odzieraną z argumentów prawdę.
Jest to sytuacja kiedy niby już wszystko zostało powiedziane, ale że tak na dobrą sprawę, temat staje się nudny i zbyt powszechny, aby mógł być prawdziwy. Natomiast obie zainteresowane w sprawę frakcje schodząc niejako do podziemia same w swej ortodoksji wyizolowują się od doniosłości i istoty zagadnienia.
Tak było przy niemal każdym kontrowersyjnym zdarzeniu, od sprawy UFO i kręgów zbożowych, poprzez zamachy na naszych czy też obcych dygnitarzy, po wiarę i religie.
Te moim zdaniem celowo prowokowane zdarzenia, dysputy i konflikty mają na celu z jednej strony rozpoznanie opozycyjnych frakcji, jak i poprzez poklepywanie po ramieniu co niektórych upewnianie ich, iż są mądrzejsi, gdyż bardziej pragmatyczni, od egzaltujących się nieuchwytnym, tajemniczym i nieznanym. Bycie lepszym od tych religijnych i od niewierzących stawia ich niejako w nadrzędnej pozycji interpretatorów tego co „Boskie” i ludzkie, daje prawo rozstrzygania kto jest bardziej naiwny, a kto bardziej nawiedzony. Bardziej predysponowani do tworzenia czegoś i wypowiadania pewnych racji- gdyż mieliby być bardziej wyuczeni, tak jakby jedynie dyplom czy kilka literek przed nazwiskiem robiło ich uprawnionymi i wszechwiedzącymi.
Jak najbardziej taka i inna wiedza jest wskazana i naturalna dla wszelkich istot świata, ale na pewno nie zaślepiona ortodoksja. Wszelkiego rodzaju kodeksy, dekalogi czy zasady współżycia i funkcjonowania są rodzajem ubezwłasnowolnienia i pozbawienia prawa samostanowienia, choć są one bezspornie przydatne do zachowania dyscypliny i porządku, lecz tez moim zdaniem są one konsekwencją odebrania ludziom prawa do indywidualności.
Nikt naprawdę rozsądny nie potrzebuje dziesięciu przykazań, Budda kiedyś miał powiedzieć: „Bądź dobry i bądź mądry”.
Wiem, że można wiele rzeczy interpretować na różny sposób, lecz skąd na katolickim forum dyskusyjnym biorą się ateiści, a na takim o parapsychologii totalni sceptycy i pragmatycy.
To prawda, że w przypadku forów obecność takich ludzi poniekąd motywuje jego istnienie, gdyż podobnie jak bez ruchu tak też i bez dialogu nie może istnieć życie, jednak czemu ludzie ci (nie idzie mi w tym przypadku o nikogo konkretnego) trafili tam gdzie siłą rzeczy powinna istnieć atmosfera symbiozy i wzajemnej adoracji - lecz czyż zawsze trzeba burzyć, aby móc budować coś na gruzach? A jeśli tak, to i wojny, kataklizmy czy przemiany są do życia jak najbardziej konieczne.
Lecz z innej strony czy młodzieńcza wojowniczość jest jedynie buntem przeciwko ustalonemu porządkowi, czy tę agresje pobudza coś jeszcze. Może jakiś podświadomy mus czy konieczność w efekcie wspierający narzuconą nam wszystkim dezinformację, a co za tym idzie również i konspirację, w celu zatajenia czegoś o wiele ważniejszego.
Moim zdaniem konspiracja w archeologii jak i w każdej innej dziedzinie naszego życia zaczęła się w tym prawdziwym niezmitologizowanym Raju, a biblijny przekaz jest też jedynie wcześniejszą formą konspiracji i dezinformacji.
Ktoś zapewne powie, że przecież Bóg ma wszystko zaplanowane dla naszego dobra! Jeśli tak, to jaka jest tu nasza rola i wpływ na cokolwiek?
Czy tylko jesteśmy (może to nie dotyczy wszystkich) marionetkami w Bożym teatrzyku lalek?
A jeśli tak, to czy bardzo się różnimy od domowych sprzętów i narzędzi? I w takim razie co z grzechem i karą jeśli to, że grzeszymy może również być częścią Bożego planu?
Tak jak również niekonsekwencją Boga było karanie „pierwszych ludzi” w osobie Adama i Ewy za spożycie owocu z drzewa wiedzy, gdyż świadczy to o tym, iż przedtem musieli być nieświadomi czegokolwiek i dopiero po skonsumowaniu przysłowiowego jabłka wiedzy ją uzyskali.
Nie ważne też, że wcześniej byli przed konsekwencjami tego czynu przestrzegani ,bo przecież nie byli świadomi , tak jak często i my nie jesteśmy świadomi tego co dookoła nas się dzieje.
Inną niekonsekwencją w tej sprawie jest to, iż albo Bóg (ten Bóg) tak się to jemu przypisuje nie był przynajmniej w tej kwestii Bogiem wszechwiedzącym, gdyż w innym przypadku nie dość , że wiedziałby co planuje wąż i w konsekwencji, że dojdzie do spróbowania owocu wiedzy, to również niemiałby powodu szukać Adama, gdy ten ujrzawszy swą nagość schował się przed Bogiem ze wstydu.
Wiem, już słyszę te tysiące argumentów i gotowych już do uciszenia, zawstydzenia lub zastraszenia takich jak moja interpretacji. Niestety, dla mnie i zapewne jakiś gdzieś tam podobnie myślących jak ja jest to jedynie jeszcze jedna forma manipulacji i dezinformacji wywodząca się z tej samej „Konspiratorskiej teorii dziejów”.
Wracając jednak do naszego raju utraconego, to co jednak najgorsze w tej alegorii to jest fakt okłamania pierwszych ludzi przez samego Boga, który zapewniał ich, że owoce z drzewa wiedzy są dla nich zatrute i na pewno po ich zjedzeniu umrą .
Tak, już to przerabiałem i jeśli ktoś zamierza mi powiedzieć, że wcale Bóg nikogo nie okłamał, gdyż przecież ludzie teraz nie są w raju (z powodu własnego grzesznego postępku) i dlatego teraz muszą umierać, czy to więc znaczy, że Bóg znając przyszłość nie zabezpieczył swych kochanych dzieci, a może jak to jest mowa w dalszej części rajskiego incydentu, kiedy to „Bóg” mówi do kogoś, że musi wypędzić ludzi z raju, aby nie stali się tak nieśmiertelnymi jak On i Ci do których wypowiada te swoje orzeczenie winy i kary.
Księga Rodzaju 3: 3-13 3„tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli, 4 Wtedy rzekł wąż do niewiasty: Na pewno nie umrzecie! 5 Ale wie Bóg, że , gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło.6 Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią; a on zjadł. 7 A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski.8 Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Boga Jahwe przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Bogiem Jahwe wśród drzew ogrodu. 9 Bóg Jahwe zawołał na mężczyznę i zapytał go: Gdzie jesteś? 10 On odpowiedział: Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się. 11 Rzekł Bóg: Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść? 12 Mężczyzna odpowiedział: Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem. 13 Wtedy Jahwe Bóg rzekł do niewiasty: Dlaczego to uczyniłaś?...”
Kolejną perełką tego typu może na przykład być nieco dalszy cytat Księga Rodzaju 3: 22 „ Po czym Jahwe Bóg rzekł: Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło; niechaj teraz nie wyciągnie przypadkiem ręki, aby zerwać owoc także z drzewa życia, zjeść go i żyć na wieki.” Któż są ci My do, których Bóg Jahwe żali się nad niesubordynacją swych pupili, których chwilę później wypędza z raju tylko dlatego, aby oni nie stali się jemu podobni po spożyciu zaczarowanych owoców z drzew wiedzy i życia?
Podobną opowieścią o świadczącą o tym , że zarówno w niedzisiejszej idei „Boga”, jak i w obecnym zindustrializowanym świecie nadal chodzi o dezinformacje, aby wszyscy coś wiedzieli, ale aby tej wiedzy nie mogli wykorzystać przeciwko tym, od których ją otrzymali, jest opowieść o wieży Babel.
Ta relacja pojawia się w Biblii w Księdze Rodzaju, (Rdz 11, 1-9): „ Mieszkańcy całej ziemi mieli jedną mowę, czyli jednakowe słowa. A gdy wędrowali ze wschodu, napotkali równinę w kraju Szinear (Sumer) i tam zamieszkali. I mówili jeden do drugiego: Chodźcie, wyrabiajmy cegłę i wypalmy ją w ogniu. A gdy już mieli cegłę zamiast kamieni i smołę zamiast zaprawy murarskiej, rzekli: Chodźcie, zbudujemy sobie miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba, i w ten sposób uczynimy sobie znak, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi. A Pan zstąpił z nieba, by zobaczyć to miasto i wieżę, które budowali ludzie, i rzekł: Są oni jednym ludem, i wszyscy mają jedną mowę, i to jest przyczyną, że zaczęli budować. A zatem w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego!
W ten sposób Pan rozproszył ich stamtąd po całej powierzchni ziemi, i tak nie dokończyli budowy tego miasta”
Jako, że jesteśmy już przy historyczno- mitologiczno- archeologicznej konspiracji, przejdźmy na koniec do znanych nam przecież „Upadłych aniołów” z Księgi Henocha: Jest to urywek z apokryficznej Księgi Henocha”6, 1 Kiedy ludzie rozmnożyli się, urodziły im się w owych dniach ładne i piękne córki.2 Ujrzeli je synowie nieba, aniołowie, i zapragnęli ich. Jeden drugiemu powiedział: "Chodźmy, wybierzmy sobie żony z córek ludzkich i spłodźmy sobie dzieci".3 Szemihaza, który był ich dowódcą, powiedział do nich: "Obawiam się, że może nie zechcecie tego zrobić i że tylko ja sam poniosę karę za ten wielki grzech".4 Wszyscy odpowiadając mu rzekli: "Przysięgnijmy wszyscy i zwiążmy się przekleństwami, że nie zmienimy tego planu, ale doprowadzimy zamiar do skutku".5 Następnie wszyscy razem przysięgli i związali się wzajemnie przekleństwami.6 Był o ich wszystkich dwustu. Zstąpili na Ardis, szczyt góry Hermon. Nazwali ją górą Hermon, albowiem na niej przysięgali i związali się wzajemnie przekleństwami.7 Te są imiona ich przywódców: Szemihaza, ich dowódca, Urakiba, Ramiel, Kokabiel, Tamiel, Ramiel, Daniel, Ezekiel, Barakiel, Asael, Armaros, Batriel, Ananiel, Zakiel, Samsiel, Sartael(...), Turiel, Jomiel, Araziel.8 Są to dowódcy dwustu aniołów i wszystkich innych z nimi.7.l Wzięli sobie żony, każdy po jednej. Zaczęli do nich chodzić i przestawać z nimi. Nauczyli je czarów i zaklęć i pokazali im, jak wycinać korzenie i drzewa.2 Zaszły one w ciążę i zrodziły wielkich gigantów. Ich wysokość wynosiła trzy tysiące łokci.3 Pożerali oni wszelki znój ludzki, a ludzie nie potrafili ich utrzymać.4 Giganci obrócili się przeciwko ludziom, aby ich pożreć.5 I grzeszyli przeciw ptakom, zwierzętom, gadom i rybom. Pożerali mięso jedni drugich i pili zeń krew. 6 Wtedy ziemia poskarżyła się na nieprawych.8.1 Azazel nauczył ludzi wyrabiać miecze, sztylety, tarcze i napierśniki. Pokazał im metale i sposób ich obróbki: bransolety i ozdoby, sztukę malowania oczu i upiększania powiek, bardzo cenne i wyszukane kamienie i wszelki [rodzaj] kolorowych barwników. I świat uległ zmianie.2 Nastała wielka niegodziwość i wielki nierząd. Pobłądzili, a wszystkie ich drogi stały się zepsute.3 Amezarak wyuczył zaklinaczy i nacinaczy korzeni, Armaros [nauczył] odklinania, Barakiel [ wychował] astrologów, Kokabiel złowieszczów, Tamiel wyuczył astrologów, Asradel nauczył dróg księżyca.”
Dalej w niektórych jeszcze niezmienionych wersjach jest mowa, że Aniołowie muszą ponieść karę, którą będzie to, że mają patrzeć jak giną ich dzieci. Ludzie zaś jak tam ogłasza Henoch, powtarzając słowa Boga: „zginą, gdyż za dużo wiedzą”.
Może zobaczymy wreszcie powody dla których zamyka nam się dostęp do kontrowersyjnych zabytków, wywołuje się zatargi polityczne, w konsekwencji których giną cenne, ale też obowiązkowo kontrowersyjne artefakty, po co niejako na siłę lansuje się nam to, co jako „inteligentni i rozsądni”, powinniśmy lub nawet musimy myśleć i mówić.
Ja staram się działać i żyć w myśl zasady Hermetyzmu: „To czego się boisz ciebie zabije, a to czego się nie boisz ciebie ocali.” I jak na razie jeszcze, To coś mnie nie zabiło i postaram się też, aby nie mogło tego zrobić przy tej w zasadzie już dawno zaplanowanej katastrofie lub zmianie w roku 2012.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tadeo
Administrator



Dołączył: 02 Lis 2010
Posty: 435
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 20:10, 19 Gru 2010    Temat postu:

14
WIEM, ŻE NIC NIE WIEM
Tak jak pisałem wcześniej, moim zdaniem każdy w jakimś sensie jest panem swojego losu. Dzieje się to za sprawą wiary lub pragnienia i tak może to zaistnieć poprzez dogłębne zrozumienie „Sekret-u”, który na przykład pozwoliłby nam się wzbogacić. Lecz może uda nam się poznać pokrewny, lecz o wiele ważniejszy „Sekret”, „Sekret” życia i istnienia, ale żeby to zrozumieć należałoby w nieskończenie wielu istniejących życiowych scenariuszy odnaleźć i pojąć nasz własny. Mówiąc inaczej, z pośród tysięcy rzeczywistych, filmowych czy literackich wersji historii Sindrelli, móc znaleźć swój Kopciuszkowy scenariusz, ale aby do niego dojść należy moim zdaniem zrozumieć nieco współzależności.
Wiem i zdaję sobie sprawę, że według co niektórych to o czym zacznę teraz pisać wyda się z jednej strony odejściem od tematu, poza tym również nie przysporzy mi to zwolenników ze względu na zawartą tam treść. Spróbuję więc wytłumaczyć, iż ta właśnie moja przywara, a może dar, „przechodzenia od nieba do chleba”, ów dar który już nie raz był powodem ataków na mnie, jest też przyczyną iż piszę to co piszę, i że w ogóle piszę. Ta umiejętność przechodzenia od jednego tematu i wchodzenia w inny, który często zdać by się mogło, iż jest całkiem odmienny, jest moim zdaniem niejako umożliwieniem połączenia tych niepołączalnych aspektów rzeczy, a tym samym staje się bliższy tak usilnie szukanego przez tak długi czas przez tak wielu prawa unifikacji. W myśl między innymi idei fizyki kwantowej: „wszystko w świecie jest możliwe, jedynie może być nieskończenie mało prawdopodobne”.
Tym, czym chciałbym zająć się teraz, jest sprawa bodaj że największego ludzkiego światowego tabu szczególnie istotnego w kontekście możliwych nadchodzących zmian. Idzie mi tutaj o rozgraniczenie istoty Boga ,„bogów” od Stwórcy i daleko idących z tego konsekwencji, nie tylko natury teoretycznej.
Podobny temat rozważań był również przyczyną śmierci jednego z największych antycznych filozofów, Sokratesa. Głównym powodem dla którego rajcowie Aten skazali w 399 p.n.e. tego myśliciela na spożycie trucizny (cykuty, szaleju jadowitego, Cicuta virosa) było jego rozprawianie o Bogach prozą.
Słynne "Wiem, że nic nie wiem" (gr. „ oida ouden eidos”z zapisu łac. „ scio me nihil scire lub scio me nescire”), pozostaje w ścisłym związku z tezą Sokratesa dotyczącą wolności słowa i umysłu.
Według Sokratesa istotna dla demokracji powinna być wolność słowa i umożliwienie swobodnej krytyki jak i swoboda dyskusji o napotkanych problemach.
Dążył on do pobudzenia obywatelskiego krytycyzmu, jak i samokrytycyzmu i samodzielności intelektualnej. Niestety, w okresie tuż po zakończeniu wojny peloponeskiej nie istniały dostateczne warunki na dialog intelektualny, co było również przyczyną procesu i śmierci Sokratesa, mimo iż po swej stronie miał Platona i Ksenofonta (mowę obrończą Sokratesa na procesie zapisał Platon w dialogu „Obrona Sokratesa”).
Myślę, że może wiem co „nie podobało się” lub dokładniej cóż było powodem, że „Bóg” nie zmienił swego wyroku w stosunku do Sokratesa. I na pewno nie były to niewypowiadane przez Sokratesa ody i rymy, ani nawet nie treść jego rozpraw, ale „Boski ponadczasowy Plan”.
Dlatego też Mahomet, św. Paweł, J. Smith itp. byli też tylko przyczyną a nie skutkiem ich roli w stwarzaniu swych religii.
Ładnie jest być ufnym, kultywować jakąś, nawet narzuconą, tradycję, wierzyć w pokój, miłość i szczęście. Ja również jestem za szczęściem, zdrowiem, bogactwem i miłością, ale między innymi też jak w zasadzie każdy miałem swe większe i mniejsze objawienia, opuszczanie ciała odczułem już też kilkukrotnie i wiem, że nie wszyscy tutaj rodzą się, aby tylko koniecznie się czegoś nauczać. Ci o których wspomniałem aczkolwiek mają też swe drobne lekcje, niektóre nieodrobione od kilkuset lat, ale generalnie są tu jak mi się wydaje z innego powodu.
Jeżeli dobrze zrozumiałem tę Boską mądrość, o której tak wielu lubi głosić tak wiele, to przynajmniej obecnie chodzi tutaj o ową wielką nadchodzącą zmianę. Z tego co było mi dane widzieć i zrozumieć nie będzie to (przynajmniej nie dla wszystkich) podobne do Boskiego orszaku z anielskimi trąbami. Dlatego też nadal szukam drogi ucieczki, aby jak ja to mówię od jakiegoś czasu „ nie obudzić się z ręką w nocniku”.
Do niedawna też byłem na tyle infantylny, aby chcieć poświęcać się dla bliźnich. Na szczęście dla mnie, z tego co widzę większość z nich zdaje się jeszcze być delikatnie mówiąc niezbyt gotowa. Wieszając więc na gwoździu stary polski slogan „BÓG HONOR OJCZYZNA”, jedyne co w swym założeniu chciałbym przekazać innym to to, aby byli bardziej ostrożni w pojmowaniu co niektórych zagadnień, gdyż moim zdaniem nie są one tak ładne czy jednoznaczne, jak głoszą to ci, co mówią że wszystko wiedzą.
Niedawno miałem okazję czytać wywód takiego wszystkowiedzącego na temat stygmatyzmu. Nawet nie idzie tu o rozbieżność w rozumowaniu co niektórych kwestii, każdy przecież ma prawo wierzyć w to co chce, lecz chodzi mi o to wielkie zniszczenie, które robią wszelkiego rodzaju wszechwiedzący guru ze swą narzucaną słabszym, zagubionym i zdezorientowanym ortodoksyjną „jedyną prawdą”.
Jeśli zaś chodzi o stygmaty, w moim pojęciu tego zagadnienia, to ogólnie niestety stygmatycy włączając w to i Ojca Pio, na ogół miewają je w złym miejscu, gdyż nawet jeśli przywiązywano do krzyża to wbijano gwoździe nie w dłoń, ale w nadgarstek, chyba że w kwestii Jezusa zrobiono odstępstwo, tak jak i wytrawny oficer Rzymskiego wojska Longinus pomylił się i aby upewnić się, że Jezus nie żyje przebija jemu bok nie z tej strony, gdzie powinno znajdować się serce (choć od jakiegoś czasu kiedy ktoś to również przede mną zauważył głosi się, że Longinusowi nie chodziło o to, aby dobić Jezusa, lecz aby jedynie sprawdzić czy wiszący na krzyżu jeszcze żyje). Nie chcę jednak tutaj omawiać kwestii ukrzyżowania Jezusa i wielu związanych z tym tematem nieścisłości .
Co oczywiście moim zdaniem również może dowodzić opisywanej w poprzedniej części mego wywodu „globalnej wielotysiącletniej konspiracji”, ale też łatwowierności ludzi, którym praktycznie od zarania ich istnienia lansowano przetrawioną już ideologiczną papkę, podobną do aplikowania sobie samemu fobii, bojaźni a nawet i ran w formie stygmatów. Z czego dla mnie wynika wniosek, że zarówno stygmaty, jak większość spotykających nas zdarzeń, to jedynie podświadoma chęć bycia lub posiadania czegoś, w skrajnych przypadkach łącznie z masochistyczną chęcią cierpienia, aby ekstatycznie przybliżyć się do postaci Jezusa czy jakiegoś innego świętego lub guru.
Ewakuacja w moim przypadku nawet nie jest ucieczką, lecz również częścią jakiegoś planu. Choć z innej strony mówi się do trzech razy sztuka, i ja myślę że już je wszystkie wykorzystałem i w perspektywie się zawiodłem. Może brak mi determinacji Jezusa, który jak głoszą wciskane jemu w usta slogany na przykład kazał wybaczać 7 x i 77 x, choć generalnie chyba już nie mam problemu z wybaczaniem i ten punkt mego prywatnego planu już odfajkowałem.
Ziemia wbrew pewnym opiniom nie jest „Rajem”, jednak liczę że w miejscu do którego zmuszeni będziemy się przenieść nie będzie tyle kłamstwa, obłudy i przemocy jak jest tutaj, i nie myślę w tym przypadku koniecznie o nirwanie ani żadnym z chrześcijańskich nieb.
Doskonalenie się za wszelką cenę lansowane przez New Age wydaje mi się równie pyszne jak bez celowe, gdyż jeżeli ktoś zamierza zbliżyć się do Stwórczej nad-Idei, która wciąż sama się rozwija i udoskonala, to nie zazdroszczę nigdy niekończącej się drogi. Może ci, którzy nie wiedzą kim, skąd i po co są, mogą jeszcze mieć złudzenia, ja mam ich coraz mniej.
Przez lata nauczyłem się odpierać ataki ortodoksyjnych katolików. Zahartowało mnie to do tego stopnia, że później będąc w towarzystwie różnych „innowierców” („adwentyści dnia siódmego”, „zielonoświątkowcy” , „Jehowi” czy „Mormoni”) nauczyłem się tak prowadzić z nimi dialog, aby nie dawać im możliwości narzucenia mi jakichkolwiek „racji”, których moim zdaniem nie mają. Doszło do tego, że wiedząc jak odstręczyć od siebie wyznawców „Świadków Jehowy” (pełna nazwa tej sekty brzmi: Chrześcijański Zbór Świadków Jehowy), nie mając czasu na ich „rewelacje”, mówiłem im na przykład że jestem honorowym dawcą krwi, co z reguły działało. Choć pewnego razu będąc ze znajomymi w Paryżu, w sklepiku gdzie usiłowałem kupić bilety na metro, zaczepiła nas Polka właśnie tego wyznania, która oświadczyła mi, że oni na tyle zreformowali swe pojęcie na temat krwi, w której ich zdaniem mieszka dusza, że nie ważne, iż się dawało krew, „bo zawsze można przecież przestać to robić”.
Ja jednak teraz z powodu pewnego zdrowotnego problemu mam już krew zmieszaną w wyniku transfuzji, tak więc w ten sposób tracąc kiedyś krew zdobyłem jeszcze jedną wymówkę od bezcelowych rozmów z wyznawcami tej wiary.
Moja żona śmieje się często, wspominając jak to ja niejednokrotnie, kiedy nie miałem nic lepszego do roboty prowadziłem przy drzwiach lub przez telefon kilkugodzinne dyskusje z „Jehowymi” , kiedy to nie oni mnie, ale ja ich niejednokrotnie przytrzymywałem, podobnie jak Twardowski diabła w końcowych zwrotkach słynnej ballady Adama Mickiewicza pod tytułem „Pani Twardowska” („Diabeł do niego pół ucha, Pół oka zwrócił do samki, Niby patrzy, niby słucha, Tymczasem już blisko klamki. Gdy mu Twardowski dokucza, Od drzwi, od okien odpycha, Czmychnąwszy dziurką od klucza, Dotąd jak czmycha, tak czmycha”).
Również dość męczący są kreacjoniści ze swym założeniem, że Bóg tworzył duże grupy organizmów etapami. A ostatnim takim etapem było stworzenie człowieka, zaledwie kilka tysięcy lat temu, co ogranicza działanie ewolucji, choć podoba mi się ich teoria inteligentnego projektu (ang. intelligent design).Od nich czasem otrzymuję pewne ciekawe dowody czy poszlaki przeciwko innym chrześcijańskim religiom.
Wielu fundamentalistów chrześcijańskich ( Adwentyści Dnia 7- ego, Świadkowie Jehowy czy Zielonoświątkowcy) głosi swe sądy jedynie opierając się na tekstach Biblii, bezkrytycznie powtarzając za średniowiecznymi teologami, że cała historia Ziemi i wszechświata też zawiera się w tym okresie 6 tysiącleci, a na przykład dinozaury po prostu nie przetrwały do naszych czasów, gdyż nie zmieściły się do arki Noego.
Raj umiejscawiano w jakiejś umiarkowanej strefie klimatycznej ( najczęściej w Mezopotamii, Palestynie lub Armenii, a po odkryciu Nowego Świata również w obu Amerykach ).
Spierano się również o rozmiary Raju, o to czy leżał na równinie, czy wśród wzgórz. Pytano o dokładną datę stworzenia, gdzie wielu owych myślicieli miało na ten temat inne zdanie (dając nam do wyboru co najmniej 43 daty pomiędzy rokiem 39 a 4103 przed Chr.) Dodatkowo oczywiście interesowano się chronologią wydarzeń w Raju (np. Agostino Inveges, uznał za szósty dzień stworzenia piątek 25 marca i że w tym właśnie dniu Bóg stworzył Adama o świcie, a wygnał naszych rodziców w piątek 1 kwietnia po południu).
Adam i Ewa zajmowali się ogrodnictwem, czas spędzając na kontemplacji Boga, posiadali też naturalną wiedzę wrodzoną. Język, którym się posługiwali, był hebrajski; tylko jeden teolog z pochodzenia Flamandczyk był zdania, że mówili oni po flamandzku, i tylko jeden Szwed, że porozumiewali się po szwedzku; ten ostatni sądził też, że Wąż mówił po francusku.
Dialog z nowożytnymi katolikami jest dużo bardziej uciążliwy, są oni bardziej agresywni i zawsze gotowi na nową krucjatę przeciwko niewiernym, czyli często też przeciwko mnie.
Nie raz członkowie mojej rodziny wysyłali mnie na rekolekcje lub kiedyś pamiętam jak bardzo namawiali mnie, abym udał się do kościoła na wykład księdza egzorcysty.
Nie poszedłem jednak, bo mimo że niewątpliwie mogły być tam poruszane interesujące mnie kwestie, obawiałem się jednak takiej konfrontacji w tej „jaskini lwów”, aby nie skończyła się, jeśli nie fizycznym, to niewątpliwie psychicznym linczem na mojej osobie.
Po prostu uważam też, iż po tym jak z własnej woli wypisałem się z tej „organizacji”, nie będąc jej członkiem, nie powinienem też zakłócać sobą ich obrad. Tak jak nie powinno się domagać, aby zmieniono regulamin jakiejś organizacji tylko dlatego, że ktoś uważa za niewłaściwe, że obowiązuje tam taki czy inny strój lub przepis.
Często zauważam jak wypowiadają się ludzie mówiący o sobie, że są katolikami jednocześnie poddając w wątpliwość lub inaczej interpretując kościelne dogmaty niż życzy sobie tego kościół. Uważam, że jest to swego rodzaju niekonsekwencja, gdyż postrzegam kościół, jak i większość kościołów i religii, jako instytucje lub swego rodzaju kluby zrzeszające swych wyznawców na bardzo niedemokratycznych zasadach „Kto nie myśli tak jak jemu każemy jest przeciwko nam” i mają do tego prawo, a ja wiedząc to po prostu wypisałem się z tego klubu.
Jest to na zasadzie, że jeśli chce należeć do jakiegoś klubu golfowego, gdzie jako ubiór obowiązuje kraciasta koszula, to aby do niego należeć po prostu wkładam koszule w kratkę. Słyszałem o pewnym przypadku, kiedy w jednym z krajów zachodnich do policji chciał wstąpić Sikh, któremu religia nakazuje noszenie turbana, i powołując się na rasizm w końcu wygrał i jest policjantem. Proszę sobie teraz wyobrazić, że za jakiś czas podobnie pod zaistniały precedens będzie mógł do policji wstąpić no przykład Indianin z plemienia Irokezów albo polski krakowiak. Jak oni wyglądaliby z ogoloną głową, pióropuszem lub w czapce krakowiaka z pięknymi pawimi piórami. Wspominam to, albowiem ja sam wykluczając się z Kościoła katolickiego świadomie stałem się heretykiem, nie mylić z ateistą.
Piszę o tym, gdyż jak sądzę ci wszyscy „biedni” ludzie albo zostali zapisani do swych „golfowych klubów” zaocznie, lub z reguły z biegiem lat zmienili swój na inny, może tylko dlatego atrakcyjniejszy, że nosi się tam inne czapki. Może wystąpili ze swego religijnego klubu całkowicie. … Lecz moim zdaniem problem leży głębiej, gdyż wszystkie te religijne organizacje przedstawione tutaj jako „kluby golfowe” mają też swe utajone racje i noszą właśnie takie „czapki”, jakie według rządzącego nami planu mają nosić. Fundamentalną „Prawdą” w takim rozumowaniu może być fakt, że jest tyle prawd ilu jest ludzi, a każdy przez narzucone jemu miejsce stanowi inną istotną cząstkę maszyny nazywanej „Naszym Światem”.
Nie myślę, abym był rasistą czy antysemitą, ale sadzę, że jeśli ktoś w swych wierzeniach odwołuje się do Biblii, a w szczególności do Starego Testamentu, siłą rzeczy jak to ktoś powiedział- czci on boga Żydów i rozprawia o świętej księdze Żydów, spisanej przez Żydów dla Żydów.
Niech będzie nawet i ta bzdura, że Jezus poświęcił się dla ludzi, ale nie dla Niemców czy Polaków, ale też dla Żydów właśnie. Św. Paweł, nigdy przecież nawet Jezusa nie widział, chciał coś zrobić i zrobił, stworzył podwaliny pod Kościół Chrześcijański i jeśli w tym nie było zamysłu jakiejś „wyższej istoty” ( objawienie na drodze do Damaszku ), to przyczyny wiodące „św. Pawła” mogą być bardzo podobne do tego, co motywowało Josepha Smitha założyciela „Mormonów”. Obaj chcieli osiągnąć sukces i status założycieli swych kościołów
Jedną z najbardziej kontrowersyjnych nauk Kościoła mormońskiego jest doktryna o dosłownym pokrewieństwie człowieka z Bogiem. Chociaż takie pojęcia jak "dzieci Boga", czy "syn", albo "córka Boga" nie są czymś obcym w innych kościołach chrześcijańskich, mormoni rozumieją je bardziej dosłownie. Uważają, że dusza ludzka składa się ze śmiertelnego ciała oraz nieśmiertelnego ducha. Ciało człowiek dziedziczy po ziemskich rodzicach, ale Ojcem ducha jest Bóg (także nazywany „Ojcem w Niebie").
Na przykład według Mormonów Siedziba najwyższego Boga zwanego Elochim mieści się w kryształowej strukturze krążącej wokół gwiazdy „ Kolob”.
Mormoni wierzą, że Allochim (Elochim) jest ich „niebieskim ojcem” i że mieszka ze swoimi boginiami-żonami na jednej z planet. Tam też bóg mormonów i jego boginie-żony poprzez boże pożycie powołali do istnienia miliony duchowych dzieci.
To co przedstawiłem jest jedną ze znajdujących się w „ Księdze Mormona” podejrzanych informacji. Mormoni niezmiennie uważają swój kościół ( Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich), za jedynie prawdziwie chrześcijański kościół. Jednak zdając sobie sprawę z przywódczej osobowości Josepha Smitha Juniora, jak i okoliczności, które towarzyszyły jego objawieniom, według mnie wszystko to jednoznacznie wygląda na oszustwo i spekulacje. Również przy bliższym przyjrzeniu się doktrynie mormonów , takie sprawy jak cielesność „Boga”, ewolucjonizm metafizyczny, możliwość osiągnięcia przez żarliwych członków kościoła statusu bóstwa itp. zaprzeczają chrześcijańskiemu charakterowi mormonizmu, bo mimo, że używają oni chrześcijańskiego nazewnictwa (często co innego znaczącego niż jest to w Chrześcijaństwie ), jest ono przesycone modną w okresie młodości Smitha ezoteryką wolnomularską.
Lecz czy jedynie moda i chęć zaistnienia w świecie doprowadziła tak jego, jak i wielu innych proroków, mesjaszy, świętych i dyktatorów do znanej nam ich pozycji w historii świata?
Aby to wprowadzenie do kontrowersyjnego tematu konspiracji wiar w kontekście nadchodzących zmian nieco przybliżyć, proponuję obejrzenie znajdujących się poniżej filmów.

Na koniec podaje 3 ciekawe filmy z serii „Secret Mysteries of America's Beginnings”
(niestety po angielsku) bezpośrednio są one związane z przedstawianym przeze mnie tematem.

Secret Mysteries Of America's Beginnings Volume I - The New Atlantis
http://video.google.com/videoplay?docid=8143423336750529196#
Secret Mysteries Of America's Beginnings Volume II - Riddles in Stone & The Secret Architecture of Washington, D.C.
http://video.google.com/videoplay?docid=-3924304351562745462#
Secret Mysteries Of America's Beginnings Volume III - Eye of the Phoenix & Secrets of the Dollar Bil
http://video.google.com/videoplay?docid=-5475768478934201793#


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tadeo
Administrator



Dołączył: 02 Lis 2010
Posty: 435
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 23:15, 02 Sty 2011    Temat postu:

15
A Z NIM STO CZTERDZIEŚCI CZTERY TYSIĄCE MAJĄCE IMIĘ JEGO I IMIĘ JEGO OJCA NA CZOŁACH SWYCH WPISANE.
Jeżeli ktoś przyjrzy się historii ludzkiej egzystencji na Ziemi może będzie mógł zauważyć siebie jako ziarenko wrzucone między dwa ścierające się młyńskie kamienie. Wszelkie istniejące na tej planecie wojny i wstrząsy ekonomiczno –polityczne są wynikiem rywalizujących ze sobą sił, gdzie ludzie są jedynie bezwolnymi, często wspólnymi dla obu tych sił narzędziami realizacji obcych celów i dążeń.
Jednak wierzący nie zadają sobie pytania jak to jest możliwe, że całe Chiny o populacji przekraczającej 1,3 mld osób i Indie zamieszkałe przez ok. 1,1 miliarda ludzi, po prostu pójdą do piekła, a jedynie kilka milionów Polaków, Włochów i Francuzów znajdzie się w niebie. Oczywiście głoszą tak jedynie ci, którzy zapominają, iż według słów Jana ze swej „Apokalipsy” w niebie jest jedynie 144 000 wolnych miejsc.
W tej narzuconej nam roli bycia kozłem ofiarnym, jeśli zwycięzcami są także i ludzie, a nawet jeśli w owym zwycięstwie co niektórzy mają jakiś przyczynek, to mało kto i tak wie z kim i przeciwko komu tak naprawdę walczy. Często na wzór książki Orwella 1984, w tej partii szachów pionki nie tylko przemieszczają się po dwubarwnej szachownicy, lecz często zmieniają również swój kolor z białych w czarne i z powrotem. Apostoł Paweł przeklina anioła, który zwiastowałby inną ewangelię od tej, którą mu objawił Chrystus, lecz można zadać pytanie skąd ów apostoł wziął tę inną ewangelię, a ściślej kim był ów anioł?(Gal. 1:8).W tym przypadku Paweł każe więc sprawdzać słowa anioła! I rzeczywiście różni aniołowie objawiają się ludziom i głoszą im nowe odmienne prawdy. Aniołowie- a może diabły? Znamy przecież „Upadłych aniołów” - jak i urywek z apokryficznej Księgi Henocha, który przytoczyłem wcześniej :6, 1 „Kiedy ludzie rozmnożyli się, urodziły im się w owych dniach ładne i piękne córki…. i dalej: 3 Amezarak wyuczył zaklinaczy i nacinaczy korzeni, Armaros [nauczył] odklinania, Barakiel [ wychował] astrologów, Kokabiel złowieszczów, Tamiel wyuczył astrologów, Asradel nauczył dróg księżyca.”. Ludzie zaś jak tam ogłasza Henoch powtarzając słowa Boga „zginą, gdyż za dużo wiedzą”.
W kosmologicznej mitologii i religii Sumeru, Akadu i Babilonu występują boskie istoty, a na czele tego panteonu występuje tożsamy ze Stwórcą ,lecz wyższy od starotestamentowego Jahwe, bóg Anu (sum. An, akad. Anu, Anum) - w mitologii mezopotamskiej "Bóg-Niebo", "ojciec wszystkich bogów" i "król Anunnaków", stąd nazwa Anunaki- dzieci Anu. Anu jest bogiem stojącym na czele panteonu sumeryjskiego i babilońskiego, jako bóg najwyższy. Wraz ze swym synem Enlilem "Panem Powietrza" i Enkim "Panem Ziemi" Anu tworzy, podobnie jak to jest w hinduizmie i chrześcijaństwie, wielką trójcę bogów .
Poniżej w hierarchii są Anunaki, Anun(n) a, Anun(n) aki ("książęce potomstwo", dosł. "potomstwo księcia"); akad. A/Enūnakū, A/Enukkū) – w mitologii mezopotamskiej ogólna nazwa bóstw jako dzieci boga Anu, zamieszkujących niebo i ziemię, podobne do anielskich dzieci boga z religijno-mitologicznych wierzeń judo-chrześcijańskich.
Trzecią grupą niebiańskich współpracowników Boga są Igigi (zwykle oznacza sum. dNUN.GAL.MEŠ, tłum. "Wielcy Książęta"; akad. Igigū) - w mitologii mezopotamskiej ogólna nazwa bóstw babilońskich; określane tyczące się do bóstw mniej znacznych od Anunnaki (porównywalnie może tutaj chodzić o „upadłe anioły” z Księgi Henocha).
Jeśli chodzi o Anunaki to moim zdaniem są oni w nieustannym konflikcie z samymi sobą już od bardzo dawna ( dualizm-dobro zło, Bóg Szatan), z tym, że tak naprawdę w myśl Gebelsowskiej prawdy i tezy, że „tylko zwycięzcy mają rację”, tutaj też dobrym Bogiem jest zawsze ten, który aktualnie wygrywa wybory na króla Ziemi. Wojny na Ziemi prawie nigdy nie mają podłoża ekonomicznego, ale religijne. Niestety, ludzkość płaci za te boskie zatargi wysoką cenę. Odkąd ludzie stracili kontakt ze swoimi stwórcami, otrzymali zaocznego boga w postaci Jezusa. Zmienia się oficjalną wersję historii, niszczy artefakty, manipulowane są środki masowego przekazu, rządy i religie.
Z momentem zaistnienia kolejnej ery zodiakalnej zmienia się kadencja panujących na Ziemi bogów, wraz z obowiązującą religią- Era Byka: Egipskie święte Apisy, Biblijny Złoty cielec czasem utożsamiany też z Jahwe, hinduizm i ich święte krowy. Era Barana: Judaizm, ofiary świątynne przede wszystkim z baranów i owiec. Jako proroczy zwiastun nadejścia nowej ery Ryb tradycja przetrwała również w Chrześcijaństwie przedstawiając Jezusa jako przyszłego pasterza. Era Ryb: Chrześcijaństwo, inny sposób chrztu, alegorie i nazewnictwo związane z rybami i rybakami. Era Wodnika: Matriarchat, ponowny kult Bogini. Oczywiście zawsze rządzą nami inni Anunaki ( w domyśle Bóg –bogowie), którzy roszczą sobie prawo do posiadania i królowania na Ziemi. Natomiast wywoływane między ich stronnictwami wojny używają ludzi przede wszystkim jako mięso armatnie.
Ludzie zabijają się dla tych dwóch klanów (ród Enki i Elnila), podobnie jak w dualizmie trwa odwieczna walka „dobra” ze „złem”, w szczegółowo długo wcześniej zaplanowanych zbrojnych konfliktach. Kraje zachodnie, w tym angloamerykańskie podobno współdziałają i pracują dla Anunaki i ich potomków („Korona Brytyjska”). Według badacza Davida Icke są oni pół-ludźmi pół-jaszczurami żywiącymi się strachem i negatywną energią osób, które są więzione czy uzależniane. Polityka rządów, kulty, a przede wszystkim światowe religie starają się dostarczać czczonym przez siebie bytom te energie (wiara w piekło i szatana) .
Myślę, że David Icke w wielu kwestiach może mieć rację. Istoty takie jak gadzie Anunnaki (lub ich skrzyżowane z ludźmi potomstwo) może muszą absorbować niską energię, która pojawia się, kiedy ludzie są w depresji lub się boją.
Dla kontrastu co pewien czas aplikuje się nam zmiany, lub zajmuje się ludzkie postrzeganie i świadomość pewnymi „atrakcjami” czy odwracającymi uwagę od istoty rzeczy dramatami, w stylu rzymskich władców z ich sprawdzoną maksymą „chleba i igrzysk”. Od jakiegoś czasu lansowany feminizm łączy się natomiast z kobiecością i tak zwaną „mocą Bogini”, i moim zdaniem ma być wykorzystana po wielotysięcznej dominacji patriarchatu, do zmiany nadrzędności płci bóstwa (z męskiego Boga na żeńską Boginię).
Według niektórych pisarzy takich jak: Zecharia Sitchin lub David Icke, zostaliśmy częściowo stworzeni przez Anunnaki. Według nich gado- ludzie wciąż są na Ziemi, a nawet nami rządzą . Pewne rasy i ich odmiany mają żyć w podziemnym świecie( Agarti). Inne w najróżniejszy sposób kontrolują w zasadzie wszystko, od przywódców krajów i religii, do pogody( Haarp) .
Sądzę, a nawet jestem pewien, że oni są wśród nas i jestem przekonany, że ci z nich, którzy pozostali, ewoluowali , aby się wmieszać w ludzki tłum i zaaklimatyzować do zmieniających się warunków na Ziemi. Zaś Igigi jako upadli aniołowie z czasem zaczęli być utożsamiani z Szatanem lub z najpopularniejszym w kulturze ludowej „upadłym aniołem” Lucyferem.
Lucyfer (potocznie także Lucyper, łac. lux: światło oraz ferre: nieść - niosący światło) - we współczesnej oraz późnośredniowiecznej myśli chrześcijańskiej, był to jak wspomniałem jeden z „ upadłych aniołów”. Termin Lucyfer stosowano przez astrologów do określania „Gwiazdy Porannej”, czyli planety Wenus widocznej nad horyzontem przed wschodem i tuż po zachodzie Słońca. Było to prawdopodobnie wynikłe z dosłownego tłumaczenia greckich słów eosphoros (eώσφορος) – "niosący świt" lub phosphoros (Φώσφορος) – "niosący światło". W 2 Piotr 1: 19 „I mamy mocniejszą mowę prorocką, której pilnując jako świecy w ciemnym miejscu świecącej, dobrze czynicie, ażeby dzień oświtnął, i jutrzenka (lucyfer) weszła w sercach waszych."A w Księdze Izajasza 14,12.
W oryginalnym tekście hebrajskim występuje ono jako helel ben-szachar (הילל בן שחר po hebrajsku). Helel oznacza planetę Wenus, zaś ben-szachar to świetlisty syn poranka. Tak więc jak wynika z hymnu Carmen aurorae, św. Lucyfer, do czwartego wieku, nie ma związku pomiędzy diabłem i Lucyferem. Symbolizm diabelskości i światłości przejawia się nawet w zdać by się mogło mało istotnych znaczeniach, nawet w popularnych imionach. I tak na przykład imię Ilona to węgierska forma imienia Helena; dużo wiadomości o Helenach stosuje się także do Ilon. Według imiennika, tajemne znaczenie tego imienia jest jednak nieco odmienne od Heleny. Sprawia to nagromadzenie w imieniu Ilona dźwięków l, n oraz i które w ezoterycznym kodzie kojarzą się z energiami Księżyca i Neptuna, a więc tak jak w przypadku księżyca najjaśniejszym obiektem nocnego nieba, ale także w przypadku Neptuna bardziej jednak z ciemnością nocną, senną i mglistą stroną życia. Ilona - to brzmi jak imię strażniczek tajemnic, nimf opiekujących się źródłami i leśnych boginek. Imię to wydaje się nasączone wodą i nasycone zielenią. Liczbą tego imienia jest ósemka, co oznacza, że mimo owej zwiewności zawartej w dźwiękach imienia Ilony świadomie wybierają życie surowe i odpowiedzialne. Nie uciekają od obowiązków chętnie podejmują się jakichś poważnych funkcji, skłonne są do poświęceń i dawania przykładu innym. Podobno Ilony po prostu nie lubią, kiedy w życiu układa im się zbyt lekko. Pod tym względem Ilona przypomina inną wodną ósemkę – Wandę. Wanda w Polskiej kulturze kojarzy się z niemal mityczną patriotką, która ginie za swe przekonania, lecz to nie jest prawda, że Wanda utopiła się w Wiśle, aby nie wyjść za mąż za Niemca. Po pierwsze Niemców jako takich wówczas jeszcze nie było, po drugie według pewnych relacji, w tym Kronik Wincentego Kadłubka, to właśnie ten germański wódz po przegranej bitwie z Wandą i jej wojskiem popełnił samobójstwo. A po trzecie zarówno imię Wanda, jak i lud którym ona rządziła to nie Polacy, ale germańsko-skandynawskie plemię Wandalów. Ale wracając do diabelskiego tematu i imion. Jak wspomniałem Ilona jest to forma imienia Helena , Helena to imię pochodzenia greckiego. Są to jednak aż dwa słowa brzmiące helene (różnie akcentowane), od słów hele (blask), helane (pochodnia) lub selene (księżyc). Nazwą helene określano również kosz trzcinowy niesiony w procesji podczas święta zwanego helenoforiami (czyli procesje , w których panny niosły do świątyni Artemidy kołacze), jak i wspomniane wyżej hebrajskie znaczenie tego słowa jako helel ben-szachar (הילל בן שחר po hebrajsku). Tak jak wspomniałem Helel oznacza planetę Wenus, zaś ben-szachar to świetlisty syn poranka .Wszystko ładnie, ale Hel (Hella, Hlle) jest to też nawiązanie do imienia Helena i do Hellenów jako Greków związanych z bogiem Apollinem , który miałby podróżować na daleką północ do swych braci też jak Helleni niebieskookich blondynów ( teoria linji „ ley lines”). W mitologii nordyckiej Hel jest władczynią krainy zmarłych i jest symbolem śmierci naturalnej - Niflheimu (niekiedy utożsamianej z piekłem), jest personifikacją śmierci. Ale to nie wszystko, jedna z owych łączących obiekty kultur megalitycznych linia przecinając między innymi takie miejsca jak wyrocznie Apollina w Delfach biegnie do skandynawskich miejsc mocy przez takie miasta jak Gniezno, Częstochowę i Kraków, gdzie w czasach przedsłowiańskich rządy swe sprawowała Wanda córka Kraka (o czym piszę w innym miejscu).W grocie pod Wawelem (skojarzenie z wejściem do piekieł) według legendy miał mieszkać smok, podobnie jak w pępku świata w Delfach Apollo, tak bliższy nam kulturowo Krak zabija gada pytona, będącego czymś pośrednim między smokiem a wężem. Bratem Hel z mitologii nordyckiej jest wąż Jormungand ( drugim bratem był wilk Fenrir ). Ten wąż do złudzenia przypomina starotestamentowego węża, który namówił Ewę do zerwania owocu z drzewa wiedzy. Podobny do sumeryjskiego Enkiego, tożsamy z Prometeuszem, a tym samym znów z Lucyferem (niosący światło), to Majańsko Aztecki Pierzasty wąż Quetzalcoatl urodzony przez boginię-dziewicę Coatlicue (jego bratem-bliźniakiem był Xolotl, w mitologii nordyckiej gigantyczny wąż opasujący Midgard - świat zamieszkiwany przez ludzi), otaczał cały świat i mógł ugryźć własny ogon (analogia do niekończącej się wieczności).Jormungand był największym przeciwnikiem boga Thora czyli boga burzy i piorunów, tak jak Zeus, Jahwe, Perun, Jowisz, Set, Taranis itp. itd. bóg sił witalnych,. W dniu zmierzchu bogów (sąd ostateczny) wyłoni się z oceanu i zacznie wypluwać z siebie jad, truciznę, która pokryje ziemię i niebo. Wówczas jego odwieczny wróg Thor-Jahwe przybędzie, aby z nim walczyć. Na równinie Vigrid bóg pokona węża, ale zanim zada ostateczny cios, zostanie otruty jego jadem.
Tak jak wspominałem Prometeusz jak i Lucyfer znaczy” świetlisty” lub” niosący światło”, w tym kontekście jednak jako wiedzę. Zakon Iluminatów od łacińskiego illuminatus – to również znaczy oświecony . Symbolem stowarzyszenia była Minerwa jako Sofia, z gr. znaczy również mądrość , wiedza pod postacią sowy. Niektóre odłamy tego ruchu za patrona mają również Lucyfera. I jest to ten sam osobnik, który namawiał biblijną Ewę do spożycia owocu wiedzy. O rywalizacji lub czasem współpracy Boga z Szatanem możemy się dowiedzieć czytając Księgę Joba, gdzie w kilku rozmowach, szatana określanego jako boskiego syna, Bóg nakazuje Szatanowi zrujnować i okaleczyć bogobojnego Joba Księga Joba 1, 6-22 2 1-13.
Odwrotną sytuacją jest wydarzenie, gdy wąż namawia Ewę do grzechu, wraz c ciekawym faktem okłamania pierwszych ludzi przez samego Boga, który zapewniał ich, że owoce z drzewa wiedzy są dla nich zatrute i na pewno po ich zjedzeniu umrą . Księga Rodzaju 3: 3-13 3„tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli, 4 Wtedy rzekł wąż do niewiasty: Na pewno nie umrzecie! 5 Ale wie Bóg, że , gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło.6 Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią; a on zjadł. 7 A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski.8 Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Boga Jahwe przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Bogiem Jahwe wśród drzew ogrodu. 9 Bóg Jahwe zawołał na mężczyznę i zapytał go: Gdzie jesteś? 10 On odpowiedział: Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się. 11 Rzekł Bóg: Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść? 12 Mężczyzna odpowiedział: Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem”.
Adam nie był jednak tak jak twierdzi Biblia pierwszym człowiekiem na Ziemi, ale była nią właśnie pierwsza „feministka” Lilith. Kościół opisuje ją jako demona, gdyż śmiała się przeciwstawić bóstwu, które według tradycji miało ją stworzyć. Podobnie ma się rzecz na przykład z Pandorą, która we wczesnej mitologii Hellenistycznej jest przedstawiana jako kobieta niosąca ludziom nadzieję, lecz obecne wersje tego mitu zostały zmienione przez teologów kościoła bizantyjskiego, aby Pandora nie mogła konkurować z Marią matką Jezusa.
Tak więc wąż Lucyfer namawiający Ewę do zerwania feralnego owocu chciał dla pierwszych ludzi dobrze. Lucyfer jako niosący światło to jednocześnie określany podobnym mianem mitologiczny Prometeusz, który jako mędrzec miał podarować stworzonym przez siebie ludziom wiedzę pod postacią symbolicznego ognia. To również Egipski bóg mądrości Thot, jak i sumeryjski Enki.
Antropozofia uznaje Lucyfera za brata Chrystusa, który był inspiratorem religii orientalnych, jak buddyzm i hinduizm. Reprezentuje on erotykę, literaturę, prostą technikę, idee poprawy ziemskiego świata, jak demokracja czy ekologizm. Jest demonem słabszym od Arymana. W mitologii greckiej tak jak wspomniałem tym, który stworzył ludzi był Prometeusz (niosący światło, czyli również najpiękniejszy z aniołów - Lucyfer późniejszy kochanek Lilith itd. itd.). Prometeusz miał również zwierzchnika o osobie gromowładnego boga burzy Zeusa wel Jahwe, który ukarał Prometeusza za podarowanie ludziom ognia (w domyśle wiedzy), przykuwając do Kaukaskiej skały. W apokryficznej Księdze Henocha, jak wspominam wyżej, można przeczytać, że „bóg” miał oznajmić po długim wyliczaniu czego „upadli aniołowie” nauczyli ludzi (ludzkie kobiety), że ci ludzie „zginą, gdyż za dużo wiedzą”. Choć w chrześcijaństwie Lucyfer pojawia się po raz pierwszy w Wulgatcie( łaciński przekład Biblii dokonany w IV wieku. n.e. przez św. Hieronima ze Strydonu), pod innymi imionami występuje on we wszystkich religiach czy kulturach i to częściej w pozytywnej niż w negatywnej formie. Chrześcijaństwo widzi zło w postaci osobowej, przypisując zło Lucyferowi. Biblia uznaje przy tym, iż przed swym upadkiem Lucyfer był aniołem najwyższej rangi w niebie. Nazywany był więc synem Boga ( Księga Joba ) oraz synem Jutrzenki ( planeta Wenus). Pierwotnie mówi się też na niego „Ten, który niesie światło”(w domyśle wiedzę).
Jeszcze więcej można dowiedzieć się z przekazów Ellen G. White, prorokini Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Według niej Lucyfer dzięki swej randze miał szacunek u wielu aniołów, jednakże przyczyną dla której znienawidził Boga było to, że Bóg w tym przypadku personifikowany jako Jezus mógł poznać tajemnice Wszechmocnego, zaś Lucyfer nie. To właśnie jak oznajmiała Ellen G. White pierwszy raz w historii wszechświata zrodziło zło i niezadowolenie. Z czystej zazdrości Lucyfer zaczął poszukiwać popleczników, którzy pomogliby mu w rozpoczęciu buntu przeciwko Bogu (upadli aniołowie). Według Ellen G. White prawdziwą intencją Lucyfera było jednak wywyższenie siebie ponad najwyższego Boga. Zaczął więc oszukiwać aniołów twierdząc, że dekalog Boga zniewala wszystkie jego dzieci. Działając pod płaszczem fałszywych intencji nakłonił wielu aniołów do sprzeciwu przeciwko reżimowi Boga.
Większość spośród aniołów, które sprzeciwiły się Wszechmocnemu stanowiły te, które do Lucyfera żywiły największy szacunek. Jednakże według proroka Adwentystów już od początku Bóg o wszystkim wiedział. Bóg nie wypędza Lucyfera z niebios, daje jemu czas, na oczekiwanie powrotu Jezusa na Ziemię, aby Lucyfer miał szanse okazania skruchy, a tym samym uzyskania wybaczenia. W pismach Ellen White znajdują się twierdzenia sprzeczne z Biblią. Rodzi się więc pytanie, kim był anioł który od początku do końca był źródłem wizji Ellen White? Bo niewątpliwie były to jakieś widzenia, czy jak byśmy to dziś powiedzieli channelingi. Lucyfer tak jak Neron, Kain, Judasz, Hitler i Fleischmann, był też jednym z demonów które przemawiały przez Anneliese Michel. Jakby to ujęły wszelkie ortodoksyjne religie „szatan nie działa jawnie”. Nie przychodzi on do człowieka i nie przedstawia się jemu, chyba że tak jak w „Fauście”, sam człowiek się na taki kontakt godzi. Tak czy inaczej, tak jak dalej głosi Ellen White wielu aniołów namawiało Lucyfera, aby powrócił do Boga, mimo to ten uparcie temu się sprzeciwiał. Jednocześnie Bóg widział, że zło jakie tworzy Lucyfer i grzech z upływem czasu dojrzewają. Według Ellen G. Lucyfer oprócz aniołów poszukiwał jeszcze innych sprzymierzeńców, podróżował po wielu światach, jednakże wiele razy mu odmawiano, choć niektóre z istot przyłączyły się do niego. Zarówno według przekazów Biblijnych jak i apokryficznych, Lucyferowi do jego rebelii udało się nakłonić aż jedną trzecią aniołów . Po wielu dawanych Lucyferowi szansach na powrót do Boga, on nie skorzystał z żadnej. Dlatego też Lucyfer przegrał i wraz z innymi upadłymi aniołami został zepchnięty na ziemię. To wszystko według Ellen White działo się jeszcze przed stworzeniem człowieka. Od tamtego czasu, czyli wg White od 6000 lat, toczy się nieustanna walka między siłami dobra a siłami zła. W roku 2000 nastąpił przełom, początkujący siódme tysiąclecie wojny niebieskiej. Wojna ta zakończyć się ma Armageddonem. Z hebrajskiego sanskrytu Har-megido oznacza miejsce ostatecznej bitwy między armią Lucyfera a armią Boga dowodzoną przez archanioła Michała. Wiara judo- chrześcijańska, a szczególnie kreacjonistów, również głosi o nadchodzącym krachu i kataklizmie, lecz nie jako koniec kolejnej ery ( Era Ryb, a u kultur Ameryki środkowej i południowej „Koniec 5 Słońca” ), ale koniec świata jako takiego, który według nich miałby zacząć się tylko około 6000 lat temu (u Żydów około 7000 lat).
Według innych sekt, wszystko co się dzieje na ziemi jest czasowo ograniczone pewnym „Boskim planem”, gdzie na przykład Bóg pozwolił mieć władzę Szatanowi przez 6000 lat, od czasów stworzenia Adama. Teraz mielibyśmy jednak zbliżać się do końca tego okresu, co miałoby oznaczać koniec szatańskiej dominacji. Zaś z ponownym przyjściem Jezusa miałby zacząć się nowy tysiącletni „zarząd siódmego dnia”.
Jednak nawet według niektórych ewolucjonistów wiek Ziemi wzrasta nieproporcjonalnie do upływających lat. W XVIII w. nauczali oni, że ziemia ma tylko siedemdziesiąt tysięcy lat. Na początku XX w. miała już dwa miliardy lat. Natomiast w 1969 r. twierdzono, że ma więcej, bo trzy i pół miliarda lat. Co prawda po cichu, ale już dzisiaj mówi się że ma 4,6 miliarda lat.
Niektórzy, powołując się nadal na Pismo Święte głoszą , że Ziemia ma około 6000 lat. Dowodów dlaczego 6000 lat upatrują oni między innymi w twierdzeniach irlandskiego biskupa Jamesa Usshera (doktora Kościoła Chrześcijańskiego), który obliczył dokładnie datę stworzenia. Stało się to jego zdaniem (zgodnie z Biblią) - w niedzielę 23 października o godzinie 21 w roku 4004 przed naszą erą. Biskup dokonał tego fenomenalnego odkrycia dodając czasy życia patriarchów od Adama do Jezusa Chrystusa : Biblioteka Watykańska - Komentarze do księgi rodzaju # 9063 i „Encyklopedia Universalis". Według "Doktora Kościoła" Agostino Invegesa, który obliczył, że szósty dzień stworzenia to piątek 25 marca i że w tym właśnie dniu Bóg stworzył Adama o świcie, wypędzenie Adama i Ewy z raju miało miejsce o 4 godzinie po południu w piątek 1 kwietnia ?
Tak więc owa wiara zasadniczo nie mieści się nie tylko w szeregu nauk ścisłych, ale również i pale astronautycznych, tak więc i postać Lucyfera widziana oczyma tych samych sekt czy religii w najlepszym razie musi być bardzo nieścisła i zamazana. Lucyfer w Chrześcijaństwie jest twórcą zła - świadczyć o tym mają doświadczenia, jakie zdobywają egzorcyści.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Tadeo dnia Nie 23:18, 02 Sty 2011, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tadeo
Administrator



Dołączył: 02 Lis 2010
Posty: 435
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 3:55, 06 Sty 2011    Temat postu:

16
NA POCZĄTKU BYŁO SŁOWO, A SŁOWO BYŁO U BOGA, I BOGIEM BYŁO SŁOWO.

Wielu dzisiejszych czterdziestolatków+ musi pamiętać przeznaczone dla młodzieży polskie seriale telewizyjne, które mimo że przesiąknięte socjalistycznym idealizmem, były swego czasu cierpliwie wyczekiwane i masowo oglądane. I właśnie jeden z tych tworów polskiej kinematografii, oglądany w specyficznych okolicznościach kanadyjskiej rzeczywistości, natchnął mnie do pewnych refleksji.
A było to kiedy mój kolega i sąsiad jednocześnie, pamiętając jak przeżywał w młodości serial „Podróż za jeden uśmiech”, zapragnął obejrzeć go ponownie, lecz tym razem wraz ze swą rodziną, znajomymi, a przede wszystkim swymi urodzonymi już w Kanadzie dziećmi, a to po to, aby zaszczepić im polskość wraz z zawartymi w dziele pozytywnymi i wolnymi od przemocy treściami.
Trzeba tutaj wspomnieć dla młodszej części, czytających ten tekst osób, że: "Podróż za jeden uśmiech" (powieść autorstwa Adama Bahdaja) to barwna historia dwóch chłopców, którzy zapomnieli biletów na pociąg i zmuszeni są podróżować autostopem. Chłopcy przeżywają niezwykłe przygody, poznają ciekawych ludzi i miejsca oraz uczą się samodzielności. Kolejna barwna, pełna humoru powieść, opowiadająca o tym, jak ciężkie jest życie, kiedy jesteś zmuszony przez los odbyć podróż na drugi koniec Polski z pierwszej klasy kompanem - swoim picusiowatym kuzynkiem, którego masz serdecznie dość od samiuteńkiego początku- czyli Dudusia . Dwaj kuzyni - Duduś Fąferski i Poldek Wanatowicz - mają tuż po zakończeniu roku szkolnego wyjechać na wakacje nad morze właśnie na Hel.
Dudusia , odgrywa tutaj Filip Łobodziński.
Poldek to: Henryk Gołębiewski, który przyciąga metal i niedawno uporał się z rakiem, sam mówi o swych zdolnościach uzdrowiciela: "Gdy moją żonę, Marzenkę, coś zaboli, szybko spieszę jej na ratunek. Ale sam siebie nie leczę. Po prostu na mnie to nie działa. Na córeczce jeszcze nie miałem, na szczęście, okazji tego wypróbować".
Oglądający film sentymentalnie wspominali swe dzieciństwo, jednak młodszy syn kolegi zignorował przedsięwzięcie bardzo szybko, natomiast córka z trudem trawiła kolejne czarno-białe sceny, aż wreszcie spytała ze śmiechem: „A czemu oni właściwie jadą do Hell”?
No właśnie, czemu ten najdalej wysunięty na północ odcinek polskiego terytorium, czyli mierzeja Helska nazywa się, a właściwie brzmi tak jak po angielsku „piekło”? Czyżby zamorscy kupcy nazwali to miejsce tak, kiedy nie mogli tu upłynnić swoich towarów, lub też może celtyccy rozbitkowie ochrzcili tak te ziemie, gdy fale Bałtyku wyrzuciły ich na ten niewielki skrawek ziemi. A może wreszcie mieszkańcy w głębi lądu sądzili, że dalej może już być piekło, tym bardziej jeśli na przykład widywali tam rogatych przybyszów z długich smoczych łodzi.
Właśnie w wierzeniach staro-skandynawskich Hel tożsamy z greckim Hadesem był również podziemnym miejscem przebywania zmarłych, tu jednak rządzonym przez boginię o tym samym imieniu - Hel.
Dla mnie było jednak ważniejsze dlaczego obco brzmiące nazewnictwo zakorzeniło się w naszym języku.
Zacząłem więc szukać innych pokrewieństw lingwistycznych i w wielu publikacjach znalazłem ich nie mało. Bo czyż przypadkiem jest, że gotująca się w piekielnych czeluściach smoła nazywa się po angielsku „tar”, tak jak pierwotny antyczny Hades był Tartarem?
Czy na przykład angielski Bóg- God czytany wspak daje psa (dog). Starożytna wiedza Dogonów, afrykańskiego plemienia, którego nazwa wywodzi się od „Psa” (dog), utożsamia swego boga o psim obliczu z Syriuszem („Psia Gwiazda”), czyli najjaśniejsza i najbardziej czczona gwiazda i konstelacja gwiezdnego panteonu. Czyż więc może właśnie dlatego imię boga Budda brzmi podobnie do nazwy naszego polskiego psiego domu, a Hindusi zamiast do kościoła idą do Cane, co znów po włosku znaczy pies, a włoski przecież wywodzi się z łaciny- sztucznego, martwego od średniowiecza tajemniczego języka, który mimo, że powstał w Lacium i wpłynął na wszystkie języki indo-europejskie, w wiekach średnich był już tylko znany i studiowany wyłącznie przez wybranych kapłanów, myślicieli, sędziów i uczonych, a te nauki które oni reprezentowali były podarowane i wpajane nam przez antycznych bogów. Może więc archaiczna łacina była również podarowana ludziom jako uniwersalny język, pomocny do zdobywania wiedzy i komunikowania się z wyższymi istotami. Tak jak po coś do dziś jego archaiczne formy przetrwały jako klasztorne języki wszystkich kultur i religii świata. Wszelkie języki objawiające się pod tak zwanym „nawiedzeniem duchem świętym” czy to u katolików czy zielonoświątkowców lub ewangelistów dnia siódmego, brzmią łacino-podobnie. Znamienne jest też to, że wszelkie modlitwy czy biało lub czarno-magiczne zwroty zaklęte są w tym języku, a nieznający ich, będący w ekstazie ludzie, bezwiednie wymawiają te symboliczne formuły, tak jakby po wyciszeniu szumów podświadomość znajdywała emisje „boskiej” częstotliwości. Może więc dlatego sumeryjski Enlil był zły na ludzi za blokowanie jemu transmisyjnych linii.
„Kraj się rozciągnął, ludzie rozmnożyli;
Robili to w kraju jak dzikie byki.
Rozdrażnili boga swą jurną wspólnotą;
Ich słowa brzęczały w jego uszach;
I rzekł Enlil do wielkich głów:
„Mowa ludzkości stała się nieznośna;
Ich jurna wspólnota pozbawiła mnie snu.”
Bezspornie wiele tysiącleci i najróżniejszych czynników wpływało na ewolucję języków, lecz wiadomo również, że cywilizacje nie giną bezpowrotnie i esencje swych kultur przekazują innym, nowo powstałym cywilizacjom, tak jak spadkobiercami Sumeru jest długa lista narodów z Asyryjczykami, Hurytami, Hetytami, Aramejczykami, Babilończykami, Kanaejczykami, Kreteńczykami, Grekami i Hebrajczykami na czele.
Studiując mitologię i religię nasuwa się refleksja, że owe wzloty i upadki cywilizacji w jakiś sposób są związane z dozowaniem postępu technicznego, ot chociażby gdy hebrajski bóg postanowił ograniczyć dostęp do wiedzy i rozwoju mieszając ludziom języki, aby w dalszym rozrachunku zniszczyć niewygodną część ludzkości potopem.
„I rzekł Pan: Oto jeden lud i wszyscy mają jeden język, a to dopiero początek ich dzieła.
Teraz już dla nich nic nie będzie niemożliwe… Przeto wstąpmy tam i pomieszajmy ich język, aby nikt nie rozumiał języka drugiego”!
Umiejętność pisania, czytania i znajomości lingwistycznych, była równie często darem jak klątwą, kiedy ta umiejętność była wykorzystywana przeciwko pewnym „bogom”. Na tabliczkach Assurbanipala z Niniwy czytamy:
„Bóg uczonych w piśmie udzielił mi daru znajomości jego sztuki.
Zostałem wtajemniczony w sekret pisania.
Mogę nawet czytać zawiłe tablice
Po szumeryjsku; rozumiem zagadkowe słowa
Rzeźbione w kamieniu w czasach przed potopem.”
A w Księdze Henocha wspominającej o pierworodnym grzechu, można przeczytać:
„Oto ci którzy zostaną przerażeni, gdyż zapadł na nich wyrok za wiedzę jaką przekazali mieszkańcom Ziemi…
4-ty to Tenemuel on tchnął w ludzi łagodność i żal oraz nauczył ich fałszywej wiedzy i odczuć, sztuki pisania, używania atramentu i papieru, co było powodem, że rozmnożyli się ci co myślą i rozprawiają o wszystkim od początku dziejów.
Lecz ludzie przecież nie po to powstali, aby zapisywać swą wiedzę na papierze za pomocą atramentu, ale aby naśladować czystość aniołów, a wówczas nie poznaliby śmierci która wszystko niszczy. A dlatego, że chcą być dumni i potężni ZGINĄ, GDYŻ ZA DUŻO WIEDZĄ”
Można by więc domniemać, że ktoś ustala nam czas budowania i burzenia, czas pokoju i wojen, czas rodzenia i umierania, tak jakby te ewolucje i zmiany były dawno z góry założone, ustalone i związane z jakimś kosmicznym planem.
Dlatego też zostawiono łacinę wybranym, aż ostatnie stulecia zdewaluowały ją zastępując kolejno hiszpańskim, portugalskim, francuskim, angielskim czy kolejnymi generacjami języków cyfrowych i komputerowych, nawet jakiś czas temu słychać było pogłoski o zastosowaniu w sieci internetowej języka esperanto.
Może polski Żyd dr Zamenhoff inaczej rozumiał symbolizm zatrzaśniętej w puszce Pandory nadziei, gdyż właśnie to znaczy nazwa tego kolejnego sztucznego języka, ze swą symboliczną zieloną pięcioramienną gwiazdą.
Niezależnie czy wizja dr Zamenhoffa w odtwarzaniu przedbabelskiego języka była jego własną czy też narzuconą przez coś lub przez kogoś nadzieją, faktem jednak jest, że każdy Żyd, jak i mieszkaniec większości narodów Azji modląc się klepią łacińsko brzmiące zaklęcia. Wiele tysiącleci i czynników wpływa na ewolucję języków i trudno jest dziś dociec, które są bliższe temu niebiańskiemu, tak jak nie wiadomo np. czy polskie „niebo” wywodzi się od góry „Nebo”, z której wg przekazów Jahwe zabrał Mojżesza do siebie, czyli do nieba właśnie.
Pewne jest jednak, że archaiczne nazewnictwo oznaczać powinno coś niejednokrotnie innego niż my to dziś rozumiemy.
W starożytności stosowano w nauce jedynie sanskryt (czyli tak zwany język staroindyjski), język starochiński, grecki oraz łacinę, która z czasem przekształciła się w średniowieczny język nauki. Z różnych przyczyn jednak język łaciński został wyparty z nauki przez języki narodowe takie jak: francuski, angielski, rosyjski, niemiecki, hiszpański oraz inne.
W przeszłości pomimo wielu zwolenników ,,sztucznych” języków, liczne z nich w ogóle się nie przyjęły i nie znalazły praktycznego zastosowania. Inne przyciągnęły tylko nieliczne grono entuzjastów. Z reguły chodziło o nacjonalizm pewnych narodów narzucających swój język podbitym ludom. W wielu przypadkach jednak te narzucone języki nie zostały w praktyce zastosowane. Jednak jedynym nowożytnym językiem ,,sztucznym”, który znalazł zastosowanie i zjednał zainteresowanie najliczniejszej rzeszy adeptów, było esperanto, zainicjowane w 1887 roku przez Ludwika Zamenhofa.
Lecz próby zastosowania tego języka przy silnie narzucanym światu języku angielskim, który jest współcześnie w skali światowej najczęściej używanym i nauczanym językiem obcym, nie miały szans powodzenia. Mimo, że angielski jest rozpowszechniony w co najmniej 62 krajach świata, na wszystkich kontynentach, jest on również językiem sztucznym, i choć język angielski jest współcześnie jedynym językiem światowym, niewykluczone, że może on podzielić los łaciny i innych wcześniejszych języków świata.
Oficjalnie języki sztuczne są to języki, których fonologia, gramatyka lub słownictwo zostało przez kogoś świadomie wymyślone, i takim właśnie narzuconym i sztucznie wymyślonym przez grupę osób jest język angielski.
Słusznie więc synonim „języki sztuczne lub planowane” odnosi się do międzynarodowych języków przeznaczonych do użycia w komunikacji międzyludzkiej.
Spekulacje gramatyczne dotyczące języków sztucznych wywodzą się z antyku. Pojawiły się one na przykład u Platona w „Cratylusie”. Należałoby jednak zaznaczyć, że mechanizmy gramatyczne sugerowane przez antycznych filozofów były projektowane w celu przybliżenia, wyjaśnienia bądź zrozumienia istniejących już języków takich jak łacina, greka lub sanskryt, a nie do tworzenia nowych języków.
Wcześniejsze nie naturalne języki nie były rozważane jako „sztuczne", ale jako nadnaturalne, a nawet mistyczne. Lingua Ignota zapisana w XII wieku przez św. Hildegardę z Bingen jest dobrym przykładem takiego języka.
Podobnie wywodzący się z kultury środkowo-wschodnich Balaibalan z XVI wieku, który ma widoczną formę prywatnego mistycznego żargonu, jest takim ważnym przykładem.
Również gramatyczne rozważania oparte o Kabałę były ukierunkowane na odtworzenie oryginalnego języka, którym posługiwali się Adam i Ewa w raju, a który został zatracony w konflikcie wieży Babel. W zasadzie pierwszy chrześcijański projekt idealnego języka został dopiero przedstawiony przez Dantego Alighieri w „De vulgari eloquentia”, poszukującego idealnego wzorca dla włoskiego literackiego języka. Kolejnym takim architektem językowym był Ramon Llull. W „Ars Magna” stworzył on projekt perfekcyjnego języka polegającego na zbiorze pojęć, za pomocą którego na przykład niewierzący mieli być przekonywani do wiary chrześcijańskiej.
Podczas renesansu idee zaczerpnięte z Llulliego i kabały znalazły zastosowania w kryptografii. Przykładem tego może być manuskrypt Voynicha. W okresie renesansu panowało zainteresowanie starożytnym Egiptem, szczególnie przez odkrycie hieroglifów z Horapolo oraz pojawiają się pierwsze próbki pisma chińskiego, co ukierunkowało wysiłki ludzkie ku ulepszeniu jakości języka pisanego, ze względu na niemożliwość zrozumienia pism pochodzących ze starożytnych Chin czy też Egiptu. Johannes Trithemius, w swojej pracy: "Steganographia and Polygraphia" usiłuje pokazać, jak wszystkie języki mogą być zredukowane do jednego. W XVII wieku zainteresowanie "językami magicznymi" było kontynuowane przez różokrzyżowców i alchemików (np. John Dee). John Dee (ur. 13 lipca 1527 w Londynie, zm. 1608 lub 1609 w Mortlake-Surrey) – angielski okultysta, nadworny astrolog i doradca Elżbiety I, badacz wiedzy tajemnej. Kiedy podróżował po świecie spotkał Edwarda Kelleya. Przez pewien czas razem przebywali na dworze Stefana Batorego. Podobno napisał Manuskrypt Voynicha. Wymyślił nazwę „Imperium Brytyjskie”. Potem udali się na dwór cesarza Rudolfa II. Kelley pozostał w Pradze, gdzie poszukiwał „kamienia filozoficznego”. Następnie Dee wyruszył do Anglii, gdzie przez Elżbietę I nadana mu została uczelnia w Manchesterze. Był „różokrzyżowcem”, a właśnie pierwsza dekada XVII wieku była czasem narodzin konstelacji intelektualnej zwanej ruchem „Różokrzyżowców”. Program filozoficzny formacji stanowił nowatorskie połączenie tradycji hermetyczno-kabalistycznej z osiągnięciami “nowej filozofii”. John Dee w tej tajnej organizacji, mającej między innymi na celu ochronę Elżbiety I i religii anglikańskiej przed Watykanem i papiestwem, posiadał kryptonim 007, tak jak znany z filmowej wersji tego nowożytnego agent James Bond. Wraz z John Dee w tej organizacji działał również główny twórca języka angielskiego Francis Bacon, który zdaniem niektórych historyków był również twórcą różokrzyżowców
Jednak wracając do twórców i prób stworzenia innych języków należy wspomnieć o Jakubie Böhmenie, który w 1623 roku mówił o naturalnym języku zmysłów (Natursprache). W ten właśnie sposób powstał język wczesny, tak zwany „nowoangielski” – będący określeniem przypadającym na okres w historii języka angielskiego dotyczącego lat 1440-1650. Pierwsza edycja Biblii Króla Jakuba oraz dzieła kogoś, kto podszywa się pod postać Williama Shakespeare'a zostały napisane właśnie we wczesnym języku nowoangielskim, jednakże w Biblii Króla Jakuba celowo zachowano wiele archaizmów, które nie były w użyciu, gdy ją wydano. Osoby znające angielski generalnie rozumieją wczesny nowoangielski, chociaż czasem tłumaczenie jest utrudnione z powodu zmian w gramatyce i znaczeniach niektórych słów oraz różnicach w zapisie. W okresie języka wczesnego nowoangielskiego rozpoczęła się standaryzacja języka angielskiego.
Powodem tego działania była właśnie chęć zdominowania, narzucenia i opanowania młodej jeszcze wówczas Ameryki, aby przekształcić kraje Ameryki Północnej a szczególnie USA jakkolwiek to nie zabrzmi, w nową Atlantydę.
Znamienne jest właśnie to, że równolegle z przeistaczaniem się języków zmieniają się również centra kulturowe, tak jakby te ewolucje i zmiany były dawno z góry założone i związane z jakimś inteligentnym kosmiczno-arytmetyczno-geometrycznym planem, zgodnie z platońską tezą: „nie dawajcie wiary ignorantom, geometria jest nauką wiecznego bytu”. I choć można dyskutować, czy język Anglików wraz z calowym systemem miar został celowo stworzony i w konsekwencji przeniesiony aż do Ameryki, wiadome jest jednak, że to miejsce zostało za pośrednictwem tajnych stowarzyszeń umocnione do rangi nowożytnego Babilonu, Jeruzalem i Atlantydy.
W każdym razie matematyczno-lingwistyczno-geograficzne wpływy na Ziemi widoczne są nieomal wszędzie, niezależnie do powierzchni czy ukształtowania terenu, od spektakularnego płaskowyżu Nazca, który jest swojego rodzaju schematem rozchodzących się we wszystkich kierunkach sił geomantycznych, poprzez europejskie dolmeny i menhiry, świątynie Azji, budowle Afryki, australijskie święte miejsca do wysp oceanii, a nawet obrośniętych koralowcami budowli na dnie oceanów czy lodowymi pustyniami obu biegunów.
Interesujący się tematem musieli słyszeć zapewne o Alaise, francuskim miasteczku leżącym na przecięciu dwunastu linii prostych, które przecinają sobą szeregi niejednokrotnie zawierających się między sobą w proporcjach złotego podziału, o podobnie brzmiących nazwach, miejscowości nieomal wszystkich europejskich miast.
Jedna z nich prowadzi z Cale we Francji do Polskiego Kalisza, jak wiadomo jednego z najstarszych polskich miast, ze swą obco brzmiącą nigdy do końca nie wytłumaczoną nazwą.
Ale nie jest to jedyny fenomen, bo znane są przecież inne kartograficzne linie czy figury podobnie brzmiące czy to samo znaczące po przetłumaczeniu miejsca. Ot, chociażby marsjańska Cedonia ze swym egipskim odpowiednikiem Kairem , który nie wiadomo czemu też znaczy Mars.
W biblii mówi się: (Jan 1,1-18), „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.”
Jak to się ma do pewnych filozoficznych koncepcji, gdzie „Bóg” jest czymś w rodzaju praistoty, która na początku swego zaistnienia znając wszystko jedynie teoretycznie, zapragnęła praktycznie poznać wszystko to, co sobie teoretycznie objawiła, więc niejako wyeksplodowała samą siebie, aby zaistnieć w kwadrylionach cząsteczek elementarnych, które po osiągnięciu wiedzy za pośrednictwem przeżyć, ludzi , zwierząt, roślin i minerałów , miały by powrócić do owej transcedentalnej idei stwórczej.
Tak więc jeśliby zgodzić się z tą koncepcją, tłumaczyłaby ona pośrednio również w jakiś sposób powód i przyczynę życia jako takiego.
Zawiera się w tej idei zarówno istota zachowania materii, jak i kwestia reinkarnacji. Idąc dalej taka koncepcja w wielu swych składowych mogłaby być bliźniacza zarówno z namawiającymi nas do doskonalenia się ideami New Age, jak i w koncepcji nieba - bliźniacza z wieloma obowiązującymi religiami, włącznie z tymi chrześcijańskimi.
Lecz także w świecie złotego podziału, geometrii, fraktali i hologramowych światów, również uczących się od nas tego, czego chwilę później również nauczają nas, abyśmy mogli nauczać ich z powrotem w nieustającym kołowrocie nauczania wszystkich od wszystkich.
Jeśli przyjąć by taką ideę jako pewnik, jako że zawierałoby się w niej również zaistnienie w nas „Boskiego Pierwiastka”, bylibyśmy w takim samym stopniu „Bogiem”, jak on byłby w nas, a tym samym - nami.
Można by tutaj powtórzyć za jedną z podstawowych dewiz Hermetyzmu "Tak jak na górze, tak i na dole; tak jak na dole, tak i na górze". Lub na hermetyczny traktat „Kybalion” z 1908 roku, nieznanego autorstwa osób, podpisujących się jako Trzej Wtajemniczeni.
Zawartość tej książki ma być częścią nauk Hermesa Trismegistosa. Kybalion więc przedstawia filozofię hermetyzmu i siedem praw, na których się ona opiera:
1) Prawo mentalizmu (umysłowości): Wszystko jest umysłem; Wszechświat jest Mentalny; Wszechświat składa się z myśli
2) Prawo powiązania: Jak na górze, tak i na dole; Jak na dole, tak i na górze
3) Prawo wibracji: Nic nie spoczywa; Wszystko się porusza; Wszystko jest w ruchu; wszystko wibruje
4) Prawo biegunowości (dwoistości): "Wszystko jest dwoiste (podwójne); wszystko ma swoje bieguny; wszystko ma swoje pary przeciwieństw; to i przeciwne do niego są tym samym (podobne i niepodobne są tym samym); przeciwieństwa mają identyczną naturę (są identyczne w swojej naturze), różnica leży w natężeniu; skrajności się spotykają; wszystkie prawdy są jedynie półprawdami; wszystkie paradoksy da się pogodzić
5) Prawo rytmu: "Wszystko wpływa i wypływa; Wszystko płynie, czyli „panta rei” Heraklita inaczej na zewnątrz i do środka; wszystko ma swoje pływy (fale); wszystko wznosi się i opada (wszystkie rzeczy wznoszą się i upadają); ruch wahadła manifestuje (przejawia) się we wszystkim; odchylenie w lewo jest równe odchyleniu w prawo (miara wychylenia w prawo jest miarą wychylenia w lewo); rytm dąży do wyrównania (rytm się kompensuje).
6) Prawo przyczyny i skutku: Każda przyczyna ma swój skutek, a każdy skutek ma swoją przyczynę; wszystko dzieje się według Prawa; przypadek nie jest niczym innym, jak inną nazwą Prawa, gdy ono nie jest rozpoznane (przypadek to jedynie nazwa dla nierozpoznanego Prawa); istnieje wiele poziomów, na których rozgrywają się przyczyny, lecz nic nie ucieknie przed Prawem (istnieje wiele płaszczyzn przyczynowości, lecz nic nie wymyka się Prawu).
7) Prawo rodzaju (płci): Rodzaj (płeć) jest we wszystkim; wszystko ma swoje męskie i kobiece pierwiastki (aspekty); rodzaj (płeć) przejawia się (manifestuje) na wszystkich poziomach (płaszczyznach).
To prawo między innymi obejmuje prawdę, iż "wszystko jest w ruchu", "wszystko wibruje", "nic nie spoczywa" - są to fakty, które współczesna nauka potwierdza i nowe naukowe odkrycia również tego dowodzą.
Ale to „Boskie” prawidło istniało od zawsze i jako hermetyczne prawo zostało określone tysiące lat temu.
Prawo to tłumaczy różnice pomiędzy różnymi manifestacjami materii, energii, umysłu i ducha, które w naukowym pojmowaniu tych pojęć jedynie są rezultatem zmiennych natężeń energii i materii.
Jednak uświadamiając sobie, że tak może być , poza oczywistym zaszczytem bycia taką istotą zbudowaną z Boskiej energii i materii, ja osobiście odczuwam pewien dyskomfort bycia „kością w Boskiej grze”. Z innej jednak strony jeśli takie są zasady tej gry cóż osiągnę, jeżeli w ogóle byłoby to możliwe, gdybym uzyskał zwolnienie z owej boskiej gry i już nigdy nie musiał inkarnować się.
Z kolejnej strony wszystko ma jakiś powód swego istnienia i zaistnienia. Jeśli jednak zawsze owym powodem byłoby uczestnictwo w grze z Bogiem, mimo iż według słów Einsteina ten ostatni nie gra w kości, cokolwiek naprawdę Einstein miał na myśli wypowiadając tę swą formułkę, nie był on też Bogiem, a przynajmniej zapewne nie w większym niż większość z nas stopniu, dlatego jego teza jest równie dobrym domniemaniem jak prawie każda inna idea na temat istoty Boga, życia i stworzenia.
Jednak mimo wszystko jeśli byłoby możliwe wyłganie się z uczestnictwa z tej gry w życie cóż bym mógł uzyskać w zamian jeśli byłbym świadomy, iż wszystko to jedynie iluzja i gra, nawet jeśli mógłbym sobie stwarzać dowolnie idealne utopijne niebiańskie egzystencje.
Pewna moja koleżanka kiedy popadła w chorobę i stres uznała, że nie chce żyć, lecz zaraz kiedy to pomyślała usłyszała w swej głowie głos pytający ją czy chce zobaczyć, co znaczy nie tylko nie żyć, ale właśnie nie być .Kiedy zgodziła się ujrzeć to, co ten głos jej zaproponował, zobaczyła oczyma wyobraźni siebie zawieszoną w pustej przestrzeni. Tak jak to później określiła było tam tak przerażająco pusto, że byłaby bardziej zadowolona jakby choć był tam diabeł, z którym mogłaby porozmawiać. Po tej wizji ona nie chce umierać, a tym bardziej nie zamierza przestać istnieć.
Dlatego też przynajmniej, aby swym postanowieniem nie znaleźć się w niebycie i aby nie zanudzić się słuchając anielskich pień (bo na utopijne piekło tym bardziej się nie godzę), to chyba jednak jeszcze będę gdzieś inkarnował, jedynie wolałbym przy tej okazji być piękny, zawsze młody, zdrowy, silny, bogaty, szczęśliwy, mądry, i nie to że obecnie mi tych przywar brakuje, ale dobrze mieć to wszystko również w przyszłości.
http://img145.imageshack.us/i/df8t.jpg/
I jeszcze jedna formułka Hermetyzmu:
„TO CZEGO ŚIĘ BOISZ CIEBIE ZABIJE, A TO CZEGO SIĘ NIE BOISZ CIEBIE OCALI”
Antyczne języki: http://docs7.chomikuj.pl/262046287,0,0,prof.B.Zb.-Sza%C5%82ek---Ostatni-awatar.pdf
http://docs9.chomikuj.pl/262046889,0,0,prof.B.Zb.-Sza%C5%82ek---Za-wrotami-ptaka-%C5%9Bmierci.pdf
http://www.forumakad.pl/archiwum/98/7-8/artykuly/26-badania_naukowe.htm
http://wiadomosci.gazeta.pl/kraj/1,34309,2752462.html
Różokrzyżowcy: http://www.arsregia.pl/?m=artykuldruk&id_artykulu=279


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Tadeo dnia Śro 7:09, 12 Sty 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tadeo
Administrator



Dołączył: 02 Lis 2010
Posty: 435
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 7:08, 12 Sty 2011    Temat postu:

17
BABA Z WOZU KSIĘDZU LŻEJ
Obecnie w Europie, szczególnie w kontekście postrzegania państw postkomunistycznych, niemal pod każdym kątem Polska wychodzi na czołową pozycję. Lecz nie jest to jedynie szczęśliwy traf, ale jak śmiem głosić, jest to konsekwencja realizacji zawiłego kosmicznego planu, gdzie nie tylko zmienia się pozycja sił w skali państw, ale nawet, a może przede wszystkim w skali siły płci. Matriarchat nie był jedynie zamierzchłym okresem w historii Ziemi, on już ponownie na Ziemi jest i kobiety coraz odważniej zamieniają się z mężczyznami miejscami. W tej nowej realności zmienia się więc również rola i miejsce kobiety, lecz czemuż w stosunkowo jeszcze tak niedawnej przeszłości sprawa wyglądała inaczej.
Czemu kobiety stanowiące najsilniejszą podporę Chrześcijaństwa masochistycznie poddają się zwierzchniej roli patriarchatu?
Dodam iż w drugim wieku, niejaki święty Klemens z Aleksandrii miał napisać, „Każda kobieta powinna być przepełniona wstydem przez samo tylko myślenie, że jest kobietą”. To jest do tego jak od zawsze traktowano kobiety w tym kościele.
Wielokrotnie egzorcyzmowano ludzi, którzy mieliby być niby opętani przez Lucyfera. Z wielu przekazów ludowych, jak i książek napisanych przed egzorcystów podobno wynika, że Lucyfer wraz z pozostałymi demonami może przybrać ludzką postać i to najczęściej kobiecą. Na przykład dręczenia diabelskie ojca Pio „ Gdy tylko nadeszła noc i gaszono lampy w zakonie, przychodził do niego Lucyfer, jak i inne demony. Wszystkie przychodziły w postaci nagich kobiet” ( podobieństwo z doświadczeniami świętego Jerzego) .Te domniemane nawiedzenia wyglądają jak typowe męskie fantazje, które w kościele stanowią niezdrowe skrajności od rozwiązłej rozpusty papieży i kościelnych notabli do nienaturalnego biologicznie celibatu. Kiedy to na przemian nieposzanowanie kobiet ,na przemian przeradza się w bojaźń przed nimi. A oto kilka z olbrzymiej listy tych dewiacji: Rok 415 — Tłuszcza zamordowała Hypatię, opiekunkę biblioteki aleksandryjskiej. Dla ówczesnych Chrześcijan Hypatia była symbolem nauki i wykształcenia – czyli światopoglądu sprzecznego z rosnącym w siłę Chrześcijaństwem. Rozum, wiedzę i osobiste doświadczenie uważano za zbędne i szkodliwe dla wiary, do tego były to nauki głoszone przez kobietę, spadkobierczynię grzesznej Ewy. Utożsamiano je z błędnym i grzesznym pogaństwem. Hypatia była kobietą wielkiej urody, wiedzy i inteligencji. Jej działalność i osoba kłóciły się ze światem religii chrześcijańskiej (rządzonym przez mężczyzn) i oczekiwaniem na rychłe przyjście Sądu Ostatecznego (ważna była wiara, nie wiedza). Działalność Hypatii była powodem napięć pomiędzy poganami a Chrześcijanami, kilkakrotnie przeradzających się w zamieszki. W marcu 415 roku podburzona przez Cyryla hałastra zawlokła Hypatię do kościoła, gdzie została pocięta muszlami ostryg i zamordowana przez fanatycznych mnichów, zwolenników Cyryla. Zdarzenie to wstrząsnęło nawet Chrześcijanami, miało też inne konsekwencje dla całego miasta – w poczuciu zagrożenia wielu uczonych opuściło wkrótce potem Aleksandrię i promieniujący na cały antyczny świat ośrodek naukowy podupadł.
Jakiś czas temu miałem okazję oglądać dwa ciekawe filmy historyczne, pierwszym była filmowa wersja losów Hypatii z Aleksandrii z w filmie „ Agora”. Jest to hiszpański dramat historyczny z 2009 roku. W roli głównej wystąpiła znana z „Mumii” Rachel Weisz. Drugim z tych dramatów to „ Pope Joan” z tego samego roku .W filmie Johanna Wokalek jako młoda Angielka, też Joanna, od wczesnej młodości realizuje swoje bardzo „nie kobiece”, jak na IX wiek w sparaliżowanej chrześcijańskim reżimem Europie, zainteresowania. Podobnie jak w przypadku zamordowanej przez chrześcijan Hypatii z „Agory” jest żądna wiedzy, fascynują ją księgi i filozoficzne rozważania. Waży się na coś, co w średniowieczu jest nie do pomyślenia, sięga po najwyższy z możliwych zaszczytów. Zostaje głową kościoła katolickiego, papieżem Janem VIII. Bezprecedensowo wymazana z kart historii w po to tylko powstałym dokumencie „Liber pontificalis”. Dokument ten wymienia pontyfikaty poszczególnych papieży do Stefana V, czyli zaraz po pontyfikacie uznawanego przez kościół Jana VIII nr 2 i Papieżyca Joanna została bądź zastąpiona antypapieżem Janem VIII nr 1 z 844 roku lub usunięta z pozycji, w której miałaby się znajdować między Leonem IV a Benedyktem III.
Powodów celibatu należy upatrywać zarówno w tak zwanym „godnym przykładzie niezłomnego ducha”, jak i w bojaźni przed wiedzą i dominacją kobiet. Dobrym przykładem takiej właśnie postawy może być jeden z najbardziej płodnych komentatorów Pisma Świętego i zarazem tak zwanych „ojców kościoła”, żyjący ok. ok. 185-254w roku naszej ery, w tak zwanej „ epoce patrystycznej” Orygenes, który w zasadniczy sposób przyczynił się do ukształtowania tradycji teologicznej Szkoły Aleksandryjskiej. Również znany jako propagator teorii preegzystencji dusz czyli reinkarnacji. Orygenes nie tylko prowadził ascetyczny tryb życia, będąc wegetarianinem nie spożywał również alkoholu ani oliwy, zaś w pragnieniu osiągnięcia harmonii i czystości duchowej wykastrował się. Tak radykalny czyn osiemnastolatka był efektem jego niemożności poradzenia sobie z własną seksualnością. Jest on jednak nieco odosobnionym przykładem swych czasów, kiedy to i tak na kapłanów wyświęcano jeszcze ludzi żonatych. Radykalna zmiana nastąpiła kiedy część kościelnej kasy zaczęła przeciekać jako darowizny księży na rzecz swych rodzin, często zapisywanych w spadkach.
Pierwszymi głosami sprzeciwu kościoła wystąpiły na Synodach w Pawii w 1022 roku, czy w Bourges z 1031r. kiedy to zażądano, aby księża rozwiedli się ze swoimi żonami, ustanawiając jednocześnie, że dzieci księży nie będą już mogły po nich dziedziczyć , a żony od tego momentu zaczęto nazywać mianem konkubin. Dopiero dogmat ustanowiony w 1139 roku na drugim Soborze Laterańskim decydował iż święcenia kapłańskie zaczęły być przeszkodą do zawierania małżeństw przez księży. Nie wywarło to jednak większego wpływu na większość księży i tak trwoniących watykański majątek, przedsięwzięto za tym kolejne kroki ustawy i zalecenia w 1435 roku na Soborze w Bazylei, jak i w trwającym w latach 1545-1562 Soborze trydenckim.
Lecz i tak nie zmieniało to dotychczasowej sytuacji na papieskich dworach Watykanu i Awinionu, gdzie małżeńskie związki zmieniły się w rozpustne orgiastyczne kontakty (i to nie tylko z kobietami), które w momentach skruchy i modłów traktowano jako szatański podmiot próbujący zniszczyć kościół od środka, ograniczając się w swej walce z szatanem jedynie do zmiany kochanki, lub zorganizowaniem jeszcze większej orgii, aby móc w ten sposób poznać pokusy tego świata.
Oto krótka antologia tych prób walki ze złem w postaci kobiety: Syn papieża Anastazego I staje się papieżem Innocentym I . Hormizdas był ojcem papieża Sylweriusza . Leon I to pradziadek Grzegorza I.
Niekiedy nie można było pozbyć się zbyt mądrej czy sprytnej kurtyzany, która często trzymała w szachu papieża lub nawet za niego sprawowała rządy, aż w roku 1484 Papież Innocenty VIII (łac. Innocentius VIII), właściwie Giovanni Battista Cibo oficjalnie nakazał palenie na stosach czarownic razem z domowymi kotami , co pozwalało rzucać fałszywe zarzuty i pozbywać się niewygodnych kobiet. Zwyczaj ten był praktykowany przez trwający setki lat okres polowań na czarownice. Wiara, że zwierzęta są pośrednikami diabła, doprowadziła do załamania się naturalnej kontroli liczebności populacji gryzoni. Celem ataku gorliwych Chrześcijan najczęściej były koty, wilki, węże, lisy i białe koguty. Ponieważ wiele z tych zwierząt polowało na roznoszące choroby gryzonie, ich eliminacja wzmogła wybuchy epidemii i napaści na Żydów.
Papież Innocenty VIII (łac. Innocentius VIII), właściwie Giovanni Battista Cibo, który urodził się w 1432 roku w Genui jako syn rzymskiego senatora, młodość spędził na dworze królewskim w Neapolu, gdzie prowadził rozwiązłe życie. W tym okresie został ojcem co najmniej dwójki nieślubnych dzieci – Franceschetto (1449-1519) i Teodoriny (1455-1508). Jego poprzednik, Sykstus IV przez swój nepotyzm, wystawny tryb życia i czynne zaangażowanie w konflikty zbrojne we Włoszech doprowadził do opustoszenia skarbca papieskiego i pozostawił po sobie spore długi. Mimo to Innocenty VIII nie szukał oszczędności i kontynuował dotychczasowy sposób życia na dworze papieskim. Lubił przepych i wygody, a przy tym był człowiekiem próżnym i leniwym. Wybudował w ogrodach watykańskich willę wypoczynkową – Belweder, który miał służyć do urządzania festynu i zabaw dworu papieskiego.
W roku 1487 — W Niemczech wydano „Młot na czarownice” autorstwa dwóch dominikańskich inkwizytorów: Henryka Institorisa i Jakuba Sprengera. Niewątpliwie nie są to proste lekcje, a bardziej zawiłe jeśli ktoś w nich nie szuka prostoty ( w domyśle prostactwa ). Zgadzam się również, iż wzorce i ideały można czerpać z wszelkich cząstek otaczającego nas świata. Zastanawia mnie jedynie czemu tak częstym wzorem do naśladowania jest bardzo zamazana postać Jezusa z Nazaretu ( jeśli takie miejsce rzeczywiście istniało przed I wiekiem naszej ery ). Czemu kobiety stanowiące najsilniejszą podporę Chrześcijaństwa masochistycznie poddają się zwierzchniej roli patriarchatu. W roku 1975 — Papież Paweł VI wyjaśnia w liście do arcybiskupa Coggana, że kobieta ma zakazany wstęp do stanu duchownego, ponieważ „wykluczenie kobiet z kapłaństwa jest zgodne z zamysłem Boga wobec swego Kościoła”, choć specjalnie powołana Papieska Komisja Biblijna (składająca się z wybitnych biblistów) orzekła wcześniej, że nie ma przeciwwskazań. Zdanie papieża nadal jest ważniejsze od wniosków wypływających z lektury Biblii. Pawła VI poparł Jan Paweł II. Kobiety diakonów również miały być "skłonne do oczerniania". Użyto tutaj słowa greckiego "diabolos", które jest tym samym co przetłumaczone słowo "diabeł", występujące w innych miejscach. Paweł ostrzega Tytusa, aby starsze kobiety w zgromadzeniu nie były "fałszywymi oskarżycielami" czy "diabłami" (Tt 2: 3) . Legendy z samej stolicy apostolskiej mówią, że kobiecy demon Lewiatan ( Lilith) był więziony w podziemiach Rzymu z rozkazu papieża Sylwestra. Według starej Legendy, Lucyfer na początku istnienia Świata zapałał miłością i pożądaniem do pewnej ziemskiej kobiety. Został jednak strącony do otchłani, przez co nie mógł wyjść do niej, na ziemię. Anioły Światłości, widząc jego tęsknotę, zdecydowały się poprosić Boga, by Lucyfer mógł się związać z kobietą, którą kochał. Po wielu namowach anioły zdołały Go przekonać. Jednak decyzja Boga była taka, że Upadły Anioł może wychodzić na ziemię raz na sto lat. W ten sposób Lucyfer został upokorzony, ponieważ po stu latach spędzonych w Otchłani, gdy wreszcie wolno mu było wyjść na ziemię, owa kobieta już dawno zakończyła życie. I tak legenda głosi, że raz na sto lat Lucyfer błąka się po Ziemi, tęskni, szukając tej, która już dawno odeszła. Święty Klemens z Aleksandrii tak pisał, „Każda kobieta powinna być przepełniona wstydem przez samo tylko myślenie, że jest kobietą”. Kobieta w kościele zawsze była niczym i tu nie idzie tylko o zwykłe kobiety, ale i o te święte, może dlatego zaistniała taka rozwiązłość i Dante Alighieri, który nie był jedynym który opisywał obyczaje, a właściwie ich brak u kleru mógł napisać swą „Nieboską Komedię”. Kolejną taką krytyką są listy Francesco Petrarki do Coli Rienzi, trybuna Rzymu: „Obecnie jestem gościem ziemi galijskiej, owego Babilonu Zachodu, gdzie słońce ogląda najgorszą ohydę nad brzegami nieujarzmionego Rodanu, przywodzącego na myśl Kokytos lub Acheron w Tartarze, a gdzie rządzą ongiś ubodzy następcy rybaków zapomniawszy o swym pochodzeniu. Zawstydza nas, gdy widzimy zamiast świętobliwej samotności napływ zbrodniarzy i wszędzie panoszące się bandy niecnych satelitów; zamiast surowych postów- uczty pełne zmysłowości; zamiast pobożnych pielgrzymek-nieludzką i bezwstydną bezczynność; zamiast bosych stóp apostołów- rącze rumaki złodziei, białe jak śnieg, okryte złotem, zamieszkałe w złocie, gryzące złoto, a niebawem podkute złotem…. rzekłoby się, jednym słowem, królowie Persów lub Partów, których należy wielbić i nie wolno do nich przystąpić bez złożenia im darów…. Zaprawdę to nie miasto, lecz siedlisko larw i lemurów; jednym słowem kloaka wszelkich zbrodni i wszelkiej hańby; to piekło za życia od dawna zapowiedziane ustami Dawida…” Jest to część opisu Petrarki Stolicy apostolskiej i przebywających tam dostojników kościoła.
W roku 585 — Na drugim synodzie w Maçon jeden z biskupów utrzymywał, że kobieta nie może być zwana człowiekiem (mulierem hominem non posse vocari). Czasem twierdzi się także, że na tym synodzie biskupi głosowali nad problemem, czy kobiety mają duszę. Rok 589 — Trzeci synod w Toledo poleca biskupom, by sprzedawali kobiety podejrzane o spółkowanie z księżmi, a uzyskane ze sprzedaży pieniądze przeznaczali na cele charytatywne (podobny nakaz wydaje czwarty sobór w Toledo w 633 r.) . Odo z Cluny (878–942) głosił, że „Obejmować kobietę to tak jak obejmować wór gnoju…”, I dalej: „Gdyby ludzie mogli dostrzec to, co kryje się pod skórą… oglądanie kobiety powodowałoby tylko wymioty… Skoro sami nawet koniuszkami palców nie chcemy dotykać śluzu i łajna, dlaczego tak gorliwie pożądamy objęcia naczynia z nieczystościami”
Lecz w średniowiecznym świecie prostytucja była nie tylko normą, ale nawet pewną istotną funkcją społeczną. Choć zdarzały się takie incydenty jak na przykład, kiedy znany jako ten, który z chęci zysku targnął się na zakon templariuszy, Filip Piękny król Francji, po stracie żony starał się ograniczyć cielesne uciechy swym poddanym każąc załadować na statek paryskie prostytutki i utopić je w morzu. Lecz z reguły prostytucja nikomu tak była traktowana jako rzemiosło i wcale nikomu nie przeszkadzała aż tak bardzo.W 1384 znajdujemy wzmianki o pierwszej polskiej etatowej miejskiej, „służbowej” nierządnicy. Istnienie jej udokumentowano jako: Ewa z Kunowa zwana „Pierdolonką” (meretrix Heva dicta Pierdolonka).Polska moralność podbudowana wartościami chrześcijańskimi w niczym nie odbiegała od papiesko-europejskiej normy. W Kościele katolickim celibat jest wymagany od osób wyświęconych (niektórych diakonów, prezbiterów, biskupów) w rytuale rzymskim od XI-XII wieku i ma związek z reformą kościelną papieża Grzegorza VII, w Polsce obowiązujący od 1197. Początkowo był jednak domeną zakonów, w których składa się ślubowanie czystości. 1060 — w ośrodku prawosławnego monastycyzmu na terenie Półwyspu Athos wchodzi w życie zakaz przebywania kobiet i zwierząt płci żeńskiej, obowiązujący do dziś. Podobne zakazy wprowadzono na terenie wielu innych klasztorów męskich, ponieważ kobiety i samice zwierząt były często przez mnichów gwałcone.
955–964 — Papież Jan XII. Kremoński biskup Luitprand opowiadał o nim: „… żadna kobieta nie miała odwagi pokazać się na ulicach Rzymu, ponieważ Jan gwałcił wszystko: dziewczęta, mężatki i wdowy, nawet na grobach świętych apostołów”. Oskarżano go także o wykastrowanie pewnego kardynała; o to, że pił wino za zdrowie diabła, a przy grze w kości, zaklinał się na Wenerę i Jowisza… Jan XII zakończył życie bardzo romantycznie, jak w najlepszym melodramacie: uwiódł mianowicie żonę jednemu z bardziej pobożnych, a zarazem krewkich Rzymian, a ten przydybawszy swoją żonę w objęciach Namiestnika Chrystusa, tak go obił wbrew miłosierdziu ewangelicznemu, iż papież Jan XII zmarł w kilka dni później wskutek zadanych ran.
Jednak nieomal symbolem rozpusty w kościele był Aleksander VI ( Rodrigo de Borgia y Borja ur. 1 stycznia 1431 w Játivie, zm. 18 sierpnia 1503 w Rzymie), papież od 11 sierpnia 1492 do śmierci. Był siostrzeńcem papieża Kaliksta III. W 1468 roku Rodrigo Borgia przyjął święcenia kapłańskie. Otrzymał także liczne biskupstwa. Jako urzędnik wyróżnił się dużą sprawnością, przeprowadził reformę kancelarii papieskiej, której poświęcił pismo Glossa in regulas Cancellariae. Żył wtedy w nielegalnym związku z Vanozzą Cattanei, która urodziła mu czworo dzieci – Cezara, Juana, Lukrecję i Joffrego. Miał jednak również innych potomków z nieznanymi kobietami i z Giulią Farnese. Na konklawe 1492 wybrano go papieżem. Prowadził bardzo niemoralne życie (zarzucano mu nawet uczestnictwo w publicznych orgiach wraz z własną córką) i dbał nadmiernie o swoją rodzinę. Wszystkie swoje dzieci obsadził na wysokich stanowiskach w Państwie Kościelnym i zapewnił im dobrobyt. Zarzucano mu nadmierny przepych dworu papieskiego, symonię, nikolaizm (czyli – łamanie zasad celibatu; małżeństwa duchownych, posiadanie przez nich dzieci, był to stan charakterystyczny szczególnie dla okresu średniowiecza ) i nepotyzm -określenie powstało w średniowieczu, gdy papieże i biskupi starali się zapewnić pozycję społeczną i majątek swoim nieślubnym synom, określanym za pomocą eufemizmu „siostrzeniec”. Niekiedy przybierało to formę podnoszenia do godności kardynalskiej, co miało zapewnić kontynuację "dynastii" papieskiej. Przykładem jest Papież Kalikst III z rodziny Borgia, który uczynił kardynałami dwóch swoich „siostrzeńców”; jeden z nich, Rodrigo, został papieżem Aleksandrem VI. Aleksander, jeden z najbardziej skorumpowanych papieży, podniósł Alessandro Farnese, brata swojej kochanki, do godności kardynała; Farnese został potem papieżem Pawłem III. Paweł z kolei mianował kardynałami dwóch „siostrzeńców” w wieku lat czternastu i szesnastu.
Praktykom tym kres położyła bulla papieża Innocentego XII z 1692, która raz na zawsze zakazała papieżom nadawania urzędów i godności jakimkolwiek krewnym. A oto beneficja nadane dzieciom Aleksandra VI : w 1492 Cezar Borgia został kardynałem i biskupem Walencji. Papież zabiegał także o wzmacniające jego wpływy we Włoszech małżeństwa swoich dzieci z najpotężniejszymi rodami Włoch i Hiszpanii. Ta typowa dla renesansowych władców polityka centralizacji państwa wzbudziła opór lokalnych notabli, którzy zwrócili się o pomoc przeciw Aleksandrowi do wrogiej Kościołowi Francji. Antyfrancuska polityka Aleksandra VI była jedną z przyczyn wojen włoskich. Król Francji Karol VIII w czasie rozpoczętej w 1494 wojny zajął Rzym. Został jednak ostatecznie pokonany i wyparty z Włoch. Zwycięstwo znacznie wzmocniło siły papieża, który w 1497 mógł nadać ukochanemu synowi Juanowi, księciu Gandii – księstwo Benewentu. 14 czerwca 1497 Juan został skrytobójczo zamordowany. Istnieją domniemania, że w zabójstwie brał udział jego brat Cezar (słynnym powiedzeniem Cezara często później wykorzystywanym w polityce Watykanu jest „Cel uświęca środki”). Wydarzenie to wstrząsnęło Aleksandrem VI – 16 czerwca zwołał on specjalny konsystorz, na którym publicznie wyznał wszystkie swoje grzechy, zapowiedział wielką reformę całego Kościoła. Zamierzenia papieża nie zostały jednak zrealizowane, gdyż pod wpływem syna Cezara wkrótce powrócił on do dawnego trybu życia. Rządy Aleksandra VI to fala licznych skandali, ekscesów i oznak zepsucia moralnego w najwyższych władzach Kościoła Rzymskiego. Do historii przeszedł tzw. „Bankiet Kasztanów”, znany także jako „Balet Kasztanów”, którym określa się kolację wydaną przez Cezara Borgię 30 października 1501. Johann Burchard, Mistrz Ceremonii kilku papieży w latach 1483–1503, tak opisał przebieg imprezy w swojej kronice Liber Notarum: "W niedzielny wieczór, 30 października, Don Cesare Borgia wydał kolację w swoim apartamencie w pałacu apostolskim, gdzie czekało pięćdziesiąt przyzwoitych prostytutek i kurtyzan, które po posiłku tańczyły ze służącymi i innymi obecnymi, najpierw w pełni ubrane a potem nagie. Następnie także po kolacji, świeczniki z zapalonymi świecami umieszczono na podłodze i porozrzucano kasztany, które prostytutki, nagie i na czworaka, musiały zbierać wczołgując się i wyczołgując spomiędzy świeczników. Papież, Doc Cesare i Donna Lukrecja byli wszyscy obecni i przyglądali się. Na koniec, oferowano nagrody – jedwabne koszule, pary butów, kapelusze i inne ubrania – dla tych mężczyzn, którzy mieli największe powodzenie u prostytutek." Papież Aleksander VI miał dziewięcioro dzieci , z różnymi kobietami : Juana, Cezara, Lukrecję, Joffre, Isabellę, Pedra Luisa, Girolamę, Rodriga i Laurę. Bezspornie więc jak widać z tych wbrew pozorom skromnych dowodów sługi wszelkich kościołów podają się demonizacji i rozpuście i nawiedzeniom . I wcale nie jest to odosobnione od innych papieży jako ojców i mężów tak jak Benedykt V, Sergiusz III, Jan X, Jan XII, Benedykt VII, Benedykt IX, Klemens V, Klemens VI, Sykstus IV, Pius II, wspomniany Innocenty VIII i Aleksander VI, Juliusz II, Paweł III, Juliusz III, Grzegorz XIII, Grzegorz XV, Urban VIII, Innocenty X, oraz Aleksander VII. I wielu innych którzy robili to bardziej skrycie, ale i tak winę za swe zboczenia i dewiacje, oczywiście zrzucając na podmiot swych chuci i nieczystych myśli czyli na kobietę.

Jak to mówią kij ma dwa końce i przykładów na to sformuowanie w Biblii i całej kościelnej instytucji jest tak wiele i o ironio, większość z tego co od wieków rozpamiętywali ci niżsi i wyżsi rangą braciszkowie to właśnie erotyzm
http://www.paranormalne.pl/topic/25158-rok-2012-pelna-przemiana/page__st__30 Str. # 36 i 39
Jeśli zaś przeszliśmy już od kija do marchewki sama nasuwa się metoda kija i marchewki (ang. the carrot and stick approach) - określenie metody wpływu, w której groźby (symbolizowane przez kij) są wymieszane z oferowanymi korzyściami (marchewka). W teorii motywacji jako kij i marchewka określa się bodźce negatywne i pozytywne wpływające na motywację. Zwraca się jednak uwagę, że jakkolwiek metoda ta jest czasami konieczna(szczególnie w odniesieniu do ”wiernych”), w dłuższym okresie stanowi czynnik demotywujący. Czyż nie jest to generalna zasada kościoła (katolickiego również) który od zarania działa w myśl zasad Machiavelliego z jego słynnym powiedzeniem „Cel uświęca środki” tak upodobanym sobie przez syna papieża Aleksandra VI Cezara Borgii, który został kardynałem i biskupem Walencji. Aleksander VI (właściwie Rodrigo de Borgia y Borja) słynie ze swych orgii i nawet z domniemanych stosunków seksualnych ze swą własną córką Lukrecją, cóż za fantazja?
Nawet można by powiedzieć Biblijna, biorąc pod uwagę już choćby tylko jeden z jej przykładów, jak to po ucieczce z okolic Sodomy Lot schronił się w pieczarze z córkami. Te, chcąc zapewnić ojcu potomstwo lub z obawy, iż są jedynymi ocalałymi ludźmi z (atomowej) katastrofy, jakiej byli świadkami i chcąc w ten sposób utrzymać rodzaj ludzki, upiły go i obcowały z nim, dając mu synów Moaba i Ben-Ammiego, protoplastów Moabitów i Ammonitów. Grunt to mieć dobrą motywację, tak zapewne jaką miał właśnie papież Aleksander VI może też chcąc zapewnić sobie całe pokolenia swych następców na Piotrowym tronie, zamienił podobnie jak Lot jedną starą kochankę (w tym przypadku zamienioną w słup soli) na kilka młodszych i szczęśliwie również pochodzących z tej samej rodziny, czyż nie dowodzi to ojcowskiej i rodzinnej miłości?
http://pl.wikipedia.org/wiki/Lot_%28posta%C4%87_biblijna%29
Gdzie również makiawelizm w psychopatii upodabnia się może nie tyle do oficjalnej doktryny kościoła, lecz objawiając się cechą osobowości, polegająca m.in. na braku uczuć wyższych, instrumentalnym traktowaniu innych i chłodnych relacjach interpersonalnych, jak ulał pasuje do większości hierarchów i służb kościoła ze „Świętą inkwizycją” na czele, gdzie według niektórych inkwizytorzy podchodzili z tak wielką wyuczoną z Biblii miłością do oskarżonych (najwięcej chyba wynosząc tej miłości ze Starego Testamentu), najczęściej oskarżając czarownice o najróżniejsze wymyślne stosunki seksualne z diabłem.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Tadeo dnia Pią 3:06, 04 Mar 2011, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tadeo
Administrator



Dołączył: 02 Lis 2010
Posty: 435
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 7:10, 12 Sty 2011    Temat postu:

18
GDZIE DIABEŁ NIE MOŻE TAM BABĘ POŚLE

Kobieca seksualność od zawsze była uważana za coś niezrozumiałego, tajemniczego, a nawet, a może przede wszystkim, za coś mrocznego. Dlatego też mężczyźni w obawie o swą władzę nad kobiecością i ażeby zaznaczyć swą męską tożsamość musieli przekonać siebie samych, że kobiety należy poddać kontroli, a nawet zdyskredytować do poziomu domowego sprzętu.
Już w najstarszych znanych nam kulturach, takich jak na przykład Sumer, rola kobiety w jakimś niewielkim stopniu była zdominowana przez mężczyznę. Kulty mezopotamskie wywodzące się z religii sumeryjskiej swą genealogię zaczynały od czterech bogów stworzycieli, którzy byli protoplastami całej reszty panteonu. Ich mitologia jest znana z eposu o Gilgameszu i poematu kosmogonicznego Enuma Elisz. I właśnie tam głównym bóstwem był An (w języku akadyjskim: Anu) – władca nieba, król wszystkich bogów - w zasadzie nie zajmował się sprawami ludzi, drugą była Nintu, znana także pod imionami Ninhursag, Ninmah, Aruru – matka-ziemia, bogini płodności, rodzicielka, dalej Enlil – syn Ana – bóg powietrza i Enki (w języku akadyjskim: Ea) – pan słodkich wód.
"Bóg-Niebo" Anu (sum. An, akad. Anu, Anum) - "ojciec wszystkich bogów", "król Anunnaków", męski bóg stojący formalnie na czele panteonu sumeryjskiego i babilońskiego, tworzący wraz ze swym synem Enlilem "Panem Powietrza" i Enkim "Panem Ziemi" wielką trójcę bogów, podobnie jak w hinduskiej czy chrześcijańskiej „św. trójcy” też nie dzielili swej władzy z żeńską stroną stworzenia.
Mimo, że ważną rolę w tej mitologii odgrywała bogini Inana (w języku akadyjskim: Isztar) czczona jako „pani nieba”, jej rola została szybko zdominowana przez kult Marduka. Podobno dyskredytacja Inany -Isztar i przy okazji wszystkich innych kobiet była aktem zemsty po wcześniejszych potyczkach tej pary bogów, gdy z nią przegrywał Marduk wel Amen wel Jahwe.
Choć w sztuce częste były jeszcze wizerunki zwierząt i kobiet – to te ostatnie jedynie były odbiciem przejawu kultu bogini matki i pierwotnych kultów sił przyrody i płodności, lepszych dla kobiet społeczeństw prehistorycznych, kiedy czczono jeszcze magię brzemienności i mistykę narodzin.
Ten pewien męski kompleks podbudowany siłą fizyczną spowodował dominację siły nad pojmowaniem praw natury i intelektu nad intuicją.
Zaczęto więc wyrażać się o waginie jako o bramie, przez którą zło przedostaje się na świat.
A „uczeni chrześcijańscy” całkiem na serio rozważali zagadnienie, czy kobieta jest człowiekiem czy zwierzęciem. Z uwagi na wątpliwości co do człowieczeństwa kobiety, nie mogła ona w dotyczących ich procesach ginąć „szlachetną”, czyli szybką śmiercią. Skazanym kobietom groziły takie kary jak na przykład zagrzebanie żywcem w ziemi lub przebicie kołkiem.
Tak zwane "Sądy Boże" dla kobiet wyglądały miej więcej tak, że żeby udowodnić swą niewinność musiały one na przykład palcem przewiercić kamień albo cegłę na wylot. Wyjąć gołą ręką żelazny przedmiot z wrzącej wody lub oleju i się nie oparzyć, przejeść w długiej koszuli i z rozpuszczonymi włosami
pomiędzy dwoma płonącymi stososami albo jeżeli jakaś kobieta twierdziła, że ją zgwałcono to musiała walczyć na kije ze sprawcą lecz w momencie przegranej to ona była skazywana za cudzołóstwo.
Nawrócony na chrześcijaństwo, łaciński teolog z Afryki Północnej niejaki Quintus Septimus Florens Tertullianus, wyraża to wprost: „Wy jesteście Bramą Diabła. To Wy napoczęłyście z zakazanego drzewa”.
Lęk przed kobiecą seksualnością znajduje wyraz i odpowiedź w bulli „Summis desiderates” wydanej przez papieża Innocentego VIII z 1484 roku, będącej podsumowaniem wcześniejszych uchwał potępiających czary i zezwoleniem karania śmiercią czarownic i czarowników. Innocenty VIII powołał się w niej na słowa Biblii „Nie pozwolisz żyć czarownicy”. (Wj.,22,17.)
Kolejnym tym razem już podręcznikiem inkwizytorskim z 1486 roku, był „Malleus Maleficarum”, powszechniej znany jako „ Młot na czarownice”. Fakt, że tekst Malleusa był pierwotnie poprzedzony bullą wydaną 5 grudnia 1484 roku przez papieża, ten liczący około 1000 słów dokument będąc jednym z głównych dokumentów papieskich na temat czarów, niejako zainicjował ogień pod wszystkimi późniejszymi stosami.
Ta bulla Innocentego VIII wymienia Sprengera i Kramera (nazywając ich Iacobus Sprenger i Henrici Institoris), niejako nakazując im walkę z magią w regionach skażonych uprawianiem czarów (głównie Brema, Kolonia, Moguncja, Salzburg i Trewir). Dając im do tego specjalne upoważnienia, ten wrogo do kobiet nastawiony papież zarówno w tej bulli, jak i w późniejszych dokumentach nakazywał biskupowi Salzburga (a także cesarzowi Zygmuntowi, arcybiskupowi Moguncji, oraz innym hierarchom i książętom) aktywną współpracę i pomoc inkwizytorom w zwalczaniu plagi czarów oraz czarownic.
Według autorów Młota na czarownice (Malleus Maleficarum) Heinricha Kramera (Institorisa) i Jakoba Sprengera, czary uprawiają przede wszystkim niewiasty, które są do tego bardziej przystosowane przez naturę, również z uwagi na mniejszą wiarę, jaka ponoć cechuje kobiety. Potwierdzeniem tego ma być samo słowo "kobieta". Łacińskie słowo femina (kobieta) ma bowiem mieć swoją etymologię w złożeniu: "mniej wiary" (fe = fides, czyli wiara, oraz mina = minus, czyli mniej), ponadto mężczyźni są bardziej odporni na zakusy Szatana przez sam fakt, iż Jezus był mężczyzną. Inne zasady doktrynalne zawarte w „Młocie na czarownice” głosiły, że wiara w istnienie czarownic jest nieodłączną częścią wiary katolickiej, zaś niedowiarstwo w tej sprawie równa się herezji. Diabelski spisek, który opanował świat, można zwalczyć ludzką dłonią poprzez wiarę i represje, które aprobowała wspomniana wyżej bulla Summis desiderantes affectibus papieża Innocentego VIII.
Kościół usiłując bronić swe zbrodnie, przypisuje również jej powody temu, iż jak wygłaszają to co niektórzy, w średniowieczu cyklicznie dochodziło do plag epidemii dziesiątkujących społeczeństwa Europy, a dodatkowo znające się na usuwaniu ciąży tak zwane baby bezkarnie prowadząc swój proceder aborcji również miały się rzekomo przyczyniać do wyludnienia Europy.
Praktycznie dlatego właśnie, niby w obronie przed wyludnieniem, olbrzymia większość osób oskarżonych o czary stanowiły kobiety (szacunki podają proporcje 1 mężczyzna na kilkaset kobiet) i to właśnie te inteligentne akuszerki, zielarki i uzdrowicielki stanowiły cel ataków kościoła. Prawda jest jednak inna i głównym powodem mordowania tych właśnie kobiet jest przede wszystkim strach przed ich wiedzą i intuicją.
W Europie najwięcej procesów o czary miało miejsce pomiędzy XV a XVII wiekiem. Wśród zarzutów stawianych oskarżonym najczęściej pojawiały się czczenie diabła lub paktowanie z nim, latanie do odległych miejsc na miotłach, nielegalne gromadzenie się na sabatach, kopulacja z inkubami lub sukkubami, kanibalizm (w tym zjadanie dzieci), sprowadzanie chorób, opętań, śmierci, impotencji, bezpłodności ludzi i zwierząt, profanacja hostii i mszy, a także zabicie krowy sąsiada, spowodowanie gradobicia, zniszczenie plonów i kradzież.
Do polowań na czarownice powołany został cały system prokuratorsko–śledczy oraz lekarski (uznano, iż lekarze potrafią odróżnić sprawy diabelskie od defektów somatycznych). Przyznanie się do winy było koronnym dowodem. Ówczesne prawo zezwalało – dla wymuszenia zeznań – stosować w toku śledztwa cierpienia fizyczne. Stosowano też rozmaite próby mające wykazać winę lub niewinność oskarżonej. Do jednej z metod zaliczano próbę wody, która w praktyce dawała niewielkie szanse oskarżonej, która wrzucona do wody zazwyczaj nie szła na dno (co świadczyłoby o niewinności), ponieważ noszone wówczas obfite spódnice utrzymywały ją na powierzchni. Do dowodzenia winy stosowano także próby łez (jeśli nie potrafiła płakać miała być czarownicą), wagi (waga taka znajdowała się np. w Utrechcie, jeśli oskarżona była lżejsza niż 49,5 kg uważano, że może być czarownicą i wzlecieć na miotle) lub ognia. Czasem też szukano na ciele lub pod skórą domniemanej czarownicy diabelskiego znamienia, wiązało się to z nakłuwaniem ciała ,była to tak zwana „próba bólu”, gdy nakłuwali podejrzaną igłami na całym ciele szukając znamienia czarownicy czyli miejsca niewrażliwego na ból. Po "udowodnieniu" winy skazywano na spalenie na stosie (w Europie kontynentalnej) lub na szubienicę (na Wyspach Brytyjskich i wśród kolonistów w Ameryce Pn.) . Procesy o czary nie zawsze kończyły się skazaniem na śmierć, znikoma część kończyła się uniewinnieniem. Ogólnie szacuje się na okres polowań na czarownice od 35 000 do około 120 000 ofiar. Jedną ze skazanych na stos kobiet była Matka Shipton, żyjąca na początku XVI wieku. Jej wierszowane przepowiednie nie tylko przewidywały jej własną śmierć w płomieniach stosu, ale również zapowiadały pojawianie się samochodów, samolotów czy łodzi podwodnych, ale również modę, jak i dla nas jeszcze przyszłość . Oddaję więc głos jednej z wielu wartościowych i niebezpiecznych dla męskiego szowinizmu kobiet:

„Słowo w niezgrabnym wierszu tu macie
o tym, co stanie się w przyszłym czasie.

Gdy świat wywróci się do góry nogami
i złoto odnajdą między drzew korzeniami
Wszyscy synowie Anglii co ziemię orają
widziani będą często, jak Księgę czytają.

Nawet biedak wielką posiądzie wiedzę
Wielkie domy w odległych dolinach zbudowane
Całe śniegiem i gradem stoją zasypane
Powóz bez konia sam z siebie pojedzie
Katastrofa przyniesie światu niedolę i biedę.

W Londynie środek Primose Hill
we władaniu biskupstwa będzie w te dni.
Cały świat wokół myśl ludzka okrąży
Tak szybko, że ledwie oko mrugnąć zdąży.

I woda wielkie wykona cuda
Jak dziwne. Lecz się jej to uda.
Przez wzniosłe wzgórza dumni ludzie jeździć będą,
Choć konia ni osła do wozu nie zaprzęgną.

Pod wodą człowiek będzie się na spacery wyprawiał
Będzie tam jeździł, będzie spał, a nawet rozmawiał.
Nawet w powietrzu człowiek będzie mógł zostać dostrzeżonym
W kolorze białym i czarnym, a nawet zielonym.

Wielki człowiek ma przyjść i zebrać się do odejścia
By o proroctwie zaświadczyć, że się wypełnia.
Żelazo na wodzie będzie pływało
tak lekko, jak pływa łódź drewniana.
Złoto odnajdą w strumieniu, w kamieniu,
W tej krainie, co jeszcze nieznana.

Anglia na żydowską dozwoli wiarę
Myślisz że to dziwne, lecz nie kłamstwo to wcale
Żyd, raz jeden już pogardzony,
Jako Chrześcijanin będzie narodzony.

Domów ze szkła nadejdzie moda
w Anglii. Ach, jakże szkoda
Że wojna nadciągnie ze swymi skutkami
Tam, gdzie Poganie mieszkają z Turkami.

Państwa te, w zaciekłych walkach uciśnięte
starają się by innym życia zostały odjęte.
Tak więc, gdy Północ południe podbije
I Orzeł w Lwa paszczy swe gniazdo uwije
Wtedy mnóstwo podatków, okrucieństwa, krwi
Zapuka do każdych najskromniejszych drzwi.

Trzy razy piękna, słoneczna Francja
Powiedziona zostanie do krwawego tańca
I nim naród ten się wreszcie wyzwoli
Trzech tyranów rządzić nim sobie pozwoli.

Trzech z rzędu władców tego narodu
Każdy z innego wywodzi się rodu.
Potem, gdy zaciekłych walk nastanie kres
Już Anglia z Francją jako jedno jest.

Brytyjska oliwka następnie rośnie
W małżeństwie z niemieckim krzewem winorośli.
Ludzie wędrują pod i nad potokami
Spełnione cudowne ich sny z marzeniami.

W tych dniach niezwykłych, lecz w czasie dalekich
Wielkie szaleństwo ogarnie kobiety
By ubierać się jak mężczyźni, porzuciwszy suknie
I odcinać swych dotąd długich włosów pukle.
Będą jeździć w rozkroku z bezwstydnymi twarzami
Jak czarownice to robią na miotłach czasami.

I ryczące potwory z człowiekiem na szczyt postawionym
Zdają się zjadać niedojrzałe plony
I człowiek jak ptaki posiądzie latania cud
I zostawi, opuści i konia, i pług.

I będzie dla wszystkich widoczny znak
Bądź pewien, że stanie się dokładnie tak.
Wtedy umrze miłość i małżeństwo zginie
Do upadku narodów mała liczba dzieci się przyczyni.
Żony będą miast mężów psy i koty pieścić,
A mężczyźni jak świnie żyć, co się w głowie nie mieści.

W dziewiętnaście setek i dwadzieścia sześć
Słoma i kije pożary domom będą nieść.
Wtenczas w planach się znajdą wojny potężne,
A ogień i miecz cały świat obiegnie.

Gdy się obrazki jak żywe swobodnie ruszają,
Gdy łodzie jako ryby pod morzem pływają,
Gdy ludzie jak ptaki przemykają po nieboskłonie
Wówczas połowa świata zginie i we krwi zatonie.
Do tych, co żyć będą w tych przyszłych wiekach,
Tych, co drzeć będą o to co ich czeka:
Do gór, do jaskiń uciekajcie ludziska
Lub tam gdzie bagna, lasy, torfowiska.

Burze się rozwścieczą, zagrzmi w oceanie
Gdy Gabriel na morzu i na lądzie stanie.
A gdy rozlegnie się jego rogu granie
Stary świat umrze i nowy powstanie.

Ognisty smok przetnie niebo sześć razy
Nim umrze ten świat wcale nie bez skazy.
Ludzkość zadrży i będzie przerażona
Gdy szósta zapowiedź proroctwa się dokona.

Przez dni i nocy siedem, przez siedem dób
Człowiek ten nadzwyczajny widok oglądać będzie mógł
Fale nad brzegiem wyrosną wielkie
By móc ląd pokąsać, a następnie
W górach rozpocznie się wielki ryk
I trzęsienie prostą linią przedzieli brzeg.

Wielkie powodzie natomiast tuż potem
Zaleją lądy z takim łomotem,
Że człowiek kuląc się w torfowiskach
Warczy na brata, zęby zaciska.

I szczerząc zęby walczy, zabija
W tajemnicy przed drugim jedzeniem posila
I jakże ohydnie kłamie w swym strachu
Że zabija tylko szpiegów, złodziei, łajdaków.

Człowiek ucieka z powodzi w popłochu
Zabija, gwałci na każdym kroku
Krew ludzkimi rozlana rękami
Wiele krain obleje i do głębi splami.

A gdy mu Smoczy ogon zniknie spod wzroku
Człowiek zapomina, uśmiecha się i z zapałem w oku
Walczy o przetrwanie - lecz to, niestety, błądzenie
Ludzkość zasłużyła na swe przeznaczenie.

Jego wysokie mniemanie, fałszywy śmiech
Wywoła u bogów ponowny ich gniew
Wyślą więc oni Smoka z powrotem
By rozświetlił niebo - on z wielkim impetem
W ziemię uderzy i rozedrze ziemię
Ucieka Król i chłop, całe ludzkie plemię.

Ale powoli poczują potrzebę odkrycia
Źródeł wody, co zdatna do picia
I ludzie będą z pragnienia mrzeć
Nim oceany znów staną by wspiąć się na brzeg.
I lądy będą pękać, rozdzierać się znów.
Myślisz, że to dziwne. Lecz tak będzie tu.

W niektórych daleko odległych "landach"
Kilku ludzi - och, jakże mała ta banda
Musi opuścić swe stałe sadyby
I ziemię przemierzyć, a gdyby
Któryś przetrwał tę podróż, ten zasię
Nowy początek nada wtedy ludzkiej rasie.

Ale nie na lądzie już, nie
Lecz na oceanu gołym, suchym dnie
Nie wszystkie bowiem dusze na Ziemi umierają,
Gdy Smok idzie ogonem swym zamiatając.

Nie każdy grunt na Ziemi zatonie,
Ale ten będzie pławic się w smrodzie i swądzie
Gnijących ciał bestii i ludzi
I roślin zniszczonych na lądzie.

Natomiast grunty z morza wyłonione
Będą suche i czyste, miękkie i uwolnione
Od ludzkich brudów, zarazy i
Dlatego staną się źródłem nowej dynastii.

A oni biedacy będą żyli w przestrachu
Smoczego ogona przez wiele lat.
Lecz czas im wszystkim zatrze pamięć
Myślisz, że to dziwne, lecz będzie tak.

I nim ludzkość się odrodzi
Srebrny wąż jak wizja tajemna nadchodzi
I nieznanego rodzaju wypluwa ludzi
By mieszali się z ziemią, co teraz się budzi.
Gorąco się ochładza i tych ludzi czeka
Rola oświecić umysł przyszłego człowieka

Aby go przeniknąć i aby mu pokazać
Jak żyć w miłości i jak ją przekazać
Dzieciom z darem jasnowidzenia.
To jest naturalne i już się nie zmienia
Że mogą dorastać w spokoju, w pokorze i kiedy tak będzie
Złota Era na nowo rozpocznie się wszędzie.

Proroctwo Matki Shipton tłumaczenie ze stron:
http://blogofsensei.blogspot.com/2009/09/przekad-przepowiedni-mother-shipton.html
http://blogofsensei.blogspot.com/2009/09/przekad-przepowiedni-mother-shipton_07.html
Wyglądać by mogło, że rola kobiety nie wyglądała wesoło, pokuszę się więc do porównania losu dawniejszych kobiet do losu Polski ,jako również kraju targanego niepokojami , zaborami i wojnami dla której jedyną nadzieją były religia, jak i teksty wieszczów roztaczających ku pokrzepieniu serc wizje „wielkiej Polski”. Lecz czy na pewno były to jedynie czcze literackie marzenia, czy rewolucje, wojny i zabory nie mogły w Polsce być wykreowywane specjalnie, aby stworzyć taką sytuację, zmuszając ludzi do emigracji. Powszechnie słyszy się o szpiegostwie przemysłowym, które to zjawisko na przykład w środowisku chińskim doprowadziło do swego rodzaju bumu gospodarczego Chin jako państwa, przetwarzając, produkując a następnie sprzedając na zachód ukradzione wcześniej technologie i produkty. Podobna sytuacja była jeszcze niedawno z odizolowaną Japonią, która bardzo szybko stała się potentatem myśli technicznej. Naszych obywateli można obecnie spotkać w najodleglejszych zakątkach świata, żyją oni w różnych krajach, poznają ich kulturę, sztukę, ale również technologie. Pozwolę się więc zapytać cóż takiego by na przykład się stało, gdyby raptem zmieniły się zarówno warunki życia, jak i sytuacja polityczno-ekonomiczna Polski na tyle, że wszyscy ci „ambasadorzy” Polski w świecie zapragnęliby powrócić na jakiś podobny do proroczej przepowiedni Ojca Klimuszki apel: „Polska będzie źródłem nowego prawa na świecie, zostanie tak uhonorowana wysoko, jak żaden kraj w Europie (...) Polsce będą się kłaniać narody Europy. Widzę mapę Europy, widzę orła polskiego w koronie. Polska jaśnieje jak słońce i blask ten pada naokoło. Do nas będą przyjeżdżać inni, aby żyć tutaj i szczycić się tym".
"Nadchodzi czas Polski i upadku jej wrogów. Przed Polską widzę jasność i wstępowanie do góry. Będzie bardzo dobrze". Dodatkowo według Ojca Klimuszki z Polski miały pochodzić osoby, które będą zmieniać świat. Sugerował, abyśmy byli optymistami i wcale nie myśleli o końcu świata”
"Nasz naród powinien z tego wyjść nienajgorzej. Może pięć, może dziesięć procent jest skazane. Wiem, że to dużo, że to już miliony, ale Francja i Niemcy utracą więcej. Italia najwięcej ucierpi. To Europę naprawdę zjednoczy. Ubóstwo zbliża [...]"
"Jeśli chodzi o nasz naród, to mogę nadmienić, że gdybym miał żyć jeszcze pięćdziesiąt lat i miał do wyboru stały pobyt w dowolnym kraju na świecie, wybrałbym bez wahania Polskę, pomimo jej nieszczęśliwego położenia geograficznego. Nad Polską bowiem nie widzę ciężkich chmur, lecz promienne blaski przyszłości".
Marian Węcławek, prorok z Leszna: „Kto z Polaków nie wróci na czas do Ojczyzny to na obczyźnie zginie, najwięcej w Niemczech. Podobnie Polacy w USA będą szybko wracać do kraju, bo tam poczują głód. Amerykę czekają chude lata (na skutek zmian klimatycznych, ruchów tektonicznych i wojny domowej). W godle państwa polskiego będzie po lewej stronie godło litewskie, a po prawej ukraińskie, bo te państwa będą nam sprzyjać".

Czyż nie mogłoby wówczas się wydawać, iż ta sytuacja, gdzie z powrotem mamy w Polsce tych specjalistów wielu dziedzin życia wygląda na szczęśliwe zrządzenie losu. A cóż jeśli właśnie po to kiedyś było źle, aby teraz mogło być dobrze? Lecz moim zdaniem jeśli zaistnieje taka sytuacja, na pewno nie będzie to jedynie szczęśliwe zrządzenie losu.
A cóż jeśli na dodatek owych zmian, a może właśnie jako motor i powód ich powstania zaistnieje coś, ot chociażby bezsensowna wojna nuklearna jako zwieńczenie wszystkich przeszłych bezsensownych wojen świata, dyskredytując najlepszą odgrywaną przez mężczyzn rolę wojownika?
Czyli mężczyzna nie sprawdzi się w tej też nie całkiem przez siebie wykreowanej roli i odda w ten sposób swoją od tysiącleci wiodącą pozycję kobiecie, na którą moim zdaniem przychodzi czas zapisany w kosmicznym kalendarzu dziejów.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tadeo
Administrator



Dołączył: 02 Lis 2010
Posty: 435
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 1:46, 22 Sty 2011    Temat postu:

19
„ Wtedy rzekł wąż do niewiasty: Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło!”

Sprawę dominacji płci postrzegam jako urzeczywistnianie planów, realizujących podobne współzależności jak obecnie zmieniająca się pozycja Polski i Polaków w świecie. Jest to według mnie rodzaj rozgrywki, w której istniejemy przede wszystkim jako pionki w jakiejś grze, wobec czego moim zdaniem należy może nieco inaczej rozumować występujące wokół nas zmiany.
Jak może wynikać z moich tekstów nie jestem antyfeministą, jestem również za partnerstwem i za tym, aby kobiety mogły być kapłankami swych kultów czy religii, lecz jednocześnie poniekąd uznaję to jako usypiającą naszą czujność piękną utopię, która nawet jeśli w jakimś ze swych składowych zostanie zrealizowana, na pewno będzie jednocześnie w kontrakcie swego zaistnienia posiadała jakieś istotne punkty zapisane „ małym drukiem”.
Mimo, że powszechnie zauważa się te wielkie batalie między dobrem a złem, w domyśle między Bogiem a szatanem, między światłem i ciemnością, czyli wiedzą lub uduchowieniem a jej przeciwnościami, lecz tak naprawdę nic nie jest idealnie białe ani całkowicie czarne.
Na przykład wiem również, że nawet w „łonie” samego kościoła są księża chcący współdzielić swą kapłańską zwierzchność z żeńską częścią społeczeństwa. Przykładem na to jest chociażby artykuł zamieszczony w 30 numerze „Tygodnika Powszechnego”, gdzie ksiądz Alfons Skowronek tak wypowiada się w tej sprawie: "Powstrzymywanie kobiet od dostępu do kapłaństwa nie da się utrzymać, ponieważ nie licuje z godnością kobiety. Nie daje się także uzasadnić Biblią"
Też myślę, że nie ważne jaką drogą podążamy do celu, w końcu wszystko prowadzi w tę samą stronę, tak jak mówi się, że „wszystkie drogi prowadzą do Rzymu”. W tym konkretnym miejscu mam na myśli to, że w sumie nie jest istotne w co wierzymy, ważne jacy dla siebie nawzajem jesteśmy, w rezultacie i tak osiągając to, co nazywamy oświeceniem, zbawieniem czy nirwaną.
Mój cykl „Rok 2012 Pełna przemiana” niekoniecznie zmierza do tego ogólnie powszechnego schematu chrześcijańskiego zbawienia lub oświecenia „Nowej ery” lansowanego przez New Age.
Intencją moją jest uświadomienie, iż niejednokrotnie niekoniecznie w naszej mocy jest zabezpieczenie i zagwarantowanie wszystkim naszym znajomym i bliskim tego, co jedynie czasem możemy jeszcze zabezpieczyć samym sobie i tym, którzy wezmą z nas przykład odważając się iść własną drogą.
Wcześniej pisałem, iż dla mnie świat mitów i legend, jest „żywą”, lecz zakodowaną historią, która o tyle jest prawdziwszą od lansowanych nam teorii i domysłów, o ile potrafimy wniknąć w ich mistyczny sens.
Wychodząc z tego i innych głębszych założeń zaobserwowałem i odczułem pewne zależności, które z kolei skłaniają mnie w stronę poglądu, że generalna większość z pośród nas nie ma żadnego wpływu na zmianę tego wykreowanego nam świata, lecz praktycznie każda z tych osób jest w stanie wykreować własny, rządzący się dowolnymi prawami świat i mimo, że poniekąd wygląda to na to samo jako zmiana otaczającego nas świata, lecz moim zdaniem istnieje między tymi dwoma scenariuszami zasadnicza różnica, albowiem w tym tutaj w większości przypadków tkwimy w zbiorowej rzeczywistości wielu istot, nie koniecznie ludzi.
Tak więc poza tą liczebniejszą grupą podporządkowanych istnieje tutaj moim zdaniem daleka od Boga jako Stwórcy grupa decydentów, która z kolei dzieli się na kilka podgrup, część z istot pewnych czołowych grup stwarza i realizuje swój dawno wykreowany plan. Inni przez swe można by powiedzieć karmiczne zobowiązania niejako realizują te narzucone plany na zasadzie determinującego ich istnienie na planie nie losu lecz przeznaczenia. Ludzie ci z reguły osiągają wyższe stanowiska w hierarchii społecznej i są uhonorowywani wyższymi zaszczytami, lecz nie są oni w stanie aż w tak dużym stopniu jak pozostali wyrwać się z przypisanemu im koła fortuny.
Reasumując, moim zamiarem przede wszystkim nie jest więc walka z nieprawidłowościami tego świata, gdyż moim zdaniem mimo, że przy wyczuleniu na niedostatek i niesprawiedliwość poniekąd stajemy się lepsi i wrażliwsi, lecz frustracja i niemoc zmienienia czegokolwiek może nas czasem wytrącić z naszej potencjalnie możliwej do osiągnięcia indywidualnej drogi - nie tyle zbawienia co wybawienia z pewnych narzuconych nam realiów.

Obecnie moim zdaniem ponownie nastał taki czas historii świata, że my mężczyźni zmieniamy się w słabą płeć, kto wie może za parę lat to właśnie kobiety będą rządzić w dosłownym tego słowa znaczeniu. Patrząc na znajomych od dawna zauważam „przebiegłość” płci pięknej zawiadującej wszystkim z za naszych pleców jakbyśmy byli tylko ich marionetkami. Lecz czy z czymś identycznym nie spotkali się już monarchowie, papieże i mocarze finansowi tego świata, będący jedynie przysłowiowymi głowami na szyi, która głową obraca jako właśnie kobieta.
Jeśli pamiętamy było tak z pewnymi wyjątkami już od incydentu z rajskim jabłkiem, gdzie to właśnie Ewa pierwsza sięgnęła po zakazany owoc - w domyśle wiedzę.
Często próbuję uświadomić przede wszystkim sobie w mym monologicznym dialogu, że tak „grzech pierworodny”, jak zresztą jakikolwiek grzech wcale nie istnieje, a to co postrzegamy jest jedynie chęcią zdominowania i uzależnienia nas przez kogoś, coś lub nawet przez nas samych.
Kiedyś mój dobry znajomy miał dylemat z tym czym jest „ciężki grzech”. Jego siostra , notabene całkiem mądra (czytaj: wykształcona) osoba, powiedziała jemu, iż kilka małych grzechów to jeden duży. Mój kolega był zdewastowany wypowiedzią swej elokwentnej siostry, do czasu kiedy pewnej niedzieli po mszy nie zapytał jakiegoś, z wypowiedzi dla mnie wynika, że nieco mądrzejszego księdza, który uspokoił mego znajomego, że grzech jest tylko wtedy grzechem jak wierzymy, że takowym jest. Oczywiście, że daje to wszelkim łotrom prawo bycia bezgrzesznymi, ale że mój znajomy nie jest łotrem, a księża tak jak zresztą i inni z dr mg przed nazwiskiem zawsze byli w jego oczach autorytetami, kolega znów stał się wspaniałym kompanem i kawalarzem na zabawach.
Owszem można powiedzieć, iż grzech to postawa lub działanie wbrew Bogu, sprzeczne z Jego charakterem, powodujące świadomą alienację jednostki ludzkiej wobec tegoż Boga
Lecz na przykład według definicji grzech ciężki musi spełniać trzy warunki: dotyczyć materii tak zwanej „poważnej”(np. naruszać jedno z dziesięciu przykazań), być popełniony z pełną świadomością i przy całkowitej wolności. Grzech powszedni natomiast to naruszenie przykazań "w małej rzeczy", a w materii poważnej bez całkowitej świadomości lub bez całkowitej dobrowolności, z tej definicji wynika, że wszystko w zasadzie sprowadza się do kodeksu karnego.
I na przykład w islamie wyglądało to tak:
1. szirk (oddawanie czci innym bogom niż Allah)
2. magia
3. zabójstwo
4. przejęcie własności sieroty (zobacz też: dzieci w islamie)
5. lichwa
6. ucieczka z pola bitwy
7. pomawianie czystej kobiety o cudzołóstwo
Lecz z czasem muzułmańscy teolodzy swoimi spekulacjami rozszerzyli tę listę aż do 70 grzechów i przewinień.
Choć w religiach judedo-chrześcijańskich dekalog (gr. δεκάλογος dekalogos, dziesięć słów) inaczej Dziesięć przykazań (w trad. Żyd. Dziesięć Oświadczeń עשרת הדיברות, Aseret ha-Dibrot) jest podstawowym zbiorem nakazów moralnych obowiązujących pierwotnie wyznawców judaizmu, aby następnie stać się przejęte przez chrześcijan, w żadnej z religijnych odłamów nie wyglądają jednakowo.
Zmiany w tekście były dokonywane nieustannie mimo, że zgodnie z przekazem biblijnym oryginalny tekst dekalogu (zapisany w Księdze Wyjścia Drugiej Księdze Mojżeszowej), słowo po słowie miał zostać podyktowany przez Boga Mojżeszowi na górze Synaj (choć w Księdze Powtórzonego Prawa (Piątej Księdze Mojżeszowej) góra ta nazwana jest Horeb) w trakcie wędrówki Izraelitów z Egiptu do Kanaanu. Nikt się jednak nigdy nie przejmuje tymi drobnymi przekłamaniami i nieścisłościami, których podobno ktoś naliczył kiedyś około 80 000.
Również podobieństwo oraz związki kulturowe z Egiptem pozwalają podejrzewać źródło inspiracji Dekalogu w tak zwanych 42 negatywnych oświadczeniach oraz kulcie egipskiej bogini praw porządku, harmonii i sprawiedliwości w kosmosie i społeczeństwie, czyli małżonki samego Thota bogini Maat.
Według Biblii, treść Dekalogu i innych słów Boga wygłoszonych na górze została spisana przez Mojżesza (Wj 24, 4), natomiast to Bóg – nie Mojżesz – wyrył przykazania na kamiennych tablicach (Wj 24: 12 oraz Wj 32: 16 oraz Wj 34:1).
Tekst dekalogu musiał zostać wyryty na kamiennych tablicach dwukrotnie, gdyż pierwsze tablice z dekalogiem Mojżesz rozbił w gniewie widząc jak jego lud zaczął pod jego nieobecność czcić złotego cielca (Wj 32: 19), co prawdopodobnie czasowo było związane z erą byka. Ponownie po rozbiciu pierwszych tablic Mojżesz musiał już sam sporządzić dwie nowe tablice. Zgodnie z przekazem biblijnym drugie tablice z dekalogiem były przechowywane w Arce przymierza aż do czasu zburzenia pierwszej Świątyni Jerozolimskiej.
Wyznawcy judaizmu, prawosławia i większości kościołów protestanckich oraz wschodnich twierdzą, że przyjmują oryginalny tekst Dekalogu z Księgi Wyjścia (Drugiej Księgi Mojżeszowej). Jednak zdaniem Kościoła katolickiego tekst z Księgi Wyjścia nie posiada szczególnej oryginalności, skoro tekst z Księgi Powtórzonego Prawa, także znajdujący się w Biblii, różni się nieznacznie od tekstu Księgi Wyjścia. Mimo to w Katechizmie Kościoła Katolickiego cytowana i omówiona jest wersja biblijna, nieskrócona.
Tekst Dekalogu został zachowany w Biblii w dwóch, nieznacznie różniących się wersjach:
1) z Księgi Wyjścia (2 Mojżeszowej) 20, 2-17 oraz
2) z Księgi Powtórzonego Prawa (5 Mojżeszowej) 5, 6-21.
Zasadniczy podział przykazań to podział na przykazania określające stosunek ludzi do Boga oraz na przykazania regulujące zasady życia we wspólnocie. Zasadniczo ostatnio wyróżnia się ich cztery i większość wyznań przyjmuje jedną z nich
Podział filoński uznawany jest za najstarszy, był stosowany w czasach Chrystusa; używali go już w I wieku m.in. Józef Flawiusz i Filon z Aleksandrii. Charakteryzuje się rozdzieleniem przykazania dotyczącego posiadania innych bogów od przykazania dotyczącego kultu przedmiotów. Choć obecnie porzucony przez judaizm na rzecz późniejszego podziału talmudycznego, jego tradycja pozostaje wciąż żywa w większości wyznań chrześcijańskich. Za obowiązujący uznają go Cerkiew prawosławna, Mormoni, kościoły orientalne, anglikańskie i protestanckie (z wyjątkiem luteran).
Podział talmudyczny jest powszechnie uznanym we współczesnym judaizmie; jego tradycja sięga III wieku n.e..
Podział augustyński, wywodzący się od św. Augustyna z Hippony, sięga tradycją V wieku n.e. Charakteryzuje się sposobem podziału, który eksponuje różnicę między pożądaniem cielesnym, a pożądaniem dóbr drugiego człowieka. Stosowany jest w Kościele katolickim i kościołach starokatolickich.
Podział luterański, wywodzący się z piśmiennictwa Marcina Lutra, pochodzi z XVI wieku i stanowi niewielką modyfikację podziału augustyńskiego. Jedyna różnica leży w sposobie podziału przykazania dziewiątego i dziesiątego, gdzie dziewiąte dotyczy pożądania domu drugiego człowieka, a dziesiąte obejmuje pozostałe rodzaje pożądania.

W 726 roku. –z „Dziesięciu Boskich Przykazań” usunięto drugie, które brzmi: „Nie
uczynisz sobie obrazu rytego ani żadnej podobizny tego, co jest na niebie w
górze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, które są w wodach i pod
ziemią. Nie będziesz się im kłaniał ani służył”.
Powodem tej zmiany była chęć stworzenia precedensu zezwalającego na handel
obrazami, szkaplerzami, krzyżami, posagami itd.itp. Jako jednak, że przykazań powinno
pozostać dziesięć. Kościół wiec podzielił ostatnie przykazanie, mówiące o
niepożądaniu ani żony, ani osła, ani wołu, na dwie części.
9. Nie pożądaj żony bliźniego swego.
10. Ani żadnej rzeczy, która jego (bliźniego) jest.
„Dopóki nie przeminie niebo i ziemia, ani jedna litera, ani jedna kreska nie
może być zmieniona w Prawie” [Jezus]
„Nawet gdybym ja przyszedł i próbował wprowadzić małą zmianę do tego, co
podałem pierwotnie, niechaj będę przeklęty’ [św. Paweł]


W Kościele katolickim oprócz pełnej wersji biblijnej używana jest także wersja katechetyczna, publikowana w katechizmie kardynała Gasparriego i w katechizmie dla dzieci:
Jam jest Pan Bóg twój, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli.
1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.
2. Nie będziesz wzywał imienia Boga twego nadaremno.
3. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.
4. Czcij ojca swego i matkę swoją.
5. Nie zabijaj.
6. Nie cudzołóż.
7. Nie kradnij.
8. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.
9. Nie pożądaj żony bliźniego swego.
10. Ani żadnej rzeczy, która jego (bliźniego) jest.
Lecz na przykład dekalog w Księdze Mormona wygląda całkiem inaczej, (Księga Mosjasza 13, przykazania od 12 do 24)

12) Pamiętacie, że powiedziałem wam przykazanie: Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach poniżej ziemi.
13) Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, bowiem ja, Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który za występek ojców karze potomków do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy Mnie nienawidzą.
14) Okazuję zaś łaskę tysiącom potomków tych, którzy mnie miłują i przestrzegają Moich przykazań.
15) Nie będziesz wzywał imienia Pana Boga twego na próżno, bowiem Pan nie pozostawi bez kary tego, który na próżno wzywa Jego imienia.
16) Pamiętaj, abyś święcił dzień szabatu.
17) Sześć dni będziesz pracować i wykonywać wszystkie twe zajęcia,
18) dzień zaś siódmy jest szabatem ku czci Pana, twego Boga. Nie będziesz w dniu tym wykonywał żadnej pracy ani ty, ani syn twój, ani twoja córka, ani twój sługa, ani twoja służebnica, ani twoje bydło, ani obcy, który przebywa w obrębie twoich bram.
19) Pan bowiem uczynił w sześciu dniach niebo i ziemię, morze i wszystko, co w nich jest. I Pan pobłogosławił dzień szabatu i uczynił go świętym.
20) Czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi, którą Pan, twój Bóg, ci daje.
21) Nie będziesz zabijał.
22) Nie będziesz cudzołożył. Nie będziesz kradł.
23) Nie będziesz fałszywie świadczył przeciw bliźniemu twemu.
24) Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego, nie będziesz pożądał żony bliźniego twego ani jego sługi, ani jego służebnicy, ani wołu, ani osła, ani żadnej rzeczy, która należy do twego bliźniego.
Owa różnica moim zdaniem, tak jak w przypadku innych kultów, sekt czy religii, wynika już z samego objawienia, które w tym przypadku na przykład otrzymali Mormoni (Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich) za pośrednictwem Josepha Smitha - całkiem pospolitego młodzieńca, który miał doznać objawienia i przetłumaczyć tak zwaną „Księgę Mormona” wydaną drukiem w 1830 roku jako podstawy do założenia, zdaniem Mormonów, jedynego słusznego kościoła Chrześcijańskiego.
Nieoficjalna nazwa tego kościoła pochodzi od anioła noszącego imię Moroni. Według przekazu był on zamieszkującym niegdyś kontynent Amerykański prorokiem-kronikarzem. I właśnie dlatego, że objawienie pochodzi od tego anioła, który nie występuje w piśmie świętym, według co niektórych przeczy ewangelii i dlatego według wyznawców innych niż Mormońska religia jest ono fałszywe.
Podobnie jak w przypadku niewyróżniającego się przed objawieniem Josepha Smitha, który w polskim odpowiedniku byłby kimś tożsamym z Janem Kowalskim, w większości objawień czy stygmatów doznają ich właśnie ludzie prości, pospolici lub dzieci ( Franciszek z Asyżu, Ojciec Pio, Dzieci i pastuszkowie z objawień Lourdes, Fatima, Medjugorie, Carabandal itp. Itd. ) . Ellen White też była tylko żoną pastora i zapewne tak jak większość też i ta prorokini Adwentystów Dnia Siódmego w żaden sposób nie sprawdziła, czy anioł, który przyszedł do niej, był aniołem posłanym przez Boga. Ona sama nie wiedziała, czy jej widzenia pochodzą od Boga, czy od szatana! A mimo to jej objawienia są przez wyznawców tego kościoła uważane za pomocnicze w stosunku do Pisma Świętego, a często nawet są stawiane ponad Biblię. Choć i w Piśmie Świętym nie jest podany nawet jeden przykład proroka, który nie wie, czy jego objawienia pochodzą od Boga. Żaden z proroków biblijnych też nie powiedział, że jeśli w jego proroctwie coś się czytelnikowi nie spodoba, coś będzie niezgodne z wypowiedziami wcześniejszych proroków, to może tego nie przyjmować, gdyż praktycznie wszyscy którym zdarza się dokonać jakiegokolwiek widzenia są tak bardzo przekonani o prawdziwości przekazywanych w nim treści.
W księdze Izajasza Bóg zawarł obietnicę, że w jednym dniu odetnie Izraelowi ogon - tym ogonem jest prorok nauczający kłamstwa (Izaj. 9:14). Zgodnie ze słowami apostoła Pawła, ta negatywna w wierzeniach chrześcijan postać , przybiera postać anioła światłości. Nie można zaprzeczać, że dzieła wielu proroków i „świętych” wywierają dobry wpływ na gros czytelników niezależnie czy głoszą one odstępstwa od tekstów Biblii czy też idą im w sukurs (V Mojż. 13:1-18). Tak jak, czy głoszeniem kłamstwa można nazwać odejście od świąt pogańskich, które w późniejszym czasie zostały przerobione na święta chrześcijańskie i czy słuszne jest karanie śmiercią ludzi innych wyznań lub do nich przystępujących?
Czemu Bóg jako najwyższa moc, dobroć i mądrość pozwala i karze ludzi za kontakty z tak zwanym „diabłem”, jeśli podobno również daje im prawo wyboru. I w dalszym ciągu przytoczę cytat jak w wizji E. White postrzegała ona diabła „Pokazano mi szatana [...] takim, jakim jest obecnie. [...] Czoło odchyliło się, oczy zapadły. [...] Chytry miał wyraz oczu i bardzo przenikliwy. Był wysokiego wzrostu z obwisłym na twarzy i rękach ciałem” . Obraz ten wiele się nie różni od średniowiecznych wyobrażeń szatana, ale czy prorok Adwentystów Dnia Siódmego mogła mieć wgląd w takie opisy diabła, czy w większości wizji są one też w jakichś sposób uniwersalne niezależnie przez kogo kiedy były postrzegane?
W kazaniach średniowiecznych najczęściej występującą postacią jest diabeł. Jego fizyczna postać często była bliżej nieokreślona, jednak w części exemplów czyli rodzaju opowieści, do której zaczerpnięto wątków z życia, występuje on w konkretnej formie, np. jako zwierzę lub człowiek.
Jedną z częstszych postaci jakie przybiera diabeł jest właśnie Murzyn. W opowieściach, w których diabeł pojawia się jako Murzyn, ściślej zaś mówiąc jako „Etiop”, można znaleźć niemal w każdym zbiorze exemplowych kazań, już nawet tych powstałych w XIII wieku.
Może, jak podkreślają to co niektórzy badacze, istotę diabła należy rozumieć w kontekście symboliki kolorów, gdyż znaczenie przypisywane barwom istniało zawsze zarówno w historii, antropologii, jak i oczywiście religii. Niemalże wszystkie systemy filozoficzno –religijne bazują na symbolice dualizmu. Tak więc swoisty antagonizm między bielą i czernią jako czymś dobrym i złym musiał przy postrzeganiu diabła obarczyć go atrybutami ciemności jako symbol zła, strachu, nienawiści, śmierci i grzechu. Przeciwstawność czerni i bieli należy więc przypisać antropologii lub psychiki ludzkiego postrzegania rzeczywistości. Dlatego też schemat ten przejęły niemal wszystkie religie , gdyż w jakimś stopniu oparte są one na dualizmie dobra i zła, nie wykluczając z tego schematu chrześcijaństwa czy innych czołowych religii świata.
Dla zaprezentowania, że diabeł nie jest tylko wymysłem Biblii podam nieco imion szatańskich postaci, demonów, magów i mściwych bogów z wielu światowych kultur i religii:
Abaddon - (hebrajskie) niszczyciel
Adramelech - diabeł samaryjski
Ahpuch - diabeł Majów
Amen - egipski bóg życia i płodności, z głową barana (głowa barania stała się atrybutem diabła, jednak chodzi tu o rywalizacje o władze w erze Barana, którą otrzymał Amen-Sumeryjski Marduk) Anat-bogini kananejska siostra i kochanka Baala bogini miłości i wojny posiadała zdolność wprowadzania się w szał bojowy, podczas którego w bitwach ścinała głowy "jak kłosy" i cała zbryzgana krwią zawieszała sobie odrąbane ręce pozabijanych wrogów wokół pasa a ich głowy na swoich plecach. Z owego szału zabijania niełatwo było się jej potem wyprowadzić. ( Inana, Isztar)
Anioł Edomu- patrz Szatan
Apollyon - grecki synonim Szatana, złośliwy chochlik
Aryman - diabeł mazdejski
Asmodeusz - hebrajski diabeł rozkoszy cielesnych i przepychu, pierwotnie "istota osądzająca"
Astaroth - fenicka bogini pożądania, odpowiednik babilońskiej Isztar
Azazel - (hebrajskie jeden z upadłych aniołów) uczył ludzi wyrabiania broni i kosmetyków
Baalberith - kanaański bóg porozumienia, z którego później uczyniono diabła
Bafomet - czczony przez templariuszy jako symbol Szatana (prawdopodobne oszustwo stolicy apostolskiej i króla Francji Filipa IV podczas procesu templariuszy ) Na podstawie odszyfrowania słowa "Baphomet" przy użyciu prostego monoalfabetycznego szyfru podstawieniowego pochodzenia hebrajskiego z około roku 500 p.n.e. Dr Hugh J. Schonfield uzyskał ze słowa "Baphomet" בפומת; słowo "Sophia" שופיא, oznaczające grecką boginię mądrości (jeden z głównych symboli „Loży masońskiej” oraz „Illuminati”, co może sugerować ,o zejściu Templariuszy „do podziemia”).
Ball-bóg utożsamiany z kultem ery Byka ok. 4392-2232 p.n.e.
Balaam - hebrajski demon skąpstwa i chciwości
Bast - egipska bogini rozkoszy przedstawiana pod postacią kota
Belzebub - (hebrajskie) Władca Much, określenie zapożyczone z symboliki skarabeusza
Behemot - hebrajska personifikacja Szatana przedstawiana pod postacią słonia
Beherit - syryjskie imię Szatana
Bhima - straszliwy, groźne imię bogów Rudry i Śiwy; także jeden z pięciu braci Pandawów
Bil - celtycki bóg Piekła
Boruta- diabeł Boruta, zwany też błotnikiem , diabeł zamieszkujący podziemia zamku w Łęczycy.
Chemosh - bóg ludu Moabitów, następnie diabeł
Cimeries - jeździ na czarnym koniu i włada Afryką
Coatlicue –aztecka ( "ta, w sukni z wężów") – bogini ziemi, życia i śmierci. Wyobrażana jako kobieta w spódniczce z węży i naszyjniku z ludzkich dłoni i głów, o stopach zakończonych pazurami jaguara.
Coyote - demon Indian amerykańskich
Czort - rosyjskie imię Szatana, "czarny bóg"
Dagon - mściwy demon filistyński, Dagan razem z Nergalem i Miszaru (dobro i zło) pełnią rolę sędziów umarłych w świecie podziemnym.
Damballa - bóg - wąż czczony wśród wyznawców voodoo
Demogorgon - greckie imię diabła, które, według wierzenia, nie może być znane śmiertelnikom.
Diabolos - (greckie) "spływający w dół"
Dracula - rumuńskie imię diabła
Emma-O - japoński władca Piekła
Ereszkigal- sumeryjska królowa świata podziemnego (siostra Inany Isztar)(akadyjska Allatu) Wywoływała obawy i uczucie lęku nie tylko u ludzi, ale i u bogów.
Eurynomos - grecki książę śmierci
Fenrir - syn Lokiego, przedstawiany pod postacią wilka
Gadriel- patrz Szatan
Garm- nordycki dwugłowy pies strzegący piekła
Gorge - skrót od Demorgorgon, greckiego imienia diabła
Haborym - hebrajski synonim Szatana
Hekate - grecka bogini świata podziemnego i czarów Hel (Hella,Hlle )- nordycka bezlitosna władczyni krainy śmierci
Isztar - babilońska bogini płodności Anat u kananejczyków
Jahwe- hebrajski bóg zazdrosny
Kali - (sanskryckie) córka Sziwy, wysoka kapłanka thugów
Lilith - hebrajska kobieta - demon, pierwsza żona Adama, która wprowadziła go w arkana magii
Loki - diabeł w mitologii germańsko nordyckiej, ojciec rodu potworów między innymi Hel
Lucyfer (Lucyper)-łać. Lux-światło ferre- nieść – niosący światło (wiedze)jak Prometeusz-upadły anioł wg. tradycji chrześcijańskiej najpiękniejszy z aniołów, który przeciwstawił się Bogu.
Mammon - aramejski bóg bogactwa i zysku
Mania - etruska bogini Piekła
Mantus - etruski bóg Piekła
Marduk - bóg miasta Babilon
Mastema - hebrajski synonim Szatana
Mefistofeles - (greckie) ten, który unika światła; patrz: Faust
Melek Taus - diabeł jezydów
Metztli - aztecka bogini nocy
Mictlan - aztecki bóg śmierci
Midgard - syn Lokiego, przedstawiany jako wąż
Milcolm - diabeł Ammonitów
Moloch - demon fenicki i kanaański
Mormo - (greckie) władca upiorów, partner Hekate Mot - w mitologii ugaryckiej bóg śmierci (po semicku mawt, mot "śmierć")Był to fenicki bóg wysuszonej letnim skwarem ziemi, a zatem niejako odpowiadał za suszę, bezpłodność i śmierć. Jest też panem świata podziemnego, zwanego "trupiarnia ziemi".
Naamah - hebrajska kobieta - demon uwodząca mężczyzn
Nergal – babilońsko-sumeryjski demon plag
Nidhogg- nordycki potwór pożerający drzewo świata Yggdrasilu
Nihasa - diabeł Indian amerykańskich
Nija - polski bóg podziemnego świata
Odyn (Wodan)-najwyższy z nordyckich bogów bóg wojny
O - Yama - japońskie imię Szatana
Pan - grecki bóg pożądania, następnie wrzucony pomiędzy diabły
Pluton - grecki bóg podziemnego świata
Prozerpina - grecka królowa podziemnego świata
Pwcca - walijskie imię Szatana
Rimmon - demon syryjski czczony w Damaszku
Rokita- zwany inaczej Rokietnikiem, był złą duszą zamieszkującą bagna
Sabazios - pochodzenia frygijskiego utożsamiany z Dionizosem, kult węża
Sachmet - egipska bogini zemsty
Saitan - henochiański równoznacznik Szatana
Satan-patrz Szatan
Samaël- patrz Szatan
Samiel- patrz Szatan
Sammael - (hebrajskie) "jad Boga"
Sammu - diabeł środkowo azjatycki
Satanael- patrz Szatan
Sedit - diabeł Indian amerykańskich
Setebas- demon patagoński opisany przez Pigafette
Set - diabeł egipski
Shaitan - arabskie imię Szatana
Smętek- diabeł Kaszubski
Supay - bogini świata podziemnego Inków
Siegel- patrz Szatan
Siwa - (sanskryckie) niszczyciel
Szatan- Jeden z upadłych aniołów, Szatana niekiedy utożsamia się z Lucyferem. Inne jego imiona to: Mastema, Gadriel, Satanael, Samaël, Samiel, Siegel, Satan, anioł Edomu
Tamuz - sumeryjski bóg, któremu później przypisano diabelstwo
T'an-mo - chiński odpowiednik diabła, symbolizujący żądzę i zawiść
Tezcatlipoca - aztecki bóg Piekła
Thor(Donar)- nordycki bóg burzy i piorunów
Thot - egipski bóg magii
Tunrida - skandynawska kobieta – diabeł
Trzygłów (Triglav)- słowiański bóg Pan nieba, ziemi i piekła
Tyfon - grecka personifikacja Szatana
Tyr (Ziu)- nordycki bóg wojny
Ull- nordycki bóg zimy, mąż Hel

Dekalog http://pl.wikipedia.org/wiki/Dekalog


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Tadeo dnia Sob 7:31, 22 Sty 2011, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tadeo
Administrator



Dołączył: 02 Lis 2010
Posty: 435
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 17:01, 26 Sty 2011    Temat postu:

20
TU POTRZEBNA JEST MĄDROŚĆ. KTO MA ROZUM, NIECH OBLICZY LICZBĘ ZWIERZĘCIA; JEST TO BOWIEM LICZBA CZŁOWIEKA. A LICZBA JEGO JEST SZEŚĆSET SZEŚĆDZIESIĄT SZEŚĆ.
Na czoło zaprezentowanej w 19-stej części, wbrew pozorom bardzo skromnej listy diabłów, ktoś wychowany w tradycji judo-chrześcijańskiej mógłby obok opisanego wyżej Lucyfera, na pierwsze miejsce jako władcę piekła wysunąć przykładowo Belzebuba.
Czy jednak przy bliższym zapoznaniu się z nim okaże on się na tyle diabelski, jak by to się mogło komukolwiek wydawać, czy może okaże się coś całkiem innego, czasem może nawet niespodziewanego, ot na przykład to, że wszyscy od dawna jesteśmy oszukiwani i to nie tylko w odniesieniu do tej kontrowersyjnej postaci.
Przyjrzyjmy się więc nieco tej ciekawej osobie czy istocie. „Belzebub, (hebr. בעל זבוב Ba‘al Zebûb, Ba‘al Zəbûb Ba‘al Zəvûv - dosł.: pan much i komarów, popularnie: władca much) to hebrajskie imię demona. Bywał także nazywany „karmazynowym królem.” To mówi o tej tajemniczej postaci encyklopedia, ale czy znów jest to zgodne z prawdą, a nawet czy utożsamianie Belzebuba z demonem i władcą ciemności jest słuszne, poprawne i sprawiedliwe?
W Drugiej Księdze Królewskiej 1, 2. 3. 6. 16 znajdują się wzmianki o Baal Zebulu, którego nazwa jest jednym z tytułów, jakim obdarzano fenickiego boga Baala syna Dagona. Dagon lub Dagan (hebr. דגון) miał być z kolei głównym bogiem czczonym przez północno-zachodnie ludy semickie.
Prawdopodobnie opiekował się on rolnictwem i zbożem. Był szeroko czczonym na całym Bliskim Wschodzie z Mezopotamią włącznie (czcili go m.in. Fenicjanie, Amoryci). Pierwotne znaczenie imienia Dagan nie jest znane, ale dagan jest słowem powszechnie używanym w języku hebrajskim i ugaryckim dla określenia ziarna.
Według jednego z przekazów bóg Dagan miał na przykład być wynalazcą pługa, co w pewien symboliczny sposób wiąże się z przejściem do osiadłego trybu życia i początków agrokultury około 10 800 lat temu. Kult boga Dagana znany był w Sumeryjskim mieście Mari od co najmniej 2500 roku p.n.e., w Ebli - od około 2300 roku p.n.e., a w Ugarit - ponad tysiąc lat później. Sargon z Agade i jego wnuk Naram-Suen przypisywali wiele swych podbojów potędze boga Dagana.
W jakimś historycznym momencie dziejów Dagan został głównym bogiem Filistynów, którzy prawdopodobnie uznawali go za swego głównego boga i władcę mórz.
W Ugarit, na wybrzeżu Morza Śródziemnego, uważano Dagana za ojca boga Baala (Hadada) i za drugiego w hierarchii, po Elu - bogu najwyższym.( Enlil — bóg powietrza, żoną Enlila była Ninlil, zwana Dziewicą).
Znany archeolog i religioznawca francuski, Salomon Reinac tak pisał w „Historii powszechnej religii”: „Elohim jest liczbą mnogą od pojedynczej formy „eloah”, co oznacza (ten kogo się obawiają), czyli Elohim po prostu znaczy bogowie”. Jednakże w mitach ugaryckich Dagan już nie jest postacią pierwszoplanową. Jego rolę boga wegetacji ok. 1500 roku p.n.e. w dużej mierze przejął syn Dagana Baal. Stosunkowo wcześnie Dagan został włączony do panteonu sumeryjskiego, ale jedynie jako bóstwo niższej rangi, usługujące w orszaku boga Enlila, najwyższego po Anu w panteonie bogów i władców Sumeru. Małżonką Dagana była bogini Szala, według innego przekazu Iszhara. Znaczenie tego imienia można tłumaczyć jako „bogini przysięgi ”, ale najciekawsze jest chyba to, iż również utożsamiano ją z boginią Astarte albo Asztarte (gr. Αστάρτη) - imię fenickiej i kananejskiej bogini miłości, płodności i wojny, tożsamej z babilońsko-asyryjską boginią Isztar i sumeryjską Inanną (Panią Niebios).
Grecy utożsamiali Astarte z Afrodytą. Astarte, pod imieniem ‘Athtart (‘ṯtrt) pojawia w tekstach z Ugarit, gdzie razem z boginią Anat wspiera Baala w walce z jego wrogami. Astarte czczono także w Egipcie, gdzie jej kult wprowadzili Hyksosi. Jest to bardzo istotne do mych dalszych rozważań, lecz teraz wspomnę o siostrze Baala, która w cechach swego zachowania również zdaje się być tożsama z sumeryjską Inaną. Anat (gr. Αναθ,) - Kananejska bogini, siostra i równocześnie ukochana Baala, pomimo to często tytułowana dziewicą. W jednym z aspektów swej osobowości jawi się jako zmysłowa bogini miłości i płodności, w innym - jako budząca grozę wojowniczka.
Według tekstów z Ugarit posiadała zdolność wprowadzania się w szał bojowy, podczas którego w bitwach ścinała głowy "jak kłosy" i cała zbryzgana krwią zawieszała sobie odrąbane ręce pozabijanych wrogów wokół pasa, a ich głowy na swoich plecach. Z owego szału zabijania podobno niełatwo było się jej potem wyprowadzić (podobieństwo z Indyjską Kali i Coatlicue –aztecką boginią ziemi, życia i śmierci). W historii Baala pomoc Anat odegrała znaczną rolę w zakończonych sukcesem staraniach Baala, syna Dagona o uzyskanie dominującej pozycji pośród bogów (panowanie podczas kadencji w czasie trwania ery Byka). Dzięki jej perswazjom, a nawet groźbom, najwyższy bóg El zdecydował się przekazać władzę Baalowi, pomijając przy tym własne dzieci. Kiedy Baal poniósł śmierć z ręki swego wroga - boga Mot, Anat okrutnie rozprawiła się z jego zabójcą, a następnie doprowadziła do powstania z martwych swojego ukochanego. To samo jest treścią mitów dotyczących Inany- Isztar, która mści śmierć swego kochanka Dumuziego, po czym usiłuje wskrzesić go z martwych.
Władzę królewską nad światem Baal miał otrzymać z rąk samego najwyższego boga El (sumeryjski Elnil). Stary bóg zgodził się na to nie bez oporów, ponieważ posiadał własne potomstwo. W staraniach o zezwolenie na budowę pałacu niezbędnego do potwierdzenia królewskiego statusu, znaczną rolę odegrała ukochana siostra Baala – Anat. Anat prawdopodobnie jawi się jako córka Inany- Isztar, gdyż mimo, że nigdzie nie ma żadnej wzmianki o potomstwie Inany, jest to moim zdaniem najlogiczniejsze wytłumaczenie podobieństwa cech osobowościowych i zdarzeń związanych z obiema tymi boginiami, które to z biegiem czasu zapewne zostały zniekształcone i pomieszane. W sztuce zwykle przedstawiano ją nagą, z symbolami płodności - kwiatami lilii lub wężami w rękach, często jadącą na koniu. Jej zwierzęciem jest jednak lew, tak jak u hindusów zwierzęciem Kali jest lew lub bliższy tamtej kulturze tygrys W czasie obrzędów ku czci Anatm też jak dla Kali, nierzadko składano w ofierze małe dzieci. Kult Anat, podobnie jak kult bogini Astarte rozpowszechnił się także w Egipcie od czasów Nowego Państwa. Jako córka Re i wojowniczka posiadała świątynie w Tanis - rammesydzkiej stolicy we wschodniej Delcie Nilu.
Ale znów wracając do ojca Baala, Hammurabi z Babilonu mówi, że zdobył miasto Mari dzięki potędze „swego stwórcy", boga Dagana. Natomiast współczesny mu król asyryjski Szamszi-Adad I, „wyznawca Dagana", zbudował temu bogu świątynię w mieście Terka nad Eufratem, którą nazwał E-kisiga: „Dom Ofiar Grobowych". Również w mieście Aszdod stała jego świątynia. W poemacie asyryjskim bóg Dagan razem z Nergalem i Miszaru (dobro i zło) pełnią rolę sędziów umarłych w świecie podziemnym. Według wierzeń babilońskich Dagan trzymał przy sobie w świecie podziemnym w wiecznej niewoli siedmioro dzieci boga Enmeszarry (Siódemka bogów). Jest to nawiązanie np. do rodziny greckiego Zeusa, gdzie podobnie jak w rzymskim czy słowiańskim panteonie, tak jak i we wszystkich religiach kultur indoeuropejskich, zawsze występuje ten sam schemat. Tę kwestię pragnę omówić w innym miejscu, tutaj jedynie wspominając siódemkę głównych bóstw słowiańskich: Trzygłów (Triglav) - Pan nieba, ziemi i piekła. Który miał siedmioro dzieci: Wołosa, Swaroga, Chorsa, Strzyboga, Ładę, Peruna i Mokoszę.
W tradycji chrześcijańskiej jednak Dagon, tak jak jego syn Baal, uznawany jest za demona zła ( opozycja do wyznawanego bóstwa ). W Biblii Dagon pojawia się w 1. Sam 5, 1-7; Sdz 16, 23ff. Tak więc jak widać ojciec Baala wydaje się być nawet bardziej powszechny i rzeczywisty niż „boski”. Imię Baal należałoby raczej uważać za tytulaturę, gdyż oznacza ono dosłownie „Pan". Właściwe imię ugaryckiego boga burzy zapisywano ? ? (hd) i wymawiano prawdopodobnie jako: Haddu, co odpowiada aramejskiemu Hadad oraz akadyjskiemu Adad.
W sztuce wyobrażano Baala jako wojownika w szpiczastym hełmie ozdobionym rogami jako synonim boskości, które to rogi bardziej z wyrachowania niż z niewiedzy w późniejszych czasach stały się symbolem diabła. Baal w swych wczesnych przedstawieniach w jednej ręce dzierży maczugę, w drugiej błyskawicę; są to najwyższe atrybuty boskości, tak jak na przykład berło u królów średniowiecza, z tą różnicą, że błyskawica świadczyła o najwyższej pozycji Boga Ziemi jako całej planety .Zwierzęciem symbolizującym potęgę Baala jest byk, przy czym niektóre teksty ukazują go w tej postaci, zapładniającego stada jałówek, co miało ilustrować jego niespożytą seksualną siłę. Jednak i też tutaj dotyczy to bardziej ery (w tym przypadku Byka), gdzie choć mógł wówczas panować jeden boski władca lecz z reguły różni władcy przyjmowali atrybuty ery, w której rządzili.
W tym miejscu zaznaczę, że w myśl tej zasady błędnym jest na przykład stawianie na wielkanocnym stole cukrowego baranka czyli zaprzeszłej ery Barana w erze Ryb, tak jak błędne było tworzenie przez Izraelitów jako Jahwe Złotego cielca ery Byka, kiedy już należało jako święte symboliczne zwierze nowej ery czcić Jahwe Barana. I tak jak w tym incydencie, gdzie według biblijnego mitu Mojżesz miał ukarać nieświadomych wiarołomców, tak też bardziej broniąc niezrozumiałej do końca tradycji ludzie popadają w bezsensowne wojny i konflikty. Tego przykładem było to, że kiedy Seleucydzi lub też Seleukidzi – dynastia hellenistyczna wywodząca się od jednego z dowódców Aleksandra Wielkiego, Seleukosa, który w wyniku wojen diadochów został władcą (w 312 p.n.e.) wielonarodowego, ogromnego imperium rozciągającego się od Azji Mniejszej na zachodzie do granic Indii na wschodzie popierali kult Baala w Syrii, oddając mu szczególną cześć. Przymuszanie Żydów do jego kultu stawało się powodem powstań żydowskich. Wielokrotnie w Biblii potępia się kult Baala, jeszcze przed czasami machabejskimi. Księga machabejska opowiada o powstaniu machabejskim w Palestynie w okresie hellenistycznym za panowania Antiocha IV Epifanesa. Powstanie to wynikło nie tyle z przyczyn politycznych, co religijnych: Epifanes zabronił bowiem Żydom wyznawać ich religię i prześladował tych, którzy według jej zasad żyli.
W myśl zmieniających się trendów i tradycji Baalowi przypisywano też różne epitety i tak jak stosowało się to w starożytności określały jego funkcje, np. Baal-Hadad oznaczało boga burzy, deszczu i urodzaju. Baal-Alijan był bogiem źródeł i pory deszczowej. Baal-Melkart, opiekun Tyru, był bogiem żeglarzy i kolonistów, Baal-Szamin to bóg nieba, Baal-Szemasz to bóg słońca. Baal Zebul w StaT był to kananejski bóg przyrody i płodności, a zarazem bóstwo opiekuńcze filistyńskiego miasta Ekron (Akkron, Akkaron). Do tego właśnie boga zwrócił sie z prośbą o pomoc żydowski król Ochozjasz, dokonując według Żydów aktu bałwochwalstwa, za co według legendy poniósł śmierć.. Prawdopodobnie imię Belzebub pochodzi od jednego z imion boga Baala: Baal-Zebul z semickiego. „ pan podziemia”,gdzie najprawdopodobniej nie chodzi o piekło lecz o kopalnie ( lub pan podziemnych wód). Istnieje teoria, iż bóstwo to było konkurencyjnym (jeśli chodzi o liczbę wyznawców) wobec boga Jahwe, dlatego też starano się zdyskredytować Baal-Zebula (pana podziemi), mianując go Baal-Zevuvem (panem much).Ten sprytny wybieg miał zapewnić Izraelitom przewagę nad innymi ludami. Belzebub uważany jest w okultyzmie oraz w demonologii chrześcijańskiej za strażnika bram piekielnych. Utożsamiany również z Szatanem – pierwszym upadłym aniołem. Według rang piekielnych ma być "przybocznym generałem piekła". Przedstawiany jako demon (w tej postaci posiada wiele wizerunków). Prześmiewcze teksty rabinackie objaśniały to imię po swojemu jako "pan kupy gnoju" od hebrajskiego rdzenia zabal (gnój). Oczywiście pierwotnie imię miało inne znaczenie. L. Gaston i T. K. Cheyne tłumaczą imię Baal Zebul jako „Pan wysokiego domu". F. C Fensham interpretuje słowo zebul jako synonim ognia, inni widzą analogię z ugaryckim zbln, oznaczającym chorobę. W. F. Albright zaproponował hipotezę, że punktem wyjścia powinien być rdzeń zbl, który w języku akadyjskim i arabskim oznacza „księcia", „tego, który jest wywyższony".
Byłby to więc rodzaj tytułu książęcego, a Bal Zebul można wtedy przetłumaczyć po prostu jako „Jego wysokość Baal”. W Nowym Testamencie już Belzebub niewątpliwie posiada znaczenie demoniczne. Jak widać dawne bóstwo kananejskie zostało zdegradowane do rangi złego ducha. Na kartach Starego Testamentu Baal jawi się jako bóstwo pogańskie konkurujące z Jahwe. Kult Baala był zwalczany jako zagrożenie dla monoteizmu. Lecz jeśli przyjrzymy się to zobaczymy, że podobnie jak Allach był początkowo jednym z bóstw przedmuzułmańskich, którego z czasem odseparowano od jego boskich towarzyszy, tak i Jahwe był początkowo zwykłym „bożkiem pogańskim", jednym z wielu, bóstwem pogody, płodności, czasem przedstawianym z błyskawicą i włócznią. Symbolika związana z Jahwe była wówczas związana z przeżytkami kultu byka, w bezpośredniej bliskości okresu ery Byka Jahwe nawet przedstawiany był pod postacią byka, cielca. Archeologia, w sposób bardzo przekonujący dowodzi, iż Jahwe miał pierwotnie "boską rodzinę". Jak podaje prof. Witold Tyloch, w panteonie ugaryckim bóg, „który nie miał żony jak inni bogowie", był postacią drugorzędną, zaś Judejczycy na wyspie Elefantyn, jak dowodzą tego odkryte tam papirusy, uczynili boginię Anat towarzyszką Jahwe. Podobna zależność tyczy się Jezusa jako rabbiego, który po prostu jako nie żonaty nie znalazłby posłuchu w realności świata w którym żył.
Lecz wróćmy od „syna znów do ojca ”, gdzie w panteonie jemu bliskich bogów występuje także bogini Aszera (Oszrat). Aszera (ugaryckie: 'ṯrt, hebrajskie .:אֲשֵׁרָה, inne formy: Athirat, Aszirat, Elat); w mitologii ugaryckiej, była ona boginią wybrzeża morskiego, tak jak Inana – Isztar utożsamiana z planetą Wenus, z jej aspektem jako Gwiazdy Porannej, matka bogów, początkowo żona najwyższego boga Ela, później żona Baala oraz Jahwe. Przeszła także do mitologii hebrajskiej. W Biblii jest wymieniana 49 razy, przy czym nazwa odnosiła się zarówno do bogini, jak i do steli świątynnej, słupu kultowego. Salomon kazał zbudować ołtarz Aszery, a jedna z jego żon była wyznawczynią jej kultu. Księga Jeremiasza opisując kult Królowej Nieba także prawdopodobnie odnosi się do Aszery. Pojawia się w licznych źródłach (nie tylko semickich). W akadyjskich jako Aszratum/Aszratu, hetyckich jako Aszerdu(s), Aszertu(s), Aserdu(s) lub Asertu(s) . Aszera jest powszechnie identyfikowana z ugarycką boginią Athirat(‘Aṯirat) W Biblii, jej poświęcone są tzw. aszery, czyli kultowe pale, słupy i pnie drewniane.
Tłumacze katoliccy zaznaczają, iż czczona była ona wraz z Baalem. Jest to nieco błędne jeśli nie oszukańcze stwierdzenie. Jak wcześniej wykazałem Baal występował w wielu lokalnych odmianach, a prof. Herbert Niehr, badacz Biblii z Tybingi, pisze, że właśnie Jahwe był początkowo po prostu lokalną odmianą Baala. Jak wspominałem termin baal znaczy tyle co „pan” i mógł być używany w odniesieniu do różnych bogów.
Co ciekawe, w tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia usuwając Jahwe, zastąpiono je określeniem „Pan”. Tak jak w oryginalnej wersji hebrajskiej Biblii jest ciekawy fragment z Księgi Izajasza 65, 16, w którym zostało użyte wyrażenie „Bóg Amen" –a począwszy od greckiej Septuaginty, tłumaczy się ten fragment najczęściej wyrażeniem „prawdziwy Bóg" lub "wierny Bóg".
Moim zdaniem ta formułka jako symbol znaczenia "niech tak będzie", "na pewno" czy "wierność", które to tak uparcie obecnie oficjalnie się tłumaczy, tę judaistyczno-chrześcijańską formułkę kończącą i zarazem potwierdzającą jakąś modlitwę lub hymn , wywodzi się od „boga” o tej samej nazwie „bóg Amen”.
Piszę nazwie, gdyż nie idzie tutaj o zwykłe imię, lecz bardziej o rangę lub statut kogoś, komu przypisywano tę nazwę; w tym przypadku idzie tutaj moim zdaniem o sumeryjskie bóstwo, znane również pod imieniem Marduk.
Ten wojowniczy osobnik nie tylko z cech swego mściwego, zazdrosnego i pysznego charakteru, jak ulał pasuje do zazdrosnego hebrajskiego bóstwa burzy Jahwe, ale również, tak jak wspominałem wyżej można odnaleźć wiele wspólnych zdarzeń, nazw i zwyczajów utożsamiających obu tych „bogów”.
Charakterystyczną cechą panowania Marduka jest regres kulturowy i skrajny patriarchat, kiedy przed jego rządami rozwijała się sztuka, medycyna i budownictwo, które znalazło swe odbicie w baśniach czy miłosnych odach.
Z chwilą zaistnienia historycznego Marduka jedynie opisywano ilości obciętych głów i splądrowanych miast, rolę kobiety degradując z pozycji partnera jedynie do handlowego towaru lub domowego sprzętu przydatnego jedynie do rodzenia nowych żołnierzy.
Dlatego też pierwotnie termin oznaczający głównodowodzącego Marduka czyli „AMEN”, na Bliskim Wschodzie oznaczał przede wszystkim potwierdzenie przysięgi żołnierskiej (Asyria) - odpowiednik dzisiejszego "tak jest", "rozkaz" lub "wykonam".
Jest to istotne w mych dalszych rozważaniach. Symbolem Baala był byk. O dziwo był on także symbolem Jahwe. W ugaryckich poematach stałym epitetem Baala jest „Jeżdżący na chmurach". To samo określenie pisma biblijne przyznają Jahwe: „ten, który jeździ na obłokach" (Ps 68, 5) . Imię Jahwe było zastrzeżone, nie mogło być pospolitowane, podobnie imię Baala (Hadu, Hadad), znane było tylko kapłanom i nie mogło być powszechnie używane. Imię Boga jako Jahwe jest najpopularniejszą formą jaka została użyta w Biblii. Znaczenie tego określenia Boga interpretowane bywało bardzo różnie: np. w Drugiej Księdze Mojżeszowej 3, 14 jest ono podane jako: „Jestem który jestem". Według Septuaginty: egō eimi ho ōn, gdzie słowo „Jahwe" pochodzi od czasownika hājāh – „być”, „znajdować się”; w innym fragmencie tej samej księgi 34, 14 Jahwe nazywa siebie Bogiem zazdrosnym: „Jahwe którego imię jest Zazdrosny, jest Bogiem zazdrosnym". Jeśli chodzi o architekturę sakralną również znaleźć można podobieństwa między Baalem i Jahwe. I tak na przykład w Ugarit odkryto szczątki świątyni Baala. Tak jak świątynia Salomona, składała się ona z przedsionka i świątyni właściwej, dużej sali, do której wstęp mieli jedynie kapłani boga. Najważniejszym jednak elementem było najświętsze miejsce „święte świętych", gdzie miał mieszkać bóg. Tam wstęp miał tylko arcykapłan w czasie najważniejszych religijnych uroczystości.
Jak się okazuje podobnie jak Jezus ma swego świętego ojca Jahwe, tak i Jahwe w tekstach z Ugarit też ma swego ojca, którym miałby być najwyższy bóg (kananejskiego panteonu), czyli El. Zastanawiające czy by się na mnie obraził któryś z bogów o symbolicznych atrybutach związanych podobnie jak się to ma do boga Izraelitów z baranem, jakbym na przykład nazwał go „barania głowa”. A takich bogów w różnych religiach jest co najmniej kilku. I tak pierwszym z nich musiał by być Atum (egip.Itm) – jeden z głównych i najstarszych bogów starożytnego Egiptu. Razem z Ra, Horachte i Chepri był bogiem słońca i stworzenia. Imię jego można przetłumaczyć jako „Znakomity Jeden”, lub „Ten jeden, który jeszcze nie istnieje”.
Atum Przedstawiany był jako człowiek, który miał na głowie Etfu, albo jako człowiek z głową barana,. Atum był głównym bóstwem Heliopolis, jego kult zyskał duże znaczenie już w Starym Państwie. Jego najbardziej istotną naturą było samo tworzenie i stworzenie pierwszych bogów. Imię Atuma może być przetłumaczone jako „Całość”. Był uosobieniem początku i doskonałości.
W Tekstach Trumiennych i innych religijnych tekstach jest nazywany „Władcą Całości”, więc jest bogiem uniwersalnym, był bogiem stworzenia, który wyłonił świat z chaosu „Ten, który stworzył sam z siebie”. Kolejnym bóstwem Egiptu związanym z baranem był Amon (egip. Imn – ukryty (?); również Amon-Ra/Re, Amoun, Amun, Amen; rzadziej Imen, Ammon, Hammon) - egipski bóg, sprawca niewidzialnego wiatru, urodzaju, płodności. Był uosobieniem niewidzialnych życiodajnych elementów natury: powietrza i wiatru. Powodował, że plony były obfite, zwierzęta się mnożyły, a kobiety rodziły dzieci. Wraz ze swoją małżonką Mut oraz synem Chonsu- bogiem-księżycem - stanowili w Karnaku tebańską triadę. Początkowo czczony na terenie rozciągającym się między miejscowościami Hermoupolis a Koptos.
Jego żeńskim odpowiednikiem była Amaunet. Natomiast jako Amon-Kematef wchodził w skład Ogdoady ,której kult trwał w Hermopolis Magna. Grecy identyfikowali go ze swoim władcą bogów - Zeusem. Kult Zeusa Amona najpierw rozpowszechnił się w Grecji, a stąd jako Jupiter Amon dotarł do Rzymu. Przedstawiany jako król w koronie (czapce) z dwoma wysokimi piórami (jako Amon-Ra), trzymając w ręku bicz, berło lub zakrzywiony miecz. Człowiek z głową barana, który był jego świętym zwierzęciem. Czasem o zakrzywionych rogach. Ten właśnie bóg jako Bóg Amen pojawia się w hebrajskiej wersji Pięcioksięgu Mojżesza w miejscu, gdzie powinna być mowa o bogu Izraela i tak jak skłócony z bogiem Motem Baal traci swą władzę za panowania Echnatona, syna Amenhotepa III. Kult Amona został zakazany, bowiem nowy władca ogłosił ATONA najwyższym bogiem. Jednak w 1333 roku przed Chrystusem, kolejny faraon przywrócił kult Amona, przybierając imię Tutanchamona „Żyjący Wizerunek Amona”. Przedtem, za życia jego ojca Echnatona (wcześniej Amenhotep IV) Tutenchamon miał na imię Tutanchaton. Kiedy Baalowi udaje się odzyskać władzę i wstępuje triumfalnie na tron tak jak Bóg Amen -„ukryty”, bogowie wznoszą na jego cześć okrzyk: „Naszym królem jest Alijan Baal, on jest naszym sędzią i ponad nim nie ma nikogo”. Nazywany jest też królem, sędzią i jest wywyższany ponad innych bogów. Podobne pochwały padają pod adresem Jahwe, np.: „Któż podobny tobie między bogami, Panie [Jahwe]? Któż jako ty wielmożny w świątobliwości, straszliwy w chwale, czyniący cuda?" (Wj 15: 11); „Teraz wyznaję, że Pan [Jahwe] jest większy niż wszyscy inni bogowie, gdyż w ten sposób ukarał tych co się z nim pysznili" (Wj 18: 11); „Bo właśnie tam mamy Pana potężnego (...) Albowiem Pan jest naszym sędzią, Pan jest naszym prawodawcą, Pan jest naszym królem" (Iż 33,21-22).W tej właśnie perspektywie Jahwe jawi się jako opiekun ludu izraelskiego, który otrzymał w wyniku podziału dokonanego przez El Elyon. Jest to więc treść sprzed utożsamienia Jahwe z bogiem El. Jahwe jest jedynie jednym z 70 (analogia do świętej liczby 72) „boskich synów", z których każdy otrzymał od Ela patronat nad jednym ludem . El tutaj jest jeszcze naczelnym bogiem w „boskim zgromadzeniu" zanim swego opiekuńczego boga Żydzi mianowali bogiem bogów, czy z czasem jedynym bogiem. Teraz starczyło jedynie wszem i wobec ogłosić, iż lud Izraela został jako jeden jedyny umiłowany i wybrany przez Stwórcę Wszechświata. Lecz nie wiem, czy należy taki splot wydarzeń zrzucić jedynie na karby przysłowiowej żydowskiej przedsiębiorczości ignorując fakt, że rodzeństwo Jahwe miało zaopiekować się innymi ludami. A miedzy innymi i tym, z którego też i my się wywodzimy, czy w przetrwaniu religii judeo-chrześcijańskiej do naszych czasów widzieć coś więcej niż tylko przedsiębiorczość i zbieg okoliczności.
Na pewno trudno jest zaprzeczyć związkowi kultu Baala z kultem Jahwe, lub nawet bliskiemu pokrewieństwu obu bóstw, o czym świadczą zarówno imiona własne Bóstw Izraelitów, w szczególności Baaljah (1 Krn 12, 6), pochodzące od połączenia wyrazów Baal i Jahwe, czy wspomniane trzony imion bogów, jak i czczących ich władców na podobieństwo egipskich faraonów i chociażby na przykładzie czcicieli boga słońca: Bóg Ra np. Ramzes oznacza zrodził go Ra.
Wierzono, że Re, Ra jako bóg słońca ma aż 72 odmienne postaci (znów podobieństwo do 70 dzieci głównego boga, które wzięły pod swą opiekę różne narody). Po przewrocie monoteistycznym, którego pierwszym inicjatorem był właśnie Echnaton (wcześniej Amenhotep IV - przed zmianą imienia na Echnaton), dokonał on radykalnej reformy religijnej, wprowadzając religię monoteistyczną, zwaną obecnie atonizmem - kult Atona jako jedynego boga, zwłaszcza w miejsce wyznawanego dotychczas Amona. Świątynie innych bóstw zostały pozamykane.
Po śmierci Echnatona zlikwidowano kult Atona i przywrócono kult Amona i innych bogów. Całkiem podobnie wzięto się za czyszczenie dawnych ksiąg, świątyń i inskrypcji. Korektę wiary bezpardonowo przeprowadzano z fanatyczną nienawiścią, wymazując i zwalczając wszystko, co było niewygodne dla każdej aktualnie istniejącej religii, tak jak Żydzi uporali się z kultem Baala na przykład ośmieszając lub dyskredytując nawet przez dokonywanie zmian imion (w 1 Krn 8, 34 syn Jonatana zwał się pierwotnie Meribbaal, ten sam człowiek w 2 Sam 4, 4 „nosi" już imię Mefiboset, przy czym boszet znaczy 'hańba').
Owe zmiany dokonywały się w jak najbardziej konkretnym celu , uplasowania pozycji bóstw w zmieniających się realiach otaczającego świata. Najczęściej chodziło o wymazywanie imion bóstw w już nieaktualnych erach, aby często to samo bóstwo w nowej erze nazywać już innym imieniem. Tworzyło to oczywiście swoiste paradoksy, kiedy to pewna nacja na przykład zwalczała w niewiedzy swojego boga, który u innych ludów z jakichś powodów jeszcze nie został przechrzczony innym imieniem. Typowym takim przykładem jest Jahwe jako złoty cielec pod górą Synaj.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Tadeo dnia Czw 7:43, 27 Sty 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tadeo
Administrator



Dołączył: 02 Lis 2010
Posty: 435
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 5:41, 31 Sty 2011    Temat postu:

21
JESTEŚ TYM, CO JESZ –JESTEŚ TYM W CO WIERZYSZ
Pierwsze wskazówki dietetyczne pojawiają się już na samym początku Biblii, gdzie nikt nikogo nie zjadał. Bóg przeznaczył do jedzenia dla nowostworzonych istot (ludzi i zwierząt) wyłącznie rośliny.
„I rzekł Bóg: Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem. A dla wszelkiego zwierzęcia polnego i dla wszelkiego ptactwa w powietrzu, i dla wszystkiego, co się porusza po ziemi i ma w sobie pierwiastek życia, będzie pokarmem wszelka trawa zielona. I stało się tak” (Rdz 1: 29-30).
Jednak jak miało okazać się, po Potopie, po którym Ziemia była wyniszczona, pozwolono człowiekowi przez jakiś czas jeść również i zabite zwierzęta:
„Wszystko, co się porusza i żyje, jest przeznaczone dla was na pokarm, tak jak rośliny zielone, daję wam wszystko” (Rdz 9: 3).
Jako, że jednak od tego momentu dieta ludzi przestała być tak zdrowa i wartościowa i jako, iż nie wszystko co da się zjeść jest na prawdę zdrowe i pożyteczne, Biblia za pośrednictwem ścisłych zaleceń w kilku miejscach wskazuje rodzaje pożywienia, którego należy unikać. Podstawowym zakazem została objęta krew.
„Nie wolno wam tylko jeść mięsa z krwią życia”. (Rdz 9:4)
Podobno najbardziej zjadliwe trucizny w historycznie odległych czasach były sporządzane w taki sposób, że wpuszczano wieprza do zagrody wraz ze specjalnie wyćwiczonymi psami, które jedynie miały za zadanie kąsać i gonić zestresowane zwierze aż do momentu, kiedy ono padło z wycieczenia i strachu. Wówczas spuszczano ze świniaka krew i robiono z niej najbardziej śmiertelne trucizny.
Podczas zabijania zwierząt, na skutek pojawienia się bardzo silnego stresu, organizm ich uwalnia do krwi zestaw hormonów zawierający między innymi duże ilości adrenaliny i także pewien toksyczny hormon zwany hormonem śmierci. Ilość tych hormonów jest tym większa, im bardziej niehumanitarnie jest zwierze zabijane.
Jednak mimo, że hormony te są toksyczne, to znaleźć można amatorów, którym to odpowiada i nawet potrafią się od nich uzależnić. Działanie tych hormonów na mózg powoduje bojowość, agresję.
W normalnych warunkach hormony są wytwarzane przez organizm, aby spełniać zadania niezbędne dla procesów przemiany materii. Ich rolą jest koordynowanie procesów chemicznych organizmu. Niektóre z nich w niektórych sytuacjach działają na mózg, powodując różne zachowania (ucieczkę, agresję).
Tak więc Bóg, czy raczej bogowie znali szkodliwe właściwości mięsnych pokarmów i aby z jednej strony ochronić ludzi przed samozatruciami ,z innej zaś, aby mieć z nich pociechę jako robotników i przede wszystkim żołnierzy ustalono bardzo szczegółowe zasady jakie zwierzęta mogą oni spożywać, a których jako tak zwanych nieczystych, nie.
„To jest prawo dotyczące zwierząt, ptaków i wszelkich istot żyjących, które poruszają się w wodzie, i wszelkich stworzeń pełzających po ziemi, abyście rozróżniali między tym, co nieczyste, a tym, co czyste, między zwierzętami jadalnymi a tymi, których jeść nie wolno.” (Kpł 11: -47)
„1. Następnie Pan powiedział do Mojżesza i Aarona: 2. "Tak mówcie do Izraelitów: Oto zwierzęta, które będziecie jeść spośród wszystkich zwierząt, które są na ziemi: 3. Będziecie jedli każde zwierzę czworonożne, które ma rozdzielone kopyta, to jest racice, i które przeżuwa.
4. Ale [następujących zwierząt], mających rozdzielone kopyto i przeżuwających nie będziecie jedli: wielbłąd, ponieważ przeżuwa, ale nie ma rozdzielonego kopyta — będzie dla was nieczysty;
5. świstak, ponieważ przeżuwa, ale nie ma rozdzielonego kopyta — będzie dla was nieczysty;
6. zając, ponieważ przeżuwa, ale nie ma rozdzielonego kopyta — będzie dla was nieczysty;
7. wieprz, ponieważ ma rozdzielone kopyto, ale nie przeżuwa — będzie dla was nieczysty.
8. Nie będziecie jedli ich mięsa ani dotykali ich padliny — są one dla was nieczyste.
Istoty wodne
9. Będziecie jedli następujące istoty wodne: wszystkie istoty wodne, w morzach i rzekach, które mają płetwy i łuski, będziecie jedli.
10. Ale każda istota wodna, która nie ma płetw ani łusek w morzach i rzekach spośród wszystkiego, co się roi w wodzie, i spośród wszystkich zwierząt wodnych, będzie dla was obrzydliwością.
11. Będą one dla was obrzydliwością, nie jedzcie ich mięsa i brzydźcie się ich padliną.
12. Wszystkie istoty wodne, które nie mają płetw ani łusek, będą dla was obrzydliwością.
Istoty skrzydlate
13. Spośród ptaków będziecie mieli w obrzydzeniu i nie będziecie ich jedli, bo są obrzydliwością, następujące: orzeł, sęp czarny, orzeł morski,
14. wszelkie gatunki kani i sokołów,
15. wszelkie gatunki kruków,
16. struś, sowa, mewa, wszelkie gatunki jastrzębi,
17. puszczyk, kormoran, ibis,
18. łabędź, pelikan, ścierwik,
19. bocian, wszelkie gatunki czapli, dudek i nietoperz.
20. Wszelkie latające czworonożne owady będą dla was obrzydliwością.
21. Ale będziecie jeść spośród czworonożnych latających owadów tylko te, których [tylne] kończyny wystają ponad nogami [przednimi], aby [mogły] skakać na nich po ziemi.
22. Następujące spośród nich możecie jeść: wszelkie gatunki szarańczy, wszelkie gatunki soleam, wszelkie gatunki chargol i wszelkie gatunki chagab.
23. Wszystkie inne gatunki latających owadów czworonożnych będą dla was obrzydliwością". (Kpł 11,1-23)
Jednak przy przepowiadanych przyszłych dziejach Ziemi i tak zwanego ponownego przyjścia Jezusa, zapowiadane jest również, że na odnowionej Ziemi jedynym pożywieniem dla wszystkich będą znowu rośliny i nikt nie będzie nikogo zjadał.
„Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę. Niemowlę igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii”. (Iz 11: 6-8)
Lecz również o tym, że jarska dieta jest zdrowsza mowa była już w czasach patriarchalnych, na co potwierdzeniem może na przykład być fragment z Księgi Daniela (Dn 1: 10-20)
„Nadzorca służby dworskiej powiedział do Daniela: Obawiam się, by mój pan, król, który przydzielił wam pożywienie i napoje, nie ujrzał, że wasze twarze są chudsze niż twarze młodzieńców w waszym wieku i byście nie narazili mojej głowy na niebezpieczeństwo u króla. Daniel zaś powiedział do strażnika, którego ustanowił nadzorca służby dworskiej nad Danielem, Chananiaszem, Miszaelem i Azariaszem: Poddaj sługi twoje dziesięciodniowej próbie: niech nam dają jarzyny do jedzenia i wodę do picia. Wtedy zobaczysz, jak my wyglądamy, a jak wyglądają młodzieńcy jedzący potrawy królewskie i postąpisz ze swoimi sługami według tego, co widziałeś. Przystał na to żądanie i poddał ich dziesięciodniowej próbie. A po upływie dziesięciu dni wygląd ich był lepszy i zdrowszy niż innych młodzieńców, którzy spożywali potrawy królewskie. Strażnik zabierał więc ich potrawy i wino do picia, a podawał im jarzyny. Dał zaś Bóg tym czterem młodzieńcom wiedzę i umiejętność wszelkiego pisma oraz mądrość. Daniel posiadał rozeznanie wszelkich widzeń i snów. Gdy minął okres ustalony przez króla, by ich przedstawić, nadzorca służby dworskiej wprowadził ich przed Nabuchodonozora. Król rozmawiał z nimi, i nie można było znaleźć pośród nich wszystkich nikogo równego Danielowi, Chananiaszowi, Miszaelowi i Azariaszowi. Zaczęli więc sprawować służbę przy królu. We wszystkich sprawach wymagających mądrości i roztropności, jakie przedkładał im król, okazywali się dziesięciokrotnie lepsi niż wszyscy wykładacze snów i wróżbici w całym jego królestwie.”

Rozumiem, że ciężko jest walczyć z długoletnimi przyzwyczajeniami, gdyż właśnie skłaniam się do przekonania, iż (przynajmniej bazując na sobie i swych spostrzeżeniach) nie ma czegoś takiego jak np. związek grup krwi z dietą, lub konieczności wzbogacania swej diety o pewne istniejące w mięsie substancje, minerały itp. Tak jak zauważam po przeanalizowaniu u siebie i bliskich (czy to rodziny, czy znajomych) jedzenie, tak jak alkohol, papierosy, narkotyki a nawet pewne zachowania ( osobiste rytuały) są to nawyki i uzależnienia.
Na przykład poprzez pewną ziołową terapię (między innymi wilka-kora), którą musiałem przeprowadzić na sobie ze względów zdrowotnych i w której trakcie nie spożywałem alkoholu przez 3 miesiące, całkowicie później pozbawiłem siebie ochoty na alkohol. Jest to o tyle dziwne, bo przedtem nie stroniłem od alkoholu i wielu smacznych, acz nie najzdrowszych rzeczy, które też po kolei odrzucałem na zasadzie eksperymentu, a teraz czasem testując czy rzeczywiście były one takie dobre, sam przed sobą muszę rzetelnie stwierdzić, że w wielu przypadkach nie są one niczym nadzwyczajnym.
Pragnę tutaj zaznaczyć, iż powodem zmiany mojego sposobu odżywiania nie aż tak bardzo była choroba czy jakaś pchająca do najwymyślniejszych diet chęć zdrowego życia, lecz raczej pewna analiza na ile i co można w sobie zmienić.
I tak jak mój wegetarianizm wynika z osobistych etycznych względów solidarności i szacunku dla życia zwierząt, gdzie nie sądzę, abym zmusił się do spożycia mięsa nawet w obliczu jakby miało to by mi móc uratować życie. Wszystkie następne zmiany mojej diety są analizą pewnych odczuć na narzucane sobie zmiany.
Najdziwniejsze jest to, że przynajmniej w moim przypadku, nie jest to na zasadzie masochistycznego cierpienia i wyrzeczeń podobnych do papierosowego czy narkotycznego głodu, których może nie powinienem oceniać, gdyż nigdy nie byłem od tych używek uzależniony. Lecz jeśli wiązałbym to z innymi używkami, w tym np. z alkoholem to myślę, że cała moc sprawcza, aby takie nałogi zwalczyć musi też tkwić w podświadomości i w prawdziwej świadomości swego jestestwa i miejsca we wszechświecie, motywacji, a nie masochistyczno- karmicznych możliwych do zmiany lub wyrugowania uzależnieniach.
Reasumując, moim zdaniem tak jedzenie i nie jedzenie jest bardziej filozofią niż funkcją życiową, gdzie bywa ono(jedzenie) antidotum na stres, samotność, nudę i jest rekompensatą za pewne wyrzeczenia i niedostatki.
Jedzenie jest również trudnym do zmiany schematem funkcjonowania licznej tradycyjnej i tradycjonalistycznej rodziny, przed którym to schematem szans ratunku należy upatrywać w świadomości i pasjach, gdyż kiedy się tworzy, wówczas z reguły nie ma się czasu na jedzenie. Jak się do tego je coś wartościowego i prostego (w domyśle warzywa i owoce) zarazem nie spędza się wiele czasu na misteria przygotowywania potraw, mniej się śpi i wydaje pieniędzy, przez co zyskuje się czas na swoje pasje.
Jest to moja definicja „koła fortuny”, która jako filozofia życia jak na razie dla mnie działa coraz skuteczniej.

Nie piszę tego jedynie z powodu, że ja jestem wegetarianinem i pragnę kogoś zmusić do takiego sposobu się odżywiania. Tak długo jak pamiętam nigdy nie byłem rozumiany w tym względzie. Wiem, że jeśli moja decyzja byłaby motywowana dietą czy zdrowym sposobem odżywiania się to może to moje postanowienie byłoby bardziej akceptowane przez co niektórych , jednak mój wegetarianizm ma podłoże etyczne, po prostu nie chcę nawet pośrednio zadawać jakiegokolwiek bólu czemukolwiek.
Tak więc wielokrotnie przy najróżniejszych okazjach słyszałem wypowiedzi i opinie typu, że: przecież Bóg dał nam zwierzęta do dowolnego nimi dysponowania, lub w najlepszym przypadku, że kurze czy rybie tkanki to przecież nie mięso, bo przecież Jezus też był wegetarianinem, a jednak ryby jadał.
Ostatnio nawet na jakimś spotkaniu pewna kobieta oznajmiła mi, że nie znosi przemocy i polowań ( jej mąż był myśliwym ), a za chwilę zaczęła opowiadać z dumą jak to będąc z jakąś sobie znajomą grupą łowiła ryby. Trudno jest takim ludziom wytłumaczyć, że akceptacja ryb jako pokarm w poście lub przy stole wigilijnym nie jest spowodowana tym, że jakoby ryby to aż tak inne zwierzęta niż na przykład zając, krowa czy gęś. Lub, że jak to też słyszałem ryby nie czują bólu i temu podobne bzdury(pokłony dla Kartezjusza, dla którego nawet niemowlę nie odczuwa bólu).
Według tego jak ja to zrozumiałem na podstawie wielu lat zgłębiania i analizowania teologii chrześcijańskiej pokarm z ryb jest to akceptacja symbolicznego ofiarnego pożywienia w erze Ryb czyli właśnie ryby. Baranek będący takim samym ofiarnym zwierzęciem w erze Barana, jest nadal istniejący w chrześcijaństwie z dwóch ważnych przyczyn. Po pierwsze, chodzi tutaj o zaprzeszłą erę Barana i Judaizmu, z którego to wywodzi się Chrześcijaństwo , jak również w Wielkanoc staje się symbolem rodzącej się przyrody i odrodzenia, zmartwychwstania. Tak jak Egipski Bóg Amon (Amen) noszący synonim „schowany, ukryty” po czasie (wypędzenia - Marduk), zmiany religii na nowo odrodził na jakiś czas swą religię. Zarówno symboliczne jak i zazębiające się w czasie przejściowych okresów między erami zodiakalnych domów, do tego samego schematu zalicza zarówno Jezusa jak i Ozyrysa. Obecna symbolika świąt jest po prostu mieszaniną wszelkiego rodzaju różno religijno-kulturowych symboli, od pogańskich zwiastunów rodzącej się przyrody (wielkanocne pisanki) do wskrzeszenia bóstwa ( Ozyrys, Persefona Rzymska Prozerpina, Jezus, Marduk, Amon Ra itp.) , totemiczno – wegetatywne religie, gdzie terminem tym można by określić zjawiska związane z relacjami człowieka ze zwierzęcymi, lub roślinnymi przemianami, cyklem lub czasem zjawisk przyrodniczych. Podobnym obrządkiem związanym ze zmianami okresów czczenia pewnych religii jest chrzest. W chrześcijaństwie obrzęd nawrócenia i oczyszczenia z grzechów, mający postać sakramentalnego obmycia wodą. Lecz rytualne obmywania były znane w starożytności u wielu ludów. Był to zewnętrzny znak wewnętrznej odmiany, żalu za popełnione grzechy i gotowości zadośćuczynienia za nie. Wiara w oczyszczającą moc wody występowała u większości etnicznych kultur pierwotnych (u Słowian np. w trakcie obrzędów Kupal nocnych). Obrzędy inicjacyjne związane z wodą są znane również w innych religiach: w pradawnym kulcie wody, w niektórych wyznaniach żydowskich (esseńczycy, zwolennicy Jana Chrzciciela), u mandenajczyków, w azteckim kulcie bogini Chalchihuitlicue, a także w buddyzmie. W religii starożytnych Egipcjan polanie głowy wodą było częścią rytuału koronacyjnego faraonów i oznaczało obdarowanie życiem wiecznym. W Babilonii istniało święte miasto Eridu, dokąd spieszyły tłumy, aby się obmyć. W kulcie syryjskiego bóstwa Jankesa były sakralne oczyszczenia w wodzie i ogniu. W egipskiej Księdze Umarłych spotykamy najstarszy opis rytualnego obmycia niemowląt nowo narodzonych. Panowało więc już wtedy przekonanie, że człowiek rodzi się w jakiejś winie, którą trzeba obmyć. W świątyni w Der-el-Bahri można do dnia dzisiejszego oglądać plastycznie przedstawioną scenę rytualnych obmyć. Rytuał oczyszczenia jest nadto znany w kulcie Demetry, wśród wyznawców starożytnej bogini Kybele i Attisa, Mitry. Zachowany jest on powszechnie do dnia dzisiejszego w Indiach, gdzie do miasta świętego Varanasi udają się w celach rytualnych kąpieli w Gangesie miliony wiernych bramińskich. Jednak nie tyle chodzi mi o pokazanie, że chrzest nie jest li tylko wymysłem Judo-chrześcijan, ale aby zaakcentować, iż mimo różnorodności samych sposobów chrzczenia, wyróżnia się w zasadzie tylko takie dwa, pierwszy przez zanurzenie, który symbolicznie jest związany z erą Ryb (ryby są zanurzone w wodzie) lub odnoszący się do nadchodzącej ery Wodnika sposób polewania jedynie głowy wodą.
Jeżeli jestem już przy zbliżającej się erze( Wodnik ) przypomnę, iż według pewnych wierzeń era Wodnika miałaby być „ Złotym wiekiem” i czasem Matriarchatu, o czym mówię w innym miejscu. Tu jednak chciałbym przybliżyć jedynie mało popularną kwestię Bogiń w religii Judo- chrześcijańskiej. Żeński odpowiednik Baala to Baalat (podobnie El i Elat, jak czasami zwano Aszerę), w Starym Testamencie występuje w nazwach miejscowości. Kult Baalat związany był zapewne z Anat, Asztarte i Aszerą. Odkryto inskrypcje hebrajskie z okresu przed wygnaniem babilońskim, które świadczą o tym, że Aszera była „towarzyszką" Jahwe. Na inskrypcjach tych pięciokrotnie pojawia się formuła „Dla Jhwh (....) i dla Asrth" lJhwh (....) wlAsrth (raz w Khirbet el-Qom i czterokrotnie w Kuntillet Ajrud). Po odkryciach w Ugarit, odkrycia tekstów z Kuntillet 'Ajrűd z lat 70. XX w. (teksty pochodzą z IX-VIII w. p.n.e.) i Khirbet el-Qôm w pobliżu Hebronu (VIII w. p.n.e.), były najważniejsze dla naszych wyobrażeń o starożytnej religii Izraelitów. Na inskrypcjach znajdujemy napisy: „Błogosławię ci przez Jahwe Samarii i przez jego Aszerę"; „Jahwe Temanu i jego Aszera"; „Błogosławiony bądź Uriaszu przez Jahwe i jego Aszerę". Jahwe Temanu czy Jahwe Samarii były to prawdopodobnie lokalne wcielenia (formy) Jahwe, analogicznie jak Kananejczycy mieli lokalne odmiany swego boga El. Istnieją powody, by przypuszczać, że pewna kolonia Żydów istniała w Egipcie, gdzie czczono tam nie tylko Jahwe, ale również boginię Anat-Jahu (Anat-Jahwe) oraz ? być może ? męskie bóstwo zwane Aszim-Betel. Czyżby na wzór egipski Żydzi dodali głównemu bogu świątyni boską małżonkę oraz syna? Anat i Aszim-Betel to bóstwa aramejskie, co świadczy o silnym wpływie religii ?pogańskich? Aramejczyków na praktyki religijne egipskich Żydów, którzy z Aramejczykami dzielili też język i inne obyczaje. Potwierdzenie znajdujemy w ustępie Księgi Jeremiasza (Jr 44), w którym wzburzony prorok piętnuje Żydów z kraju Patros (Górny Egipt) z powodu bałwochwalstwa, a oni odmawiają zaprzestania składania ofiar Królowej Niebios? zapewne właśnie Anat-Jahu ? za co Jeremiasz ich przeklina i zapowiada im zagładę. Zajmujący się Biblią antropolog prof. Richley H. Crapo podaje inne wyjaśnienie dwoistości małżonek Baala i Jahwe. Twierdzi on, że wśród Izraelitów określenie „aszera" utraciło swój charakter imienia własnego (podobnie jak Elohim) i oznaczało ogólne określenie bogiń, w szczególności „boskich małżonek". Stąd jeśli się spotykamy z określeniem: „Baal i jego aszera" czy „Jahwe i jego aszera" to nie znaczy to, że towarzyszkami tych bogów była małżonka Ela — Aszera, lecz raczej powinniśmy to tłumaczyć jako np. „Jahwe i jego boska małżonka". Nie musiało więc być żadnego mieszania bogiń. Aszera pozostała przy Elu. Natomiast Baal i Jahwe mieli za towarzyszkę boginię Anat (Asztarte, Atargatis), jedno z wcieleń sumeryjskiej Inanny, która przy Marduku występowała jako Isztar. Wskazuje na to m.in. wspomniane odkrycie aramejskich tekstów z żydowskiej kolonii w Elefantynie w Górnym Egipcie, pochodzące z VI-V w. p.n.e., które ukazują ludową religię izraelską sprzed reformy monoteistycznej. Anat występowała tam jako małżonka Jahwe. Jahwe i Anat mieli potomka — boga Aszima (Aszam), było to zapewne bóg-uzdrowiciel . Anat była córką Aszery, boginią miłości i płodności, a zarazem boginią-matką i patronką wojowników. Zwana Dziewicą lub Królową Niebios (bezsporne atrybuty bogini Isztar- Inany). Opiekowała się fenickim Berytos (obecnie Bejrut), jej kult istniał w różnych miastach, w szczególności w Sydonie, także w świątyni jerozolimskiej. Z boginią tą wiązała się prostytucja sakralna i składanie ofiar z ludzi. Tak władcza i rozwiązła bogini musiała zapewne bardzo być w niesmak kapłanom tych tak monoteistycznych i patriarchalnych kultów jak Judaizm, Chrześcijaństwo i Islam i zadano sobie niesamowicie wiele trudu, aby ją z tych religii wyrzucić. Lecz czy na pewno to się im udało ? "W sprawie, o której mówiłeś do nas w imieniu Pana, nie będziemy ciebie słuchali — mówiono na zgromadzeniu w Patros. - Raczej chętnie uczynimy wszystko, co ślubowaliśmy, i będziemy spalać kadzidło Królowej Niebios i wylewać dla niej ofiary z płynów, jak to czyniliśmy i my, i nasi ojcowie, nasi królowie i nasi książęta w miastach Judy i na ulicach Jeruzalemu, a mieliśmy chleba do syta, byliśmy szczęśliwi i nie zaznawaliśmy złego. Lecz odkąd przestaliśmy spalać kadzidła Królowej Niebios i wylewać dla niej ofiary z płynów, wszystkiego nam brakuje i giniemy od miecza i głodu." Wobec czego Jeremiasz pouczył towarzystwo, iż klęski są właśnie przyczyną, iż Panu się to nie podoba: "Pan nie mógł tego dłużej znosić", a konkretniej: prorocy Pana. W nienawistnej i fanatycznej retoryce autora „Ksiąg Królewskich” opisującego domniemane „odstępstwo" Salomona i „monoteistyczne porządki" króla Jozjasza (641-609 p.n.e.) czytamy: "...Salomon bowiem poczynał sobie lekkomyślnie i martwił Jehowę nad wyraz..”
Jak donoszą nam księgi królów, Jerozolima karmiła za panowania Salomona siedem setek żon i trzy setki konkubin królewskich. Ale od kwestii rozpusty i prostytucji sakralnej, która była uprawiana jeszcze całkiem nie tak dawno na dworach papieskich, chciałbym na moment wrócić do kwestii Baala, przemianowanego na Belzebuba proroctw, ich wypełniania się i powodowanych zafałszowań przez tak zwanych fałszywych proroków. Istnieje ciekawe zdarzenie, kiedy to Żydzi oskarżają Jezusa, że właśnie "mocą Belzebuba, władcy złych duchów, Jezus wyrzuca inne złe duchy”. Słowo "Belzebub" użyte jest nawet jako przezwisko Jezusa przez jego przeciwników i pojawia sie u wszystkich zajmujących się tym wieszczów : "A uczeni w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy, mówili, że ma Belzebuba i że mocą księcia demonów wypędza demony" (Mk 3, 22).
"Wystarczy, jeśli uczeń będzie jak jego nauczyciel, a sługa jak pan jego. Jeśli pana domu przezwali Belzebubem, o ileż bardziej jego domowników tak nazwą" (Mt 10, 25).
"Lecz faryzeusze, słysząc to, mówili: On tylko przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy. Jezus, znając ich myśli, rzekł do nich: Każde królestwo, wewnętrznie skłócone, pustoszeje. I żadne miasto ani dom, wewnętrznie skłócony, nie ostoi się. Jeśli szatan wyrzuca szatana, to sam ze sobą jest skłócony, jakże się więc ostoi jego królestwo? I jeśli Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy, to przez kogo je wyrzucają wasi synowie?" (Mt 12, 24-27 por. Łk 11, 15n) . W tym przypadku Jezus odpierając złośliwe zarzuty faryzeuszy, przypisujących jemu kontakty ze złym duchem, zdaje sie nie zaprzeczać pozycji Belzebuba, jako władcy piekieł. Jak również swą wypowiedzią zdaje się potwierdzać istnienie złych duchów, przez co właśnie na tej podstawie późniejsza tradycja chrześcijańska uważała Belzebuba za bliskoznaczne określenie diabła i szatana. Jednak jak się okazuje słowo "szatan" jest nieprzetłumaczonym słowem hebrajskim, które znaczy po prostu „przeciwnik". Diabeł zaś jest to tłumaczenie greckiego słowa "diabolos", które oznacza „ kłamca”, „wróg” lub „fałszywy oskarżyciel”. Tak więc użyte w Biblii sformułowania szatan i diabeł nie odnoszą się do demonów ciemności i nie są te istoty odpowiedzialne za grzechy ludzi w stereotypowym pojmowaniu tego zagadnienia. Oznacza to wówczas, że tylekroć ile razy występuje to słowo w Biblii musielibyśmy odnieść je nie do demona zła, ale do jakiejś złej osoby. Zastosowanie tych słów w Biblii oznacza, że są one użyte jako zwykłe przymiotniki, które opisują zwykłych ludzi, czyli słowo diabeł i szatan tak jak użyto ich w Biblii, odnosi się po prostu do jakiejś wrogo nastawionej osoby. W swych błędach i nieścisłościach Biblia na przykład zawiera również proroctwa, które się nie wypełniły - jako przykład można podać proroctwo Jonasza. Jonasz głosił zburzenie Niniwy, a ta jednak ocalała jakoby na skutek pokuty jej mieszkańców. Jonasz wypowiedział proroctwo, które się nie wypełniło, a jednak pozostaje tak zwanym „prorokiem prawdziwym”. Jan Chrzciciel miałby według pewnych opinii być również omylnym prorokiem, gdyż zapytał Jezusa posyłając doń swoich uczniów:” Czy Ty jesteś tym, który ma przyjść, czy też mamy oczekiwać kogoś innego?” (Mat. 11: 3)
Z jakiegoś powodu tworzenie odłamów, sekt i pewnych nurtów religijnych najczęściej powstaje za sprawą objawień podobnych do Maryjnego objawienia w Fatimie (Kult Matki Boskiej Fatimskiej). Mało kto zapewne zastanawia się nad tymi podobieństwami czy schematami. Z reguły tak zwolennicy, jak i wrogowie grup religijnych w zasadzie jedynie na wiarę akceptują i negują takie istoty jak anioł Mormonów Moroni czy „Piękna Pani”, jako Maria Matka Jezusa objawiająca się trojgu pastuszkom z Fatimy. Jak się również wydaje, mało kogo obchodzi, że Maryjne objawienie z 1917 roku, kiedy to trojgu dzieciom każdego 13, od maja do października objawiała się Madonna jako Matka Boska Różańcowa, apelująca, aby na jej cześć wznieść kaplicę w tej położonej w portugalskiej prowincji nic nieznaczącej wiosce. Lecz Fatima choć może nie swymi rozmiarami czy liczbą mieszkańców, ale znaczy tyle co imię ukochanej córki Mahometa. Fatima w Islamie jest określana jako najdoskonalsza kobieta sajjida „przywódczyni” i jako jedna z czterech, obok swej matki Chadidży, Asiji (żona faraona wyławiająca z Nilu małego Mojżesza) i właśnie Marii matki Jezusa, jest ona wymieniona w Koranie. Kult Fatimy wśród Szyitów przybrał formę przypominającą Chrześcijański kult Marii, Maria zaś jako Marjan al.-Azra występuje w islamie jako Maryja Dziewica, a forma jej imienia pochodzi również od starotestamentowej Miriam, siostry Aarona, która według Islamu jest jednym z poprzednich wcieleń matki Jezusa. Tak więc jak widzimy, Fatima w Islamie podobnie jak Maria w Chrześcijaństwie, została wyniesiona prawie do rangi bogini. Czyż więc ów fakt, że miejsce objawienia z 1917 roku odbyło się właśnie w tej niewielkiej górskiej wsi nie oznacza czegoś więcej, niż to co o owym objawieniu wiemy? Cóż może znaczyć podobieństwo wzmagających się coraz bardziej kultów Marii i Fatimy, jak również czy owa „Piękna Pani”, która przecież nigdy pastuszkom z Fatimy nie podała swego imienia, mogłaby być nie Marią, ale właśnie Fatimą lub niejako jedną i drugą jednocześnie ( wcześniejsza inkarnacja Marii ). A może chodzi o niezauważony wcześniej symbol połączenia lub pojednania obu religii? Ja osobiście mogę tylko zgadywać co, jeśli cokolwiek to w ogóle znaczy, że owa istota z innego świata wybrała właśnie to a nie inne miejsce w tej części świata i właśnie w tym a nie innym czasie. Może więc też i nazwa tej małej wioski powstała gdzieś kiedyś w przeszłości tylko po to, aby mogły zaistnieć owe objawienia. Podobnie z aniołem Mormonów, czy prorokiem Adwentyzmu i wieloma innymi podobnymi zdarzeniami, gdzie może trzeba by obok wiary użyć jeszcze analitycznej mądrości, aby każde z tych przekazów nabrało głębszego sensu. W ostatniej części Biblii Starego i Nowego Testamentu znajduje się kolejne tak zwane „Objawienie Jana” i obok podanych tam tajemniczych liczb 144 000 i 666 istnieje adnotacja odnosząca się do tej ostatniej: „Tu potrzebna jest mądrość. Kto ma rozum, niech obliczy liczbę zwierzęcia; jest to bowiem liczba człowieka. A liczba jego jest sześćset sześćdziesiąt sześć.”(Obj. 13: 18 ) W tej części „Objawienia” jest dokładnie powiedziane, iż zabierając się do czytania owego tekstu należy użyć swego rozumu i spostrzegawczości, aby zrozumieć, że liczba 666 bardziej dotyczy ludzkości i jakiejś nacji czy rasy lub nawet całej ludzkiej populacji, niż pojedynczego szatańskiego osobnika w ludzkiej skórze ( Obj.13: 15-18 14: 1-5 ) . W wielu z podanych tutaj, jak i poprzednio cytatach, występuje też zalecenie Boga ,aby np. co do tak zwanych „fałszywych proroków” stosować karę śmierci. Na marginesie moim zdaniem jest to klasyczny przykład sprzeczności w Biblii, gdyż kłóci się z przykazaniem „Nie zabijaj”. Każdy logicznie myślący człowiek znający to przykazanie dekalogu, czytając Biblię w dalszych rozdziałach, kiedy natknie się na karę śmierci, bezspornie ma prawo powiedzieć, że Bóg przeczy sam sobie. I rzeczywiście trzeba takiemu człowiekowi przyznać rację. Nawet jeśli przykazanie nie brzmiałoby „Nie zabijaj”, ale brzmi ono „ Nie wolno ci mordować” ,bo czy jest to rzeczywiście tak istotna różnica w zapisie tego przykazania jak głoszą to co niektórzy? I czy mimo wszystko nie zaszła tutaj jakaś pomyłka w interpretacjach, zaistniała mimo, że Mesjasz zapewnił nas, że „Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Torze...”(Mat. 5: 18) . Dlaczego dla pewnych ortodoksji obecnie podstawą wiary może być jedynie Tora, którą Mojżesz miał otrzymać na górze Synaj od samego Boga? Praktyka judaizmu potwierdza to, uznając za niezdatny do użytku zwój Tory, w którym kopista pomylił choćby jeden znak. Dzień powstania Septuaginty ,czyli pierwszego tłumaczenia Starego Testamentu z hebrajskiego na grekę (nazwa pochodzi od liczby tłumaczy, którzy mieli brać udział w pracach nad tym przekładem) Żydzi określili jako gorszy od grzechu pierworodnego. Najprawdopodobniej stało się to wskutek zmian, które wówczas powstały, jak i zagrożenia ze strony Chrześcijaństwa, które od tego czasu posługiwało się właśnie Septuagintą. Jak twierdzą jednak bibliografowie i lingwiści, Tora czyli pięcioksiąg, nie pochodzi od jednego narratora, którym według tradycji miałby być Mojżesz i to nie tylko, że w ostatniej części tego zbioru ksiąg opisane jest przez kogoś zabieranie Mojżesza do nieba, ale i to, że wiele części składowych Tory znaleziono w starszych sumeryjsko-babilońskich tekstach. A może mimo wszystko zarówno w natchnionej Biblii, jak i w większości wszystkich świętych ksiąg i wszystkich proroctw chodzi o coś jeszcze innego? I nie tyle idzie tu o ich tekst, co o to aby zjednać pod sztandarami przeciwstawnych religii jak najwięcej ich wyznawców, gdzie w natłoku objawionych prawd każdy może znaleźć jakiś rodzaj bliskiej jego tradycji i intelektowi prawdy. Zaś Biblijny JAHWE z samej interpretacji dotyczących jego osoby z tekstów staje się z Boga Stwórcy jedynie lokalnym zazdrosnym krwiożerczym i srogim bożkiem Żydów w czasie z przed Chrześcijaństwa. Co nie przeszkadza jednak, aby stał się on Bogiem tych wszystkich, którzy z nim będą się utożsamiać i w tym właśnie chyba najbardziej przejawia się owa „wolna wola” ludzi, którzy otrzymują dokładnie to czego od siebie i otoczenia oczekują, w myśl zasady Hermetyzmu „To czego się boisz ciebie zabije, a to czego się nie boisz ciebie ocali.”.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Tadeo dnia Nie 23:10, 06 Mar 2011, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tadeo
Administrator



Dołączył: 02 Lis 2010
Posty: 435
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 4:58, 07 Mar 2011    Temat postu:

22
Konkluzja

Chodzi mi o to, iż jak mi się wydaje brak wspólnych praw w różnych rodzajach fizyki (fizyka cząstek elementarnych, fizyka konwencjonalna czy fizyka kwantowa), czyli poszukiwana jej „unifikacja” może dowodzić o istnieniu jakiegoś błędu w postrzeganiu właściwego prawidła rządzącego wszechświatem. Myślę, że przynajmniej dla pragmatyków takie wykreowanie teorii z niczego tylko po to, aby móc dzięki niej pogodzić niepogadzalne, powinno okazać się bardziej teoretyczne niż sama nazwa określająca te koncepcje.
Ja osobiście wychodzę z mojego prywatnego wielokrotnie sprawdzającego się założenia podobnego do tezy głoszonej przez metafizyków „Wszystko w świecie jest możliwe, jedynie może być nieskończenie mało prawdopodobne”. Uznaję przy tym niektóre ze zdobyczy teorii fizyki kwantowej, gdyż moim zdaniem tłumaczy ona odważniej i więcej niewiadomych niż fizyka konwencjonalna, mimo że jest ona wyliczalna w świecie makro.
Podobnie jak Arystotelesowskie „rozumowe poznanie” jest jedynie ograniczone do możliwości poznawania namacalnych „rzeczywistych” faktów (doświadczenie, zdarzenie, pamięć), które przechodzą do wyliczania zasad i przyczyn, umysłem otwierając możliwości, gdzie przynajmniej teoretycznie fizyka może zaistnieć jako filozofia a filozofia może stać się fizyką.
Metafizyka, mimo że może kojarzyć się z matematyką fizyczną, w rezultacie oznacza gr. metá (ta) physiká - po fizyce i jest, można by powiedzieć w pewnych jej aspektach starożytną wersją fizyki kwantowej, choć jako nauka badająca przede wszystkim substancję transcendentną, a więc „boską", powinna być bliska teologii.
W świecie, gdzie już w zasadzie wszystko zostało powiedziane, nazwane i określone, myślę, iż znajduje się gdzieś i ta odpowiedź, którą przynajmniej dla siebie poszukują uczeni i moim zdaniem będzie ona słuszna i działająca w postrzeganym przez nich świecie.
Wiem, że zwolennicy „szkiełka i oka” nie zaakceptują czegoś, co nie jest doświadczalne i wyliczalne, jednak w gąszczu tak wielu teorii, domniemań, wierzeń czy odczuć moim prywatnym zdaniem błędem jest szukanie unifikacji tylko i wyłącznie w sferach namacalnych czy domniemanych wymiarów, bez uwzględnienia sfer duchowo-eterycznych w nieco odmiennym tego słowa znaczeniu.
Nawet jakby moja prywatna teoria była błędną, wiara i domniemanie w jej rzeczywistość, moim zdaniem przyniosłaby wszystkim więcej pożytku niż jakakolwiek z dotąd poznanych przeze mnie teorii.
Pokrótce chodzi w niej o to, iż wszystko co istnieje kreuje swój własny wszechświat alternatywny, gdzie istnieje wszystko inne, które też z kolei ma swoje wszechświaty, gdzie my jesteśmy tylko projekcjami lub czymś w rodzaju hologramu, tak jak wszystko inne jest takim czymś w naszym świecie.
Idea taka daje taką przewagę nad innymi fundamentalnymi koncepcjami, że w „moim” świecie każdy ma swą racje, prawdę i rzeczywistość taką jaką chce mieć, wierzy w to co chce wierzyć i posiada wszystko, co naprawdę chce posiadać.
Ktoś kiedyś w jakiejś chanelingowej futurystycznej wizji opisał domniemany przyszły świat, gdzie niemiałoby być przestępczości tylko i wyłącznie z prostego prozaicznego powodu, iż wszyscy porozumiewaliby się telepatycznie.
Zostawiając na boku możliwość trafności i prawdziwości tej wizji, zauważmy jedynie, że w świecie gdzie każdy dla siebie byłby Stwórcą i miałby rację, wszyscy by ją mieli i zarazem w cudzych światach nikt by jej nie posiadał. Tak więc przynajmniej teoretycznie nikt nie wynosiłby swych „mądrości” nad innych i nikt nie odbierałby cudzej własności.
Nie wiem jak bliska jest Wam postać Rudolfa Steinera, ale myślę że w jego pracach, takich jak choćby „Kronika Akaszy” , gdzie omawia on koncept bezpostaciowego człowieka, zanim jeszcze stał się takim jak my, uwidaczniać może, że
jeśli w tej koncepcji mogłoby mieścić się choćby część „Prawdy” , to nasze istnienie w jakiejkolwiek ono by nie istniało formie byłoby, jest i będzie wieczne, a człowiek jakiego znamy, tak zresztą jak i inne istoty, jest jedynie nieistotną holograficzną powłoką spowijającą jego Boską istotę.


„Postać człowieka w dawnych czasach, opisanych w poprzednich
fragmentach Kroniki Akasza, bardzo różniła się od dzisiejszej. Cofając
się dalej w przeszłość ludzkiej historii, natrafimy na stany
jeszcze bardziej odmienne. Mężczyzna i kobieta również powstali
dopiero z biegiem czasu z formy wcześniejszej, zasadniczej,
w której człowiek stanowił obie płci na raz. Chcąc wyrobić sobie
pojęcie o tych odległych czasach, trzeba przede wszystkim wyzwolić
się od nawyków wyobrażeniowych, które człowiek przejął
z tego, co obecnie widzi wokół siebie. Spoglądamy więc w czasy
rozciągające się mniej więcej przed środkowym okresem epoki,
którą nazwaliśmy lemuryjską. Ciało ludzkie składało się jeszcze
z miękkiej, plastycznej materii. Również pozostałe twory na Ziemi
były miękkie i plastyczne. W porównaniu z późniejszym zakrzepłym
stanem Ziemia była jeszcze płynna, ruchliwa. Dusza
ludzka, wcielając się wówczas w materię, mogła dopasować się
do niej w dużo większym stopniu, niż miało to miejsce później.”

Kronika Akaszy fragment.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.armagedonuczas.fora.pl Strona Główna -> Rok 2012 Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin