Autor Wiadomość
Tadeo
PostWysłany: Nie 19:54, 19 Gru 2010    Temat postu:

7
ZIELONE LUDZIKI

Myślę, iż jak najbardziej słusznym jest korygowanie swej wiary, wiedzy i poczynań, lecz jednocześnie ważne jest, aby w wyznawanej przez siebie ideologii nie popaść w czołobitne oddawanie hołdów każdemu guru jaki staje na naszej drodze. Ja ostatnio na przykład otrzymałem bardzo duży zastrzyk jeszcze nie do końca przerobionej wiedzy, która rozszerza moje własne, jak to ktoś powiedział, „ własnowierstwo”. Jednak od dosyć długiego czasu jestem nawracany przez członków mej rodziny i kilku związanych z nimi znajomych znajomych na „ jedynie słuszną” religię katolicką.
Kiedyś kolega z tego samego „ kółka różańcowego” co mój bratanek podarował mi książkę „ W obronie Świętej Inkwizycji” Romana Konika, sądząc, że tym razem na pewno się nawrócę i on będzie miał obiecaną zasługę w niebie za przeciągnięcie heretyka za granicę wiedzy i wiary. Ale owa lektura jedynie jeszcze bardziej przekonała mnie o słuszności mego wyboru. Nie pomogły nawet i modły o oświecenie mego zatwardziałego podejścia do kościoła. Tej samozwańczej katolickiej bojówce przewodniczył mój starszy brat, który co raz podrzucał mi miesięczniki katolickie, w tym „Michel’a”, a często przed pracą znajdowałem za wycieraczką mego samochodu ostatni biuletyn niedzielny z kościoła. Ten sam brat, powiedział mi kiedyś, że jakby Bóg do niego przemówił i kazał jemu porwać samolot i zniszczyć jakiś obiekt, mordując setki ludzi i zabijając siebie przy okazji w ofierze, to on by to zrobił bez wahania. A ja wówczas tylko spytałem jego cóż to za bóg mógłby coś takiego nakazać? I skąd wiedziałby, że właśnie objawił się jemu właśnie ten „właściwy” Bóg ? Jednak brat nie wiedział o co mi chodzi.
Wspominam o tym, gdyż zdarza mi się czasem uczestniczyć w z reguły bezowocnych dysputach ortodoksów, sceptyków, jak i neofitów pewnych ideologii, którzy nie potrafią choćby spróbować zrozumieć drugiej strony. Nikt nikogo nie potrafi przekonać, czy to będzie w kwestii wpojonych nam razem z tradycją religii, czy w kwestii ingerencji obcych istot w życie na naszej Planecie. Bo cóż tak naprawdę wiemy o życiu poza naszą Planetą, jeśli nie rozumiemy jego istoty tuż obok nas?
Tak czy inaczej, lepiej aby takie rozważanie nie wynikało z poddańczej, narzuconej nam przez tradycję wiary, ale poddającej się zdrowemu rozsądkowi analizie. Bo tak np. jeśli nawet prawdopodobieństwo uderzenia przez meteoryt czy asteroid jest bardzo małe, to jednak należy wziąć pod uwagę, że tylko w bezpośredniej bliskości z Ziemią takich planetoid, asteroidów czy komet, które mogłyby zniszczyć życie na Ziemi odkryto i skatalogowano ponad 3000 i codziennie poznaje się nowe. A jeśli idzie o życie na innych jeszcze nie poznanych światach czy planetach, to tylko tych ostatnich biorąc całą sprawę teoretycznie, ale też rozważając ją w bardzo ostrożny sposób to: z szacunków ogólnie przyjmuje się istnienie ponad 150 miliardów galaktyk, wiele z nich jest tak gigantycznych, jak na przykład galaktyka Abell 2029, której średnica ma 6 milionów lat świetlnych, czyli jest 60 X większa od „Drogi Mlecznej”. A są jeszcze gromady galaktyk postrzegane przez nas jako jedna gwiazdka. Za najbliższą regularną gromadę galaktyk uznaje się gromadę składającą się z 300 galaktyk, a średnica jej wynosi około 5 milionów lat świetlnych. Do naszych czasów udało się wyodrębnić ok. 3000 takich gromad różnej wielkości. Domniemuje się również, że wszystkie te galaktyki dążą gdzieś w stronę czegoś, czego masa musi być co najmniej równa 10 000 trylionów gwiazd, czyli 10 000 000 000 000 000 000 000 gwiazd. Jeden ze skromniejszych poglądów astronomów głosi, iż jedynie tylko 2% gwiazd może posiadać swoje układy planetarne. Pogląd ten podbudowany jest znalezionymi już w kosmosie planetami.
W naszej Galaktyce znajduje się około 400 miliardów gwiazd. Jeśli rzeczywiście istnieje około.150 miliardów galaktyk, to łatwo obliczyć, że będzie to 60 000 trylionów gwiazd ( 60 000 000 000 000 000 000 000 ). Jeśli tylko 2% z tych gwiazd miałoby mieć układy planetarne to daje 1 200 trylionów takich planetarnych układów ( 12 z 20 zerami ). Średnio licząc 4 planety na układ, co dałoby 4 800 trylionów. Jeśli znów by założyć , że tylko w 1% z nich miałoby zalęgnąć się życie (tak jak na 9 planetach Naszego Układu tylko na 10-ciu% z nich, czyli niby tylko na Ziemi, zaistniało życie), sumą tego dzielenia będzie 48 trylionów planet. Teraz z tej liczby weźmy znów 1%, aby próbować znaleźć formę życia podobną lub rozpoznawalną przez nas jako świat inteligentnych istot . Idzie mi oczywiście o bardziej złożone niż tylko życie bezbiałkowe czy życie bakterii lub minerałów, a mianowicie o istnienie kogoś, z kim w jakimś stopniu mielibyśmy szansę się skomunikować .
Tak więc z tego dzielenia otrzymamy wynik 480 biliardów, z czego można wysnuć wniosek, że we wszechświecie powinno istnieć tyle zamieszkałych planet. Lecz cóż jeśli w myśl koncepcyjnej fizyki super strun, wszechświatów jest więcej jak jeden lub nieskończenie wiele?
Żeby jednak na razie nie zamącać tych rozważań pozwolę sobie wrócić do tradycyjnego pojedynczego wszechświata. I teraz wystarczy nasz wynik podzielić przez 150, aby poznać teoretyczną ilość zamieszkałych przez inteligentne istoty planet w naszej Galaktyce, a będzie ich 3 biliardy200 bilionów planet(3 200 000 000 000 000 )!?
Czy przy takich ilościach można mówić o przypadku lub odrębności zaistnienia życia na przeciętnej planecie, przeciętnego układu słonecznego na peryferiach przeciętnej galaktyki?
W swych poszukiwaniach względnej prawdy dotyczącej ewentualności cyklicznie występujących w naszym świecie katastrof, starałem się podobnie jak w owym wyliczeniu prawdopodobieństwa istnienia we wszechświecie życia, opierać swój wywód na sensie i logice. Lecz cóż jeśli owa Prawda jest po prostu pozbawiona tych, jakże naukowych atrybutów wszelkich analiz i poszukiwań, i tak jak na przykład w fizyce kwantów postrzegany świat zachowuje się tak, jak byśmy tego od niego chcieli?
Kończąc ten mój wywód pragnę zaznaczyć ,że nie zawarłem tu wszystkich moim zdaniem ważnych, zazębiających się ze sobą aspektów związanych z okresami 5-ciu Majańskich „Słońc”, kalendarzy, czasu, religii, tradycji , astronomicznych czy astrologiczno- duchowych powiązań z tym wszystkim, a przede wszystkim wciąż nierozstrzygniętej kwestii na temat tak zwanego „Końca Świata”, co będę się starał uzupełnić z biegiem czasu.
Teraz jedynie jeszcze rozwinę jedną z powstałych niedawno koncepcji wynikających z idei końca „Kalendarza Majów” na rok 2012 jest sugestia, że w strukturze owych Słonecznych er 13 baktunów (13 X 144 000 dni ) są istotne również katuny. Katun jest to jednostka cyklu czasowego Majów, która w ich zestawieniu jest wielkością 7 200 dni czyli 20 tunów po 360 dni.
Twórcy wspomnianej idei próbują udowodnić zasadność koncepcji końca 5 Słonecznej ery Majów na rok 2012, sugerując iż również katuny zaznaczają swymi wielkościami wpływ na historyczne zdarzenia. Jednak już u zarania owej koncepcji zaznaczają się moim zdaniem pewne błędy i niekonsekwencje. Spornym zdaje się już sam moment przeliczania katuna (7 200 dni ) na lata.
Jeśli bowiem przyjmiemy, że miały by one mieć po 365,25 dni, musiałoby ich być 19 lat i nieco ponad 52 dni ( 19,712525…). Jeżeli wyjściową długością było by tylko 365 dni, co w dalszej konsekwencji zachwiewałoby dokładność Majańskiego kalendarza, ilość lat zmieniłaby się stosunkowo niewiele (19, 726027…), jednak nadal mieli byśmy do czynienia z ułamkami, jak i zdarzenia które miały by się wydarzać w tych przedziałach czasu nie koniecznie musiałyby być istotne w historii ludzkości: 2012r., 1993r. na przełomie marca i kwietnia, czerwiec 1973 roku, sierpień 1953 roku, luty 1934 roku itd. Poza tym, jak próbowałem udowodnić to w „Piątym Słońcu”, również i w przypadku katunów system powinien moim zdaniem opierać się na równych całkowitych wielkościach systemu liczbowego Majów, a więc na roku po 360 a nie po 365,25 dnia. I tak jeśli podzielimy 7 200 na 360 otrzymamy 20, czyli równą całkowitą liczbę, idealną dla świętej rachuby czasu w swej koncepcji podobnej do idei czystych liczb nauk Pitagorejskich. 7 200 Dni podzielone na lata po 360 dni (gdzie odliczano i nie uwzględniano do rachunku 5,25 dodatkowych dni z roku astronomicznego ) daje dokładnie 20 takich lat, czyli znów składową liczbowego systemu Majów - 20 - potęgę, przez którą pomnażano Majańskie wielkości.
Żeby przybliżyć sprawę spróbuję przedstawić proste porównanie naszego i Majańskiego systemu liczebnego: nasz dziesiątkowy system prawdopodobnie wywodzi się od dziesięciu palców u rąk, Majowie jednak z jakiegoś powodu używali systemu dwudziestkowego. I tak jeśli my dostawiamy do jakiejś liczby zero uzyskujemy jej dziesięciokrotne powiększenie 10, 20 , 30 itd. Po dodaniu kolejnego zera będziemy mieć 100, 200, 300 itd. Czyli liczba będzie się zwiększać o kolejną potęgę liczby dziesięć.
U Majów jednak zero umieszczone po jedynce wcale nie oznaczało dziesięciu, jedynka przed zerem oznaczała w takim razie tylko jedynkę, czyli : 1 i zero lub mówiąc inaczej 1 i nic. Aby tego jeszcze było nie dość, nasze liczby piszemy od prawej do lewej, gdzie każde kolejne miejsce w lewej pozycji ciągu cyfr oznacza następną wartość potęgi liczby dziesięć.
Dla przykładu liczba 98431 to jedna jedynka , trzy dziesiątki, cztery setki, osiem tysięcy i dziewięć dziesiątek tysięcy. Ale Majowie swe liczby pisali z dołu do góry i przy każdym wyższym stopniu ich wartości liczb zwiększały się o kolejną potęgę dwudziestu, i przy liczbie jeden wygląda to tak:
VII 64 000 000 ale gdy mamy w każdy taki stopień wpisaną jakąś cyfrę
VI 3 200 000 gdzie u Majów zapisywano ją przy pomocy kresek i poziomych
V 160 000 kresek i zera przedstawianego w graficznej postaci stylizowanej
IV 8 000 muszli sytuacja przedstawia się nieco inaczej, i tak na przykład
III 400 przedstawiony z prawej strony zapis reprezentuje liczbę,
II 20
I 1
Ale gdy mamy w każdy taki stopień wpisaną jakąś cyfrę
gdzie u Majów zapisywano ją przy pomocy kresek i poziomych
kresek i zera przedstawianego w graficznej postaci stylizowanej
muszli sytuacja przedstawia się nieco inaczej, i tak na przykład
przedstawiony poniżej zapis reprezentuje liczbę,
_ 5 razy osiem tysięcy
@ zero cztery setek
.._ 7 dwudziestek
… 3 jedynek
40 143 = 5 X 8000 = 40 000 + 0 X 400 = 0 + 7 X 20 = 140 + 3 X 1 = 3
Powróćmy jednak do zdarzeń, które miały by zdarzać się w odstępach czasu podzielonego na katuny, w tym przypadku katuny podzielone na 360 dniowe lata, czyli co 20 lat: 2012, 1992, 1972, 1952, 1932, 1912, 1892, 1872, 1852, 1832, 1812, 1792, 1772, 1752, 1732, 1712, 1692, 1672, 1652, 1632, 1612, 1592, 1572, 1552, 1532, 1512, 1492.
Myślę, że niema sensu odliczać tych lat wstecz, bo choć na pewno każda z tych dat miała jakieś swoje większe lub mniejsze znaczenie w historii ludzkości, ale jedynym rokiem zarówno ważnym dla Majańskiego i naszego świata byłby rok 1492, czyli : 12 października – Krzysztof Kolumb dotarł do Indii Zachodnich (Antyli) u wybrzeży Ameryki. 28 października – Krzysztof Kolumb wylądował na Kubie. 5 grudnia – Krzysztof Kolumb dotarł do Haiti.
Z innych istotniejszych wydarzeń: w 1532r. Hiszpanie zdobyli państwo Inków. 24 lipca 1572 – hiszpańscy konkwistadorzy zdobyli Vilcabambę, ostatnią stolicę Imperium Inków. W 1592r. angielski żeglarz John Davis odkrył Falklandy.6 kwietnia 1652r – pięć holenderskich statków pod dowództwem Jana van Riebeecka dotarło do terenów dzisiejszego Kapsztadu. 7 kwietnia 1712 r., – wybucha rewolta niewolników w Nowym Jorku i w tym samym roku w Meksyku – skazano(przez inkwizycję) Marię de Ortiz Espej za głoszenie absurdalnej tezy, że trzęsienia ziemi mogą pomóc zajść w ciążę. 15 czerwca 1752 r.– Benjamin Franklin udowodnił, że piorun jest zjawiskiem elektrycznym i wynalazł piorunochron, a 14 września – Imperium Brytyjskie przyjęło kalendarz gregoriański. 25 kwietnia 1792r. po raz pierwszy została zaśpiewana Marsylianka (przez Rouget de Lisle w Strasburgu), i we Francji po raz pierwszy wykorzystano gilotynę. 20 września tegoż roku– armia francuska zwyciężyła wojska pruskie pod Valmy. Dzień później, 21 września – zniesienie monarchii i powstanie republiki we Francji. A 22 września – aresztowanie króla Francji Ludwika XVI. Jest to data początkowa kalendarza rewolucyjnego. 18 czerwca 1812r.–Nastąpił początek wojny brytyjsko-amerykańskiej, zaś 22 czerwca – początek wojny francusko-rosyjskiej. Wielka Armia przekroczyła Niemen. Rozpoczęła się wyprawa Napoleona na Rosję. 18 lipca – Wielka Brytania i Rosja zawarły sojusz przeciwko Napoleonowi. 11 sierpnia – Brytyjczycy wkroczyli do Madrytu, 16-18 sierpnia – Bitwa pod Smoleńskiem, 17-18 sierpnia – Bitwa pod Połockiem, a 5-7 września – bitwa pod Borodino. Napoleon wkroczył do Moskwy 14 września, aby już 18 października opuść Moskwę. Kiedy to rozpoczął się odwrót Wielkiej Armii Napoleona, 26-29 listopada – resztki Wielkiej Armii przeprawiły się przez Berezynę, gdzie nastąpiła bitwa. 2 grudnia 1852r.– Zostało proklamowane drugie cesarstwo i Ludwik Napoleon przyjął tytuł cesarza Napoleona III. Dokładnie 14 kwietnia 1912r.– wieczorem, o godz. 23: 40, RMS Titanic zderzył się z górą lodową i zaczął tonąć, i zatonął 15 kwietnia o godz. 2: 25, około 1 500 osób straciło życie.
Te wydarzenia, aczkolwiek ważne, w niczym nie zdradzają oznak jakiegoś cyklicznego planu, według którego następują dziejowe przemiany, choć może coś istotnego przeoczyłem. Może powinienem jakoś rozciągnąć te cyklicznie następujące po sobie daty na kilka miesięcy przed danym rokiem i kilka miesięcy po nim, ale wówczas byłaby to spekulacja, podobna do odkodowywania proroczych dat przez odliczanie długości odcinków korytarzy w Wielkiej piramidzie.
Aby być pewniejszym naiwności poglądu jakoby także i Majańskie katuny zawierały w sobie składową „Bożego Planu” postanowiłem również sprawdzić zdarzenia, które korespondowałyby z datami będącymi wielokrotnościami dwudziestoletnich okresów ,zawartymi od roku kończącego według mnie ostatnią erę słoneczną. Jeśli tak jak obliczyłem w poprzednich częściach swej koncepcji koniec „Piątego Słońca” miałby nastąpić w 2087 lub 2088, a nie 2012 roku. I tak przyjmując odleglejszy termin owych zmian (2088 rok) 20 letnie okresy liczone wstecz zawierały by się w latach: 2068, 2048, 2028, które są jeszcze przed nami i : 2008, 1988, 1968, 1948, 1928, 1908, 1888, 1868, 1848, 1828, 1808, 1788, 1768, 1748, 1728, 1708,1688, 1668, 1648, 1628, 1608, 1588, 1568, 1548, 1528, 1508, 1488, 1468, 1448.
25 kwietnia 1507roku – niemiecki kosmograf Martin Waldseemüller na swej mapie Universalis Cosmographia po raz pierwszy użył określenia Ameryka, przypisując to odkrycie Nowego Świata, jak wówczas określano nowo odkryty ląd, Amerigo Vespucciemu. W tym też roku Władca Azteków Montezuma II odprawił ostatnią przed przybyciem Hiszpanów ceremonię rozpalenia Nowego Ognia ( w tym też roku pierwsza jeszcze niekonfrontująca obu kultur nowego starego świata Hiszpańska ekspedycja wylądowała na Jukatanie.) W wierzeniach mieszkańców Ameryki Środkowej świat zawsze znajdował się na granicy destrukcji pod koniec każdego 52-letniego cyklu kalendarzowego, zwanego wiązaniem lat; mieszkańcy kultur Ameryki Środkowej i Południowej wierzyli, że w tym czasie może nastąpić koniec świata.
Montezumę II otaczał zespół astrologów, wieszczów i nekromantów, który starał się poprzez przepowiednie (interpretację znaków i symboli, obliczenia i obserwowanie zwiastunów) „zajrzeć” w przyszłość i zabezpieczyć się przed ewentualnymi niebezpieczeństwami. Nauka mówiła, że w przeszłości w niebiosach prowadzono walki i że może się to powtórzyć w pewne dni, które zaznaczano w kalendarzu. Wierzono, że jeden z najważniejszych bogów Quetzalcoatl Wąż Okryty Piórami (Pierzasty Wąż) został wypędzony, wsiadł na tratwę i odpłynął na wschód wygłaszając przepowiednię: „Powrócę w roku jednej trzciny i przywrócę swoje panowanie. Nastanie wtedy czas wielkiego cierpienia ludzi”.
Przepowiadano więc jego powrót. Tradycja przekazała wygląd Quetzalcoatla – bardzo niezwykły w tych terenach: miał mieć białą skórę i czarną brodę. Rok jednej trzciny wypadał w odstępach co 52 lata. Takimi latami były 1363, 1415 i 1467, ale w żadnym z nich Quetzalcoatl się nie pojawił. Następnym rokiem jednej trzciny miał być 1519. Montezuma i jego rada nie byli pewni, w jaki sposób bóg powróci, ale zgadywali, że skoro popłynął tratwą na wschód, to przybędzie na jakimś rodzaju statku również z tamtego kierunku. Na dziesięć lat przed przybyciem hiszpańskich konkwistadorów zauważono osiem znaków, które pojawiły się w Tenochtitlanie:

1. Pojawienie się na niebie komety w ciągu dnia
2. Pojawienie się na nocnym niebie słupa ognia
3. Pożar w świątyni Huitzilopochtli
4. Uderzenie pioruna w świątynię w Tzonmolco
5. Wielka powódź w Tenochtitlanie
6. Wielogłowi przybysze widziani w stolicy
7. Lament kobiecy unoszący się nad miastem
8. Złapanie przez kapłanów dziwnego ptaka, w którego lustrzanych oczach Montezuma miał ujrzeć lądowanie brodatych ludzi
Znaki te odnotował franciszkański misjonarz Bernardino de Sahagún (1499-1590), a zapowiadały one, według Azteków, nadchodzącą klęskę. W rezultacie pojawienia się tych znaków Montezuma nakazał, aby na całej długości Zatoki Meksykańskiej wypatrywano boga (Quetzalacoatla), którego się spodziewał. W maju 1518 roku władca Azteków otrzymał pierwsze doniesienia o lądowaniu obcych w pobliżu Tabasco na wschodnim wybrzeżu jego królestwa.
Była to flota Juana de Grijalvy, który przypłynął z Kuby i nawiązał kontakt z Majami a wysłannikom Montezumy przekazał, że Hiszpanie powrócą w następnym roku (czyli roku jednej trzciny). Z jakiegoś powodu też się tak stało. Na czele kolejnej wyprawy, którą wysłał pierwszy gubernator Kuby Diego Velázquez de Cuéllar stanął Hernán (Fernando) Cortés (1485 – 1547) .
Wyprawa składała się z 11 okrętów, na których pokładach było 109 marynarzy i 508 żołnierzy. Raczej nie myślę, że było zbiegiem okoliczności to, że Cortés zszedł na ląd w dniu, w którym oczekiwano przybycia Quetzalcoatla, w Wielki Piątek 22 kwietnia 1519 r.
Poza tym miał on kapelusz przypominający ten, który podobno nosił Quetzalcoatl i ze względu na Wielki Piątek czarny strój. To stanowiło kolejny „ zbieg okoliczności”, gdyż na obrazkach w magicznych księgach odzienie Quetzalcoatla też było czarne. Po zejściu na ląd Cortés nakazał zniszczenie wszystkich statków z wyjątkiem jednego. Takie posunięcie odcinało drogę ucieczki żołnierzom Cortésa, którzy mieli świadomość, że nie mają odwrotu - musieli zwyciężyć przeciwnika lub zginąć w walce. Według azteckich źródeł zapisanych przez de Sahagún, Montezuma wysłał posłańców z insygniami Quetzalcoatl’a: maską w formie wijącego się węża, wyłożoną turkusową mozaiką (na której umocowana była korona z długich, zielonych piór kwezali), płaszczem i mitrą. W strój boga przyodziano przybysza. Cortésowi wręczono ponadto setki cennych przedmiotów, z których najcenniejsze to złoty i srebrny okrągłe kalendarze wielkości koła od wozu, bogato rzeźbione w astrologiczne znaki. Cortés przekazał dary królowi Hiszpanii Karolowi V, i przekazał poprzez posłańców dary dla Montezumy. Posłańcom towarzyszyła grupa kapłanów i zaklinaczy, których zadaniem było odwieść Cortésa od podróży do Tenochtitlanu. Cortés jednak zdecydował się pójść do stolicy. Podczas swej podróży (początek 16 sierpnia 1519 r.) Cortés przybył do Tlaxcala, regionu Totonaków. Tlaxcala było konfederacją miast, które nie zostały zajęte przez Azteków w zamian jednak za płacenie wysokiego trybutu oraz dostarczanie młodych chłopców i dziewcząt na ofiary rytualne do Tenochtitlanu. Cortés dowiedziawszy się o tych faktach umiejętnie wykorzystał zastaną sytuację, a w efekcie jego manipulacji przywódcy Totonaków zdecydowali się zostać sojusznikami Hiszpanów i dołączyli do niego w jego podróży do Tenochtitlanu.
Bardzo pomocną w porozumiewaniu się z tubylcami była tłumaczka i kochanka Cortésa Malintzin, córka dygnitarza sprzedana do niewoli w Tabasco. Znała ona język nahuatl (używany w imperium Azteków) oraz język Majów, a z czasem poznała również hiszpański. Z Tlaxcali Cortés udał się na czele jednostek hiszpańskich i sojuszniczych do Choluli, dużego miasta targowego, które podlegało Montezumie. W mieście tym - jak twierdzili nowi alianci tlaxcańscy - Montezuma nakazał mieszkańcom Choluli zrobienie zasadzki i zgładzenie Hiszpanów. Trudno powiedzieć, czy rzeczywiście zawiązał się jakiś spisek mający na celu zgładzenie najeźdźców, natomiast Cortés dał brutalny pokaz siły, aby zmusić starszyznę państewek indiańskich i samego Montezumę do przyjęcia przez nich protekcji hiszpańskiej. Na kacyków i wyższych dowódców wojskowych Choluli zastawiono pułapkę: przyjęcie, na które zostali zaproszeni, zakończyło się krwawą masakrą. Zamordowano nie tylko przedstawicieli starszyzny, lecz również zwykłych mieszkańców miasta. Poległo co najmniej kilkaset osób (azteckie źródła mówią nawet o pięciu tysiącach ofiar), a miasto doszczętnie splądrowano.
Ale wracając do cyklów 20 letnich katunów, to w roku 1527, 6 maja – niemiecko-hiszpańskie wojska cesarza Karola V zdobyły i rozpoczęły plądrowanie Rzymu. Z chroniących papieża Klemensa VII 189 szwajcarskich gwardzistów poległo 127. Był to zarazem koniec klasycznego renesansu we Włoszech . 8 lutego 1597r.– za udział w spisku przeciwko ElżbiecieI ścięto Marię Stuart, Królową Szkotów. 28 maja 1588r, – hiszpańska Wielka Armada obrała kurs na wybrzeże Anglii, aby 29 lipca 1588 r. nastąpiła ostateczna klęska Wielkiej Armady, floty hiszpańskiej, początek końca Hiszpańskiej dominacji na świecie. 14 maja 1607r. – założono pierwsze stałe osiedle angielskie w Ameryce Północnej - Jamestown . 14 stycznia 1907r.– trzęsienie ziemi w Kingston na wyspie Jamajka, zostało zniszczonych 75 % budynków, zginęło ok. 1 000 osób. 30 czerwca 1908r. – na Syberii w pobliżu miejscowości Podkamienna Tunguzka miała miejsce tak zwana Katastrofa tunguska - potężna eksplozja o sile 1000-krotnie większej od bomby atomowej zrzuconej na Hirosimę.
Naukowcy twierdzą, że ze względu na brak minerałów nie był to meteoryt , czy asteroid. 28 grudnia – wielkie trzęsienie ziemi we Włoszech powoduje zniszczenia w Mesynie na Sycylii i w regionie Kalabria, około 75 tys. zostało zabitych (7° w skali Richtera). 22 kwietnia - 5 maja 1927r.– wielka powódź – wylew rzeki Missisipi dotknął około 700 tys. osób, była to największa powódź w historii USA. Silne trzęsienie ziemi w Armenii zniszczyło miasta Leninakan, Spitak i Kirowakan, zginęło co najmniej 25.000 osób. 2 kwietnia 2007– w Wyspy Salomona na Pacyfiku uderzyła fala tsunami wywołana trzęsieniem ziemi pod dnem oceanu o sile 8 st. w skali Richtera, zginęło 15 osób. 15 września 2008 w Stanach Zjednoczonych krach na giełdzie papierów wartościowych Wall Street w Nowym Jorku rozpoczął światowy kryzys finansowy.
Można jeszcze dać prawo głosu samym tym kulturom Olmeków, Inków, Majów, Azteków, Tolteków i wielu innym pomniejszym grupom etnicznym. Można przeliczyć czas w ich wiekach, półwieczach czy nawet ćwierć wieczach (104 lat, 52 lata i 26 lat ) czyli okresach których kresu oni się obawiali. I tak odliczając od 2012 roku wstecz po 104,52 i 26 lat natrafimy na takie ważne lata jak 1960, 1908 czy 1492, ale może być to nieco złudne jeśli mimo wszystko tak mało wiemy z tego co pozostało po tych wspaniałych kulturach.
Tak więc jakby nie przeliczając w różnych jednostkach, wymiary dowolnego przedmiotu zawsze odnajdziemy jakieś ciekawe czy kontrowersyjne wielkości liczbowe, od wartości wielkości kosmicznych do historyczno –politycznych dat jakichś wydarzeń.
Tym niemniej odliczając lata od domniemanego początku ery „Piątego Słońca” nie znajdziemy w powstałym szeregu liczb ( po 104 lata, czyli pełen Majański wiek) roku 2012, lecz również tak jak próbowałem udowodnić w poprzednich częściach tej mojej rozprawy rok 2087 : 3113, 3009, 2905, 2801, 2697, 2593, 2489, 2385, 2281, 2177, 2073, 1969, 1865, 1761, 1657, 1553, 1449, 1241, 1137, 1033, 929, 825, 721, 617, 513, 409, 305, 201, 97, 7 rok naszej ery 111, 215, 319, 423, 527, 631, 735, 839, 943, 1047, 1151, 1255, 1359, 1463, 1567, 1671, 1775, 1879, 1983,+ 26 = 2009 +26 = 2035 + 26 = 2061+26 =2087 rok
Lub inaczej: 3113 – 10 X 104 =1040 = 2073 -1040 =1033 -1040 = 7rok naszej ery + 1040 =1047 + 1040 = 2087 rok
Od roku 3113 p.n.e. po upływie 5 200 lat znajdziemy się w roku 2087 w erze Wodnika.
o czym kontynuuję swe rozważania w kolejnych częściach swej pracy.
Tadeo
PostWysłany: Nie 19:53, 19 Gru 2010    Temat postu:

6
FIZYKA NIEBIESKA
Geometryczna zależność między planetami i cyklami Słońca to tylko „czubek lodowej góry”. Wiele w zrozumieniu tych geometryczno astrologicznych zależności przybliżył Johannes Kepler ( ur. 1571 zm. 1630 roku( Rys.34).
W swej „fizyce niebieskiej” jak ten uczony zwykł nazywać swą nową dziedzinę nauki.W czasach Keplera nie było wyraźnego rozgraniczenia między astrologią, którą uczony również uprawiał, a astronomią, będącą jedną z tak zwanych „sztuk wyzwolonych” ( 7 sztuk wyzwolonych jako podstawa wykształcenia godnego człowieka). Natomiast astronomia była oddzielną od fizyki samodzielną nauką .
Na uniwersytetach średniowiecznych przygotowaniem do studiów filozofii i teologii było tak zwane „ Quadrivum” obejmujące naukę o „liczbach czystych” (arytmetyka,) rozważanych w przestrzeni ( geometria), w czasie (muzyka), w ruchu (astronomia), w przestrzeni.
Aby przybliżyć postać ważnego w mych rozważaniach Keplera dodam, że w swych pracach używał on argumentów natury religijnej , wychodząc w nich z założenia, iż Bóg stworzył świat zgodnie z inteligentnym planem, który można poznać za pomocą rozumu. Kepler żył w okresie występujących raz na 800 lat serii koniunkcji (około roku 1600 ) co walnie przyczyniło się do jednego z ważniejszych jego odkryć związanych z zaobserwowanym w 1603-1604 roku wybuchu „Super nowej”(Rys.35) i poprzez argumentacje, że znajduje się ona w sferze gwiazd stałych, podważył dogmatyczną doktrynę „o niezmienności niebios” . Kepler studiując odwoływał się do „muzyki sfer” Pitagorasa( geometryczne uzależnienie stosunku długości strun instrumentów szarpanych do „czystych tonów” w muzyce), był przekonany, że geometryczne obiekty były dla Stwórcy modelem dla całego wszechświata( „Kwadrat okresu wokół Słońca jest proporcjonalny do sześcianu odległości od Słońca”).
Pewne geometryczne stosunki odległości w astrologii i astronomii wiążą się również z pewnymi modułami czasowymi. I tak na przykład u Majów mamy okresy po 52 lata, gdzie według ideologii wróżebnego kalendarza Tzolkin każdy w 52-gie urodziny, podobnie jak to jest w horoskopie astrologii harmonicznej (identyczny rozkład planet jak przy urodzeniu ), wraca do sytuacji z przed lat, aby móc naprawić stare błędy.
Lecz w astrologii harmonicznej ze względu na odmienną i bardzo zróżnicowaną długość obiegu planet dookoła Słońca, można tam jedynie mówić o częściowym podobieństwie tylko pewnych grup planet. Aby znaleźć na przykład idealne położenie wszystkich planet Układu Słonecznego względem środka Drogi Mlecznej, czy każdego innego punktu w kosmosie, należałoby pomnożyć między sobą czas obiegu wszystkich planet Układu Słonecznego.
Uzyskany wynik zapewne ni jak by nie pasował do dużo krótszego czasu życia ludzi. Owe ciekawe doświadczenie z odnajdywaniem wspólnej liczby jednego modułu ( okresu) ustawienia w tym samym położeniu wszystkich planet Układu Słonecznego będzie jednak różny (choć niekiedy bardzo bliski) z położeniem planet do tak zwanych „gwiazd stałych”.
Dzieje się tak z powodu ciągłego ruchu i przemieszczania się ciał niebieskich, aby powtórzyć za Heroklitem: „Pantha rei”( wszystko płynie) i nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, bo woda w niej już jest inna. Żeby pokrótce przybliżyć zależności, które w nieco inny od konwencjonalnej biologii i astrologii działają na rozród i rozwój życia na Ziemi ( w astrologii powinno też poddawać się analizie moment poczęcia, wiedząc że ciąża w przybliżeniu trwała ok. 9 miesięcy), z powodów trudniejszej możliwości dokładnego określenia momentu poczęcia przez wieki wypraktykowano korektę dotyczącą samej energetycznej wartościowości wpływu na noworodka.
Chodzi tutaj o średnią energię Słońca i o tak zwane cztery żywioły przypisane grupom po 3 znaki zodiaku (Baran-Ogień, Byk-Ziemia, Bliźnięta-Powietrze, Rak-Woda, Lew- Ogień, Panna-Ziemia, Waga-Powietrze, Skorpion-Woda i dalej znów: Strzelec-Ogień, Koziorożec-Ziemia, Wodnik-Powietrze, Ryby-Woda).
Aby przybliżyć to na przykładzie przyjmijmy, że plemnik wnika do jaja pierwszego dnia akurat kiedy w okołobiegunowym pasie Słońca zaczyna się magnetycznie pozytywnie naładowana ćwiartka naprzemiennie usytuowanych energii.
Tak więc wówczas znajdujący się na Ziemi zarodek miałby przez pierwsze 3 miesiące ciąży wciąż niezmienne warunki, pozostając pod wpływem sekwencji dodatnich emisji energii Słońca, tej samej, w której został poczęty.
W kolejnych 3 miesiącach płód będzie bombardowany ujemną radiacją Słoneczną, co będzie u niego wywoływać niepokój i dyskomfort. W tym czasie jednak system wydzielania wewnętrznego, czyli podwzgórze nie jest gotowe jeszcze spełniać swoich funkcji.
W ostatnich 3 miesiącach ciąży płód ponownie znajduje się pod wpływem zaistniałej podczas poczęcia i pierwszych 3 miesięcy ciąży, bliskiej jemu radiacji dodatniej.
Po 275 dniach, licząc od chwili kiedy jajo wydostaje się z jajnika włączając siedmiodniowy okres jego stabilizacji w macicy, radiacja Słońca znów zmienia się z dodatniej na ujemną . Płód odczuwa stres i niepokój, tym razem jednak reaguje wydzielaniem do krwi hormonów, które w organizmie matki zapoczątkowują proces porodowy.
Mogłoby to oznaczać, iż płód sam wybiera sobie moment swoich narodzin, a cechy osobowościowe wynikają z mutacji genetycznych zaistniałych szczególnie w pierwszych miesiącach ciąży. Tak samo przedwczesne i opóźnione porody uzależnione są od zaburzeń radiacji Słonecznej. Jeśli na przykład średnia jej wartość emitowana na Ziemie będzie miała „obcy” lub „swojski” potencjał płód może sam siebie zmusić do opuszczenia niekorzystnego środowiska lub będzie się spóźniał z porodem w kojącej atmosferze wdrukowanej podczas poczęcia lub średniej wypadkowej energii początkowych miesięcy ciąży.
Lecz przecież astrologia opiera się przede wszystkim na wpływach i geometrycznych zależnościach planet na nowonarodzonego człowieka. I takie wpływy niewątpliwie istnieją, choć bardziej jako konglomerat wypracowanych korekt i wpływu Słonecznej energii w okresie płodowym, a dopiero po tym wszystkim mamy samą przyczynowość duchowej chęci (nakaz) urodzenia się w danym miejscu i czasie (karma).
Moim zdaniem subtelny urodzeniowy wpływ konfiguracji gwiazd i planet jest kończącym akordem urodzin, kiedy to już uformowany noworodek opuszcza ciało matki, gdzie w swego rodzaju izolującym ciało kobiety i płodu polu elektromagnetycznym przebywał dotychczas.
Organizm matki w czasie przed porodem postrzega płód jako swego rodzaju pasożyta, dlatego też zabezpiecza się izolując od wpływów energii płodu swego rodzaju polem elektromagnetycznym, przez które przenika jedynie potrzebna do rozwoju płodu energia Słońca wolna od kształtujących charakter energii innych od Słońca ciał kosmicznych.
Zaraz po urodzeniu do niezakodowanego jeszcze zapisu i do ciała noworodka docierają subtelne energie planet, księżyca i pewnych tak zwanych ważnych w astrologii gwiazd stałych, których energia i wspólne zależności kształtują charakter i przeznaczenie danej osoby. (Rys.36 i 37)
Jeśli jeszcze nie zanudziłem swych czytelników, to pokuszę się może o podanie kilku uzupełniających astrologiczno-astronomicznych danych na temat gromady gwiezdnej Plejad, a w szczególności najjaśniejszej gwiazdy w tej grupie Alkione.
W okresie od 4,5 tysiąca lat pne. do 2 tysiące pne. Plejady w astrologii Babilonii, Persji i Indii uważane były jako punkt równonocy, czyli znajdowały się w punkcie zerowym znaku Barana.
W astrologii indyjskiej uważane były za osobną jedną z 27-miu konstelacji nazywanych Nakszatra ( żony księżyca). Najjaśniejsza gwiazda Alkione A w Sanskrycie znana jest jako Amba oraz Arundhati. W dawnej astrologii Plejady były uważane za strażników nieba. Alkione jest pierwszym obiektem, na jaki należy zwrócić uwagę w opracowywaniu horoskopu urodzeniowego. Alkione, Amba (Matka) to jedna z 15 podstawowych gwiazd stałych jakie oznacza się w kosmografie i od których zaczyna się budować obraz człowieka i badanie jego losu.
W Babilonii astrologowie nazywali Plejady Temmenu, co znaczyło Kamień Węgielny lub Fundament. Światło mgławicy otulającej Plejady jest przedmiotem skupienia i kontemplacji w jodze, tantrze jak i w zachodnich szkołach ezoterycznych.
Światło Plejad sugerowane jest jako pożądany duchowy wpływ nawet w Biblii. W astrologii arabskiej, w której zaznaczają się wpływy perskie i indyjskie, Alkione to al-Wasat, Istota Centralna, Środek Wszechrzeczy, Odai-Wasat wyższa idea tak zwanego „Wielkiego centralnego Słońca”, które wszystkim rządzi mając wielki wpływ zarówno na Układ Słoneczny, ale także na cały okoliczny kosmos, (Brahmandaminna - al.-Nair, obiekt który jest jaśniejący, świetlisty, promienny, podsyca skłonność ku światłu (heb. Orr, sanskr. Jyoti ).
Tym, którzy negują boską światłość, wzmaga ciemność, wypadki i ślepotę także organiczną. W astrologii jest to gwiazda kierująca, gwiazda przewodnictwa, gwiazda dobra dla ludzi mających żywych duchowych przewodników ze światłości. A niepomyślna dla ludzi odrzucających przewodnictwo światła i postaci guru oparte na prawdzie oraz sprawiedliwości. Od 5 do 15 czerwca 2012 r. można będzie obserwować koniunkcje Jowisza i Plejad z maksymalnym zbliżeniem 11 czerwca 2012r. około 3 rano nad wschodnim horyzontem .
Koniunkcja Jowisza i Plejad zdarza się raz na 12 000 lat, bo tyle czasu zajmuje Jowiszowi jedno pełne okrążenie ekliptyki. Koniunkcja ta nazywana jest w astrologii „Początkiem Nowego Roku Jowiszowego”, w Oriencie „Początkiem nowego cyklu Guru”, ”Roku Guru „ Guruwara ,dobry okres na dokonywanie inicjacji. Plejady przesuwają się w kierunku znaku Bliźniąt ( z początkiem 21 wieku) w tempie około 50 sekund łuku na rok, czyli cały stopień( 60 min. łuku ) przesuwają się co 72 lata (dane astrologiczne z Himalaya – Wiki Biblioteka ezoteryczna)
3 600 : 50 = 72
Wiem, że w naszym zabieganym świecie niewielu ma czas, aby zastanawiać się nad jakimiś poza bytowymi zagadnieniami życia. Moim zdaniem jednak, to o czym zacząłem tutaj pisać, jest lub może być z tych egzystencjonalnych spraw jedną z ważniejszych. Choć na pewno nie przekonam tych, którzy często z przekory nie dadzą się przekonać, gdyż że powtórzę za Eliaszem „ nie można zostać prorokiem w swoim kraju”, ale jednak opowiem o pewnym pokrewnym z tematem mych rozważań zdarzeniu.
Niedawno uczestniczyłem w bardzo typowym towarzyskim spotkaniu. Siedząc na balkonie pięknego mieszkania mych znajomych w New Westminster (Kanada ) i smażąc się w słonecznych promieniach tego sierpniowego popołudnia, spędzaliśmy czas przy typowych towarzyskich rozmowach, kiedy inny kolega niosąc puchar jakiegoś orzeźwiającego napoju, w którym pływały duże kawałki lodu powiedział: „I pomyśleć, że już niedługo ludzie będą tylko wspominać takie mieszkania, w których kiedyś były takie urządzenia produkujące lód i zimną orzeźwiającą wodę. Wnętrze tych specjalnych skrzyń było też zapełnione zakonserwowanym pożywieniem”.
Właściciel mieszkania widocznie nie zrozumiał dygresji, gdyż spytał mnie: „ O co jemu chodzi?”. Odparłem, że zapewne idzie tu o nadchodzący koniec znanego nam świata, na co mój rozmówca oznajmił stanowczo, że nic się nie stanie, bo ostatnio widział w telewizji program, w którym mówiono, że wszelkie ostatnie anomalia pogodowe to jedynie znamiona „efektu cieplarnianego”.
Widząc brak zrozumienia ze strony swego znajomego, jak i będąc właśnie świeżo po swych własnych dociekaniach nad ewentualnością zaistnienia jakiejś katastrofy w okolicach pierwszej dekady 21 wieku, odpowiedziałem koledze zgodnie ze swoim przekonaniem, iż wmawiany nam w masmediach „ efekt cieplarniany” i jego skutki jakoby ludzkiej działalności to oczywista blaga i wybieg polityczny, aby móc dodatkowo opodatkować społeczeństwa świata uprzemysłowionego.
W ten sposób nasza rozmowa zmieniła nieco tory z nudnej towarzyskiej, w zasadzie o niczym, na bardziej (przynajmniej dla mnie) ciąg twórczych spekulacji o światowym spisku, czy wiedzy starożytnych na temat cykliczno- katastroficznych zmian na naszym globie.
Tak więc powołując się na to co wyszukałem oznajmiłem, że ta niespotykana w tym miejscu gdzie mieszkamy temperatura (+ 36 stopni Celsjusza ), jest mym zdaniem zarówno wynikiem zwiększonej obecnie aktywności Słonecznej, jak i spadkiem magnetyzmu i swego rodzaju dziur zarówno w atmosferze, jak i w magnetosferze Ziemi. Jeśli zaś chodzi o działalność człowieka, jego udział w tym tak zwanym „efekcie cieplarnianym” jest znikomy. A obwinia się nas o zanieczyszczanie atmosfery dwutlenkiem węgla, przez co kiedy promienie słońca przenikną tę warstwę brudu w atmosferze nie mogąc się z takiej pułapki wydostać, wielokrotnie jeszcze odbijają się między atmosferą a powierzchnią Ziemi i wzmagają ciepło, które zostaje w takiej pułapce uwięzione. Ale chwileczkę? Wiadomo, że kosmos miałby być zimny i im wyżej tym zimniej, widać to chociażby lecąc samolotem, lub obserwując szczyty ośnieżonych gór. Ale z innej strony wiemy, że jeśli w upalne lato nie przykryjemy szyb naszego samochodu, wewnątrz będziemy mieli jak w piecu.
O dziwo przez jasną przejrzystą szybę jakoś to ciepło nie bardzo zaraz po przeniknięciu do środka chce równie szybko opuścić nasz samochód. Chyba, że istota tkwi przede wszystkim w nagrzewaniu się samej powierzchni Ziemi, podobnie jak tapicerki naszego samochodu? Działalność Słońca w tej kwestii jest najistotniejsza, gdyż tylko z pasa równikowego unosi ona co roku w powietrze około 600 do 700 bilionów ton wody, (ta liczba to 6 lub 7 z 14 zerami). Idąc dalej tym tropem mylne jest pojęcie, że cała ta woda pod postacią deszczy wraca z powrotem na Ziemię.
Wiele miliardów ton wody na zawsze opuszcza naszą planetę. Podobnie oddziaływanie Ziemi i Księżyca wpływa na działalność sejsmiczną i wulkaniczną na naszej planecie, co wydobywa rocznie z Ziemi w postaci dwutlenku węgla około 33 milionów ton czystego węgla, przy czym szczeliny i wulkany podwodne aż 30 milionów ton. Wszystko to unosi się w powietrze i miesza z azotem.
Tak bywało praktycznie od zawsze, a im dawniej tym emisji CO2 w atmosferze musiałoby być o wiele, wiele więcej, co było związane ze wzmożoną aktywnością wulkaniczną poprzednich epok historycznych Ziemi. Jednym słowem można by powiedzieć , że efekt działalności człowieka jest jedynie nikłym procentem takich emisji. Po drugie, jakby się mogło wydawać, ziemska atmosfera nie jest jakimś zamykającym nas od wpływów kosmosu szklanym kloszem, na którego powłoce osadzają się zanieczyszczenia tworząc uniemożliwiające dla ciepła promieni słonecznych ucieczkę z tego zabrudzonego klosza, gdyż jak się okazuje zorganizowany na początku lat 90–siątych międzynarodowy program badawczy” Step” potwierdził ucieczkę gazów, a nawet drobnych cząstek materii ( wielkości od 0,2do0,6 mikrometrów ) z Ziemi w kosmos poprzez Ziemską atmosferę.
Jeszcze na wysokości 77 km nad powierzchnią naszego globu znajdowano żywe ziemskie mikroorganizmy. Kumulowanie się energii niby w garnku pod przykrywką, jeśli jest powodem zmian klimatu i ewentualnego „efektu cieplarnianego”, nie jest to ich jedyny powód.
W większości wypadków nasi mądrzy uczeni wysnuwają coraz to nowe hipotezy i nawet nie mogą na dobrą sprawę prawidłowo porównać ich do podobnych zdarzeń z przeszłości, gdyż, albo brakuje im dostatecznych danych, albo jak obecnie ma to się do Słońca, nie można brać pod uwagę danych o jego zachowaniu ponieważ podobno ostatnio z niewiadomych przyczyn nastąpiła zmiana jego magnetyzmu. Powoduje to to, że dawniejsze obserwacje mogą nie pasować do obecnych, nawet na pierwszy rzut oka podobnych sytuacji. A pogląd, czy nastanie ocieplenie, czy ochłodzenie, wiąże się przede wszystkim z aktywnością Słońca.
Tak więc oceny uczonych na ten temat są skromnie mówiąc podzielone i oprócz zwolenników „efektu cieplarnianego”, są też zagorzali zwolennicy teorii o nadchodzeniu „epoki lodowcowej”. 29 Maja 2010 roku uczeni z NOAA ( National Oceanic and Atmospheric Administration ) i z NASA ogłosili, że spodziewane na 2013 roku maximum 24 cyklu plam Słonecznych będzie słabsze niż dowodzą to inni, i że zaistnieje tylko ok. 90 plam Słonecznych. Miałoby to być najsłabsze tak zwane „maximum” od 1928 roku, kiedy to było na Słońcu zaledwie 78 plam. Inni uczeni dowodzą na ten sam temat, że owych plam będzie jeszcze mniej, bo tylko około 70. Oni to obawiają się, że sytuacja ta będzie podobna do tak zwanego „ minimum Maundera”, kiedy to przez okres 70 lat, od 1645 do 1715 roku, liczba plam nie przekraczała kilku, a temperatura na Ziemi była najniższa od 8 000 lat. W tych latach Europejskie rzeki co rok całkowicie zamarzały, a przez Bałtyk jeżdżono saniami. Podobne, choć nie aż tak drastyczne, było tak zwane „minimum Daltona” w latach 1790 do 1820, gdy średnie temperatury były o ok.4 stopnie niższe niż obecnie.
Na podstawie tych domniemań niektórzy klimatolodzy przewidują ochładzanie się Ziemi już od 2015 roku, aby w całkowicie mroźny okres wkroczyć w latach 2021-2026, albo przy sprzyjających okolicznościach w 2050- 2060. Stuletnią epokę lodowcową przewiduje się już od roku 2100. Inni znani klimatolodzy : W. Broecker i R. Bryson też twierdzą, że za 50 lub najdalej za 500 lat może nadejść podobna epoka lodowa do tej, która gwałtownie skończyła się na skutek jakichś katastroficznych zmian na naszej planecie ok. 10 800 lat temu, kiedy to na Syberii zamarzły mamuty i zmienił się klimat przez zaistnienie ciepłego prądu oceanicznego na środkowym Atlantyku.
Wszystko to brzmi nie tylko przerażająco, ale i rzeczowo, z tym że ja nadal nie wiem czy należy bezkrytycznie poddawać się oficjalnej wiedzy, widząc jaka ona bywa skrajnie odmienna i wiedząc o jej rozstrzępieniu się na podstawowe dwie frakcje.
Jeśli miałbym nieco przybliżyć tę sytuacje, musiałbym wspomnieć , iż mamy obecnie do czynienia z agresywnie promowaną tak zwaną tradycyjną fizyką (fizyka cząstek elementarnych). Powoduje to udowadnianie na siłę laikom dawno już zdezaktualizowanych teorii ubiegłego stulecia. Paradoksalnie dochodzi do tego, że niektórzy młodsi i bardziej nowatorscy, z tak zwanych „fizyków teoretyków” są zmuszani do pracy nad teoriami, w które nie wierzą, gdyż jest to dla nich jedyna droga do osiągnięcia osobistej kariery ! Paradoks polega na tym, że ci twórcy nowej nauki ( teoria strun ) są zmuszani do pracy w podobnej atmosferze, przez którą jeszcze kilkadziesiąt lat temu z trudem przebijali się twórcy fizyki kwantowej i innych nauk uznanych dziś za konwencjonalne. Ponawiam więc moje pytanie: „czy można wierzyć nauce, a jeżeli tak, to której?”
A może lepiej uwierzyć w swój zdrowy rozsądek, czy to w kwestii kataklizmów czy też w kwestii istnienia jakichś zawiadujących tym wszystkim stwórczych sił, co może być również związane z kwestią życia poza planetą Ziemia.
Tadeo
PostWysłany: Nie 19:51, 19 Gru 2010    Temat postu:

5
PRZEBIEGUNOWANIE
Wirujący bąk
Na pewno już nasi uczeni wiedzą, że czasem pole magnetyczne zmienia swój kierunek i natężenie, które obecnie ma tendencje spadkowe, i że jak tak dalej potrwa to może całkowicie zniknąć już gdzieś za kilkaset lat. Wiedzą też, że magnetyczne bieguny Ziemi zaczynają przyśpieszać swe wędrówki. Zlokalizowany po raz pierwszy w 1831 północny biegun magnetyczny w początkowych okresach jego poznawania poruszał się nieznacznie. Od 1900 roku( kiedy go ponownie zlokalizowano) do kolejnego miejsca lokalizacji w 1960 roku przesunął się zaledwie o 10 stóp, w 1968 roku o kolejne 10 stóp, następnie zaczął przyśpieszać osiągając przeciętną wartość 10 km/rok, całkiem niedawno ok.40km/rok, a ponoć obecnie pędzi w stronę Syberii z prędkością od 55 do 65 km rocznie.
Według najnowszych doniesień w tej sprawie mówi się, że na powierzchni jądra istnieje region gwałtownych zmian magnetyzmu wywołanych prawdopodobnie przez tajemniczą „smugę” magnetyzmu wychodzącą z głębszych warstw jądra.
Najbardziej naukowo z tego doniesienia brzmi oczywiście owa „tajemnicza smuga”. Tak, dobrze jest się śmiać z głupich ludzi jeśli się ma naukowe stypendium i bierze pieniądze za nic!
Jeśli przebiegunowania są dość rzadkim fenomenem, cóż można powiedzieć o przeskokach bieguna geograficznego? Wśród wielkiej liczby popularno-naukowych teorii istnieje również pogląd, że na przestrzeni okresów historycznych zmieniało się również położenie biegunów geograficznych.
Ostatni taki przeskok na półkuli północnej miałby nastąpić ok.11 000 lat temu i wówczas biegun miałby znajdować się podobno w zatoce Hudsona w Kanadzie (sprawa spontanicznie zamarzniętych zwierząt, posiadających w żołądkach treść pokarmową, podczas porodu itp. Itd. syberyjskie mamuty, konie z Alaski). Wcześniej ok. 40 000 lat temu biegun geograficzny miałby być na Grenlandii, a jeszcze wcześniej ok. 80 000 lat temu na Alasce.
Swojego czasu mając mapę z zaznaczonymi na niej domniemanymi biegunami z przeszłości, zauważyłem, że od punktu z przed 80 000 lat do kolejnego 40 000 lat jest taka odległość, że ¾ jej długości pokazują odległość między tym punktem z przed 40 000 lat, a tym z przed 11000 lat. Reguła powtórzyła się, gdy sprawdziłem odcinek między tym ostatnim punktem , a ¾ jego odległości . Teraz długość tego odcinka pokryła się z obecnym biegunem geograficznym. Jakże się zdziwiłem kiedy przy pomocy cyrkla próbowałem odnaleźć ewentualne płożenie przyszłego bieguna geograficznego, a ostrze cyrkla trafiło dokładnie na usytuowanie północnego bieguna magnetycznego( Rys.26 )
Nie mam pojęcia na ile można w takich przypadkach wierzyć intuicji, czy temu podobnym podszeptom z jakichś innych „światów” czy sfer, ale tak wtedy, jak i teraz sądzę, że mogłem mieć rację. Tak jak moim zdaniem kiedyś dawno astronomia przerodziła się w astrologię, aby później znów zrodzić astronomię, tak i odczucia pokrewne intuicji mogą być równoznaczne z praktyczną nauką, którą dalej można zakodować w formie mitu czy alegorii. Poszlaki ku takiemu twierdzeniu można znaleźć niemal wszędzie, ale może ja jeszcze spróbuję to omówić z pokrewną z naszymi słonecznymi epokami kwestią er zodiakalnych.
Tak więc astrologia, którą odkryto przy okazji stworzenia „Pasa Zwierzyńcowego” i 12-stu er na obwodzie ekliptyki (wynaleziony w starożytności najprawdopodobniej w Sumerze „Kalendarz Zodiakalny”) w poważnej mierze jest też związana z pragmatyczną astronomią. Jako, że symbole zawarte w tak zwanym „Pasie Zwierzyńcowym” odpowiadają pewnym symbolom przypisanym niektórym bóstwom we wszystkich kulturach świata, wygląda też, że są one związane z „Rokiem Platońskim” ( „Boskie „ panowanie na Ziemi). 12 wyodrębnionych i nazwanych w starożytności gwiazdozbiorów, w bliższych nam czasach zostały przyjęte przez Hipokratesa i dzięki temu do dziś dnia obowiązują nie tylko w astrologii, ale i w naszej astronomii. Dzoidiakoskyklos, co w grece oznacza właśnie zwierzęcy krąg ( Rys. 27) , czasem zmienia znane nam obecnie nazwy konstelacji gwiezdnych, ale nie jest to tak nagminne, i czasem odpowiedzialne za to są ludowe legendy czy lokalne tradycje, a nie ogólna astrologiczno-astronomiczna tendencja.
Na przykład gwiazdozbiory takie jak Plejady w słowiańskiej Polsce były postrzegane jako Kwoka z Kurczętami, a na Malajach jako Słoń. W Chinach natomiast te same grupy gwiazd nazywano Owcą, Koniem, Smokiem, Szczurem, Zającem, Świnią, Kotem, Psem, Osłem, Małpą itp. Jednak jakimi nazwami nie nazwano by tych konstelacji, zawsze opiera się to na zasadzie zodiakalnego koła zwierzyńcowego. Wygląda to całkiem podobnie jak z symbolami niektórych partii politycznych , symbole zodiaków np. Byk , Baran, Skorpion, Lew, przypisane są pewnym „Bogom” ( „Brama Isztar w Babilonie” Rys.28)
Niektóre z tych symboli reprezentowały nie tylko poszczególne osoby („Bogowie”), ale także główne frakcje czyli najczęściej ich rodziny, równo dzieląc wpływy i władzę na swego rodzaju kadencje między uprzywilejowanymi, o czym wzmiankują wszystkie mitologie i legendy wszystkich ludów świata, włącznie z mitologia Żydów i Chrześcijan ( „Księga Ezechiela , Daniela, Nowy Testament, Objawienie Jana”).
Przez wieki i tysiąclecia system tej wiedzy wzbogacał się o nowe aspekty, jak podział czasu na dekady, wieki , lata, miesiące, dni, i tak dalej, z tworzeniem podziału czasu i kalendarzy. Odrębne kultury, klany, szczepy, plemiona, a nawet rodziny, posiadały często własne kalendarze i systemy liczenia czasu ( biblijne pomieszanie języków). Symbolom pierwotnych „Bogów” i samym „Bogom” zaczęto nadawać inne imiona, a nawet określać ich nazwami planet i gwiazd (Sukcesja Marduka, który nazwał swoim imieniem planetę Nibiru ).
Takie działanie widoczne są w panteonach „Bogów” Grecji i Rzymu, jak również w nazewnictwie miesięcy i dni tygodnia (Księżyc – poniedziałek , Mars – wtorek , Merkury – środa , Jowisz – czwartek, Wenus – piątek, Saturn – sobota, Słońce – niedziela.).
Nie przypadkowo i nie bez przyczyny więc dzień świątynny przeniesiono z soboty (obrazującej w Judaizmie Marduka lub Enkiego pod postacią Jahwe jako planetę Saturn - skrót myślowy do planety Niburu) w kolejnej erze na niedziele w Chrześcijaństwie, utożsamiając Jezusa z bóstwem Słonecznym (przypisanie jemu urodzin w dniu 24 grudnia według wcześniejszych tradycji 3 dni po zimowym przesileniu Słonecznym , kiedy Ziemia odwraca się w stronę środka naszej galaktyki (3 dni przed urodzeniem jak i 3 dni zmartwychwstania ).
Jest to również uwidocznione jako tajemna symboliczna wiedza w wielu starożytnych budowlach i w niemal wszystkich katedrach gotyckich, co opisałem w dalszych częściach swej pracy. Oparto również na tym systemie naukę o wieszczeniu przyszłości, zauważając pewne korelacje między układem planet a cechami charakteru urodzonych wtedy osób, początkowo ustalając do czego predysponowany i czym w przyszłości powinien zająć się noworodek (szamani wielu kultur Świata między innymi Majańscy i astrologia harmoniczna).
Później wiedzę astrologiczną zaczęto wykorzystywać do „odczytywania z gwiazd” przyszłości narodów i poszczególnych ludzi. Na podstawie uniwersalnej wiedzy astrologicznej powstało wiele pokrewnych szkół i systemów wróżebnych, odsuwając jednocześnie w kąt nudną astronomię ( odkrycie Kopernika, iż nie Ziemia, ale Słońce jest centralnym punktem Układu Słonecznego było tylko przypomnieniem pradawnej wiedzy).
Oprócz zsymbolizowanej czy nawet utajonej wiedzy istnieje w owej astrologii również i wiedza praktyczna, która będąc jednocześnie zagadnieniem astronomicznym z czasem przejęła jednak bardziej atrakcyjną formę astrologiczną. Jak się bowiem może okazać niemalże jarmarczna sztuka astrologii może być bardzo spójną nauką o płodności, rozrodczości i wpływie sytuacji astronomicznych na cechy charakteru człowieka.
Do jeszcze niedawna przede wszystkim Księżyc traktowano jako „kosmiczne lustro”, które będąc najbliżej Ziemi ma na nią i co za tym idzie na ludzi, największy wpływ. Jest to pod wieloma względami słuszne przede wszystkim jeśli chodzi o jego wpływ grawitacyjny. Tym niemniej, jak się może okazać, Księżyc jedynie wzmacnia, osłabia, zasłania lub odbija ( tak zresztą jak i inne planety Układu Słonecznego), życiodajną a zarazem zabójczą energię naszej dziennej gwiazdy.
Tak samo grawitacja Słońca wzmacnia lub rozprasza energie większych od siebie gwiazd i emisji energii kosmicznych (Syriusz, Aldebaran, Algol, Alkione czy np. Kapella ).
Słońce może również ukierunkowywać energię biegnącą ze środka naszej galaktyki, czyli tak zwanej „Ciemnej Materii” ( opisywanej przez starożytnych, a w naszych czasach określonej teoretycznie). Według pewnych nowszych koncepcji na temat „ mechaniki nieba” i zachodzących tam współzależności ustalono, że w Naszej Galaktyce - „Drodze Mlecznej” miałaby się znajdować tak zwana „czarna dziura”. „Droga Mleczna” jest postrzegana jako jasna, przecinająca niebo smuga.
Zawiera się ona między gwiazdozbiorami Kasjopei a Krzyżem Południa. Jest to Galaktyka spiralna z tak zwaną” poprzeczką”, w środku której miałaby znajdować się „czarna Dziura” ( w Egipcie utożsamiana z „Boginią” Hathor często przedstawianą pod postacią krowy Rys. 29 i 30 { podobieństwa z Hinduizmem i ich „Bogami”}).Nasza Galaktyka mieści w sobie ok. 400 000 000 000 gwiazd (według najnowszych szacunków; do niedawna 250 miliardów, w latach 80-siątych 200 mld , a 10 lat wcześniej tylko 150mld gwiazd ), ma ok. 100 000 lat świetlnych średnicy i ok. 12 000 lat świetlnych grubości.
Według najnowszych, jeszcze mało popularnych teorii na temat czarnych dziur, nie mają one, jak myślano jeszcze niedawno, działać jak gigantyczny odkurzacz pochłaniający w swe nie do końca zrozumiane czeluście wszystko, co znajduje się w jej grawitacyjnej mocy . Jak dowodzi od dawna znana teoria unifikacji, która to usuwa podział na materię i światło, (jak to jest powszechnie wiadome), światło może powstawać i znikać nieomal spontanicznie.
Może właśnie dlatego nie rozumiano wcześniej, że materia elementarna czyli neutrony, protony i elektrony, też może być tak ulotna jak światło, i że materie i światło można postrzegać jako część zunifikowanego prawidła rządzącego naszymi światami. I w myśl najnowszych paradygmatów przyciągające i odpychające się siły, od niedawna będące podstawą fizyki zostają zastąpione regułami przekształceń, mówiące o tym, że kiedy powstaje światło to cząstka naładowana ( elektron ) przekształca się w elektron i promieniowanie. Innymi słowy, przemienia się w elektron i cząstkę światła, tak zwany foton.
Absorpcja jest takim samym oddziaływaniem, tyleż że zachodzącym w odwrotnym kierunku. Dlatego też czarna dziura nie istnieje po to, aby tylko pożerać otaczającą ją galaktykę, gdyż dawno już znaleźlibyśmy się w brzuchu jej ciemnej otchłani, ale prawdopodobnie funkcjonuje ona w niemal wiecznej symbiozie ze stworzoną przez siebie Galaktyką. Chyba, że na przykład zaistnieje przewidywana za 1 do 3 miliardów lat kolizja „Drogi Mlecznej” z mgławicą Andromedy, która to koncepcja, jak większość naukowych zagadnień jest tak samo jak odczucie czy intuicja bardziej wydedukowana niż pewna( Rys.31)
Może w tym momencie powinienem poruszyć zarówno tę sprawę, jak i jeszcze kilka innych najnowszych wniosków z kosmicznych obserwacji. Po pierwsze, sprawę związaną z łączeniem się, zderzaniem i wchłanianiem mniejszych Galaktyk przez większe. I tak jedną z bardziej znanych jest wspomniany wyżej pogląd iż za około miliard lub u optymistyczniej nastawionych do życia uczonych może za 3 miliardy lat (lub nawet nigdy) nasza Galaktyka ma zderzyć się z Mgławicą Andromedy.
Obie te galaktyki nieustannie zbliżają się do siebie z prędkością ok. 120 km/sek. ( prędkość radialna), ale aby upewnić się w roku 2011 ma być wysłana sonda kosmiczna „Gaia”, która miałaby określić dokładniejszy wektor prędkości , żeby ostatecznie określić czy dojdzie do kolizji. Jednak niech się na zapas nie cieszą ci, którzy mieli by tym faktem się radować, gdyż w ten sposób ponownie wraca wielkie zmartwienie uczonych, że jeśli by nawet sama kolizja nie miała mieć zbyt drastycznych skutków dla Układu Słonecznego i dla Ziemi, to ta ostatnia będzie spalona przez Słońce za ok. 5 000 000 000 lat! Jak widać nasi uczeni lubią martwić się tym co będzie za miliardy lat nie poświęcając aż tak wiele czasu na to, aby ustalić co może być za kilka.
Ale wracając do kwestii kolizji galaktyk możemy się dowiedzieć na przykład, iż obecnie zderzają się ze sobą galaktyki Wir, N G C 4676 z galaktyką o wesołej nazwie „Czułki” ( może chodzi o czułki mieszkających na niej zielonych ludzików?). Inną ideą i uczoną wizją ( może dlatego, że jest zbyt odległa do weryfikacji ) jest fakt, iż za dokładnie 100 miliardów lat znajdziemy się w jednej wspólnej, kosmicznej rodzinie, gdyż wtedy wszystkie galaktyki złączą się w jedną piękną, szczęśliwą super galaktykę. Z innych dociekań i symulacji najnowszych super komputerów dowiedzieć się można że „Droga Mleczna” uznawana za nasz obecny dom nie musiała nim być od zawsze, gdyż jak mogłoby się okazać „Droga Mleczna” od jakiegoś czasu wchłania inną mniejszą Galaktykę roboczo nazwaną „Galaktyką Strzelca”, z której wywodzi się nasz Układ Słoneczny, jak i gwiezdne pozostałości zarówno w tak zwanym „Promieniu Oriona i Strzelca”, jak rozmytych mgławicach gwiazd poza „Drogą Mleczną”( Rys.32).
Z kolizjami światów, a nawet wszechświatów łączy się również najnowsza koncepcja uczonych z uniwersytetów w Cambridge oraz Princeton mówiąca, że postrzegany przez nas świat powstał w wyniku zderzenia dwóch Wszechświatów.
Powodem takiego poglądu jest fakt, iż z symulacji komputerowych wynika, że taka kolizja prowadziłaby do takich samych kosmicznych konsekwencji co w przypadku Big Bangu, z tym, że do jej zaistnienia nie potrzebna była by interwencja żadnej siły Stwórczej czyli Boga. Jest to swego rodzaju odejściem od istotnej pozycji siły transcedentalnej w dotychczasowych dociekaniach kwantowej fizyki super strun.
Dalej idąc tropem najnowszych odkryć astronomicznych dowiadujemy się ze zdjęć uzyskanych przy zastosowaniu fal radiowych o wyemitowanym ze środka „Czarnej Dziury” w środku „Drogi Mlecznej” odległym tylko o 100 lat świetlnych błysku atomów żelaza. Następnie o tym, że ze wspomnianej „Czarnej Dziury” wydobywa się jeszcze dokładnie nieokreślone intensywne promieniowanie, którego źródło nazwano „Sagittarius A”, od łacińskiej nazwy gwiazdozbioru Strzelca, który znajduje się miedzy nami a środkiem Galaktyki. Dookoła miejsca, z którego wydobywa się owa emisja, znajduje się wiele gwiazd . Jedną z nich jest gwiazda znana jako S2. Jest ona 7 razy większa od naszego Słońca i porusza się z niewiarygodną prędkością 5000 km/sek., zataczając 1 okrążenie wokół „Sagittariusa A” jedynie w 15,2 lat.
Tak wielka prędkość ruchu obrotowego wymaga odpowiednio ogromnej siły grawitacji, która może utrzymywać tę gwiazdę na jej maleńkiej orbicie. Obliczono więc, że musi tutaj chodzić o masę rzędu 3,7 miliona razy większą od masy naszego Słońca . Badania z użyciem promieniowania rentgenowskiego wskazują, że „Sagittarius A” jest również otoczony przez około 10 000 gwiazd, które od jego centrum dzieli zaledwie odległość 1 roku świetlnego. Jest to niezmiernie mało, zważywszy że najbliżej nas oddaloną gwiazdą jest gwiazda Alfa Centauri C ( inaczej Proxima Centauri , z łac. Proxima najbliższa ) odległa od nas o ok. 4, 22 lata/świetlne( inna z tej gromady gwiazda Alfa Centauri oddalona o 4, 36 lat/św. jest 3-cią pod względem jasności gwiazdą nieba ).
Według uznawanej teorii na temat „Czarnych Dziur” sytuacja związana z Sagittariusem A jest nie do pomyślenia, gdyż nie tylko znajdujące się tam gwiazdy nie są wchłaniane do wnętrza „Czarnej Dziury, ale wygląda na to, że powstają tam nowe gwiazdy. Tak więc jest uzasadnione prawdopodobieństwo, że czarna dziura wchłaniając w siebie światło w postaci fotonów emituje ze swego wnętrza Czarną Materię, która pod wpływem przyciągania grawitacyjnego łączy się z gwiazdami i jako ich paliwo znów w postaci światła wraca do czarnej dziury.
Wszystko to funkcjonuje jak ogromne perpetuum mobile, i prawdopodobnie jest to bardzo powszechnie działająca zasada we wszechświecie, lecz raczej trudno dociec na ile w swej fizykalności jest ona właśnie duchowa.
W naszym Układzie Słonecznym jest też widoczna swego rodzaju symbioza podobna na przykład do zazębionych ze sobą kół Majańskiego kalendarza, gdzie np. miesiąc Księżycowy jest dokładnie średnią dziennego obrotu Słońca dokoła swej osi („Dzień Słońca” na jego równiku 26 dni Ziemskie, w pobliżu biegunów ok. 37 dni).
Tutaj też istnieje chyba najbliższa Ziemskim istotom kwestia ich fizycznego i duchowego istnienia, poprzez delikatne astrologiczne aspekty ich losu i przeznaczenia. Tak więc jak się może okazać, to nie Księżyc, ale właśnie Słońce ma wpływ na wydzielanie ludzkich hormonów i poprzez mózgowe podwzgórze, szyszynkę, tarczycę, grasic, śledzionę, jądra czy jajniki, wpływa na zapłodnienie, a swym zmiennym promieniowaniem już podczas poczęcia kształtuje zarówno charakter jak i moment urodzenia człowieka.
Wpływ planet i energii gwiazd w okresie płodowym jest jedynie pomocny przy kształtowaniu charakteru i osobowości ludzi i życia na Ziemi, poprzez kumulowanie, rozpraszanie lub ukierunkowywanie swej energii na płód poprzez Słońce jako głównego czynnika rozwoju wszelkich istot. Sytuacja astronomiczna podczas poczęcia i częściowo w czasie trwania ciąży niejako wdrukowuje magnetyczny wzór, który towarzysząc człowiekowi (i nie tylko ) w czasie jego życia, i będzie go wzmacniał, pobudzał bądź usypiał w zależności od średnich wypadkowych energii gwiazd, planet i Słońca.
Owe zagadnienie jest jednak nieco bardziej skomplikowane, gdyż należy pamiętać , że płód jest tak długo płodem jak długo przebywa w ciele swej matki. I nie chodzi tutaj jedynie o nazewnictwo, tak jak na przykład meteor tak długo nim pozostaje jak długo nie zetknie się z powierzchnią Ziemi , na której automatycznie staje się meteorytem.
Specjalnie użyłem tego astronomicznego porównania, aby przybliżyć się do kwestii wpływu na noworodka gwiazd i to niekoniecznie tych spadających. Według pewnych przesłanek często natury parapsychicznej ( intuicja, objawienia, channelingi ), uwidacznia się pewna „prawda” o wpływach i współzależnościach planet i stałych gwiazd na życie istot na Ziemi.
Dokładniej idzie tutaj o zauważony i wypraktykowany astrologiczny wpływ planet na ludzi w momencie ich urodzenia, lub też przez całe życie powielane swego rodzaju uzależnienia od powtarzających się kilkakrotnie w życiu każdej osoby tych samych cykliczne powracających konfiguracji planet ( tak zwana „ Astrologia harmoniczna”).
Ten odłam szkoły astrologicznej, nie przepowiadajacy li tylko przyszłych zdarzeń, jak to jest w na przykład w horoskopie urodzeniowym, i nie odwołując się do znaków i horoskopowych domów, jedynie przedstawia pewne perspektywy i kierunki wyborów w zbieżnych momentach zaistnienia układów planet bliskich do ich urodzeniowego układu .
Ten rodzaj astrologii zapoczątkowany we wschodniej astrologii z uwzględnieniem astrologii hinduskiej był praktykowany przez Pitagorasa ( Rys.33) , który w istocie „Liczby” poszukiwał początków wszechświata, wierząc iż na początku istniała tylko liczba, która to na wzajemnych relacjach z Bogiem i zależnościach między cyframi zawiera w sobie istotę konstrukcji wszechświata. Miałaby to być podobna idea do koncepcji „złotego podziału” czy „kwadratury koła” (u Egipcjan liczba Pi to 22 : 7 ), z tym że Pitagoras badał „ czyste liczby” (współ zależność między liczbami stałymi ).
Zapewne geometria, w której tak bardzo uplasował swą pozycje Pitagoras jest związana też z tradycyjną jak i harmoniczną astrologią ( aspekty, ascendent , descendent, koniunkcje oraz inne zależności i mid punkty między planetami). Może warto powtórzyć za Platonem: „ Nie słuchajcie słów ignorantów, geometria jest wiedzą wszelkiego Bytu”.
Tadeo
PostWysłany: Nie 19:50, 19 Gru 2010    Temat postu:

4
PLANETA BOGÓW
Żeby za kilka lat nie obudzić się z ręką w przysłowiowym nocniku postanowiłem samemu przyjrzeć się mającym niedługo nastąpić zdarzeniom, wiedząc że jeśli błędnie zinterpretuję mrowie najczęściej niepokrywających się informacji, będę mógł mieć pretensje tylko do samego siebie. Pierwszą na celownik wziąłem często opisywaną w książkach Sitchina planetę „Bogów” „Nibiru”.
Może o tym celowniku mówię nieco na wyrost, choć co niektórzy ponoć już od jakiegoś czasu robią tej planecie niemal że rodzinne fotografie? Nie mówię, że trzeba być niewiernym Tomaszem, ale nie myślę że takie coś jak olbrzymia planeta dałoby się ukryć nawet rozpylając z samolotów wszelakiego rodzaju chemiczne substancje ( chemtrails ). Ale wracając do sprawy przypomnę, że według przetłumaczonych przez Sitchina starożytnych tekstów, ta zamieszkała przez inteligentne istoty planeta w przeszłości wielokrotnie wchodziła w astronomiczne kolizje z Ziemią i innymi planetami układu słonecznego ( Wenus, Mars, Pas asteroidów, Uran).
Najnowsza ostatnio obowiązująca teoria naukowa głosi, że jakieś 4,5 miliarda lat temu kolizja planety mniej więcej wielkości Marsa z Ziemią spowodowała wyrwę na powierzchni Ziemi, z której to masy materii miał by uformować się nasz Księżyc. Tej teorii ma jednocześnie dowodzić fakt , iż Ziemia ma największą gęstość z wszystkich znanych planet , co miałoby być spowodowane, iż przy Ziemi pozostało ciężkie żelazne jądro, w naturalny sposób zwiększając jej gęstość. Jak również i to, że Księżyc miał dostatecznie dużo czasu na wypracowanie zależności z Ziemią, gdzie odwrócony jest do niej jedną swą stroną ( 3 miliardy lat ). Lecz wracając do „Planety Bogów”, jej droga po niebie miałaby mieć bardzo wydłużoną eliptyczną orbitę, gdzie jej 1 rok (podczas okrążania naszego słońca ) wynosi 3 600 ziemskich lat ( „Sar” 1 „Boski Rok” Rys. 15 ). Istoty z owej planety przy okazji eksploatacji zasobów mineralnych ( przede wszystkim złoto ), klonując siebie z żyjącymi na Ziemi małpoludami stworzyli ludzi jako swego rodzaju niewolników, a z chęci kontrowania stworzyli uzależniający od „Bogów” ludzi systemy religii , filozofii oraz sposoby nagradzania i karania co niektórych.
Od lat osiemdziesiątych XX wieku mówi się o obserwacjach obiektów kosmicznych, które hipotetycznie miały by być Niburu. I tak w 1983 IRAS zaobserwował w podczerwieni jakiś obiekt w odległości 540 AU od słońca identyfikując go jako tak zwanego „Brązowego Karła”. Aby zdefiniować tak jakiś obiekt, należałoby powiedzieć, że jest to obiekt gwiazdo-podobny, którego masa 13-krotnie przewyższałaby masę Jowisza. W 1992 roku znów zaobserwowano obiekt ok. 4 razy większy od Ziemi w odległości 75 AU od Słońca (AU jest to astronomiczna miara obliczania odległości, która wynosi 150 milionów km), tak że 75 AU to jest ok.11 250 000 000 km .
Choć co niektórzy od razu ogłosili, że jest to planeta X czyli „Nibiru”, i że przez 9 lat przebyła 465 AU (69 750 000 000 km) ,to przez kolejne dziesięć lat bezspornie zawita w naszym Układzie Słonecznym ! Lecz jeśli to by był ten sam obiekt, to po pierwsze musiał by w owych kilku latach między pierwszą i kolejną obserwacją przejść jakąś drastyczną terapię odchudzającą, gdyż „Brązowe Karły”, aby już przestały być „Gazowymi Olbrzymami” i zanim zaczęłyby być gwiazdami muszą zawierać się w przedziale od 13, najczęściej jednak między 15 a 80 mas Jowisza, który od Ziemi jest większy 318 razy 15 x 318 = 4770 mas Ziemi do 80 x 318 =25 440 razy więcej od Ziemi !A poza tym obiekt ten pędząc z prędkością 7 750 000 000 km/rok czyli 67 936 500 000 000 km/godz. jeśli by się po coś po drodze nie zatrzymał, dotarłby do Układu Słonecznego już w roku 1994. Jeśli nawet można by uznać iż z obserwacji z 1983 i 1992 roku tylko jedna planeta miałaby być „Nibiru”, i obecnie można ją obserwować na skrajnie południowym niebie, na najbardziej wysuniętej na południe części Australii ( czyli osi obrotu Ziemi) to wówczas okazjonalnie powinno by ją móc być widzieć nawet na równiku.(Rys.16)
Jeśli by powołać się natomiast na opinię(dyskredytowanego w pewnych środowiskach) Sitchina, który jako pierwszy w nowożytnych czasach z tłumaczeń antycznych tekstów przybliżył nam istnienie mitycznej planety głosząc za starożytnymi, że czas jej obiegu wokół Słońca z ponad nawet 100 letnimi rozbieżnościami w jedną albo w drugą stronę powinien wynosić około 3 600 lat, to znaczyć by to mogło, że jeśli planeta ta miałaby znaleźć się niedługo w naszej bliskości, poprzednim razem miałaby być w okolicach Ziemi około 3 600 lat temu?
Cóż takiego zatem wydarzyło się około roku 1 600 p.n.e. Ci, którzy choć nieco interesują się przeszłością zapewne musieliby powiedzieć, że właściwie nic takiego specjalnego! Ja jednak zauważam coś, co może mogłoby potwierdzać prawdziwość istnienia planety X lub jak kto woli 12 planety naszego układu słonecznego. Jednak nie będą to katastrofy serwowane nam przez zwolenników „Końca kalendarza Majów” w roku 2012, ale niepokoje które zaistniały właśnie w tamtych czasach ( ok.1786 do ok. 1567 p.n.e.).Idzie mi tutaj o tak zwany” Drugi okres przejściowy” historii Egiptu. W okresie tym panowali tak zwani Hyksosi wywodzący się z kultury azjatyckiej ludności osiedlającej się już w czasach świetności Średniego państwa we wschodniej delcie Nilu.( Echa tej migracji znaleźć można w barwnych opisach o Biblijnym Józefie ze „Starego Testamentu”). Rządy Hyksosów reprezentowane były przez XV i XVI dynastie władców Egiptu.
To pierwsze panowanie obcych władców pozostawiło na długo uraz w pamięci przyszłych pokoleń Egipcjan. Właściwie to wydarzenie zapoczątkowało religię i przeświadczenie Żydów, że są wybraną przez jednego z „Bogów” grupą, gdyż właśnie z późniejszą niedolą Żydów przed, za i po panowaniu Echnatona (Amenhotep IV ok.1379 –ok.1362 p.n.e. -twórca monoteizmu kult boga słońce)(Rys. 17), zaistniał kult Jahwe, co wiąże się z prześladowaniami Żydów za panowania Ramzesa II Wielkiego i jego następcy Merenptaha ok.1236-ok.1224 p.n.e. (Exodus i wyjście Mojżesza z Egiptu). Inną interesującą kwestią może być fakt, iż fundamentalne wynalazki ludzkości w dziwny sposób uplasowują się w historii w równych odstępach czasu co 3 600 lat (hodowla, rolnictwo i osiadły tryb życia ok.10 800 lat temu, garncarstwo ok.7 200 lat temu i unowocześnienie metalurgii ok.3 600 lat temu ).
Z tym ostatnim usprawnieniem bezpośrednio wiąże się Hyksosów, którzy pozostawili w Egipcie bardzo zaawansowaną jak na owe czasy technologię produkcji brązu, przez co w późniejszych czasach Egipt stanowił przez jakiś czas niezwyciężoną siłę militarną. Są to poniekąd poszlaki potwierdzające możliwość pojawienia się planety „Nibiru” w jakiejś niedalekiej przyszłości, choć sam Sitchin wiąże przedostatnią bliskość tej planety z „wprowadzeniem pierwszego kalendarza ludzkości (jak o tym sam pisze w 3 760 roku pne. znanego jako kalendarz z Nippur).
Mimo, że nie wyczerpaliśmy jeszcze sprawy „Planety X” jak ją też się czasem nazywa( X w tym przypadku oznacza zarówno, tajemniczą planetę, jak i Rzymską liczbę 10 jako 10-tą planetę Układu Słonecznego ), chciałbym jednak zająć się inną sprawą podobno związaną z rokiem 2012, a mianowicie chodzi mi o wielką galaktyczną koniunkcję i wszelkie jej za i przeciw. Owa koniunkcja wiąże się z drogą jaką nasz układ słoneczny odbywa po „Roku Platońskim” w tak zwanym „Promieniu Oriona”, najmniejszego ze znanych „Promieni” naszej galaktyki „Drogi Mlecznej” ( Układ Słoneczny zatacza koło o średnicy ok. pół roku świetlnego ). W roku 2012, a nawet 21 grudnia tegoż roku, Ziemia miałaby dokładnie znaleźć się w linii prostej w najodleglejszym od środka galaktyki miejscu na orbicie „Roku Platońskiego” , i odbywającym się co roku 21 grudnia ukierunkowaniem w stronę środka naszej galaktyki widzianego poprzez grupę gwiazd „Plejady” w gwiazdozbiorze „Byka ”i przez „Promień Strzelca”( Rys. 18). Taka sytuacja grawitacyjna i nieznana niedawno odkryta energia emitowana z” Czarnej Dziury” w środku Galaktyki, miałaby obudzić aktywność słoneczną i zmusić naszą gwiazdę do rozpoczęcia z niewiadomych powodów opóźniający się 24 najsilniejszy cykl plam słonecznych.
Z jednej strony heliofizycy są obecnie zdziwieni brakiem aktywności słonecznej i trudno im wyjaśnić co się za tym kryje, z innej zaś pracownicy NASA w ostatnich raportach głoszą, że słońce „przebudzi” się po wielu latach snu, gdyż temperatura na jego powierzchni gwałtownie rośnie i można się spodziewać, że w 2013 roku zaistnieją wspaniałe warunki dla idealnej „burzy magnetycznej”, mogącej trwać nawet kilka dni. Z takimi burzami związane są wybuchy na słońcu i plamy powstające wraz z wyrzucanymi w przestrzeń okołosłoneczną na wysokość prawie1 AU czyli 150 000 000 km tak zwanych „pętli” plazmy( Rys. nr 19 i 20).
Ale to jeszcze nie znaczy, że Ziemia musi mieć pecha i że taka wiązka zostanie wystrzelona właśnie w naszą stronę. Choć obserwowane dotychczas wybuchy na słońcu miewają siłę 100 000 000 000 bomb zrzuconych na Hiroszimę, energia ta w znikomym stopniu dociera w okolice Ziemi, przede wszystkim jako promieniowanie rentgenowskie ( biegnąc z prędkością światła do Ziemi dociera ono już w 8 minut od wybuchu). Ta energia powoduje nagłe zakłócenia w jonosferze zwane w skrócie S I D. Emisja promieniowania z rozbłysków na słońcu rozchodzi się z prędkością 3 200 000 km/godzinę i dociera do naszej planety po kilku godzinach. Jest ona bardziej niebezpieczna, i jeśli wartość pola magnetycznego jest taka sama jak wartość emisji promieniowania, z reguły ześlizguje się ona po powierzchni pola magnetycznego Ziemi tworząc jedynie zorze polarne w bliskości biegunów. Jeśli wartość emisji promieniowania jest odwrotna, może dojść do przeładowania „Pasów Van Allena”. Grozi to przede wszystkim zniszczeniem satelitów, powoduje to też globalne ogrzanie atmosfery, co wywołuje jej rozszerzanie i może osiągać poziom orbit satelitów normalnie krążących poza atmosferą, powodując ich wyhamowywanie, a w konsekwencji nawet i spadanie ich na Ziemię.
W czasie takich sytuacji na Ziemię może wówczas docierać prąd elektryczny zwany „Strumieniem elektrycznym”, co może spowodować przeciążenie sieci energetycznej. W roku 1859 zaburzenia ziemskiego pola magnetycznego spowodowały awarie sieci telegraficznych na całym świecie, a od powstałych iskier zapalał się papier w telegrafach. Mimo odłączenia baterii indukowany prąd był tak silny, że nawet pozwalał na przesyłanie wiadomości telegraficznych.
Zorza polarna widziana była wówczas niemal na całym świecie (nawet na Karaibach), a w Górach Skalistych było tak jasno, że blask obudził kopaczy złota, którzy myśląc, że to jest świt zaczęli przygotowywać śniadanie. Innym razem 13 marca 1989 roku w rejonie Quebecu - Kanada 6 milionów ludzi przez 9 godzin było pozbawionych prądu elektrycznego.
Zastanawiałem się, czy jest możliwe żeby koniunkcja 2012 roku mogła grawitacyjnie wzmóc lub skierować w stronę Ziemi zarówno energie słoneczną, jak również kosmiczny wiatr energetyczny (czarnej materii ) ze środka galaktyki? Ale to jeszcze nie wszystkie możliwie tragiczne scenariusze, którymi straszy się nas w związku z tymi zbliżającymi się sytuacjami , gdyż jak wspomniałem na drodze środek galaktyki -Ziemia znajduje się jeszcze grupa gwiazd zwana jako Plejady, z ich najjaśniejszą gwiazdą Alkione( Rys.21 ). Alkione to młoda gwiazda (ok. 100 000 000 lat.), która nieustannie wydziela promieniowanie 1 400 razy większe niż promieniowanie naszego słońca.
Gwiazda ta miałaby podobno wyemitować w roku 2012 w naszą stronę jakąś nieznaną jeszcze energię, którą co niektórzy zwą „Wiązką lub Pasem Fotonów”( opisana w dalszych częściach mej pracy). Ta nieznana do dzisiaj energia miałaby zmienić fizyczną i wpłynąć na psychiczną sferę człowieczeństwa (energia Mana?)
Co ciekawe ta energia, która w formie okalającego Alkione pasa ( jak gigantycznych rozmiarów obwarzanek ) miałaby w czasie 21 grudnia 2012 roku stanąć na drodze naszego Układu Słonecznego, który powoli się przesuwając będzie pod wpływem emisji tej energii przez cały czas trwania „Ery Wodnika” czyli 2 160 lat. ( Rys. 22 )
Oczywiście teoria ta nie jest aprobowana przez akademickie środowiska, tym niemniej znana jest uczonym mistykom wielu kultur, jak również związana właśnie z tą grupą gwiazd ( Plejady), mieszczącą się w gwiazdozbiorze „Byka”. W okresie „5 dni bez nazwy”, podczas ostatniej celebracji w dniu 11 listopada 1507 roku, Plejady przekraczały azymut południa o północy .
Wygląda na to, że Plejady u Majów spełniały tę samą funkcję co Syriusz w Egipcie lub Capella na bliskim wschodzie, czyli zapowiadały narodziny Wenus i początek nowego cyklu czasowego. Również 12 sierpnia 3113 roku p.n.e., czyli w okresie końca 4 i początku obecnego słonecznego okresu, Plejady przechodziły przez azymut południa tuż przed wschodem słońca, a w tym samym czasie w Egipcie widoczne były gwiazdy Oriona i Syriusz. Notabene, co opisuję w miejscu związanym z Egipskimi wierzeniami zawartymi w „Tekstach piramid” i „ Egipskiej księdze umarłych”, Egipcjanie wierzyli, że zabalsamowane ciała mogą wrócić do nieba istniejącego gdzieś w pasie Oriona, gdzie miałby zamieszkiwać bóg Ozyrys, gdyż Oriona utożsamiano z Ozyrysem, Syriusza zaś z jego siostrą i żoną Izis. (Rys.23 i 24)
Do owego nieba miano dostawać się po czymś w rodzaju wiązki, pasa, smugi czy świetlistego promienia, a sam ów niebiański świat jest bliźniaczy z naszym ziemskim światem, i że wracamy tam po śmierci. Bardziej kompleksowo co do wierzeń i ich korelacji w kulturach Sumeru, Egiptu i wierzeń ludów Ameryki zajmuję się w innym miejscu.
Wrócę jednak znów do Majów, gdzie podobno w ich kalendarzu bardzo istotnym dniem był dzień 26 lipca ( według gregoriańskiej rachuby czasu ). Rok miano tak dzielić, aby dzień między 25 a 27 nie był liczony i uwzględniany. Dzień 26 Lipca nazywano „zielonym dniem”, a w świetle astronomicznych powiązań w tym czasie Ziemia jakoś specjalnie łączyła się z energią Słońca, które z kolei znajduje się w astronomicznej koniunkcji z Alkione, jak wspominałem wcześniej najjaśniejszą gwiazdą z gromady Plejad ( 7 sióstr ) w konstelacji Byka – oraz z neutronową gwiazdą Syriusz B z gwiazdozbioru Psa. Rzeczywiście Plejady (nazywane inaczej „Baby, Kurczęta, Kokoszki, Siedem Sióstr lub Kościół Masoński”) są chyba najbardziej znaną gromadą gwiazd i swą popularność zawdzięczać mogą temu, że można je podziwiać nawet nieuzbrojonym okiem .Znajduje się ona w gwiazdozbiorze Byka i jest odległa od nas tylko około 400 lat świetlnych( Alkione A ok.440 lat świetlnych).
Ale co ważniejsze dla moich rozważań, rzeczywiście jest ona spowita piękną niebieską mgławicą, i gwiazda Alkione A wokół równika otoczona jest dyskiem gazowym, który prawdopodobnie powstaje również przez to, że Alkione A wypromieniowuje około 1 400 razy więcej energii niż nasze słońce. Ale przynajmniej z tego co oficjalnie wiadomo, ów gazowy obłok nie jest tak gigantyczny, aby mógł kiedykolwiek dotrzeć do Ziemi ( cały gwiazdozbiór zawiera się w odległości 8 lat świetlnych , a odległy jest ponad 400 lat św. od Ziemi).
Z innej strony większy wpływ na Ziemie mógłby mieć system gwiazd Syriusza A i B, które to są stosunkowo bliskie naszemu układowi planetarnemu, bo zaledwie 6, 8 lata świetlnego. Syriusz A jest ok. 2 razy taki jak nasze Słońce, Syriusz B o masie nieznacznie mniejszej od Słońca jest jednocześnie niewiele mniejszy od Ziemi; gęstość Syriusza B jest 91 000 razy większa niż gęstość Słońca, co oznacza że 1 cm sześcienny tej materii na powierzchni Ziemi ważyłby tonę. Jeśli te czczone od wieków gwiezdne systemy nie miałyby mieć jednak większego wpływu na Ziemię, to może mogłoby mieć na nas wpływ ich położenia podczas koniunkcji 2012 roku, jako że nasz Słoneczny Układ, a co najistotniejsze Ziemia miałaby znaleźć się na najbardziej możliwym skraju w swej galaktycznej drodze?
Z taką sytuacją kiedy to powoli docierając do punktu krytycznego Ziemia wraz z Układem Słonecznym powinna zacząć niejako przyspieszać w swej powrotnej drodze ku centrum galaktyki?
Ale co może istotniejsze, wpływ grawitacyjnych sił może dążyć do zmiany bieguna geograficznego lub magnetycznej polaryzacji planety?
Wiem, że jeśli te moje wywody kiedykolwiek trafią do rąk jakiegoś adepta astronomii, on mógłby głęboko westchnąć mówiąc „ och, jeszcze jeden wariat wymądrza się na temat przebiegunowania!”. Lecz tak naprawdę jeśli by na ten temat pomyśleć, to o tym zagadnieniu wiemy prawie tyle ile jednocześnie go nie rozumiemy.
Więc po kolei : według pewnych ostrożnych spekulacji ostatnimi laty wszystkie zewnętrzne planety Układu Słonecznego już zmieniły swą polaryzację, co jako gazowym olbrzymom przyszło to im ze względną łatwością. Kolej teraz byłby na Marsa, dowodem na co miałaby być pojawiająca się na powierzchni Marsa woda i powstawanie cieniutkiej jeszcze atmosfery, której to do niedawna Mars nie posiadał (podobne zjawiska powstają na naszym Księżycu).
Według oficjalnej nauki przyczyny odwracania się pola geomagnetycznego Ziemi są wciąż słabo poznane , najprawdopodobniej jest to związane z samą wewnętrzną dynamiką planety. Ziemia obracając się wokół swojej osi wraz z ciekłym żelaznym jądrem (uznana teoria na ten temat, choć wg mnie jądro Ziemi jest kryształem - dekadedron) ( Rys. 25) zmusza znajdujące się tam elektrony do rotacji. Konwekcyjne prądy naładowanych elektrycznie cząstek wzbudzają pole magnetyczne, którego bieguny umiejscowione są w okolicach północnego i południowego bieguna Ziemi, tak zwany „dipol” lub „zjawisko dynama”. Powstające w ten sposób pole magnetyczne podobne jest do magnesu stałego, pokrywając już od wnętrza Ziemi swą energią całą naszą planetę wraz ze strefą magnetosfery. Jak wcześniej pisałem powstałe pole, będące swego rodzaju ochronną bańką, zabezpiecza nas przed zgubnym działaniem Słonecznych wiatrów, które łatwiej mogą wnikać w bezpośrednią bliskość Ziemi przy biegunach tworząc zorze polarne.
To oficjalny pogląd, ale czyż może to być prawda, gdyż ostatnimi czasy coraz częściej słyszy się o słabnięciu wartościowości pola magnetycznego, jak też o swego rodzaju dziurach, występujących w pasie równikowym magnetosfery!? Powszechnie wiadomo również, że czasem pole magnetyczne zmienia swój kierunek i natężenie.
Według uznawanych teorii naukowych ostatnie przebiegunowanie magnetyczne miało miejsce około 780 000 lat temu. O tym fenomenie wiemy nie tylko z badań geologicznych , kiedy to formowały się naładowane magnetycznie skały, ale coś też z astronomicznych obserwacji planet naszego Słonecznego Układu. Najbliższym takim dowodem, że planety mogą zmieniać swą polaryzację jest Wenus, która obraca się wokół swej osi w kierunku przeciwnym niż wszystkie pozostałe, zatem jak należy przypuszczać, albo właśnie jakiś czas temu zmieniła swą polaryzację, albo kiedyś została przewrócona „do góry nogami” przez jakąś planetarną kolizję.
W tym miejscu może warto wspomnieć o tym, że jako pierwszy na ten temat wyrażał swe opinie pewien autor popularno naukowych książek o nazwisku Immanuel Welikowski – naukowiec, który starał się udowodnić, iż w historii Ziemi kataklizmy zdarzały się cyklicznie. Welikowski był wyszydzany przez naukowy establishment, który starał się ponadto o zakazanie publikacji jego książek. Był on także jednym z pierwszych naukowców, którzy zwrócili naszą uwagę na zagrożenie płynące od strony komet i asteroidów, które w przeszłości spadały na powierzchnię naszej planety. Welikowski był pierwszą osobą, która stwierdziła, iż na Wenus panują ekstremalnie wysokie temperatury, zaś Jowisz ma niezwykle silne pole magnetyczne. Wierzył on, że w przeszłości Ziemia zderzyła się z inną planetą.
Głosił on też pogląd o takim właśnie obrocie planety Wenus na długo zanim zostało to naukowo dowiedzione. Podobnie Sitchin wygłasza pogląd o opisywanych przez starożytnych ( Sumer) planetarnych kolizjach („Pas asteroidów” Uran ). Wiele opisów o „Rodzeniu się planety Wenus” znajdziemy przede wszystkim w mitologii Majów, a Hinduskie tablice astronomiczne mogłyby świadczyć, że 4000 lat p.n.e. planety Wenus jeszcze nie było w naszym Układzie Słonecznym. Inną ofiarą kolizji planetarnej mógłby się okazać Uran, gdyż po swej orbicie toczy się on bokiem, a na powierzchni Mirandy (księżyc Urana ) widnieje gigantyczna pokolizyjna szrama. Są to jednak bardziej dowody na to, że planetarne kolizje mogą być częstsze niż się uczonym śniło, a śnić im się również musi i to, że o osiach obrotu planet i zamianach biegunów wiedzą wszystko!
Tadeo
PostWysłany: Nie 19:48, 19 Gru 2010    Temat postu:

3
HINDUSKIE ERY
KIEDY SIĘ SKOŃCZY KALI JUGA
Według pewnych indyjsko-bliskowschodnich legend „ludzie mieli by przez 5 okresów przeżywać cierpienia po czym przyszła zagłada”. W hinduskich wierzeniach istnieje koncepcja okresu zwanego „Manha-juga”. Jest to cykl mający mieć 4 320 000 lat i jest on podzielony na 4 nierówne części .
Zaczynając od największej z nich: „Satja-juga 1 728 000 lat, następnie jest, „Treta-juga” 1 296 000 lat, dalej „Dwapara-juga” 864 000 lat, i ostatnia „Kali-juga” 432 000 lat.
Jeśli zawrzeć by ten cykl w formie liczącego 4 320 000 lat okręgu, to aż prosiłoby to się, aby móc umieścić go gdzieś w przestrzeni kosmicznej. Ale przynajmniej ja nie wiem, gdzie można by taką wielkość przypasować. Tym bardziej, że Hinduizm i Buddyzm posiadają jeszcze większe wartości liczbowe; i choć w obu tych filozoficzno religijnych systemach mają one inne wartości, to też idą w miliardy i tryliony lat.
Na przykład „Kalpa” w Hinduizmie zawiera w sobie 1000 „Manha-jug” i wynosi 4 320 000 000 lat, co miałoby obrazować długość życia Brahmy, który miałby żyć 100 swoich lat, a że jego noc ma taką samą długość co dzień, przeliczeniu na ziemskie lata miałoby to dawać uwaga!? 311 bilionów 40 miliardów lat ( 311 040 000 000 000 lat), uf.
W Buddyzmie ta sama „Kalpa” jest nieco skromniejsza i dzieli się na 3 jej rodzaje ( wielka, średnia, mała ), gdzie taka podstawowa miałaby mieć 139 650 lat, a okres istnienia świata miałby mieć 44 688 000 000 lat.
Ale wracając do jug, łączna ich suma 4 320 000 miałaby trwać 10-krotnie więcej jak najkrótsza z nich „Kali-juga”, czyli znów ostatnia złowieszcza część większej całości ( końcówki Majańskich „Słońc”).
I kiedy tak się temu wszystkiemu przyglądałem przypadek sprawił, że zauważyłem iż w drugiej z kolei „Treta-judze” ilość lat 1 296 000 jest identyczną liczbą z sumą 9 Majańskich „baktunów”, które to mignęło mi gdzieś jako przykład do przeliczenia jakiejś daty 9 x 144 000 = 1 296 000 dni?
Pojąłem, że prawidłowym zrozumieniem tych wielkości prawdopodobnie będzie postrzeganie ich jako hinduski moduł liczbowy, podobny do systemu Majów, Sumerów i Egipcjan.
Podobno jedna z glinianych tabliczek Sumerów zawiera szereg matematycznych wartości, których suma daje liczbę 195 955 200 000 000 ( książka M. Chtelain z 1975 r. ) . Po analizach astrologicznych dochodzi on tam do wniosku, że liczba ta jest stałą uniwersalną liczbą czasu wyrażonego w sekundach (publikacja Arnolda Mostowicza w „Nieznanym Świecie” z października 1991r.) .
Chatelain nazwał swą uniwersalną liczbę „stałą Niniwy”, a omawiana liczba dzieli się bez reszty przez 86400 ( ilość sekund w dobie ) 195 955 200 000 000 : 86400 = 2 268 000 000 dni, czyli podobno 240 cykli „Roku platońskiego”.
Przypomnę, że Sumerowie używali sześćdziesiętnego systemu liczbowego ( tak godzina 60 min, minuta 60 sek., sekunda jak i doba są pomysłami Sumerów).Jeśli więc w Hinduizmie podobnie należy postrzegać ich Jugi jako moduł czasowy, to można by go postrzegać jako ilości dni w latach
po 360 dni.
Kali 432 000 : 360 = 1 200
Rys. 9, 10, 11a Dwapara 864 000 : 360 = 2 400 - 2 x 1 200
Treta 1 296 000 : 360 = 3 600 - 3 x 1 200
Satia 1 728 000 : 360 = 4 800 - 4 x 1 200
Później znalazłem, że podobny pomysł do mojego mieli już i inni, między innymi ktoś np. zestawił sumy skorygowanych tak lat iż z w ten sposób uzyskanych wartości 1 200 + 2 400 + 3 600 +4 800 = 12 000 mnożąc przez 2 (Noc i dzień Brahmy 12 000 x 2 = 24 000 ) wkomponował w „Rok Platoński”( Rys.11b ).
Nie wiem, czy jest to do końca słuszny pogląd, lecz myślę, że na pewno z Wed spisanych ponoć przez któregoś z Wjasajów nie dowiemy się zbyt wiele, jeśli będziemy je rozumieć dosłownie .
Może jest tak dlatego, że właśnie dosłownie znaczenie Wjasa oznacza „zbiorca”, lub co może lepiej pasuje do tych „świętych skrybów” ich funkcje tłumaczy się jako „komplikator”, gdyż mimo że po stworzeniu puran zinterpretowali ponoć dla mniej inteligentnych „Mahabharatę”, to jak mi się wydaje niezbyt wiele rozjaśnili owe zawiłe teksty i zasady w nich współdziałające.
Dodatkowo ciekawostką, a może także dowodem na to, że przypadkowo lub celowo wiedza co niektórych kultur została pomieszana i skomplikowana, mógłby być fakt, iż Hindusi wierzą, że żyjemy w tej ostatniej najbardziej złowrogiej części „Manha-jugi” czyli „Kali-judze” (432 000 lat), ale że jednocześnie przetrwaliśmy w niej już ponad 5 100 lat.
Czyż nie jest to dokładnie taki sam okres jaki do dziś mija od początku „5 ego Słońca”!?
Wygląda to tak, jakby ktoś pomylił i pomieszał jakieś istotne dla przyszłych pokoleń informacje i błędnie wpisał moduł czasowy w „Rok Platoński”, myląc przy tym dni z latami.
Istnieją jeszcze inne możliwość i. I tak według hinduizmu wszechświat powstaje, a następnie przechodzi przez 4 okresy zwane „Juga”. Poszczególne jugi trwają 4800, 3600, 2400 i 1200 „lat boskich”, gdzie każdy taki rok to 360 lat( „boski rok”). Jest to podobne do Sumeryjskiego „boskiego roku”, który trwa 3600 lat - tak zwany SAR ( znany też w hinduizmie - 360 dni Brahmy jako jego jeden rok tzw. kalpa ).
A jeśli tak, to może w istocie chodzi tu o okresy (jugi ) podzielone przez „ boskie SAR czyli kolejno 480, 360, 240 i 120 okresów po 3600 lat. Jest to moim zdaniem możliwe jeśli by odejść od hinduistycznej ortodoksji i spojrzeć na sprawę bardziej od strony unifikacji historii i wierzeń światowych kultur, kiedy też jak w hinduizmie 1 okres miał być tak zwanym złotym wiekiem.
Okresy w hinduizmie dzielą się na: złoty wiek – czas rozwoju i wzrastania, dalej następne okresy pomału dążą do upadku, co spełnia się w ostatnim z nich „ciemny wiek żelaza”( co ciekawe bardzo podobny koncept również występuje w wierzeniach Indian Hopi, i na przykład u Greków).
U Majów pełen cykl stanowi 5 światów (po ok.5125,36 roku co dawało by razem ok 25 627 lat ), ale tak jak wspomniałem starożytni Grecy również mieli system okresów istnienia świata. Według Hezjoda, epika Greckiego urodzonego ok. 700 roku p.n.e., istoty ludzkie wywodzą się od rasy żelaznej. Hezjod podzielił świat na epoki. I tak pierwszą była Epoka Złota, gdzie żyła złota rasa prowadząc beztroskie życie. Epokę tę i istoty tam zamieszkałe bez wyraźnej przyczyny pokryła ziemia, po czym stali się duchami- strażnikami. Następna epokę, czyli Epokę Srebrną charakteryzowała srebrna rasa ( długie dzieciństwo i krótka anarchiczna młodość), za to że odmówili służenia bogom; Zeus usunął ich; pokryła ich ziemia. W epoce Brązowej istniała brązowa - straszna, zaciekła i okrutna rasa. Wszyscy oni wymordowali się wzajemnie i zstąpili do Hadesu. Według Hezjoda Prawdziwą Ludzką Rasą, ponoszącą nieustanny trud i nędzę, jest dopiero rasa w epoce Żelaza, kiedy to naszym przeznaczeniem miałoby być zniszczenie przez Zeusa.
Praktycznie wszystkie religie i kultury rozróżniają epoki lub ery. Na przykład Buddyści mówią o cyklu 64 światów; czas ten dzieli się na osiem cyklów zniszczenia-siedem ogniem i jeden wodą . Ósmy cykl, to końcowa Apokalipsa, po niej cykl 64. Świat podobnie jak w innych kulturach zaczyna się od nowa. Tutaj aż korci aby wspomnieć o geometrii przestrzeni wg Nassima Harameina, Którego idealnie spójna z mikro i makro kosmosem teoria została przedstawiona na przykładzie modelu składającego się też z 64 czworościanów,uzyskując w ten sposób sześcio-ośmiościan . (równowaga wektorowa),a ta teoria z kolei łączy się z mymi niedokończonymi obliczeniami odnośnie mej teorii związanej ze „światowym systemem energetycznym” „world grid system” do której podwaliny w historycznie znanych nam czasach położyli tacy filozofowie jak Platon, Pitagoras i Euklides. (Rys.12)
Majowie też mają swój czas zniszczenia i rozpadu, po którym miałoby dochodzić do wielkich powodzi, które to niszczą wszystko. A potem świat ponownie się odradza , znów pojawiają się zwierzęta i człowiek i ponownie wielokroć przechodzą wszystkie jego fazy. Świat wielokrotnie ginie, aby móc narodzić się od nowa.
Według mitologii hinduskiej nad tym procesem czuwa trójca bogów zwana timurti. (Rys. 13 a, b, c)
Brahma mający cztery twarze i ręce, odpowiada za tworzenie świata. Również czteroręki
Wisznu o błękitnej skórze miałby być tym, który utrzymuje istnienie świata, dbając o równowagę między dobrem a złem . W krytycznych sytuacjach miałby on pojawiać się na Ziemi, aby zaprowadzić tu ład, (awatarowie czyli „wcielenia” lub „objawienia” Wisznu to między innymi Kriszna, Budda, Rama i zwiastujący rychły „koniec świata” Kalki).
Trzecim z najważniejszych bogów hinduizmu to Śiwa posiadający błękitną twarz, który odpowiada za zniszczenie świata, co oczywiście nie znaczy , że miałby być złym bogiem, ale po prostu on musi wypełniać swą rolę w odwiecznym cyklu narodzin i śmierci świata. Śiwa jest też bóstwem mądrości a jego awatarami są bóg z głową słonia Geneśa oraz boska matka Devi.
Wielowiekowa tradycja hinduizmu ( oficjalnie ok.4500 lat ) powołała do życia setki większych i pomniejszych bóstw, ale też tak jak w monoteiżmie istnieje tu jeden główny nadrzędny bóg Brahman, który nie jest obiektem kultu i będąc czymś w rodzaju mocy czy stwórczą siłą wszechświata i odwieczną energią, jest on duchem sprawczym wszystkiego co nas otacza łącznie z bogami będącymi aspektami i wcieleniami tej nadrzędnej inteligentnej energii.
Ale odchodząc od hinduizmu, również i w innych bliższych nam świętych tekstach istnieje wiele astronomicznych danych poplątanych z żywotami proroków i świętych („Księga Henocha” „Księga Daniela” „Księga Ezechiela”), czy ukoronowanie tych danych zmieszanych z apokaliptycznymi wizjami „Objawienie Jana”. I znów właśnie w „Objawieniu Janowym” znaleźć można poznane nam już liczby.
I tak np. 144 000 (1 baktun = 144 000 dni ), które występuje obok liczby 666.( Np. data założenia Babilonu) 144 000 : 666 =216216216… 144 000 : 2 160 = 66,6666…
I w taki właśnie sposób znów wracamy do czasu trwania ery ( 2 160 - jeden „Dom zodiaku”) i do nazwanego od imienia badacza i filozofa „Roku Platońskiego”. Aby nieco uściślić, dodam iż Platon ( Rys.14 ) inaczej rozumował ten okres nazywając go „Wielkim Rokiem”. Określał go na 72 000 letni okres składający się z 2 faz po 36 000 lat, w ciągu którego to ludzkość przechodzi pełen cykl ( od narodzin do upadku). Podobnie jak mezopotamscy astrologowie Platon wierzył, że te okresy zaczynają i kończą się wielką kosmiczną koniunkcją wszystkich ważnych ciał kosmicznych ( w dniu przesilenia zimowego 21 grudnia 2012 roku ma być wielka koniunkcja z udziałem środka Galaktyki, Słońca i Ziemi).
We wspomnianej wcześniej książce Sitchina jest omówiony pewien starożytny mędrzec i kronikarz znany jako: „Berossusa” . Podobnie jak Ptolemeusze, Seleukidzi także zaangażowali władającego greką uczonego, znanego jako Berossus, dawnego kapłana Marduka , aby skomplikował dla nich historię i prehistorię ludzkości i jej bogów według mezopotamskiej wiedzy. Berossus prowadził swoje badania i pisał swoje prace w bibliotece tabliczek z pismem klinowym, ulokowanej w pobliżu Harranu. To z jego trzech ksiąg (o których wiemy jedynie z fragmentarycznych cytatów z pism innych starożytnych autorów) świat zachodni, Grecja a później Rzym, dowiedział się o Anunnaki i ich przybyciu na Ziemię, o erze przedpotopowej, stworzeniu Mądrego Człowieka, potopie i o tym, co było dalej. Tak więc od Berossusa ( co później potwierdziły odkrycia i odczytanie tabliczek z pismem klinowym) po raz pierwszy dowiedziano się, że 3 600 „Sar” jest „rokiem” bogów.
W 200 roku prz. Chr. Seleukidzi przekroczyli ptoleuszowską granicę i zajęli Judeę. Tak jak w innych przypadkach historycy doszukują się geopolitycznych i ekonomicznych przyczyn tej wojny –ignorując aspekty religijno – mesjanistyczne. Właśnie w relacjach o potopie Berossus zamieścił w charakterze ciekawostki informację, że Ea/Enki polecił Ziusudrze (sumeryjskiemu Noemu ) „ ukryć każde dostępne pismo w Sippar, mieście Szamasza” , aby ich nie odzyskano po potopie, ponieważ te pisma „ traktują o początkach, środkach i końcach”. Według Berossusa świat przechodzi okresowe kataklizmy; powiązał je z erami zodiakalnymi, współczesna mu era zaczęła się 1920 lat przed epoką Seleukidów (312 roku prz. Chr.). Wyznaczało to początek ery Barana na rok 2232 prz. Chr. Era ta miała wkrótce dobiec kresu, nawet po uwzględnieniu jej pełnej matematycznej długości (2232 – 2160 = 72 lata prz. Chr. )
Z tego fragmentu nasuwa się kilka wniosków : po pierwsze uzyskujemy rok początku Ery Ryb na ok. rok 72 p.n.e. i co za tym idzie kres tej ery.2 160 – 72 = 2088 roku n.e. ,czyli niezmiernie blisko czasowi końca „5 Słońca”, jeśli by rok podzielony przez 13 baktunów liczyć nie po 365,25, ale 360 dni
13 x 144 000 =1 872 000 dni : 360 = 5 200 lat – 3113 = 2087 roku n.e., kiedy to nie tylko miały by nastąpić jakieś fizyczno-katastroficzno- astronomiczne zmiany, ale również zmiana rządzących Ziemią „bogów” związana z ich powrotem (Jezusa, Quetzalcoatla, Wotana/Wirakoczy itd. itp.).
Następnie z tego fragmentu wynika, że tak jak wspomniałem wcześniej, powszechne we wszystkich czasach i kulturach jest utajnianie i zamazywanie istotnej dla ludzkiej egzystencji wiedzy (Incydent z drzewem wiedzy i życia , sprawa wieży Babel i pomieszania języków - Biblia ; sprawa „upadłych Aniołów” -”Księga Henocha”) Genesis 3, 22: „ I rzekł pan Bóg : Oto człowiek stał się taki jak my: zna dobro i zło, Byleby tylko nie wyciągnął teraz ręki swej i nie zerwał owocu także z drzewa życia , i nie zjadł, a potem żył na wieki!...
;11, 6 I rzekł Pan: Oto jeden lud i wszyscy mają jeden język, a to dopiero początek ich dzieła. Teraz już dla nich nic nie będzie niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. 7. Przeto zstąpmy tam i pomieszajmy ich język, aby nikt nie rozumiał języka drugiego!
Aniołowie przekazali wiedzę ludzkim kobietom, „dlatego ludzie zginą gdyż za dużo wiedzą.”
Wcześniej zauważyłem, że ery mogą być związane z cyklicznymi kataklizmami. Jeśli 3 600lat jest liczbą „bogów”, a kataklizmy miały by występować co 10 800 lat, zaś zmiana władzy na Ziemi miałaby wiązać się z 12 okalającymi „Rok Platoński” zodiakalnymi znakami, z których każdy symbolizował innego z panteonu 12 „Bogów”, to: 3 600 x 3 = 10 800 = 5 x 2 160. Lecz „Rok Platoński” ( ok. 26000 lat) powinien mieścić w sobie więcej jak 7 okresów po 3600 lat ( 25 200) lub aż 12 okresów po 2 160 ( 25 920 lat)( Rys.5 ).
Kolejnym dziwnym podobieństwem jest określenie okresów między kataklizmami jako „Czas, dwa czasy i pół czasu”, które znaleźć można w Księdze Daniela i Objawieniu Jana, a któremu to cytatowi nieomal obsesyjnie I. Newton poświęcił dużą część swej badawczej kariery, w końcu określając przed siebie rozkodowany z biblijnych tekstów rok „Końca Świata” na rok 2060 n.e.
Według Sitchina zapoczątkowana w 72 roku przed Chrystusem era „Ryb” ( ezoteryczny symbol Jezusa) wiąże się bezpośrednio z kwestią „Bogów”, „Mesjaszów”, „Aniołów” czy świętych, którzy rywalizując między sobą o władzę nad planetą Ziemia i o rzesze potrzebnych im do swoich intryg, prac i wojen ludzi, co raz wykorzystywali ich do zbrojnych porachunków.
Pierwszym takim znanym wykorzystaniem człowieka przez „Bogów” jest w mitologii rola Herkulesa vel Oriona vel Gilgamesza vel Samsona (znanych w innych kulturach pod różnymi imionami ). Z głębszego zastanowienia nad tą sprawą bezsprzecznie wynika, że wszystkie wojny i ogromna większość politycznych poczynań służy do manifestacji siły, a w konsekwencji dąży do przejęcia władzy nad ludźmi i planetą.
Niekiedy trudno powiedzieć kiedy i która z ludzkich ras, religii czy grup przynależy któremu z rywalizujących ze sobą bóstw. I tak naprawdę nie wiadomo, czy taki czy inny przywódca duchowy jest lepszy, sprawiedliwszy czy bardziej uprzywilejowany do władzy nad nami, tym bardziej, że na wzór „1984” Orwella najprawdopodobniej my w tej zabawie jesteśmy tylko jako najemnicy, którzy często nie mają pojęcia w jakiej sprawie walczą, nie raz występując przeciwko tym, których niedawno byli sprzymierzeńcami.
Ale nieco odbiegłem od tematu naszych słonecznych okresów i z faktem, że mielibyśmy być teraz w końcówce „5 Słońca”, jeśli by przyjąć jeden sposób obliczania ich długości po 5 200 lat 5 200 x 5 = 26 000 lat.
Zostawiając jednak kwestię, gdzie mógłby być ukryty błąd, może warto by zastanowić się nad samym momentem zakończenia słonecznych er i związanymi z nim przyszłymi zdarzeniami, zakładając np., że bliski tym zdarzeniom miałby być jakiś punkt zerowy w jakimś gigantycznym kosmicznym zegarze. Taki pogląd poniekąd jest bardzo powszechnie powielany i akcentowany przez wiele ezoterycznych i pseudonaukowych źródeł. Jednym z takich poglądów jest domniemanie, że w dniu zimowego przesilenia 2012 roku Ziemia znajdzie się w możliwie najodleglejszym od środka „Drogi Mlecznej” punkcie swej wędrówki z Układem Słonecznym, tworząc wraz z Księżycem i kilkoma planetami silną koniunkcję (Ziemia, Słońce, Środek galaktyki ).
Według pewnych głosów taka sytuacja po pierwsze: spowoduje ściągnięcie w stronę Ziemi wiązki niedawno przez uczonych odkrytego intensywnego promieniowania, które to według pewnych nie całkiem uzasadnionych poglądów miały by uaktywnić 24-ty cykl „Burz Słonecznych”, a w konsekwencji przebiegunowanie lub przeskok geograficznych biegunów naszej planety, a w rezultacie w najlepszym przypadku kolejny potop.
Według innych wizjonerów i ludzi interesujących się tym zagadnieniem powodem tych pewnych perturbacji i zmian ma być zbliżenie się mitycznej planety „ Nibiru/Marduk”. Czy bywało tak w przeszłości już niestety nie mogą nam powiedzieć ci, którzy podobne sytuacje astronomiczne odczuwali ostatnim razem około 26 000 lat temu.
Tadeo
PostWysłany: Nie 19:46, 19 Gru 2010    Temat postu:

2
OSTATNI OGIEŃ
Chrześcijańscy konkwistadorzy niszczyli nie tylko literaturę i sztukę ale i tradycje podbitych kultur.Tak czy inaczej, według Diego de Landy ostatnia celebracja po kolejnym Azteckim półwieczu odbyła się 16 Xul i z początkiem miesiąca Yaxkin, czyli między 8 a 13 listopada 1507 roku. Była to ostatnia celebracja świętego ognia przed przybyciem Hiszpanów ( w tym roku pierwsze Hiszpańskie ekspedycje zaczęły pojawiać się na Jukatanie).
Z przekazów wiadomo, że co roku o tej porze śledzono Plejady i planetę Wenus. Kolejnym pytaniem mogłoby być , czy jest to istotne i dzisiaj? A jeśli jest to ważne, i nadal w listopadową noc miałoby się rozstrzygać, czy świat będzie istniał bez większych zgrzytów?
Przetrwała do naszych czasów dosyć ciekawa notatka tłumacza zapisków Landy, niejakiego Williama Gatesa : „Mamy tu przypuszczalnie pozostałość wcześniejszej wersji kalendarza na co wskazują nazwy miesięcy i opis ceremoniału Xul co oznacza „koniec” , „zakończenie”; nowy ogień krzesano szesnastego Xul, przez ostatnie pięć dni tego miesiąca kontynuowano ofiarowania i inne obrzędy analogiczne do tych, które później odprawiano przed powitaniem Nowego Roku w dniu 1 Pop. Kin oznacza „słońce”, ”dzień”, „czas”, a zatem słowo Yaxkin znaczy „nowy czas”. I tak nawet w późniejszym, zmienionym układzie, miesiącu Yaxkin nadal odnawiano wszystkie utensylia, przygotowując się w ten sposób do świętego obrządku rzeźbienia nowych wizerunków w następnych miesiącach Mol I Ch’en.
W czasach Landy 16 dzień miesiąca Xul przypadał 8 listopada, Yaxkin zaczynał się 13 listopada, a Moi kończył w dniu przesilenia zimowego, to jest 22 grudnia”. Z tych wypowiedzi wynika, że również i dzień kończący tę erę słoneczną wygląda na bardzo istotny, ale jeśli nadal jest to ten sam schemat jak przed 500 laty, to 21 grudnia 2012 roku miałby już należeć do kolejnej ery, którą ponownie trzeba by może nazwać „Pierwszym Słońcem”
.Zarówno dzień 21 Grudnia 2012 roku, jak 22 Grudnia z czasów Landy czyli- przesilenie zimowe, przypadające na ten dzień, albo nie pełniło żadnej istotnej roli w religii i kulturze Majów, lub co jest bardziej możliwe o tym po prostu nie mamy pojęcia, mimo że żadna z zachowanych inskrypcji Majów tego wyraźnie nie wskazuje. Tym niemniej w wielu zachowanych obiektach lub budowlach związanych z astronomią, jak chociażby piramida Kukulkana w Chichen Ica ( Rys. 8 a) jest widoczne wręcz kultowe czczenie równonocy, które to w bardzo dużym stopniu ma również związek z przesileniami .
Podział na pory roku pod względem astronomicznym dzieli rok niemalże na 4 identyczne części, geometrycznie zaznaczając w kosmosie idealny krzyż. Te dni były celebrowane przez niemal wszystkie starożytne kultury, i to najprawdopodobniej nie tylko z powodów agrokultury
* * Zima ( 89 lub 90 dni) zaczyna się 22 grudnia (przesilenie zimowe) a kończy 21 marca
* *Wiosna (93 dni) zaczyna się 21 marca (równonoc wiosenna) a kończy 22 czerwca
* *Lato (93 dni) zaczyna się 22 czerwca (przesilenie letnie) a kończy 23 września
* *Jesień (90 dni) zaczyna się 23 września (równonoc jesienna) a kończy 22 grudnia

Nic też niestety nie określa ani daty początkowej dla 5 Słońca, ani czy rzeczywiście ma trwać ono 13 baktunów. Układ niektórych gwiazd i Słońca dnia 21 grudnia 2012 roku też nie jest szczególnie rzadki i powtarzał się już aż trzykrotnie w ciągu ostatnich 200 lat, oczywiście jeśli byśmy pominęli ruch precesyjny Ziemi i ruch Układu Słonecznego w Galaktyce, kiedy to właśnie tego dnia Ziemia znajdzie się nie tylko w koniunkcji Ziemi, Słońca ze środkiem Galaktyki, co odbywa się właśnie w tym okresie co roku, ale niezmiernie ciekawe może być to, że znajdziemy się też tego dnia w możliwie najodleglejszym punkcie od środka Galaktyki, a już taki układ występuje raz na 25 920 lat i na środku jej płaszczyzny co jak się okazuje nawet to jakby mogło się wydawać proste pytanie nie jest określone jednoznaczne i wygląda według dotyczących zagadnienia opinii dość rozbieżnie i u różnych badaczy zdarza się co około 26 000 lat a nawet jak głosi teoria Nassima Harameina co 30 milionów lat.
Ale jako, iż to nie jest zbyt zrozumiałe zagadnienie, zacznę może od mniejszych skal do tych większych: Tak więc najmniejszą z owych orbit o których chciałbym mówić byłby okres obrotu Ziemi wokół osi 23 godzin 56 minut 04,1 sekundy.
Kolejnym ruch Ziemi dookoła Słońca, czyli po prostu astronomiczny rok Ziemi 365,242198 dni. W tym okresie wyróżniamy 4 sezony, inaczej „pory roku”, dzielące rok na niemalże równe 4 okresy. I tak spośród czterech dni początkujących te cztery sezony, dwa z nich określają atronomiczną sytuację, znaną jako koniunkcja. Dniami tymi są 21 grudnia, czyli inaczej przesilenie zimowe, kiedy to mamy na północnej półkuli Ziemi najkrótszy w roku dzień i kiedy Ziemia znajduje się najdalej w roku od środka galaktyki widzianej poprzez tak zwany Promień Strzelca, co stwarza koniunkcję - Ziemia, Słońce, środek Galaktyki. Nieco inaczej układa się koniunkcja 21 czerwca, kiedy mamy najdłuższy na półkuli północnej dzień, a Ziemia znajduje się najbliżej w roku środka Galaktyki tworząc koniunkcję: Słońce, Ziemia, środek Galaktyki.
Większym z omawianych przeze mnie okręgów miałby być tak zwany „Rok Platoński”, związany z precesją Ziemi. Jego ruch jest związany z drogą Układu Słonecznego (wraz z Ziemią) po tak zwanej Ekliptyce, której płaszczyzna według astronomów nie jest równoległa z płaszczyzną „równika Galaktycznego”. Czas obiegu Układu Słonecznego w Roku Platońskim wynosi około 26 000 lat (ja uważam, że 25 920 lat.)i zatacza okrąg o średnicy około pół roku świetlnego (Rok świetlny = 1 l y = 9,4605 X 10/15 m prędkość światła – c = 299792458 m./sek. = 299 739,5 km/sek.)Na skutek takiej „drogi” Układu Słonecznego mielibyśmy dwukrotnie przecinać płaszczyznę „równika galaktycznego” co ok. 13000 lat.Po prostu tak jak wspomniałem wyżej płaszczyzna ruchu układu słonecznego w galaktyce nie jest równoległa z płaszczyzną równika galaktyki i ruch słońca wraz z planetami przecina ten galaktyczny równik, podobnie jak płaszczyzna orbity plutona przecina ekliptykę lecz pod znacznie większym kontem gdyż, płaszczyzna Galaktyki i ekliptyka, są do siebie nachylone pod kątem ok. 63°.

Według innej teorii Nassima Harameina drogą Słońca z planetami nie jest okrąg, a właściwie ruch spiralny jaki zatacza Układ Słoneczny dookoła Promienia Oriona, jednego z sześciu głównych promieni Naszej Galaktyki , Drogi Mlecznej. W tej teorii ten właśnie ruch jest odpowiedzialny za okresowe przecinanie Ziemi i Układu Słonecznego tak zwanego równika Galaktycznego, które to następuje dwukrotnie w tym 60-milionoletnim cyklu, czyli w bliższej i dalszej pozycji od środka Galaktyki, co ok. 30 milionów lat.

Obie teorie mają oczywiście według mnie swe dobre i złe punkty, lecz jeśli można wierzyć obserwacją astronomicznym dokonanym w obecnych jak i historycznych czasach przecięcie „równika galaktycznego” ma nastąpić w bezpośredniej bliskości roku 2012.

RAMIONA GALAKTYKI :
Ramię Norma ( Węgielnicy)-Ramię 3 kilopareków.
Ramię Scutum -Crux ( Tarczy- Krzyża)- Ramię centaura.
Ramię Sagittarius ( Strzelca) – Ramię Sagittarius –Carina.
Ramię Orion ( Oriona )- Ramię Lokalne.
Ramię Perseus ( Perseusza).
Ramię Cygnus ( Łabędzia )- Ramię Zewnętrzne.

Największym ruchem Ziemi w Galaktyce jest okres obiegu Układu Słonecznego wokół Galaktyki („ rok galaktyczny” ok. 240 -250 mln Lat).Dodatkowo podam jeszcze, że: ruch Słońca w Galaktyce ma prędkość liniową w obiegu wokół środka Galaktyki 220 km/sek. Prędkość ruchu względem najbliższych gwiazd ok 20 km/sek. ( ku gwiazdozbiorowi Herkulesa). Ruch względem „wiatru międzygwiezdnego” 26 km/sek.
„Droga Mleczna” Spiralno dyskowa galaktyka z tak zwaną „poprzeczką” średnica ok. 100 000 lat/świetlnych. Grubość ok. 12 000 lat/świetlnych. Nasza Galaktyka składa się z jądra wraz z tak zwaną „poprzeczką” i 6 podstawowych Ramion.
Ten opis wirowo spiralnych orbit można by pomniejszać lub prawdopodobnie dowolnie powiększać znajdując w nim system fraktalny, również podobny do mechaniki zazębiających się kół zębatych kalendarzy Majów, gdzie co ciekawe, oprócz przedstawionych przeze mnie zestawów liczb Majowie mieli jeszcze większe ich jednostki takie jak np. kinchiltun i alaunun, gdzie ten ostatni z 23,040,000,000 dnami zależnie od ilości dni w roku mógłby oznaczać 64 000 000 lat przy roku 360 dniowym i 63 081 446 lat przy 365,242198 dnia. Jeśli tak jak głosiłem wyżej, kalendarz Majów jest stworzony do określania okresów między katastrofami , to ok. 62 milionów lat miały by z jakiegoś powodu wyginąć Dinozaury, a ruch zataczany wokół Promienia Oriona też podobno trwa około 60 milionów lat?
20 tuns = 1 katun, lub 7,200 dni
20 katuns = 1 baktun, lub 144,000 dni
20 baktuns = 1 pictun, lub 2,880,000 dni
20 pictuns = 1 calabtun, lub 57,600,000 dni
20 calabtuns = 1 kinchiltun, lub 1,152,000,000 dni
20 kinchiltuns = 1 alautun, lub 23,040,000,000 dni.

Są to zapewne argumenty przemawiające za prawidłową datą kończącą erę 5 słońca. Jednak z innej strony sytuacja, która bez reszty mogłaby zmieścić 13 baktunów, całkowitą ilość cykli Haab i Tzolkin, jest tylko taka, gdzie lata słoneczne liczone byłyby po 360 dni i trudno jest określić na jaki dzień przypadałby kres tego okresu , co zależało by od daty początkowej.
Ale rok byłby 2087.
360 x 52 =18720 =72 x 260 144000 x 13 = 1872000 : 18720 = 100 razy 1872000 : (260 = 7200) : 360 = 5200 lat
Jeśli 500 lat temu celebracje „nowego czasu” odbywały się od 8 do 13 listopada, czemu 2012 miałby kończyć się 21 grudnia ? Czyżby w 13 baktunach był już zawarty czas na tworzenie nowej ery?
Czemu, jeśli cykl zaczął się 10 lub 12 sierpnia, a rok miałby mieć wielokrotności 365,25 dni, nie jest to też dzień początku kolejnych lat?
Pytań zdaje się być więcej niż odpowiedzi. Wiadomo jedynie, że przy innych przeliczaniach np. po 365 dni w 13 baktunach zmieściłoby się 98 wiązek po 52 lata i 32 lata dodatkowe.
Z kolei jeśli rok liczylibyśmy po 365,25 w okresie 13 baktunów zmieścilibyśmy 98 półwieczy i 29 lat. Następnym być może ważnym pytaniem mogłoby być, czemu okres „Słonecznych er” w przybliżeniu ma wartość ok.5000 lat, czemu miałoby to być „5 Słońce” i jakie to mogłoby mieć znaczenie.
Z moich obliczeń wynika, że zależnie jaką długość roku przyjmiemy, czas trwania „5ego Słońca” będzie od 5125 lat (365,25 dni) poprzez 5158 lat do 5200 lat, jeśli rok liczyć by po 360 dni. Data początkowa Długiej Rachuby, też stanowi problem korelacji.
Ale aby zacząć od początku: Datą początkową (zerową) Długiej Rachuby jest według zapisów data: 13.0.0.0.0. 4. ahau 8. cumhu.
Jednak ze względu na trudności w przypisaniu datom kalendarza Majów ich odpowiedników w kalendarzach "europejskich" (tzw. problem korelacji), nie jest pewne, jakiej dacie tych kalendarzy ona odpowiada. Proponowane były m.in. 10 lutego 3641 p.n.e., 11 lutego 3374 p.n.e. (korelacja Makemsona 1946), 15 października 3374 p.n.e. (korelacja Spindena 1930), 10 sierpnia 3214 p.n.e., 11 sierpnia 3114 p.n.e. (korelacja Goodmana 1905), 12 sierpnia 3114 p.n.e. (korelacja Martineza 1926) i 13 sierpnia 3114 p.n.e. (korelacja Thompsona 1927).Obecnie najpowszechniej przyjmowaną przez majologów jest korelacja Goodmana-Martineza-Thompsona (GMT, 1935), według której data zerowa to 11 sierpnia (według kalendarza gregoriańskiego), czyli 6 września (według kalendarza juliańskiego) 3114 p.n.e. (-3113, według przyjętej w 1740 astronomicznej notacji Cassiniego).
Kolejny problem z odliczaniem 13-stu baktunów to to, że w dacie początkowej jako liczba baktunów podana jest liczba 13. Jednak wszystkie późniejsze daty mają niższą liczbę baktunów, taką jakby po dacie początkowej liczono baktuny od zera, wbrew zasadzie pozycyjnej dwudziestokrotności, nakazującej zliczanie baktunów do dwudziestki, stanowiącej jednostkę wyższego rzędu.
Archeo-astronomowie badający ten kalendarz wcale nie są zgodni, że po dacie 13.0.0.0.0 Musi nastąpić "reset" na 0.0.0.0.0. Być może reguły przewidywały kontynuację Długiej Rachuby aż do 20.0.0.0.0 (Około 8000 roku naszej ery) i dopiero wtedy rozpoczęcie jej od nowa.” Sugeruje to, że nie koniecznie 13 baktunów stanowi pewną całość, cykl, i że data zerowa jest faktycznie datą zakończenia poprzedniego i rozpoczęcia obecnego cyklu, zwłaszcza że w ruinach świątyni Inskrypcji w Palenqué znaleziono oprócz zapisów dat z 12 baktunami również bardzo odległe w czasie daty : 23 października 4772 roku i aż dwie daty 22 kwietnia 5565 oraz 24 lutego 9898 roku wykute w Piramidzie Tygrysa w Tikal.
Dziś żyjący, wywodzący się z Majańskiej kultury szamani uspokajają, że koniec świata w 2012 roku jest tylko wymysłem lub błędem w przeliczaniu kalendarza ich przodków przez „ blade twarze” i czas 5 Słońca Majów nie kończy się na roku 2012.
Aczkolwiek na przykład według Indian Hopi były już 3 światy. Pierwszy został zniszczony ogniem, drugi przez przesunięcie się osi ziemskiej i pokrycie wszystkiego lodem ( analogia do przyczyn wielkiego potopu według Sumerów ), trzeci - powodzią. Obecny świat - jest czwarty.
Aztekowie z kolei uważali, że przeszły już Cztery Słońca i tak zależnie od źródeł np. w Leyenda de los soles 1 słońce ( Nahui Ocelotl ) trwało 676 lat (52 X 13 ), 2 słońce (Nahui Ehacatl ) trwało 364 lata ( 52 X 7 ),3 słońce (Nahui Quihahuitl )trwało 312 lat ( 52 X 6 ), i 4 słońce (Nahui Atl trwało znów 676 lat ( 52 X 13).Choć owe okresy wydają się być o wiele za krótkie w porównaniu ich z erami po 13 baktunów to jednak pokazują jakąś dziwną logikę.
Po pierwsze, zwracają uwagę wielokrotności półwieczy Majańsko- Azteckich. Poza tym, jak łatwo to można oszacować, suma tych 4 okresów to 39, a więc do całości zdaje się brakować jeszcze jednego ostatniego trzynastkowego okresu (52 X 52 ). Jak i uwidacznia się ów 13-tkowy system tym bardziej, że tak jak podobnie to jest w liście królów Sumeru ( wielokrotnośći Sar po 3600 lat), tutaj również panowanie 2-giego i 3-ciego słońca dają w sumie jakąś liczbę podstawową w tym przypadku 52 X 13 ?
Z innych po Azteckich źródeł dowiadujemy się o dużo dłuższych okresach 4 słońc, choć jeszcze nieco różniących się od siebie czasowo, a nie jednakowe jak chcieli by tego majolodzy .
I tak pierwsze z nich trwało 4008 lat i zostało zniszczone przez wodę: Pierwsze Słońce( Matlactili),żyjący wówczas (nie tylko ludzie )jedli kukurydzę i byli gigantami. Słońce zostało zniszczone przez wodę.A nazywało się to zniszczenie Apachiohualiztli czyli powódź lub potop i nieustanny deszcz. Ludzie zamienili się w ryby .Podobno z tego potopu uratowała się tylko jedna para ludzi, Nana i Tata, którzy schronili się w starym drzewie rosnącym nad wodą. Lecz inni ludzie powiadają, że było aż siedem takich ludzkich par, które do czasu kiedy wody nie opadły ukrywały się w jaskini. I to ponoć oni właśnie na nowo zaludnili Ziemię, stając się dla narodów które od nich się wywodziły prawdziwymi bogami. W tej epoce panowała bogini, która była żoną Tlaloca, a imie jej było Chalchiuhtlicue, czyli „pani w wężowej” lub „jadeitowej” spódnicy.
Drugie Słońce trwało 4010 lat i ludzkość upadła wówczas przez wiatr. Drugie Słońce nazywało się Ehecatl, ludzie wówczas żyjący jedli dzikie owoce Acotzintli. Słońce zostało zniszczone przez Ehecatla, który był bogiem wiatru, a ludzie zmienili się w małpy, by lepiej móc się trzymać drzew, aby nie zostać porwanymi przez wiatr. Ten kataklizm zaistniał w pierwszym roku Psa ,Ce Itzcuintli. Z tej katastrofy przetrwała jednak tylko jedna para, która ukryła się na skale. Ta epoka nazywała się Złoty Wiek i panował wówczas bóg wiatru, który zniszczył ten świat.
Trzecie Słońce to epoka zwana Tzonchichiltic co znaczy „Ruda Głowa”,gdyż panował wtedy bóg ognia, i trwała 4081 lat. Potomkowie ludzi ocalałych z Drugiego Słońca jedli wtedy owoce Tzincoacoc . Zniszczenia tego świata były poczynione przez ogień. Czwarta cywilizacja będąca epoką założenia Tuli nazywała się Tzontlilac, co znaczy „Czarne Włosy”, przetrwała 5026 lat. Ludzie ginęli tam z głodu, a zakończyła się potopem deszczu z ognia i krwi.
Obecnie mamy Piąte Słońce, zbliżające się do swego kresu. Tak jak Aztekowie Również Majowie uważali, że ludzkość niszczyły kataklizmy. Jej ostatni cykl trwać ma 5125 lat i zakończy się dnia 4 Ahau 3 Kanbn. Rządzić-będzie wówczas Dziewiąty Pan Nocy .

Ale wracając do dat wyliczonych przez korelację G M T w 1935 roku na podstawie astronomicznych tablic Cassiniego i jeśli byłoby to prawdą, poprzedni cykl rozpoczął by się w 8239 p.n.e. (1872000 dni ~ 5125 lat wcześniej), a bieżący skończy się 1872000 dni (~ 5125 lat) po dacie początkowej, 21 grudnia 2012. Ale zaraz, 13 baktunów to 13 X 144 000 dni, co daje 187 2000 dni 1872000 : 365,242 =5125,36 czyli 5125 lat i około 3,5 miesięcy powiedzmy 100 dni. Tak więc od 11 sierpnia 3113 roku p.n.e. trzeba dodać 5125 lat i 100 dni 5125 – 3113 = 2012, czyli mamy 11 sierpnia 2012 roku + 100 dni co daje nam nie 21 Grudnia, ale 18 Listopada.(?!
Dodatkowo oczywiście uwzględniając to, że na przestrzeni między starą i nową erą nie ma roku zerowego, przez co rok zerowy byłby 3114 p.n.e. lub rok końcowy rokiem 2011 a nie 2012!? Jeżeli przyjąć by, że wszystkie 5 okresów miały by po takiej samej liczbie dni (13 baktunów), co do czego również opinie są podzielone, albo różniłyby się nieznacznie między sobą, mogłoby tu świadczyć, że może ich suma miałaby się zawierać w tak zwanym „Roku Platońskim”. Jest to na tyle interesująca sprawa, że obecnie astrologiczna” Era Ryb” ma się ku końcowi i teraz znajdujemy się w przededniu „Ery Wodnika”, czyli „Nowej Ery”, z którą to co niektórzy wiążą pewne nadzieje.
PROPONOWANE POCZĄDKOWE DATY DLA PRZEŁOMU 4-5 SŁOŃCE
10 lutego 3641 p.n.e.
11 lutego 3374 p.n.e. (korelacja Makemsona, z 1946r.)
15 października 3374 p.n.e. (korelacja Spindena, z 1930r.)
10 sierpnia 3214 p.n.e.
11 sierpnia 3114 p.n.e. (korelacja Goodmana, z 1905r.)
12 sierpnia 3114 p.n.e. (korelacja Martineza, z 1926r.)
13 sierpnia 3114 p.n.e.(korelacja Thopsona, z 1927r.).

Obowiązującą obecnie korelacją jest: Goodmana- Martineza-Thompsona (GMT, z 1935 roku), według której data zerowa między 4 i 5 Słońcem to:

11 sierpnia ( według przystosowanego do kalendarza gregoriańskiego), 6 września (według przystosowanego wstecz kalendarza juliańskiego)
3114 p.n.e. (-3113, według przyjętej w 1740 ( po śmierci jej autora Giovanni Cassini 1625-1712) astronomicznej notacji Cassiniego)

Cóż więc wiemy o tych Erach czy „Domach Zodiaku”, które to w dalekiej przeszłości ktoś ustalił z jakiegoś zapewne sobie jedynie ważnego powodu, dzieląc tak zwany ”Rok Platoński” na 12 równych części i nazywając każde z tych części od tworzonych gwiezdne obrazy kosmicznych konstelacji.
Dla tych, którzy chcą przybliżę, że Ziemia krążąc wokół słońca i wirując wokół własnej osi, wykonuje ruch zwany „precesją” (Rys.8 b) .
Jeden pełny cykl precesji ziemi względem gwiezdnych konstelacji znajdujących się na ekliptyce, czyli iluzorycznej płaszczyźnie poruszania się Ziemi i większości planet Układu Słonecznego trwa około 26000 lat. Przyjmuje się, że cykl ten mieści się między 25800 a 26000 lat.
Nasza podróż wokół Słońca nie jest taka prosta jak mogłoby się wydawać. Kształt orbity, zwany ekscentrycznością orbity,ulega ciągłym zmianom. Ziemia przemieszcza się od prawie idealnego koła, do elipsy wywoływanej grawitacyjnymi wpływami dużych planet Układu Słonecznego. Ten cykl ulega zmianie na przestrzeni około 100 tys. lat, i co ciekawe, nie wpływa no długość roku, zmieniając się od koła do elipsy i z powrotem. Chybotliwe obracanie się w osi, czyli precesja Ziemi, została niedawno (w 2000 roku), naukowo wyliczone, i dowodzi, że jedna całkowita rotacja miała by w naszych czasach zajmować osi ziemskiej dokładnie 25771,5 roku.
Z pewnych względów ja jednak uważam, że jest to (lub był w czasach historycznych )okres 25920-letni, podzielony na 12 er po 30 stopni każda, czyli każda era miałaby 2160 lat.
Tak, że 1 stopień na obwodzie „Roku Platońskiego” trwałby 72 lata 72 x 30 = 2160. Liczba 2160 jest nie tylko podzielna przez 360, ale także przez 6 360 x 6 = 2160 i przez 720 720 x 3 = 2160. Jak próbowałem wykazać to wcześniej, liczba 360 i jej wielokrotności nie tylko była, ale także nadal pozostaje niezmiernie istotną liczbą u wszystkich ludów, tak starego jak i nowego świata (obwód koła 360 stopni, godzina 60min., minuta 60sek.itd.).
Również 2160, przede wszystkim jako ilość lat, często występuje np. w kulturze Sumeru jako czas panowania bogów-królów zapisanych na tak zwanych ”Listach Władców Sumeru”( WB 444 opisana w dalszych częściach mej pracy ), jako pojedyncza wartość lub suma panowania kilku kolejnych władców tej samej dynastii. Liczba 2160 również pojawia się w kontekście występowania kataklizmów. I tak np: Antyczni kronikarze i filozofowie, tacy chociażby jak Heraklit, który dostrzegał znaczenie ognia w kontekście katastroficznym, dlatego sugerował, iż świat się odnawia poprzez wielkie pożary, występujące co 10 800 lat;
Arystarch z Samos żyjący w III wieku p.n.e. nauczał, że Ziemię niszczy ogień co 2 484 lat. Według pewnego filozofa z Elei wszechświat zmienił kierunek swego wirowania powodując śmierć żywych istot na olbrzymią skalę cyt:„Zatem w tym czasie miało miejsce wyniszczenie żywych stworzeń na wielką skalę i tylko ludzie ocaleli w nieznacznej liczbie. Przydarzyło im się wiele nowych i dziwnych rzeczy, a największą z nich było to, co opiszę, coś, co jest zgodne z cofaniem się wszechświata w czasie, kiedy zaczął się obracać w kierunku przeciwnym do tego, w jakim teraz się obraca”.
Ten kataklizm miał ponoć zakończyć złoty wiek, o czym wspomina Platon w „Polityce”. Herodot (V wiek p.n.e.), pisząc o Egipskiej prehistorii, głosi iż Słońce cztery razy zmieniło swój wyznaczony bieg, „dwakroć wstając tam, gdzie teraz zachodzi, i dwakroć zachodząc tam, gdzie teraz wstaje”.
Filozof z Elei wspomina coś podobnego w kwestii pojedynku Atreusa z Tyestesem: „ Mówią, że Słońce i inne gwiazdy początkowo zachodziły w tym regionie, gdzie teraz wschodzą, a wschodziły tam, gdzie teraz zachodzą, i dopiero póżniej bóg, gdy dał świadectwo na korzyść Atreusa, zmienił wszystko do obecnego układu”, a ludzkość miałaby mieć to zaobserwować już co najmniej trzykrotnie. Więcej o tych zależnościach rozpisuję się przy omawianiu fizyki kwantów i antymaterii. 3 x 3600 = 10800 = 5 x 2160
Tadeo
PostWysłany: Nie 18:31, 21 Lis 2010    Temat postu: PIĄTE SŁOŃCE CZĘŚĆ CAŁOŚĆ

„PIĄTE SŁOŃCE” Jest to część , rozległej tematycznie pracy jaką pragnę tutaj umieścić. Tematem jej są koncepcje będące konsekwencją wielu moich spostrzeżeń i zainteresowań obejmujących od historii, religii i filozofii do fizyki czy Astronomii.


PIĄTE SŁOŃCE
1
ODLICZANIE
Mym początkowym zamiarem przed napisaniem tego tekstu było bliższe przyjrzenie się sprawie związanej z Majańskim kalendarzem. Chciałem bezkrytycznie dla siebie samego przeanalizować często pozbawione logiki koncepcje na ten temat, szczególną uwagę poświęcając opracowaniom na temat tak zwanego „końca świata” w okresie 21-22 grudnia 2012 roku.
Dodatkową motywacją do głębszego zainteresowania się tym ,zdać by się mogło na wszystkie strony rozpracowanym tematem, była lektura jednej z nowszych książek Zecharia Sitchina pod tytułem „U kresu czasów” („The End of Days”). Notabene, tego zmarłego niedawno autora i uczonego uważam za jednego z bardziej kompetentnych tłumaczy i interpretatorów co niektórych historycznych tekstów i zdarzeń.
Jednym z aspektów owej groźby 21 grudnia 2012 roku, czyli daty kończącej okres tak zwanego ”Piątego Słońca”(ok.5125 lat, według najbardziej powszechnie uznanej wartości), było prawidłowe określenie daty początkowej (10-12 sierpnia 3113-3114pne.)Ta właśnie data przełomowa kończąca 4ty i za razem początkująca 5ty okres, tak zwane ”Słońce” u różnych badaczy nie jest zgodna. Jak się okazało, pierwszym powodem takiej sytuacji mogłoby być to iż datę tą bardziej wydedukowano niż ją odkryto. Po prostu nie znajdując wśród Majańskich glifów ( Rys.1)jakiekolwiek daty jednoznacznie określającej koniec i początek ich obecnej ery słonecznej, zauważono również, że opiewające pewne zdarzenia ciągi liczb nie przekraczają pewnych określonych wartości ( 13 baktunów = 13 x 144000 dni= 1872000 dni).

Wartość tę, a właściwie okres, gdyż Indianie kultury Mezoameryki do określenia czasu zaistnienia jakiegoś wydarzenia używali swoistego rodzaju wartości liczbowej dni, które to te liczby okresy oddzielały owe wydarzenia między sobą.
Jednym z takich ważniejszych, jeśli nie naj ważniejszym zdarzeń miał by być początek „Ery Piątego Słońca”, Podstawowym dokumentem, będącym źródłem informacji o kalendarzu Majów jest tzw. Kodeks Drezdeński jeden z trzech ocalałych przed zniszczeniem przez hiszpańskich, chrześcijańskich najeźdźców dokumentów. Majowie zapisywali ważne daty, np. zaćmienia Słońca, poprzez zapisanie liczby dni, jaka upłynęła od pewnej daty początkowej (Długa Rachuba).
Daty zapisywano za pomocą hieroglifów wskazujących jednostki czasu (złożone z określonej liczby dni) oraz kresek i kropek oznaczających cyfry (w systemie dwudziestkowym), podając liczbę tych jednostek. Za początek rachuby przyjmuje się obecnie 3113 rok p.n.e.
Data ta była w swej funkcji podobna do daty narodzin Chrystusa w kalendarzach chrześcijańskich .
Co prawda Kodeks Drezdeński jako najważniejszy astronomiczny dokument, który pozostał po Majach, nie został do końca przetłumaczony czy zrozumiany. I choć zapisane w nim jest, że końcem świata znów będzie miała być wielka powódź, ale nie jest tam napisane, kiedy to nastąpi i czy może to dotyczyć kresu 5 słońca. Albo nasi majolodzy jeszcze nie potrafią tego rozszyfrować.

Tak czy inaczej, kiedy doszukano się w Majańskich kodeksach,( Rys. 2 ) i na kamiennych Stellach wielu Majańskich miast okresu 13 baktun, uznano że musi to być okres trwania słonecznych er. Był to jednak początek drogi, gdyż jeśli nie było by tutaj błędu w rozumowaniu, to czy jednak dosyć zaokrąglona liczba 13 baktunów była tą najstarszą, największą i najbardziej dotyczącą początków ery liczbą dni? Uczonym nadal brakowało czegoś w rodzaju kamienia z Rozety ( Rys.3 )

Z pomocą przyszła tutaj astronomia i zapisane w kodeksach (Kodeks Drezdeński) dane dotyczące zaćmień słońca, księżyca i pozycji planety Wenus, które pomogły na podstawie porównań ustalić odpowiedniki podobnych zdarzeń w bardziej nas dotyczących kalendarzach ( Juliański i obecny Gregoriański).
Na podstawie porównania tych zdarzeń powstał moduł, klucz do określenia początku słonecznej ery, w której się znajdujemy na rok ok. 3113 pne. Większość współczesnych badaczy jest prawie pewna , że idzie tu o 10-12 sierpnia 3113 lub 3114 roku p.n.e. (4 AHAU 8 RUMMU).
Błąd w rozbieżnościach powstaje głównie z powodu, że na przełomie starej i nowej ery kalendarza gregoriańskiego nie istnieje punkt zerowy i po 1 roku p.n.e. od razu następuje 1 rok naszej ery.
Tak więc jeśli początkową datą byłby rok 3113 pne, to odliczając 5125 lata koniec ery „5 Słońca” rzeczywiście miałby zaistnieć w roku 2012
13 x 144000 dni = 1872000 dni : 365, 25 = 5125, 2566 lata 5125 – 3113 = 2012
Mówię jeśli, gdyż Majowie jako podstawy swoich systemów numerycznych tak samo często używali liczby 13 jak i liczby 20. W tym przypadku może być jedynie bardziej lub mniej trafnym przypuszczeniem, iż ostateczną „datą” „Długiej Rachuby” jest 13, 0, 0, 0, 0, (każde z zerowych pól obrazowuje sumę w kolejnych pozycjach Majańskiego systemu, w tym przypadku 13 baktunów, np.1 calabtun 2 katuny i 3 kiny trzeba by zapisać: 1, 0, 0, 2, 0, 0, 3,).
Po prostu nie odnaleziono dotychczas dotyczącej jakiegoś zdarzenia większej liczby, ot chociażby nie 13 baktunów, ale 20 pictunów (20, 0, 0, 0, 0, 0, ) lub 20 baktunów, które w rezultacie stają się 1 pictunem 1, 0, 0, 0, 0, 0,(Rys.4) co koniec ery słonecznej przeniosłoby do roku 4772 n.e.( Choć do tego czasu właściwie należałoby powiedzieć, że od Ery związanej z Chrystusem jeśli przyjąć, że uznany w przybliżeniu rok urodzenia Jezusa jest też w dużym przybliżeniu rokiem początku „Ery Ryb”, minęłyby już 2 ery, a ci co wówczas by żyli znaleźliby się w roku 452 roku „Ery Koziorożca”?!) (Rys. 5 )


20 baktun x 144 000 dni =2 880 000 dni = 1 pictun 2 880 000 dni : 365, 25 =7885, 0 lat -3113 r p Ch.= 4 772 rok od przybliżonego roku urodzin Jezusa i przybliżonego momentu początku „Ery Ryb” 4 772 – (2 x 2 160 = 4 320 ) 4 772 -4 320 = 452 rok „Ery Koziorożca”.
Idąc dalej tym tokiem rozumowania, to jeśli liczba 13 baktunów miałaby być prawidłowa, to czy zarówno w Majański m, jak i w naszym kalendarzu nie powinno znów dojść do zresetowania licznika na rok 0- owy najnowszej ery, tym razem „Ery Wodnika”!?
Jest to wszystko dość intrygujące, ale czy mamy prawo mieszać tak ze sobą te tak odrębne systemy mierzenia czasu, dotyczące tak różniących się od siebie kultur?
Czy nie będzie to czymś w rodzaju budowania w calach domu, który został zaprojektowany w centymetrach?
Zadaje takie pytanie, gdyż Majowie w swych obliczeniach nie używali przecinków, a w swym najpopularniej używanym systemie odliczania czasu posługiwali się zazębiającymi się ze sobą kołami 260 dniowego świętego kalendarza Tzolkin ( u Azteków Tonalpohralli ), który był rokiem świętym zawierającym wyłącznie dane dotyczące religii, nie uwzględniając pór roku.
Drugim, tym razem słonecznym kalendarzem był również działający w systemie kół zębatych kalendarz Haab ( u Azteków znanego jako Xiuhpohralli ) mający 18 miesięcy po 20 dni, do których dodawano 5 dni uzupełniających. 18 x 20 = 360 + 5 = 365.
Z powodu trafności w określaniu pewnych zdarzeń astronomicznych określa się Majański kalendarz jako bardziej akuratny niż zmodyfikowany z Juliańskiego nasz obecny kalendarz Gregoriański, określając że 1- dniowy błąd w kalendarzu Majów występuje po upływie więcej jak 4000 lat, natomiast taki sam błąd w naszym kalendarzu zdarza się co 3000 lat.
Rys. 6

Kalendarz juliański -365,250000 dni
Kalendarz gregoriański -365,242500 dni
Kalendarz Majów -365,242129 dni
Kalendarz astronomiczny -365,242198 dni
Lecz ktoś mógłby się spytać jak to jest możliwe, jeśli Majowie nie posiadali lat przestępnych . Jednym z wyjaśnień może być nie całkiem pewny i sprawdzony fakt, iż posiadali inny sposób na tę korektę, a mianowicie dodawali 13 kolejnych dni po upływie ich piędziesieciodwuletniego półwiecza i odejmowali 25 dni co każde 3172 lata.
Jeśli było tak w istocie, któż by o tym pamiętał i kogo zobowiązywał, aby dokonać takich korekt ? Część akademickich uczonych uważa, że rok Majów przesuwał się względem pór roku 1 dzień na 4 lata, aby w rezultacie po 1461 latach znów móc zaczynać się w tym samym dniu.
Jednak taki stan rzeczy zaprzeczałby niesamowicie dokładnym astronomicznym obliczeniom Majów .Tak więc mimo wszystko uciążliwa koncepcja dodawania 13 dni po 52 latach i odejmowaniu 25 po kolejnych 3172 wydaje się być jak najbardziej logiczną!
3172 : 52 = 61 61 x 13 = 793 dni 3172 x 365 = 1157780 dni + 793 dni =1158573 – 25 =1158548 dni
3172 x 365,242198 = 1158548,2 dni Ale nam nie jest nawet potrzebna taka dokładność 52 x 365 = 18980 + 13 = 18993 dni Tak jak 52 x 365,25 = również 18993 dni
Ale te moje wyliczenia, aby dowieść akuratność Majańskiej wiedzy nie są jedynym powodem, aby ich półwiecze trwało właśnie 52 lata. Jako, że jak wspomniałem, słoneczny kalendarz Haab był niejako zazębiony z 260 dniowym kalendarzem Tzolkin, sprawdziłem że po upływie 52 lat 365 dniowego Haab, Tzolkin również całkowicie obraca się 73- krotnie
52 x 365 = 18980 73 x 260 = 18980
Lecz nasuwa się pytanie: cóż z 13-oma dniami przestępnymi ?

Można by więc domniemać, iż Majowie odliczając swój wiek do pięćdziesięciu dwóch obrotów Haab dodawali jeden obrót Tzolkin lub po prostu wiedzieli, że 52 pełne lata to po prostu 73 obroty Tzolkin. Nielogiczne przecież było by, aby rozmontowywano swój zestaw zazębiających się kół i obracano o kilka „trybików”, tak jak najprawdopodobniej i my byśmy nie rozkręcali naszych zegarków, gdyby raptem coś się zmieniło i doba trwała na przykład 25 a nie 24 godziny. Oczywiście najidealniej było by przerobić zegary atomowe i elektroniczne, lub w ostateczności stworzyć taki układ kół zębatych, aby określały one dobę dwudziestopięciogodzinną, niż rozkręcać nasze zegarki co 24 godziny, przekręcając ich trybiki o jedną godzinę wstecz i na pewno łatwiej było by zignorować ową „dodatkową” godzinę, na przykład codziennie przestawiając nasz zegarek z godziny pierwszej na dwudziestą czwartą. Podobnie Majowie jak najbardziej byli świadomi 365- dniowego roku, a nawet podobno koło kalendarza Haab również posiadało 365 sektory, nawet zawarto kalendarzowy system w niektórych budowlach, ot chociażby w słynnej Piramidzie Kukulkana w Chichén Itzá (Meksyk), która jest jedną z najbardziej okazałych piramid świata Majów, będąc jednocześnie szczególnego rodzaju majańskim kalendarzem. Piramida składa się z 9 kwadratowych platform ułożonych jedna na drugiej. Schody prowadzą na szczyt piramidy z czterech stron po 91 stopni, co daje razem 364 stopni. Ostatni trzysta sześćdziesiąty piąty stopień stanowi wejście do świątyni Kukulkana. Pomiędzy ścianami ramp znajduje się 18 boków platform stykających się pod kątem prostym. 18 odpowiada liczbie miesięcy kalendarza majańskiego. Na bokach platform można dostrzec 52 wgłębienia, co jest równe liczbie długości „wieku” Majów, jak i „Koła Kalendarzowego”, czyli okresu w latach, po upływie którego pojawia się taka sama kombinacja dnia świętego kalendarza Tzolkin i miesiąca kalendarza Haab. Budowlę usytuowano w taki sposób, że podczas wiosennego i jesiennego zrównania dnia z nocą pierwsze promienie słońca powoli przesuwają się po schodach, co wywołuje wrażenie, że bóg Kukulkan (pierzasty wąż) pełznie do lub ze swej świątyni w dół piramidy. Może więc jest przypadkiem. że liczba dni roku jest bardzo bliska majańskiemu tunowi (360 dni)lecz jednak właśnie w ich systemach liczebnych nie występuje liczba 365 ale 360. I właśnie interesującym nas związanym z domniemanym końcem „5-ego Słońca” innym sposobem rachuby czasu, w obrębie majańskiego kalendarza, była tzw. "Długa Rachuba" (ang. Long Count), polegająca na podaniu liczby dni (wyrażonej w pewnych jednostkach-okresach), jakie upłynęły od pewnej daty początkowej. Jednostką odpowiadającą w przybliżeniu rokowi był właśnie w tej rachubie liczący 360 dni tun. Prawdopodobnie więc wyznaczający okres agrokulturalnego roku kalendarz Haab nie jest prawidłowym miernikiem długości er majańskich.

Według informacji zawartych w książce Sitchina dowiedziałem się, że już 100 lat temu taki sposób naliczania Majańskich lat zakwestionował niejaki Fritz Buck, który może słusznie zauważył, że ”mnożnik a zatem i dzielnik, powinien reprezentować własną wartość kalendarza, dokładnie 360, nie zaś 365,25. W ten sposób 1872000 dni daje w rezultacie 5200 lat- wynik doskonały, bo wiernie odzwierciedla 100 pakietów magicznej liczby Thota: 52. (Rys.7)

Tak obliczonym, magicznym rokiem Powrotu Thota byłby A.D. 2087 (5200 - 3113 = 2087 )”.Rzeczywiście, w cyklach liczebnych Majów nie ma liczby 365, ale tylko 360. Czy to tylko przypadek, że ich system liczebny był podobny do Sumeryjskiego systemu sześć dziesiątkowego ?
1 kin = 1 dzień
1 unial = 20 dni
1 tun = 360 dni
1 katun = 7200 dni = 20 tunów
1 baktun = 144000 dni = 20 katunów
1 pictun = 2880000 dni =20 baktunów
1 calabtun = 57600000 dni = 20 pictunów
Właśnie te moduły czasowe i ich wielokrotności Majowie używali do określania swych zdarzeń, rzeźbiąc czy zapisując w kodeksach takie ilości dni, jak na przykład: 13 baktunów = 1872000 dni , 3200000 tunów czy 64000000 tunów co daje 23040000000 dni, które jeśli mimo wszystko Majowie przeliczaliby te swoje ilości dni tak jak byśmy my to zrobili, ta ostatnia liczba dni dałaby 64109589 lat.
Ale cóż, jeśli tak nie było i po prostu żeby być dokładniejszym w przeliczaniu rzeczywiście mijanego czasu po prostu jak w jedną stronę licząc w przyszłość, tak i przeliczając wielkości liczb z przeszłości ignorowano 5 dodatkowych dni z 19 dodatkowego 5 dniowego miesiąca Uayeb, gdzie dni nie miały „nawet swej nazwy”?
Kalendarz Tzolkin 20 dni w 13 miesiącach 20 x 13 = 260
Kalendarz Haab 20 dni w 18 miesiącach + 1 miesiąc 5 dni 20 x 18 =360 + 5 = 365
Kalendarz Egipski 30 dni w 12 miesiącach + 5 dodatkowych dni 30 x 12 = 360 + 5 =365
U Egipcjan kalendarz miał 360 dni + 5 dni tak zwanych narodzin (epagomenai ) poświęconych bogom: Ozyrys, Horus, Set, Izyda, Neftyda.
Dni epagomenalne - było to pięć dni, które kończyły rok w starożytnym Egipcie. Po dniach epagomenalnych następował miesiąc Thot. Bogini Nut miała zakaz łączenia się ze swoim mężem i bratem Gebem przez cały rok egipski (360 dni).Jednak Thot dołączył do nich 5 dni, w których Nut poczęła swoje dzieci. 1 dzień - 14 lipca – narodziny Ozyrysa, 2 dzień - 15 lipca – narodziny Horusa, 3 dzień - 16 lipca – narodziny Seta, 4 dzień - 17 lipca – narodziny Izydy, 5 dzień - 18 lipca – narodziny Neftydy
Jak więc się okazuje, Egipski kalendarz też z jakiegoś powodu działa na podobnej jak Majański zasadzie. Jako, że Majowie nazywali tylko 360 dni w swoim 365 dniowym roku, 19 pięciodniowy miesiąc był uważany za pechowy i nazywany tzwxma kaba kin „czyli dni bez nazwy”.
Lecz w ich przypadku mieli oni swe zazębione koła, w których teoretycznie trudno było by uzyskać liczbę 365, ale przecież Egipcjanie obliczali czas w inny sposób, a mimo wszystko ich rok też ma 360 + 5 dni.
Z nadzieją, że jeśli starożytni rzeczywiście coś wiedzieli o cyklicznie następujących po sobie kataklizmach, to może i powielany w odmiennych kulturach sposób liczenia czasu (jego uniwersalne istnienie w różnych kulturach ) mógłby świadczyć, że inaczej trzeba przeliczać złowrogą liczbę 13 baktunów?
144000 x 13 = 1872000 : 360 = 5200 – 3113 = 2087 rok ?!
Więc jeśli tak miałoby być , i mielibyśmy się obawiać czegoś u schyłku 5 „Słońca”, to mielibyśmy na to nieco więcej czasu!
Wykonując jeszcze raz to ostatnie wyliczenie zauważyłem że: 1872000 : 260 = 7200 liczba 13 baktunów podzielona przez 260 daje równą 7200 wielokrotność, czyli może uznanie iż słynna zależność dr Kiesslinga jest taka genialna i ważna jakby mogło to się na pierwszy rzut oka wydawać i nie jest takie najważniejsze. Chodzi o to, że73 krotność liczby 260 daje tą samą wartość co 52 krotna wielkość liczby 365 52 x 365 = 18980 = 73 x 260 , gdyż
260 X 72 =18720 czyli 1/100 13 baktunów 1872000 dni 52 x 360 = 18720 =260 x 72
Pojawienie się liczby 72 zamiast 73 jest moim zdaniem bardziej uzasadnione choćby z powodu występowania jej i jej wielokrotności w systemie liczbowym Majów: tun 360, katun 7200, baktun 144000, pictun 2880000, calabtun 57600000, (72 jest świętą liczbą niektórych kultur 72 jest liczbą „mocy” i imion Boga, o czym mówię w wielu innych miejscach mej pracy).
Tak więc jeśli liczba 1872000 dni zawierała w sobie 7200-krotność liczby 260 dni to należałoby przypuszczać, że był to może najlepszy sposób na odliczanie sumy 13 baktunów przez dokładne całkowite przeliczenie 7200 Tzolkinów, obojętne ile w tym czasie razy obróci się koło Haab. Koniec 7200-nego cyklu świętego kalendarza Tzolkin będzie oznaczał zbliżenie się do kresu ery i nie ma teraz kłopotu z doliczaniem 5 , 13 i odliczaniem 25 dni dodatkowych.
Nie mogąc znaleźć potwierdzających moje przypuszczenia dowodów w literaturze opisującej kalendarze ludów Mezoameryki , moje pytania zmusiły mnie do bliższego zapoznania się z tym, co do naszych czasów przetrwało o zasadach funkcjonowania i kultywowania przez Majańsko -Azteckie kultury.
Interesował mnie teraz nie tylko kalendarz, ale i związane z tymi ludami legendy i obyczaje. Najwięcej ciekawych informacji znalazłem w relacjach hiszpańskich misjonarzy, którzy niosąc tym indiańskim ludom ewangelię, skrupulatnie niszczyli ich wiedzę, kulturę i sztukę .
Jednym z nielicznych, który przy okazji wandalizowania tych wspaniałych kultur, z nie do końca zrozumiałych pobudek, spisywał ich opowieści i legendy, był zdawać by się mogło dwulicowy osobnik, biskup Diego de Landa.
Z pozostałości przetrwałych relacji dowiedziałem się, że Indianie nie tylko panicznie bali się ostatnich pięciu dni w ich kończącym 52 lata półwiecznym cyklu zwanym „wiązką”, ale też jeśli w czasie „trwania dni bez nazwy” zaobserwowali pewne astronomiczne współzależności , świat miał trwać kolejne 52 lata.
Zastanawiające było dla mnie czemu kapłani, najprawdopodobniej znający złowrogą liczbę 13 baktunów , co kolejne 52letnie półwiecze celebrowali swe ceremonie grozy i strachu?
(Aztekowie odprawiali ceremonie świętego ognia co 52 lata, a Majowie robili to co roku.). Skoro posiadano odpowiednią wiedze, musiano ją więc wypraktykować , co jeśli chodzi o związane ze sprawą bardzo długie okresy czasu wymagałoby wielu pokoleń swego rodzaju specjalistów.
Albo wiedza ta została ludziom podarowana, lecz czemuż to miałaby być ona zapomniana? Czyżby ci, którzy nią obdarzyli ludzi gdzieś przepadli lub się wynieśli?
Jakieś dziwne podświadome odczucie podpowiadało mi , że jest to w jakiś sposób ukartowane: może po to, aby nie szerzyć paniki, lub aby wzbudzić wśród ludzi pokorę i poddaństwo. A może ten sam schemat działa również i dziś, kiedy to pozornie mamy tak wiele wiedzy na każdy temat, że w jej natłoku często ona działa jak dezinformacja?
Może właśnie po to był pożar biblioteki Aleksandryjskiej, krucjaty przeciwko światlejszym czy bardziej bogobojnym ludom, konkwista z klerem żądnym zniszczenia wszystkiego, co nie chrześcijańskie, poprzez wszelkiego typu niszczące wszystko wojny i rewolucje, gdzie przy okazji plądruje się i niszczy niewygodne idee czy artefakty.

Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group